Fascynujący kwiat

Czy o tych kwiatuszkach piszę w tytule?

Fioletowych i białych klematisach?

Po części.

Ale bardziej fascynującym kwiatem jest siostrzana miłość, dzięki której zrodził się pomysł, by udekorować w ten sposób najmłodszą siostrzyczkę.

Najbardziej zwariowane zabawy dzieci wymyślają z innymi dziećmi.

Oto i autorki tej dekoracji wraz ze swą siostrzyczką:

Miłość domaga się wielkoduszności.

Żeby dawać dzieciom to, co najlepsze:

  • siebie samego,
  • rodzeństwo,
  • cały świat
  • i największe dobro: żywego Boga, któremu na imię Jezus Chrystus.

Serdecznie dziękuję za zgodę na posłużenie się tymi pięknymi zdjęciami, które miałam przyjemność zrobić.


komentarzy 8 do wpisu “Fascynujący kwiat”

  1. Kasia napisał(a):

    Jako osoba od dwóch dni trzydziestodziewięcioletnia, chcąca kiedyś mieć troje dzieci, dziś jednak mająca ich dwoje (z racji wieku i innych okoliczności pewnie tak zostanie) bardzo się cieszę, że moja pięciolatka ma 11-miesięczną siostrę. Ich relacja na razie jest trudna, choć dużo w niej też miłości. Ale wiem, że z czasem może być tak jak ze mną i z moimi młodszymi siostrami. Zostanie poczucie, że jest na świecie ktoś nasz, kogo kochamy i kto jest zawsze naszym przyjacielem, nawet jeśli czasem bywa trudno się dogadać. Mamy za sobą kilka trudnych życiowych chwil i wtedy to siostrzeństwo się sprawdzało i dawało siłę.
    Dziękuję Bogu, że mam dwie córki. Przy niedzieli, ale i w dni powszednie też 🙂

  2. Magda napisał(a):

    To przesyłam Kasiu najlepsze, chwilę spóźnione, życzenia urodzinowe! Niech się dzieje wszystko dobre i piękne, co w optyce Twojego serca!

    A ja bardzo bym chciała móc napisać jak Ty, że jestem Mamą dwójki Dzieci..
    Zaszłam w ciążę mając skończone 39 lat. W ciąży czułam się rewelacyjnie, poród- zarówno godziny naturalnej akcji porodowej jak i ostatecznie c.cesarskie były pięknym doświadczeniem i wspominam wszystko z radością. Jedynym cieniem był lęk, który pojawił się po teście PAPPA, gdzie pomimo dobrego usg i przeziernosci karkowej w normie, po badaniach biochemicznych wyszło podwyższone ryzyko choroby genetycznej. Córeczka urodziła się zdrowa, za co codziennie dziękuję Bogu już matczynym sercem czując, jakie to szczęście nie patrzeć na cierpienie Dziecka.
    Bardzo chciałabym mieć jeszcze jedno Dziecko. Jeszcze raz tak kochać. A mojej Córci dać to, o czym piszecie – siłę płynącą z rodzeństwa. I świadomość, że na świecie będzie ktoś, kto będzie dzielił wspomnienia i kochał pomimo wszystko. No i ze względu na swój wiek i wpomnienie tego strachu o zdrowie dziecka myślę i boję się, czy powinnam jeszcze starać się zostać mamą. Takie mam refleksję tej jesieni, czy mam jeszcze nadzieję
    na bycie przy nadziei. I czy powinnam ją mieć.

  3. Fizula napisał(a):

    Kasiu, dołączam się do spóźnionych życzeń: mnóstwa radości i entuzjazmu na co dzień i od święta Ci serdecznie życzę 🙂

  4. Fizula napisał(a):

    A co jest w Twoim sercu głęboko?
    Sama odczułaś jak te testy prenatalne są „trudne” dla rodzica. Ja dlatego świadomie z nich zrezygnowałam, choć 2 razy mogłoby mi NFZ fundować.
    Strach nie jest dobrym doradcą. Trzeba się radzić Tego, który zwyciężył wszelki strach i lęk, i nienawiść.
    Patrząc na statystyki jak dużo w tych potrójnych i poczwórnych (prenatalnych, o których piszesz) testach błędów, zastanawiam się, czy one bardziej pomagają czy szkodzą. Mi zazwyczaj bilans wychodzi negatywny.
    Co te testy dają?
    Głównie niepokój. Oraz pokusę uśmiercenia dziecka, gdy wynik jest wskazujący na chorobę.
    Czy nie lepiej po prostu cieszyć się każdym dniem życia swojego dziecka? Kochać je każdego dnia. 2 razy przeżyłam poronienie. Ogromną pociechą podczas przeżywania żałoby po tych utraconych dzieciach był fakt, że mogłam kochać te maleństwa od początku do końca i że cała nasza rodzina otaczała je miłością. Te urodzone już dzieci też nie mają zagwarantowanego stuletniego życia, ani nawet kolejnego dnia. My również jesteśmy śmiertelni. A jednak cieszymy się życiem! „Wszystko jest łaską!”
    W małżeństwie rozeznawajcie, kiedy, czy starać się o rodzeństwo. Ale wszystko w zaufaniu do Góry.
    Dawniej było normalne, że dzieci miały kobiety 20, 30, ale i 40 letnie. To, że ktoś odkrył, że minimalnie częściej rodzą się dzieci z chorobami genetycznymi w starszym wieku, to nie znaczy, że to jest jakiś zakaz. Zresztą prowadząc zdrowy tryb życia, zdrowo się odżywiając, sprawiamy, że nasze geny mogą być mniej uszkodzone, mieć większe zdolności naprawcze. Staram się mieć głębokie zaufanie do Stwórcy, że On wie, dlaczego takie, a nie inne pragnienia mi dał, że je doskonale rozumie i nas w tej sytuacji.

