Gdzie jest Twój wschód słońca?

Ach, ta jutrzenka!

Kto lubi wstawać o świcie?

Taki śpioch jak ja przez większość swego życia nie cierpiał tego szczerze.

Nie znam nikogo z mojej rodziny, kto by nie psioczył na mnie, że za długo śpię rano.

A teraz dzięki Panu Bogu i takim cudownym kobietom jak Wy lubię coraz bardziej. No i dzięki moim dzieciom, które przez lata nie traciły nadziei, że kiedyś w końcu wstanę i że kiedyś wreszcie nauczę się po ludzku budzić.

Przyznam się więc tym, które cichcem czytają, że mam to szczęście ostatnio przed świtem jeździć do porodów.

A to zupełnie inna jakość 🙂

To tak jakby zanurzać się w tym wschodzie słońca i być świadkiem urzeczywistniania się nadziei.

Radość wielka!

Dlatego postanowiłam podzielić się tym blaskiem wschodzącego słońca- cóż, że zrobione byle jak. Komórką i przez szybkę auta.

Mam szczerą nadzieję, że mi wybaczycie.

Na dokładkę poczęstuję Was więc uszczęśliwiającym smakiem październikowego korzystania ze źródełka.

Dziękuję Wam serdecznie za więcej wpisów w komentarzach. Łatwiej mi dzięki temu pisać, nie myśleć o moim niepowodzeniu w pisaniu.

Doula- Fizula


komentarzy 12 do wpisu “Gdzie jest Twój wschód słońca?”

  1. Kasia napisał(a):

    A czym jest to niepowodzenie w pisaniu?

    Na pewno są bardziej „klikalne” blogi. Ale ja tu zaglądam nie po to, by natrafić na „lokowanie produktu”. Wpisy są ciekawe i refleksyjne. I zapewne refleksje, które budzą, nie są uzewnętrzniane przez większość czytelniczek. Po prostu nie wiesz o powodzeniu w pisaniu 😉

    Mnie się bardzo ostatnio przydał wpis o tym, że podobne sytuacje mogą u mam wzbudzać różne reakcje – raz chęć do wspólnych wygłupów, innym razem zdenerwowanie. Ot, oczywista oczywistość, ale mnie jej akurat było trzeba, bo wpadłam w rytm samobiczowania 🙂 i dzięki temu przypomniałam sobie, że czasem jestem jednak i tą mamą, która z dziećmi się bawi i jest radosna.

  2. Kasia napisał(a):

    A czym jest to niepowodzenie w pisaniu?

    Na pewno są bardziej „klikalne” blogi. Ale ja tu zaglądam nie po to, by natrafić na „lokowanie produktu”. Wpisy są ciekawe i refleksyjne. I zapewne refleksje, które budzą, nie są uzewnętrzniane przez większość czytelniczek. Po prostu nie wiesz o powodzeniu w pisaniu 😉

    Mnie się bardzo ostatnio przydał wpis o tym, że podobne sytuacje mogą u mam wzbudzać różne reakcje – raz chęć do wspólnych wygłupów, innym razem zdenerwowanie. Ot, oczywista oczywistość, ale mnie jej akurat było trzeba, bo wpadłam w rytm samobiczowania 🙂 i dzięki temu przypomniałam sobie, że czasem jestem jednak i tą mamą, która z dziećmi się bawi i jest radosna.

  3. Ewa napisał(a):

    Dane mi jest wstawać rano. Widziałam jaśniejące niebo i opary unoszące się nad łąką. Piękny widok. Ale widok rozgwieżdżonego nieba czy księżyca w pełni także zachwyca.

  4. Magda napisał(a):

    Muszę zaoponować! jakie niepowodzenie??
    może tylko trudno Cię tu znaleźć – nie wiem bo nie szukałam – będąc w ciąży właściwie niczego o moim błogosławionym stanie nie szukałam w sieci – czytałam tylko kilka książek i – jak pisałam już wcześniej – optymistycznie wierzyłam, że natura mnie poprowadzi.
    Świetnie się Ciebie Iza czyta i – jak zauważyła Kasia – dobrze się zanurzyć w Twój świat tutaj nie tylko po wiedzę, ale i po refleksję, którą tak trudno teraz spotkać.
    Więc faktycznie – nie myśl o żadnym niepowodzeniu.

    Ja też jestem – właściwie byłam – ogromnym śpiochem porannym. Zresztą w sen uciekałam zawsze w niedyspozycji ciała (sok malinowy, gorąca kąpiel i sen na przeziębienie) i w „niedyspozycji ducha” – u mnie zawsze ranek przynosi radośniejsze myśli i lepsze rozwiązania, więc w sen chowałam się zawsze, aby wyspana kolejnego dnia zmierzyć się z problemem.
    I z perspektywy patrząc myślę, że brak snu był dla mnie najtrudniejszy w początkach macierzyństwa. Ciągłe wybudzenia nocą i pierwszy raz w życiu tak czuły sen sprawiały, że byłam absolutnie wybita z rytmu. Jakoś bezbronna tym swoim brakiem snu.

