Mniam, mniam!

Danie na dwie okazje czyli ośmiomiesięczniak też człowiek.

Kiedy gotujemy do obiadu np. kaszę jęczmienną, to jeśli myślimy o niemowlaczku, to warto wybrać jak najdrobiejszą lub zamiast niej płatki: dwoma, czteroma czy siedmioma siekaczami zbyt dokładnie taki młody człowiek nie rozgryzie tej kaszy, więc ułatwimy mu jej strawienie wybierając drobny rozmiar, miękką konsystencję do ugotowania. PO ugotowaniu tej kaszy odejmujemy dla dziecka na 2 porcje: dodajemy do nich jakiś tłuszcz dobrej jakości (lniany, słonecznikowy, z oliwek itp.) i mieszamy. Sobie można osolić. Taką kaszę może dziecko zjeść na obiad: będzie to źródło energii dla niego. A przechowane na później (bez powtórnego odgrzewania)- będzie źródłem mniej strawnym dla dziecka, ale za to o właściwościach prebiotycznym.

Zupa

Gotujemy warzywa, np. marchew, pietruszka, brokuł, ziemniaki na gęsto (może być z zielem angielskim, liściem laurowym). Żeby trochę więcej białka dziecku dostarczyć, można przed końcem gotowania dodać żółtko uprzednio roztrzepane z odrobiną wody. Na koniec dodajemy przyprawy (sobie sól, pieprz), w zależności od upodobań: np. szczyptę majeranku. Lub po ugotowaniu dodajemy wartościowe mięso, surową natkę pietruszki. Wyjmujemy ziemniaczka i rozgniatamy widelcem, a resztę blendujemy. Do zblendowanej zupy dodajemy dziecku rozgniecionego trochę ziemniaka: grudki, drobne kawałki zachęcają dziecko do nauki gryzienia. Najpierw wprowadza się dziecku żółtka, dopiero od 11-12 miesiąca białko.

Pieczone warzywa

Można upiec warzywa dla siebie, ziemniaki, marchew, cukinia, buraczek:

http://mamwsparcie.pl/?x=0&y=0&s=gruba%C5%9Bne+fryty+z+piekarnika

i dla dziecka równocześnie- kładąc je obok swoich- tyle że dla dziecka odejmujemy zanim posolimy, zmieszamy z olejem. Olej dla dziecka dodajemy po upieczeniu, kroimy mu też wówczas drobniej, w tzw. słupki czyli wygodne do wzięcia w małą rączkę podłużne kawałeczki.

Ostatnio odkryłam super słodzik: zmiksowane daktyle. Kiedy chcemy dziecku dać jakiś mus z kwaśnych owoców i troszkę mu je osłodzić. Można najpierw namoczyć daktyle w odrobinie wody, potem zmiksować je z owocami ugotowanymi, pieczonymi. Jeśli widzimy, że maluch nie ma uczulenia na owoce, warzywa poddane obróbce termicznej, to możemy ten sam produkt dać mu do skosztowania surowy. Np. jednego dnia jabłuszko ugotowane i zmiksowane, drugiego upieczone, trzeciego odrobinę soku, a czwartego 1 łyżeczkę skrobanego surowego. Itd.

Dziewczyny, spokojnie i śmiało próbujcie obserwując reakcję dziecka bez przewrażliwienia. Nie śpieszcie się z produktami bardzo alergizującymi (spokojnie można poczekać do drugiego roku życia albo i dłużej): kakao, cytrusy, truskawki, ryby, orzechy.

Dawniej zalecano gluten nie wcześniej niż w 10-12 miesiącu, obecnie polscy pediatrzy zalecają od 5 miesiąca życia, ale już dietetycy są bardzo sceptyczni wobec glutenu. Proponują by wybierać najlepiej stare odmiany pszenicy (orkisz), kaszę jęczmienną, owies, zwracają uwagę na to, że przy uprawie zwykłej pszenicy rolnicy używają wiele szkodliwego glifosatu.

Nie dajmy się jednak zwariować: my potrzebujemy jeść, dziecko też potrzebuje jeść. O ile możemy, to wybierajmy eko. Jeśli nie możemy, to też będzie jadalne.

W polecanych przeze mnie książkach zachwala się przede wszystkim podawanie dziecku jedzenie do samodzielnej konsumpcji. Mi się jednak wydaje, że warto przyzwyczajać dziecko też do jedzenia z łyżeczki. O ile jesteśmy w domu, to można pozwolić dziecku na swobodę poznawania jedzenia (o ile mamy w sobie gotowość potem to sprzątnąć), o tyle w gościach, restauracji i innych miejscach może to być kłopotliwe. Wtedy lepiej się sprawdza karmienie łyżeczką przez rodzica- dlatego dobrze jest od czasu do czasu również w domu uczyć dziecko karmienia łyżeczką. Roczniak już może zechcieć sam spróbować wiosłowania łyżeczką.

Niech te pierwsze miesiące jedzenia, kosztowania będą dla Was wspólną radością poznawania jadalnego świata 🙂

No i życzę w tym wszystkim cierpliwości, bo na odkrywanie nowych smaków młody człowiek będzie miał odtąd czas do końca życia. Ale jeśli coś silnie uczulającego wprowadzimy mu za wcześnie, to się może okazać, że nie będzie tego jadł już do końca życia.

Smacznego!

 


komentarze 2 do wpisu “Mniam, mniam!”

  1. Ewa napisał(a):

    Zblendowana zupa brokułowa to też świetna rzecz dla starszaka, co ma „alergię” na warzywa. Do tego grzanka. Albo cała, albo chleb pokrojony w drobną kostkę i podsmażony. My smażymy na maśle. I wszystkie warzywa zjedzone 😉

  2. Fizula napisał(a):

    Dzięki. Warto tworzyć w kuchni, nieprawdaż? Wiele mam (niektórzy ojcowie też) jest w tym świetnych.

Zostaw odpowiedź