  5. Kasia napisał(a):

    Dziękuję pięknie za życzenia.

    Kiedy pisałam swój komentarz, myślałam też o bliskich mi osobach, które nie mają dzieci w ogóle, choć chciały inaczej, i o tych, którzy od lat starają się o kolejne dziecko, choć nie wychodzi. Cieszę się z mojego szczęścia, ale wiem, że ma ono różne oblicza. I że w każdej sytuacji trzeba szukać jej dobrych stron.

    Mam bliskich znajomych, którzy po latach starań o drugą pociechę i pełnej diagnostyce dowiedzieli się, że właściwie to cud, że mają już jedno dziecko. I chyba to im bardzo pomogło w uporaniu się z tym, że chcieli mieć ich więcej. Mają w domu jeden cud, któremu mogą dać cały świat, jak to napisała Fizula. Ich energia kieruje się na to, jak wychować mądrze i dobrze jedynaka.

    Co do badań prenatalnych u mnie przy drugiej córeczce test Pappa wyszedł dobrze. Przy pierwszej nie łapałam się jeszcze wiekowo na refundację, ale choć lekarka zachęcała (byłam przecież po 30), w ogóle nie brałam tego pod uwagę. Przy drugiej ciąży lekarz sugerował inne odpłatne testy, ale wiedziałam, że właściwie to niezależnie od wyniku Pappa i tak nie będę niczego robić. Inna sprawa – kolejne testy USG. Kiedy USG z trzydziestego tygodnia wykazało nieprawidłowości, co spowodowało, że miałam bardzo trudna końcówkę ciąży, to starałam się sobie tłumaczyć to w ten sposób – wiemy, że coś się być może dzieje (poszerzenie komór mózgowych), ale dzięki temu lekarze będą mogli szybciej podjąć jakieś kroki, gdyby się okazało, że sytuacja jest poważna. Faktem jest, że wpadliśmy przez to jak śliwka w kompot w szereg różnorodnych badań po narodzinach dziecka (przed zresztą też). Ale jakoś sobie z tym radzę, bo jestem pewna ciągle, że to taka uroda. Jak w pewnym momencie zrobiło się nieco poważniej, to starałam się też myśleć, że do czasu otrzymania wyników nie mogę się zamartwiać, bo w niczym to nie pomoże, a na zmartwienia przyjdzie czas, gdyby wyniki okazały się niepomyślne. W sumie to nie wiem, jak to się stało, że odpuścilam sobie zamartwianie. Kiedyś wyrażenia „martwię się” używałam nagminnie. Chyba dojrzewam ale mam w końcu ostatnie 30 lat.

    Aha, co do późnego macierzyństwa to myślałam też o mojej prababci, która rodziła dzieci na przestrzeni 20 lat swojego życia, w tym także po 40. To była mądra i światła kobieta. Myślę jednak, że wtedy, kiedy rodziła swoje ostatnie dziecko po 40, nie przyszło jej do głowy, że to źle czy nieodpowiedzialne. Gdybyśmy po 40 nie mogły mieć dzieci, to nie miałybysmy menstruacji, czyż nie?

    Inna sprawa, że dzieciom dajemy w pierwszej kolejności siebie, a nie rodzeństwo. A my to też nasze zdrowie, siła, możliwości. Ja się cieszę, że moje córeczki mają siebie. Moja starsza pociecha prosiła nas o rodzeństwo. Ale rozumiem, że to nie zawsze się udaje. I nie można tego wartościować. Zwłaszcza że dając dziecku Boga, dajemy mu cały świat. Więcej już dać nie można.

  6. Fizula napisał(a):

    Dzięki, Kasiu, za Twoje słowa.
    Są balsamem dla duszy.
    Masz rację- każde dziecko jest niezasłużonym darem.
    Żadne nam się NIE NALEŻY.
    A rodzeństwo NIE NALEŻY się naszym dzieciom.
    Wróciło to do mnie ze zdwojoną mocą, gdy nasze dzieci uciekły nam szybko do nieba 🙂

  7. Magda napisał(a):

    Mądre jesteście Kobiety, pięknie czujecie i pięknie ubieracie to w słowa, porządkując te podstawowe prawdy. Myślę podobnie – i dojrzewam w tym moim macierzyństwie od pierwszych dni. I proces trwa.

    Z perspektywy czasu – podzielam opinię co do testu PAPPA- niepotrzebny stres, skoro dla mnie kwestia urodzenia dziecka niezależnie od okoliczności Jego zdrowia nie podlegała dyskusji. Jednak ten niepokój, który się wtedy pojawił, niestety został w pamięci mojego Męża i to kolejna trudność.
    Jak dobrze być jednością w planach, decyzjach i w tym co w sercu..
    Staram się słuchac swojego i w moim „nadzieja na” jest większa niż lęk.
    I wiem też że ostatecznie- jak we wszystkim i każdego dnia- trzeba zawierzyć Temu, który Wie.

  8. Fizula napisał(a):

    No. Łatwo być mądrym na papierze (w internecie). Trudniej w rzeczywistości. Mi przynajmniej. Dlatego też podziwiam mądre kobiety, które dane mi było poznać. W sumie nie dziwię się, że nie macie czasu pisać. Najważniejsze, że macie czas żyć. Być dla najbliższych. Być w domu. W tym miejscu, gdzie Pan Bóg postawił.

Zostaw odpowiedź