Wychowanie małego dziecka

O małym dziecku mówimy w literaturze do lat 3. Wiele osób się zastanawia, jak wychowywać, a niektórzy czy wychowywać tak małe dziecko?

To jest jakiś znak czasów, że niektórzy podważają w ogóle sens i potrzebę wychowywania małych, a nawet dużych dzieci. Brak wychowania to też wychowanie, ale bez ukierunkowania, bez zasad, bez wsparcia czyli po powierzchni życia, z prądem. A jak wiadomo tylko żywe ryby potrafią płynąć pod prąd.

Wychowanie zaczyna się przynajmniej 10 lat przed narodzeniem dziecka -mówi wschodnie przysłowie. I jest w tym głęboki sens: bo wychowujemy przede wszystkim sobą. Wychowujemy dobrze przede wszystkim pracując nad sobą, dokonując wyborów zgodnie z sumieniem, wymagając najpierw od siebie samych.

Jak się ma to wychowanie sobą, tym, kim jesteśmy do małego dziecka?

Maluszek poczyna się w naszym ciele, a stworzony z Bożej miłości, wymaga, by to ciało mu najpierw oddawać: miejsce w nim, jego pokarm, jego sily. A ponieważ człowiek  nie jest samym ciałem, ale zawsze uduchowionym ciałem, zawsze duszą ucieleśnioną, to dając dziecku swoje ciało, swój czas, pokarm, ręce do noszenia, serce do przytulenia, łatwiej do miłości ku dziecku skłonić swoją duszę.

Oddajmy głos dr Januszowi Korczakowi („Jak kochać dziecko”, Warszawa 1992), który wychowywał właśnie swoją obecnością, głębokim zrozumieniem i wiernością do końca swojemu powołaniu:

Nieprawdą jest, że dziecko pragnie szybki z okna i gwiazdki z nieba, że je przekupić można pobłażaniem i uległością, że jest wrodzonym anarchistą. Nie, dziecko ma poczucie obowiązku nie narzuconego przemową, lubi plan i ład, nie wyrzeka się prawideł i obowiązków. Żąda tylko, by brzemię nie było zbyt ciężkie, by grzbietu nie raniło by znalazło wyrozumienie, gdy się zawaha, poślizgnie, gdy znużone przystanie, by tchu zaczerpnąć. (…)

Przeraźliwie samotne może być dziecko w swym cierpieniu.

Widzieć w dziecku człowieka cierpiącego, wymagającego uważnego słuchania, czyż to nie istotne?

Inaczej mówi do nas dziecko ukryte w brzuchu mamy, inaczej niemowlę. Jedno swoim ruchem, spokojem i niepokojem, przeobrażaniem naszego kobiecego ciała. Drugie mówi ruchem, mimiką, krzykiem, płaczem, gestem. Ani płaczu, ani krzyku, ani ruchu, ani nawet cierpienia dziecka nie trzeba się bać. Jeśli nasze zachowanie będzie powodowane strachem, to będzie niewłaściwe, nadwrażliwe, podobnie jak niewłaściwe będzie zachowanie ignorujące płacz, tylko wówczas tą niewłaściwością będzie niewrażliwość i znieczulenie.

Żeby mieć serce gotowe do adekwatnej reakcji na płacz dziecka, dobrze być wolnym od lęku, zwłaszcza nadmiernego. „Wolność jest w nas”- powiedział ksiądz Jerzy Popiełuszko, można ją odkryć. Ale nie byłoby jej, gdyby nie wlał jej w nas Ten, który nas stworzył jako osoby wolne. Dla mnie osobiście największą wolność daje zjednoczenie z krzyżem Pana Jezusa- ona usuwa lęk i daje siłę niewyobrażalną. Również do wychowania.

Cdn.


Zostaw odpowiedź