Od kuchni

Dedykowane Magdzie, która prywatnie zadała mi pytanie. I bardzo jej dziękuję, bo dzięki niej nie tracę nadziei, że czytelniczki mojego bloga jeszcze nie wymarły 😉

Kontynuuję więc poprzedni wpis.

Jak robić jedzenie dla 8-miesięcznego człowieka i przeżyć, kontynuując karmienie piersią?

Karmienie piersią nie traci podczas wprowadzania swoich licznych funkcji, a nawet zyskuje nową: osłania przewód pokarmowy podczas wprowadzania „trudnego” początkowo dla dziecka jedzenia. Pisząc „trudnego” nie miałam na myśli wyłącznie trudnego do pogryzienia, ale również trudnego do strawienia, trudnego do oczyszczenia przez niedojrzałą wątrobę, trudnego, bo mogącego powodować podrażnienia przewodu pokarmowego. Nie jest więc dziwne, że dziecko wraca do piersi jak bumerang, jeśli mu się to umożliwi. I warto pozwolić sobie tym się cieszyć, że w razie czego pierś pozostaje pewnikiem, z którego dziecko się naje, załagodzi to jego przewód pokarmowy.

Dziecko w drugim półroczu życia, ale też w drugim roku życia może niekiedy lub cały czas budzić się często lub bardzo często:

  • bo upewnia się, czy jest przy nim mama (spodziewa się, że jak ona go uśpiła, to jak się przecknie, to też powinna być w pobliżu);
  • bo w dzień nie ma czasu na ssanie lub za mało jest skupione na nim- w końcu świat jest taki ciekawy, raczkowanie lub inne nowo opanowane ruchy takie ciekawe, czasem mamy za dużo podsuwają dziecku w niewielkim jeszcze stopniu strawnej żywności uzupełniającej; dlatego dziecko nadrabia nocą zaległości dzienne, a dodatkowo pracuje ssąc wytrwale nad budową swojego mózgu- nocne mleko ma więcej lipidów, więcej cholesterolu, kwasów DHA, dużo wody i innych składników potrzebnych do tego; w tym czasie sprawdza się więc karmienie przez sen, nieodkładanie dziecka- jeśli wcześniej się tego nie nauczyłyśmy, to teraz jest okazja;
  • bo zwyczajnie potrzebuje jeść w nocy i jest to dla niego z wielu jeszcze powodów zdrowe;
  • przewaga lekkiego nocnego snu jest zwyczajnie zdrowe dla jego mózgu: wówczas najbardziej mózg się rozwija;
  • stosunkowo często dodatkową przyczyną częstego budzenia są też pasożyty układu pokarmowego (np. swędzące owsiki)- dziecko wszak w tym okresie wszystko bierze do buzi, nietrudno więc się zarazić przy takim trybie życia.

Jak karmić piersią i przetrwać takie okresy częstych nocnych pobudek:

  • być blisko dziecka; budzi nas nie samo karmienie piersią, bo ono działa usypiająco, ale: czekanie aż dziecko zaśnie, odkładanie dziecka, jakieś nasze nocne eksperymenty; tak zorganizować to nocne karmienie, żeby było nam wygodnie, żeby się nie rozbudzać;
  • pogratulować sobie dotychczasowego i obecnego karmienia piersią i w nagrodę: zrobić sobie morfologię krwi i jeśli czujemy się codziennie wyczerpane, przemęczone, bez sił również badanie tarczycy (TSH, Ft3, Ft4); poprawić jakość swojego odżywiania, żeby było zdrowsze, bardziej pełnowartościowe, żeby zawierało więcej witamin, mikroelementów; większość kobiet karmiących pije też za mało lub pije za dużo odwadniających napojów (kawa i herbata)- dlatego warto starać się dużo pić po wyczerpującej nocy; oczywiście można sobie też inne nagrody sprawić- zwłaszcza takie, które dadzą nam radość, którą będziemy mogły żyć;
  • pogratulować sobie po wyczerpującej licznymi pobudkami nocy, bo to jest kawał ciężkiej roboty matki na rzecz dziecka; a po robocie jak to po pracy należy nam się odpoczynek: a więc pozwalać sobie odespać w dzień (gdy dziecko zaśnie lub wyprawić bliską osobę z dzieckiem na spacer itp., żeby samej móc zdrzemnąć się lub tylko poleżeć; i koniecznie pozbyć się tu wszelkich skrupułów: sprzątanie, inne prace będziemy miały całe życie, a dziecko karmione piersią o wiele krócej
  • w skrócie: trzeba być dla siebie dobrą! wtedy łatwiej będzie nam być dobrą również dla dziecka.