    Teraz już jest dużo lepiej – zresztą bycie z jednym dzieckiem w domu (w sensie nie bycie w rytmie pracy) jest moim zdaniem kolejnym „błogosławionym stanem”.
    I to też będzie dla mnie kolejna rewolucyjna zmiana przy zbliżającym się powrocie do pracy.. jak się wyrobić z zebraniem siebie w rytm porannej zawodowej mobilizacji przy jednoczesnym byciu Mamą.. Wiem. Wszystko się pewnie ułoży a Wy, drogie Mamy bardziej doświadczone możecie uśmiechnąć się pobłażliwie:)

  5. Kasia napisał(a):

    Magdo, nie uśmiecham się pobłażliwie. Moja koleżanka, kiedy ja miałam dwumiesięczne niemowlę, a ona po raz drugi wracała do pracy po urlopie macierzyńskim, powiedziała mi, że tym razem boi się powrotu bardziej, bo wie już jak to jest.

    Ja tym razem zostaję kilka miesięcy w domu na urlopie wychowawczym. Zasadniczo nas na to nie stać, ale morze problemów logistycznych, które nas czekają (oboje pracujemy na zmiany, dzieci jest już dwójka, młodsza latorośl wymaga rehabilitacji) zmusiła nas do podjęcia takiej decyzji. I mimo obaw o finanse bardzo się cieszę, bo już wiem, jak to jest… Jeśli wszystko dobrze pójdzie, malutka trafi do żłobka jako dwudziestomiesięczniak a nie roczniak. A pamiętam, że przy starszej córeczce poczułam, iż dopiero około 18-19 miesięcy była gotowa na żłobek.

    Ale nie chcę straszyć – to się uda zrobić. I życie wciąż będzie dobre 🙂 jeśli włożymy w to odpowiednio dużo wysiłku. Błogosławię fakt, że teraz macierzyński trwa rok. Mam koleżanki, które wracały do pracy po pół roku. Nie chcę już mówić o mojej babci, która zostawiała w domu trzymiesięczne dzieci. Nieludzkie czasy i nieludzka sytuacja. A czasem inaczej nie można.

  6. Kasia napisał(a):

    Gotowa na żłobek nie oznaczało pełnej gotowości, tylko nieco większą niż wcześniej:) No, ale jak wiesz, nie jestem wielką zwolenniczką żłobków. 🙂 Doceniam jednak fakt, że moja córka miała wspaniałe panie. I kiedy szła do przedszkola, zabrałabym je ze sobą. Na szczęście w przedszkolu też jest ok.

  7. Kasia napisał(a):

    Magdo, a propos Twoich zastojów – czy próbowałaś z lecytyną?

  8. Magda napisał(a):

    Z lecytyną? nie próbowałam – w ogóle nic o tym nie wiem.

    Ja teraz celebruję w sobie każdy nasz dzień domowy. I chyba dopiero w pełni dociera do mnie, czym jest macierzyństwo.
    I każdego dnia jest więcej we mnie – miłości, czułości ale i strachu i troski o to nasze Szczęście. Potrzeby bliskości, opieki i bycia obok..takie zanurzenie w Miłość. I ta bezbronna na razie nasza Dziewczynka tak bardzo zmienia optykę patrzenia na wszystko. I teraz dopiero rozumiem, że w pełni można zrozumieć macierzyństwo i tę Miłość dopiero tuląc Ją w ramionach.
    Piękną masz Iza pracę/pasję/zawód?powołanie.

  9. Fizula napisał(a):

    Madziu, pięknie to opisałaś- zanurzenie w miłość. Tak, zdecydowanie mam piękną pasję. I uczę się dalej, bo coraz bardziej to fascynujące.

  10. Fizula napisał(a):

    Kasiu, pisząc o „niepowodzeniu” w pisaniu nie myślałam o liczbie „kliknięć” 🙂 Nie przestaje mieć jednak nadziei, że moje niepowodzenie po coś jest.

  11. Fizula napisał(a):

    Można tak jak Kasia proponowała wypróbować lecytynę. Drugą opcją jest spróbowanie choć trochę ograniczenia, dzięki zmianie swojego menu, trójglicerydów. Trzecią opcją przez dłuższy czas picie 2-3 szklanek dziennie herbaty z szałwi (np. rano można sobie zaparzyć w termosie i mieć na cały dzień), żeby zadziałać przeciwzapalnie i (bardzo) delikatnie hamująco na laktację.

  12. Magda napisał(a):

    …hmmm…trójglicerydów?? zaraz będę googlować gdzie one są bo w ogóle nie mam świadomości, czy je zjadam i w czym:))

Zostaw odpowiedź