Co łatwiej?

Fotografia: Katarzyna Gumowska

Popatrzcie i rozważcie, co się stało w ciągu tygodnia z katolickimi kościołami w Polsce. Co się ostatnio dzieje w naszym kraju?

I zastanówcie się:

  • Łatwiej jest ludzi zniechęcić, by uczestniczyli w jakimś dobru czy zniechęcić? Vide: jak łatwo było zniechęcić ludzi do uczestnictwa we Mszy Świętej!
  • Łatwiej jest ludzi zastraszyć, zaniepokoić czy dodać ducha, napełnić gorliwością?
  • Łatwiej jest osłabić zapał, wiarę czy ją budować?

Jak myślicie?

A jak już odpowiedziałyście sobie na to pytanie, to podejmijcie decyzję o tym, jak będziecie budować własną relację z dzieckiem.


komentarze 2 do wpisu “Co łatwiej?”

  1. Kasia napisał(a):

    A ja myślę o tym nieco inaczej. Ludzie szukają kontaktu z Bogiem mimo wszystko. Pojawiło się bardzo dużo relacji z nabożeństw. Ostatnio uczestniczyłam w mszy z mojej rodzinnej parafii, do której mam 120 km, a którą bardzo lubię. Myślałam o tym, czym jest faktyczną Komunia. Że zawsze powinna być przede wszystkim komunią duchową. Wysłuchałam pięknego kazania o rekolekcjach, które daje nam ten czas.

    Przypomina mi się zdanie:
    To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu.

    W Korei był przypadek kobiety, która mimo ostrzeżeń personelu szpitala co do tego, że może mieć koronawirusa, poszła dwukrotnie do kościoła na mszę i zaraziła kilkaset osób.

    Myślę, że lęk jest czymś innym niż rozsądek. I że rozsądek nie wyklucza kontaktu z Bogiem, zwłaszcza że po to dostaliśmy rozsądek, byśmy z niego korzystali. Ja osobiście mam nadzieję, że moja córeczka widząc, że jej rodzina uczestniczy w mszach mimo wszystko i niekoniecznie w kościele, zrozumie, że dla nas to nie tyle zwyczaj, co faktyczną potrzeba.

    Co do koronawirusa – boję się go. Nie wiadomo o nim wciąż zbyt wiele. Jaki ma wpływ na poczęte dzieci? Na razie pierwsze badania dotyczą tylko tych dzieci, których mamy zaraziły się w końcówce ciąży. Jakie są opóźnione skutki choroby? Wstępnie wiadomo, że nawet u młodych ludzi pojawiają się czasem zmiany patologiczne w płucach. Wirus może uszkadzać także inne organy.

    Bojąc się, myślę o mojej mamie, która jest w trakcie leczenia onkologicznego, o innych ludziach, dla których wirus może być niebezpieczny, a którzy są potrzebni swoim rodzinom.

    Ale obawy to przecież nie panika. Szukam dobrych rad i rozwiązań. Myślę o zabawach, którymi zajmę swojego przedszkolaka. Dzwonię do osób, które wirus uwięził w domu, żeby pogadać, pożartować.Robię rzeczy, na które nie miałam czasu. Modlę się i zwalniam. A wiadomo, że jak czas tak nie pędzi, to i tętno spada, i człowiek się uspokaja

    Pewnie co do zasady się zgadzamy. Nie podoba mi się, że ludzie napędzają się w straszeniu. Nie podoba mi się też, że są tacy, którzy myślą, że co złe, to spotka innych a nie ich. Że we Włoszech wcześniej zamknięto kościoły, na które w tygodniu prawie nikt nie przychodził, niż restauracje. Że młodzież tłumnie się spotykała tu czy tam, a jakiemuś leciwemu księdzu grozi kara, bo odprawił mszę dla garstki ludzi nie wiedząc o zakazie…

  2. Fizula napisał(a):

    Dzięki, Kasiu, za podzielenie się swoimi przemyśleniami. Tyle że zupełnie nie tego dotyczył mój wpis 🙂 On dotyczył wychowania dzieci- a bieżąca sytuacja tylko była odskocznią właśnie do myśli o wychowaniu. Że łatwiej jest zniechęcić dzieci, młodzież niż zachęcić do dobra. A obecna sytuacja? Czym się ten wirus różni od innych? Na pewno tym, że wzbudzono wokół niego więcej lęku, paniki, ograniczania wolności, wprowadzania bariery międzypokoleniowej. A inne wirusy (zwłaszcza te grypowe) zawsze najbardziej zagrażały ludziom, którzy mają najbardziej osłabioną odporność czyli z cukrzycą, po chemii itd.

Zostaw odpowiedź