Karmienie piersią przegrywa, bo dziecko dorasta

To czego najczęściej brakuje nam mamom karmiącym piersią to pewności siebie, ale też wiary we własne dziecko. Tej pewności, która pozwala w dobrym nastroju karmić, cieszyć się ze swojej laktacji, swojego dziecka, uznawać to karmienie za zwyczajną, ale zarazem bardzo pozytywną część swojego macierzyństwa . Tej wiary, która widzi we własnym dziecku zdolność do dojrzewania, do dorastania, do wybierania tego, co dla niego dobre, która wie, że pewnego dnia dziecko zrezygnuje ze ssania, bo nauczy się radzić sobie pod każdym względem bez niego, bardziej dojrzale.
Mam w domu dwa chodzące przykłady jak zmniejsza się znaczenie karmienia piersią w życiu dziecka, jak dziecko wyrasta z niego. Już po raz drugi tego doświadczam i jest to bardzo pozytywne doświadczenie. Ssanie samo się ogranicza, bo dziecko dojrzewa i stopniowo mniej potrzebuje mleka, ale też mniej potrzebuje bliskości fizycznej okazywanej w taki akurat sposób.
No i karmienie piersią przegrywa w konkurencji ze:

  • spaniem z bratem na piętrowym łóżku;
  • spaniem z siostrą w przyczepie kempingowej;
  • z absorbującą zabawą;
  • z bieganiem po dworze i wymyślaniem tysiąca zabaw z kolegami i koleżankami;
  • z letnimi atrakcjami;
  • z całuskami, przytulaskami do mamy, do bliskich i zapewnieniami o miłości;
  • ze zdolnością samodzielnego zasypiania, zasypiania z tatą bądź babcią albo dziadkiem;
  • z radością, jaką odczuwa dziecko rozwijając się, z radością, jaką mają z tego powodu rodzice.

Obserwuję, że moje starsze dzieci mają bardzo pozytywny stosunek do karmienia piersią, pomimo zakończenia tego procederu dawno dawno temu. I właściwie dlaczego miałoby być inaczej?
Czy nie będzie dobrze, gdy dziewczynki wyrosną na kobiety zdolne do karmienia piersią, zadowolone z niego matki pozbawione kompleksów, doceniające ten aspekt macierzyństwa? Czy chłopaki nie mają wyrosnąć na mężów wspierających swoje żony w wykarmieniu własnych dzieci, rozumiejących znaczenie i wartość tego etapu życia dziecka?
Może i dlatego warto by zakończenie karmienia piersią, jeśli to tylko możliwe, odbywało się w zgodzie z własnym dzieckiem bez deprecjonowania karmienia piersią, bez zawstydzania czy wprowadzania w błąd dziecka.
Zastanawiam się, na ile negatywny obraz mleka matki oraz karmienia piersią pozostawiają w psychice dziecka tego typu metody np.: smarowanie czymś obrzydliwym piersi („gorzki paluszek”, musztarda itp.).
Na ile pozostaje w jego umyśle obraz ssania jako czegoś niewłaściwego, gdy jest zawstydzane, poniżane, zniechęcane z jego powodu: „taki duży, a jeszcze ssie, wstyd”, „dzidziuś jesteś, że jeszcze ssiesz”.?

Dzisiaj znalazłam następujący tekst o karmieniu piersią w Mongolii:

to się nazywa karmienie bez kompleksów!

Tutaj tłumaczenie:

część I

część II

I choć nie jestem miłośniczką zatykania dziecka piersią za każdym razem: i wtedy, gdy chce mu się jeść, i wtedy, gdy chce mu się odbić, i gdy się żali z jakiegoś powodu, to docenienie naturalnego karmienia w Mongolii godne jest pozazdroszczenia.

Ten fragment końcowy wydał mi się szczególnie interesujący:

„W Ameryce Północnej tak bardzo cenimy sobie niezależność, że jest ona we wszystkim, co robimy. Cały czas mówi się o tym, co twoje dziecko już je, jak ograniczyć mu ssanie piersi. Nawet jeśli to nie ty zadajesz te pytania, trudno jest uciec od ich wpływu. Sprzedaje się tak wiele przedmiotów zaprojektowanych po to, by pomóć dziecku zająć się sobą i żeby potrzebowało Cię mniej, że przekaz jest dość jasny. Ale w Mongolii karmienia piersią nie postrzega się w kategoriach zależności, a odstawienia jako jej końca. Oni wiedzą, że dzieci i tak dorosną – w rzeczywistości przeciętny mongolski pięciolatek jest znacznie bardziej samodzielny niż jego zachodni rówieśnik, karmiony piersią czy też nie. Nie ma żadnego pośpiechu w odstawianiu dzieci od piersi.”

I nasuwa mi się pytanie: czy damy sobie tyle wolności, by okazać cierpliwość i dziecku, i sobie w tej wspólnej mlecznej drodze? Polecam, bo warto to przeżyć.

Bardzo rozsądny wyważony głos Moniki Staszewskiej znanej i kochanej przez młode mamy konsultantki laktacyjnej i położnej:

Jak długo warto karmić piersią?


Jedna odpowiedź do wpisu “Karmienie piersią przegrywa, bo dziecko dorasta”

  1. Agnieszka napisał(a):

    Dzisiaj zaobserwowałam pewną sytuację niestety nie pierwszy raz i smutno mi się zrobiło. Ostatnio w mojej okolicy urodziło sie sporo dzieci. Mamy jeżdżą dumnie po parku z wózkami, tylko, że karmi piersią zaledwie jedna…I chyba strasznie wyobcowana się czuje w tym butelkowym towarzystwie. Ale nie o to mi konkretnie chodzi, ale o fakt, że skoro już karmią ta butelką, to dlaczego nie wyjma tego maluszka z wózka, nie przytulą do siebie i nie nakarmią patrząc mu w oczy? Czy to takie trudne, takie męczące? Nie rozumiem. Trzymają ta wielką butlę w buzi maluszka, patrzą sie w dal, albo na zanjmą z którą gadaja akurat, a w drugiej ręce jest papieros albo telefon komórkowy najczęściej. Jak musi się czuć w takiej chwili dziecko? Kiedy o tym pomyśle robi mi sie bardzo smutno.

Zostaw odpowiedź