Długotrwała inwestycja

Inwestując w swoje małżeństwo, inwestujesz w wychowanie dzieci. Długofalowo.

Rozwód?

Pobierając się nie tylko nie należy zrezygnować z chodzenia na randki, ale wręcz uczynić z tego przywilej, prawo małżeńskie. Choć inaczej może będzie wyglądać randka, gdy ma się równocześnie małe dziecko, ale zrezygnować z niej to jak pozbawić się dopływu świeżego powietrza.

O ile przed zawarciem związku małżeńskiego chodzenie na randki było miłe, o tyle po jego zalegalizowaniu zaczyna być potrzebne.


komentarze 2 do wpisu “Długotrwała inwestycja”

  1. Agnieszka napisał(a):

    Nie jestem przeciwna rozwodom w ogóle. Jestem przeciwna rozwodom w przypadku ludzi, którzy maja bardzo krótki staż małżeński i tak naprawdę jeszcze nic nie przezyli, a tylko im sie wydaje, że wiedzą o sobie juz wszystko, głównie to co najgorsze. Jestem przeciwna rozwodom, tam gdzie sa małe dzieci. Frazesy o niedopasowaniu sie charakterów, sa wyświechtane, nic takiego nie isnieje jak dopasowanie się, to łatwa wymówka dla ludzi, którzy sa leniwi i nie chca i nie potrafią inwestowac w swój związek. Ale przede wszystkim ludzie nie potrafia kochać. Tam gdzie jest prawdziwa miłość, tam jest i wierność i przebaczenie. Tam ludzie maja wady i trudne charaktery jak wszyscy dookoła, ale jeśli sie kocha druga osobę, nie chce sie jej świadomie krzywdzić, przez wzgląd na nią, ale także przez wzgląd na wspólne dzieci. A jesli sie nawet zrani i skrzywdzi świadomie lub nie, to stara sie naprawić to co złe sie wyrządziło, przeprosić, zadośćuczynić, żeby nie stracic tego ukochanego człowieka i tej miłości która łączy, a nie uciekać ze związku, rzucac sie w ramiona innych partnerów, czy szukać szczęścia gdzie indziej. Wtedy wiem, że miłości u takich osób nie było nigdy, od samego początku.

  2. Aneta napisał(a):

    To jest trudny temat.
    Jak była miłość, ale „trudy życia’ ją przyćmiły, to pół biedy. Ale jak tej miłości nie było nigdy? Na świecie istnieją małżeństwa nie tylko takie, gdzie małżonkowie dobrze się namyślili i przyjrzeli własnej relacji, ale też i takie zawarte pod wpływem presji rodzinnej (z powodu ciąży na przykład), z powodu chęci (czy nawet konieczności) wyrwania się z rodzinnego domu. niektórzy ludzie zwyczajnie nie wiedzą, jak buduje się pozytywne relacje w małżeństwie, nie mają dobrych wzorów. I nie jest to kwestia tylko tych, których rodzice się rozeszli – są przecież małżeństwa, w których ludzie krzywdzą się wzajemnie, i takie wzorce przekazują dzieciom. Takich małżeństw jest sporo, i na pewno życie w takim domu ma inny wpływ na dziecko niż w przypadku pary, która wyszła od miłości, a teraz przeżywa czasowe kłopoty.

    Ja wcale nie jestem pewna, czy lepiej jest dziecku w domu, gdzie rodzice kłócą się o byle co, uciekają się do przemocy psychicznej i fizycznej, czy też w domu, gdzie jest tylko jedno z rodziców, ale za to nie ma wiecznych kłótni i nerwów. Nie wiem, nie potrafię ocenić. Ciężko odpowiedzieć, co wybrałabym dla swojego dziecka. Ale jeżeli moje dziecko miałoby doświadczyć psychicznej i fizycznej przemocy, to zrobiłabym wszystko, żeby mu tego oszczędzić.

    Nie znam szczegółów badań J. Wallerstein, ale czy badała ona dzieci takich małżeństw, co to użerały się ze sobą „dla dobra dziecka”? Problemy, które są udziałem dzieci rodziców rozwiedzionych, dotyczą również dzieci, które wychowywały się w skrzywdzonych związakch, formalnie będących małżeństwem.

Zostaw odpowiedź