A jeśli chodzi o menu, to pierwszy i drugi rok życia jest okresem, kiedy samemu warto wdrożyć dobre nawyki żywieniowe, które posłużą całej rodzinie, a przy okazji dziecku:

  • mało lub wcale cukru, soli i sztucznych dodatków do żywności (stabilizatorów, emulgatorów, konserwantów, wzmacniaczy smaku, słodzików czyli przeróżnych E); ponieważ jednak dorośli potrzebują trochę soli, warto najpierw odjąć trochę jedzenia dla dziecka, a potem je dopiero osolić, przyprawić pikantniej; zamiast soli dodajemy natomiast nasze poprawiające smak i trawienie zioła: majeranek, bazylia, tymianek itd.;
  • jeśli to możliwe, postarać się o warzywa, owoce, ziarna, jaja, mięso od babci, cioci, rolnika, który hoduje „dla siebie”; a jeśli kupujemy w supermarkecie, wybierajmy chociaż albo eko albo chociaż okazy małe (np. marchewki małe nie będą tak przenawożone jak te duże); najpierw więc wprowadzamy rodzime polskie produkty, na drugi rok zostawiając produkty egzotyczne, zagraniczne etc.;
  • wybieramy przede wszystkim pieczenie, gotowanie (też na parze) jako sposób przyrządzania potraw unikając smażenia jako „trudnego” dla wątroby i zdrowia zwłaszcza dziecka (ale dorosłego również);
  • korzystać możliwie często (najlepiej 1 raz dziennie lub częściej) z naturalnych probiotyków, jakimi są domowe kiszonki lub sok z nich; dla dziecka początkowo wystarczy parę kropel dziennie; warto wiedzieć, że łyżeczka naturalnego soku z kiszonek zawiera więcej probiotyków niż całe opakowanie aptecznych probiotyków w postaci saszetek, Lakcidów, Trilaców itp.;
  • dodawać do potraw na końcu (po ugotowaniu lub upieczeniu) surowe oleje z pierwszego tłoczenia: z oliwek, lniany, słonecznikowy, arbuzowy, z pestek dyni itd.; zamiast mąki warto zagęścić danie, np. sos mielonym siemieniem lnianym (najlepiej gdy zmielone jest całe ziarno, a nie apteczne siemię, które jest odtłuszczone);
  • dieta wegańska jest wybrakowana, żeby nie mieć niedoborów, trzeba jeść choćby od czasu do czasu jajka, mięso, nabiał (lub choćby same jajka); 8-miesięcznemu dziecku wprowadzamy żółtko, dobrej jakości mięso, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Z powodu niedojrzałego przewodu pokarmowego, nerek, narządu przeżuwania nie podajemy (lub unikamy zazwyczaj) dziecku w pierwszym roku życia:

  • orzechów- z powodu możliwości zadławienia i ogromnej alergenności;
  • soli z powodu niedojrzałych nerek;
  • produktów zakonserwowanych, silnie zmodyfikowanych itp.;
  • dań smażonych z powodu niedojrzałej wątroby;
  • produktów silnie uczulających: mleka krowiego i jego przetworów (odrobinę w 11 i 12 miesiącu można zacząć proponować), cytrusów, truskawek, ryb, kakao, orzechów; na to wszystko dziecko będzie miało czas w drugim bądź trzecim (alergicy) roku życia.

Dzieci natomiast potrzebują stosunkowo więcej niż dorośli:

  • tłuszczu- można go dodawać do zup, warzyw, kasz itp.;
  • cholesterolu ze względu na budowanie swojego mózgu i proces mielinizacji;
  • węglowodanów: złożonych i prostych, aby mieć wiele energii, szybko rosnąć (w 1 roku życia dziecko nie może surowego miodu ze względu na możliwość występowania w nim bakterii- może jednak przegotowany); warto więc podawać wielość kasz i płatków: jaglane, jęczmienne, gryczane, owsiane, quinoa, kuskus, itd.; dzieci najłatwiej akceptują słodki smak, stąd często owoce są chętniej przez nie zjadane, ale proponujemy również wiele warzyw;
  • białek zwierzęcych- ze względu na szybki wzrost.

Czy będzie ciąg dalszy? Zobaczymy. Przydałoby się jeszcze dojść do konkretów. Kilka super przepisów. Co Wy na to?

Zachęcam do przeczytania z dawką zdrowego krytycyzmu: „Bobas lubi wybór” i Gonzalesa „Moje dziecko nie chce jeść”. Ale najważniejszą książką, jaką każda mama powinna przeczytać jest księga własnego dziecka: słuchanie go, obserwowanie, szukanie dlań zrozumienia niepozbawione dawki roztropności. I pozwólmy dziecku, by była to księga radości.


Zostaw odpowiedź