Noszenie-dziwienie

Całkiem niechcący budzę u ludzi mieszane uczucia.

Spaceruję sobie na przykład po jurze krakowsko-częstochowskiej, jej cudnych skałkach, ostańcach, zamkach i jaskiniach. Ignasia w chuście niosę na przemian z mężem. Śpi sobie błogo ukryty w połach chusty. Po dwóch sekundach od założenia mu na głowę chusty już młodzieniec drzemie. No i spotykamy się z pytaniami: „Czy się nie udusi?”, „Czy mu nie za gorąco?”, „Czy oddycha?” A w pewnym momencie nawet słyszę oburzone pouczenie: „Ależ dziecko powinno spać w wózku!”

Powinno? Dlaczego  powinno? Czy nosząc je przez 9 miesięcy ciąży przyzwyczaiłam je do spania w wózku czy w swojej bliskości?

Właściwie to nie powinnam się dziwić tym pytaniom, sugestiom. Pokolenie naszych mam było uczone opieki „na dystans”: oddzielania tuż po narodzinach, karmienia z butelki, przetrzymywania w wózku, łóżeczku pomimo płaczu dziecka, nie brania na ręce, bo się przyzwyczai.

Jednak ta sugestia: „Czy się nie udusi?” jest okropna. Tak jakby nosząc własne dziecko szkodziło mu się. Nic bardziej mylnego: dziecko w tym okresie potrzebuje bardzo noszenia jak nigdy później. Jeśli teraz nie będziemy nosić, bujać, tulić, kołysać, to potem mamy większą szansę na rehabilitowanie, terapie integracji sensorycznej, nadpobudliwość itp.


komentarzy 6 do wpisu “Noszenie-dziwienie”

  1. marysia - molly bloom napisał(a):

    No popatrz, a mi i Jadzi nikt się nie dziwi…no może prawie nikt. Czasem nas zaczepiają, ale komentarze są raczej w stylu: „o jakie maleństwo!”, „jak mu dobrze, wtulone w mamusię, „ooo, jak fajnie…i ma pani wolne ręce” 🙂 No i niedawno perełka – komentarz ze strony „chłopców” spod osiedlowego nocnego: „o k…. obczaj, tam jest dziecko!” 🙂

  2. Jana napisał(a):

    Fajnie sobie tak spacerować z dzieckiem przy serduchu.
    Jednak co do rozwoju dzieci zaburzonych to opieka nad nimi w bliskości nie znosi często problemów z jakimi przyszły na świat. Można je nosić, tulić, podążać za a i tak będą miały adhd, autyzm, czy inne kłody pod nogami. Bliskość zdrowe dziecko wesprze w rozwoju, chore też (jednak nie we wszystkich zaburzeniach chusta jest wskazana) ale nie można przekładać tego tak, że nie nosimy i dziecko jest zaburzone, nosimy, jest zdrowe. Zresztą znam wiele dzieci wynoszonych, wybujanych, które i tak SI potrzebują. To tak, Izo, w formie sprostowania i w wyniku poczucia się wywołaną i troszkę dotkniętą (ale troszkę;))

  3. admin napisał(a):

    Jana, dzięki za sprostowanie. Słuszna uwaga uzupełniająca. Noszenie nie jest panaceum na wszystkie bolączki, to oczywiste, ale jednak zazwyczaj potrzebne dzieciom w tym wczesnym rozwoju. Spotykam się od czasu do czasu z opiniami rodziców dumnych ze swoich dzieci, że leżą grzecznie w łóżeczkach, nie płaczą, nie domagają się noszenia- czy taka postawa rodzica jest korzystna dla dziecka? Niekoniecznie- dobrze, że dzieci i takie mało stymulujące do rozwoju postępowanie rodzica dzieci zazwyczaj potrafią sobie zrekompensować.
    Jano, nie odbieraj tego, co piszę jako uwag pod adresem dzieci chorych, ze specyficznymi zaburzeniami jak np. autyzm- ja sobie zdaję sprawę, że o tego typu wrodzonych chorobach, zaburzeniach wiem niewiele, więc o tym w ogóle nie piszę. Piszę o dzieciach zdrowych, a ten ADHD wymieniłam tylko dlatego, że niektórzy uważają, że teraz większość dzieci go ma.

  4. Jana napisał(a):

    🙂
    Mnie też jest żal dzieci trzymanych na odległość, czy w kojcu, bo się przyzwyczają, bo zrobią bałagan lub krzywdę sobie itd.
    Cieszy mnie za to, że wokół mnie coraz więcej mam i tatusiów nosi swoje pociechy. Będąc na wakacjach, na plaży, też widziałam liczne zachustowane diady rodzic – maluch.
    I tak, jak piszesz, zwykle dzieci sobie jakoś tam zrekompensują braki sensoryczne i bliskościowe. Jednak fajnie, gdy mogą to dostać od razu, zbudować bliską, pełną zaufania więź z rodzicami i zajmować się później głównie poznawaniem świata a nie przede wszystkim wyrównywaniem braków.
    Faktem jest też, że odpowiednia opieka rodziców – czyli karmienie, noszenie, może zmniejszać objawy zaburzeń, a nieodpowiednia je zwiększać lub utrudniać zdrowy rozwój.
    Pozdrawiam słonecznie:)

  5. Ola napisał(a):

    O! A my też byliśmy ostatnio w Jurze 🙂 ale Ania już z chustonoszenia wyrosła i teraz jeździ z tatusiem na rowerze, a ja towarzyszę obok. U nas chusta wzbudzała zwykle reakcje pozytywne (choć oczywiście były i takie, że na pewno sobie kręgosłup pokrzywi). Żal mi trochę, że noszenie trwało tak koło roku. Ania jakoś sobie ulubiła wózek i możliwość szybkiego wyjścia na świat (były oczywiście próby wypełzania z chusty, ale powodowały silną irytację u dziecięcia). Popieram noszenie całym sercem, widzę jak ważne to dla mamy i dziecka. U mnie chusta była terapeutyczna, wymiętoszona córa nie miała problemów z zasypianiem wieczorem. Za to jak jej nie donosiłam jak należy to zasypianie już nie było łatwe, lekkie i przyjemne. Czasem mnie zastanawia z czego wynika ta polityka izolacji w stosunku do własnych dzieci. Przecież to wbrew kobiecej naturze.

  6. admin napisał(a):

    U nas te negatywne uwagi trochę były spowodowane, że w ciągu pierwszych 3 miesięcy nasz młodzieniec lubił by zasłaniać mu główkę do spania. Działało to na niego jak super skuteczny środek uspokajająco-usypiający.

Zostaw odpowiedź