Leczymy się niczym?

Ładne kiszonki?

Poeksperymentujcie z kiszonkami, bo świetnie wzmacniają odporność.

A jak się ich zbytnio nie rozdrobni, to cieszą oko kolorem, podniebienie chrupkością.

Robiłam z dziećmi. Dawno już.

Ponieważ temat wirusowo-epidemiologiczny jest na tapecie chcę Was ostrzec, byście nie leczyły siebie ani swoich dzieci „niczym”.

Najbardziej obrazowo mówiąc leczenie homeopatią jest właśnie leczeniem niczym.

Pięknie to wyjaśnia ten ciekawy farmaceuta:

Homeopatię czyli pseudo-leczenie

 


komentarze 4 do wpisu “Leczymy się niczym?”

  1. Kasia napisał(a):

    Uwielbiam kiszonki. Moja ulubiona to kapusta kiszona w słodkiej papryce. Nadziewa się białą słodka paprykę kapustą i upycha w naczyniu do kiszenia. Ale łatwiejsza wersja tej kiszonki, różnie smaczna, jest następująca:
    Poszatkowana kapusta
    Kilka startych marchwi
    Kilka słodkich papryk pociętych w piórka
    Sól do smaku (u mnie po wymieszaniu zawsze wydaje się to trochę za słone)
    Pieprz (opcjonalnie)

    Upychamy to w garze kamionkowym, polewamy z wierzchu łyżką oleju, przyciskamy kamieniem, zakrywamy. Po czterech dniach jest. Gar z ceramiki bolesławieckiej mam taki na pięć litrów. Wchodzi doń pół głowy sporej kapusty. A jeśli mloda (czy nie teraz) i niezbita, to i cała.

  2. Fizula napisał(a):

    Super! Mogę pożyczyć przepis?

  3. Kasia napisał(a):

    A i owszem!

    U mnie z racji na bałkański epizod w historii mojej rodziny papryka to jedno z podstawowych warzyw. Do ogórków kiszonych dodaje się zawsze do każdego słoika kawałeczek ostrej papryki, do klasycznego kiszenia kapusty zawsze trochę ostrej papryki. Niektórzy w mojej rodzinnej okolicy robią tak ostrą kapustę kiszoną, że ho-ho . I kisi się też pomidory, zwłaszcza niedojrzałe.

    A ten wariant z kiszeniem ze słodką papryką (najlepsza jest biała) to praktycznie gotowa surówka. Testowałam ja na kilku nieznających tego smaku osobach i generalnie się sprawdza.

  4. Fizula napisał(a):

    Super!

Zostaw odpowiedź