Szybciej, wcześniej, więcej?

To, co proponuje nam świat, to wyścig szczurów. Które z dzieci szybciej zacznie pełzać, mówić, chodzić, biegać, czytać, grać, śpiewać?

Pewnie i wy widziałyście obrazujące to filmiki w necie, np. wyścig raczkujących dzieci, trening leżących niemowląt, genialnie grające na instrumentach kilkulatki, maluchy robiące nieprawdopodobne sztuczki itp.

Tylko pytanie: Czy warto? Jakim to kosztem się odbywa? Czy zostawimy dziecku coś z dzieciństwa?

Każdy etap rozwoju pełni jakąś funkcję. Te bardzo niepozorne etapy również. Żeby bezpiecznie chodzić, trzeba umieć dobrze się turlać, trzeba umieć upadać. Żeby nie być bezradnym, żeby dobrze chodzić, trzeba umieć się podnosić, wstawać, kucać. Wszystko jest potrzebne- gdy się jakiś etap „przeskakuje”, potem okazuje się, że trzeba do niego wracać. Np. przeskoczenie etapu raczkowanie niekiedy sprawia, że wraca się do niego podczas nauki czytania, pisania- bo te zdawałoby się niewiele ze sobą mające wspólnego czynności w ciekawy sposób łączą się w mózgu tak, że dzieci nieraczkujące częściej następnie mają problemy podczas nauki czytania, pisania.

„Bo nie lubił leżeć na brzuszku!”- mówią często rodzice o przyczynach tego, że dziecko nie nauczyło się najpierw pełzać, a następnie raczkować, żeby dopiero po tym przygotowaniu zacząć chodzić. Ale dlaczego dziecko nie lubiło leżeć na brzuszku? A może to oczekiwania rodziców co do tego leżenia były nieadekwatne? A rodzice po jednej czy dwóch próbach niepotrzebnie zbyt szybko ocenili swoje dziecko? Czy dla miesięcznego czy dwumiesięcznego dziecka minuta leżenia na brzuszku to nie jest dużo, wystarczająco? A może zbyt wygodnie nam rodzicom jest cały czas sadzać dziecko, by w ten sposób mogło ono obserwować świat i dało nam w ten sposób więcej „świętego” spokoju? A może wygodniej kłaść je ciągle na plecach, oby tylko bez płaczu leżało?

Dziecko można kłaść na brzuszku na chwileczkę, a często. Ćwiczy ono w tej pozycji o wiele więcej czynności niż leżąc na plecach: podpieranie na rączkach, chwytanie, sięganie, pełzanie, itd.

brain

 

Niefizjologiczne czyli niesprzyjające zdrowiu sposoby przyśpieszania rozwoju dziecka:

  • noszenie dziecka przodem do świata- fatalne dla rozwoju stawów biodrowych,niedobre dla naturalnego wolnego przechodzenia od dominacji mięśni zginających do wyprostowujących; sprzyjające przebodźcowaniu dziecka (co się przejawia nadmiernym pobudzeniem dziecka, z którym ono sobie może nie potrafić poradzić, często rodzice również, bo dziecko jest tak rozkrzyczane, niespokojne, nie znajdujące ukojenia);
  • sadzanie dziecka z podpórkami nieumiejącego się samodzielnie podnosić;
  • chodziki– jest to sprzęt utrudniający wypracowanie prawidłowej postawy ciała, obciążający nadmiernie niedojrzałe do chodzenia stawy, mięśnie, kręgosłup, powodujący nieprawidłowe nachylenie kręgosłupa;
  • nauka chodzenia polegająca na prowadzeniu dziecka za rączki: j.w. uczy nieprawidłowej postawy ciała, niepotrzebne obciążenie dla stawów, mięśni, dla których korzystniejsze jest długie raczkowanie przygotowujące dobrze do chodzenia.

Czy więc rozwój szybszy, wcześniejszy, silniejszy oznacza korzystniejszy dla dziecka? Niekoniecznie.

Najpierw dopingujemy nasze dziecko: Już chodź! Już biegaj!  A potem trzeba wykonywać tą  samą pracę na nowo, tylko w drugim kierunku: Wolniej pisz- ucz się staranności! Wolniej mów- bo wyraźniej! Zwolnij, gdy napotkasz przeszkody! Itd, itp.

Koniec końców okazuje się, że nie zawsze „szybciej, wcześniej, więcej” oznacza sensowniej, rozumniej, korzystniej.

Jest czas na wszystkie sprawy pod niebem- jak mówi Kohelet.

Bardzo mi się podoba termin świętego Tomasza z Akwinu na cierpliwość: długomyślność. Dajemy dziecku raczkować, bo dzięki temu za kilka, kilkanaście lat będzie miało zdrowy kręgosłup. Dajemy dziecku czas na mówienie, ale też na milczenie i ciszę, a za lat kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat nie będziemy męczyć się jego nadmiernym gadulstwem, słowotokiem.

Karmimy dziecko swoim mlekiem kilka lat, ale jego zdrowie kształtujemy na lat kilkanaście, kilkadziesiąt. Niecierpliwość mówi: „Niech już przestanie! To męczące! Inne dzieci już odstawione!” Cierpliwość mówi: „Człowiek nie maszyna: ma swój indywidualny czas. Potrzebuje czasu na dojrzewanie, na zrozumienie, na ukształtowanie, wyrośnięcie z niedojrzałych zachowań.”

Wybierajmy więc cierpliwość 🙂 Bo cierpliwość jest radosna. I to nie godzinę, ale na lata. Nie powierzchownie, ale głęboko.

Jestem w wielu tych sprawach przysłowiowym Polakiem mądrym po szkodzie. Doświadczyłam sama, jak bardzo kuszące jest pochwalenie się: „Już chodzi!”, „Już mówi!”, „Już wszystko zjada!”, „Już przesypia noce!”

Tym pokusom można przeciwstawić właśnie tę cierpliwość, długomyślność czy choćby zwykły zdrowy rozsądek. Zamiast szybciej warto więc uczyć wytrwalej, zamiast wcześniej wystarczy w swoim czasie, zamiast silniej z odpowiednią mocą.


komentarze 2 do wpisu “Szybciej, wcześniej, więcej?”

  1. Gośka napisał(a):

    ale jest też tak,że na pewnym etapie dziecko samo prosi żeby prowadzić je za rękę, na etapie, który poprzedza samodzielne chodzenie

  2. admin napisał(a):

    Raczej samodzielne chodzenie powinno poprzedzać raczkowanie (oczywiście, że zdarza się, że nie poprzedza i dziecko to sobie jakoś kompensuje), a nie prowadzenie za rączkę. Dobrze ukształtowany do chodzenia jest kręgosłup, mięśnie, więzadła, ale także przede wszystkim mózg jest, gdy fazę samodzielnego chodzenia poprzedza raczkowanie, a nie oprowadzanie za rączki, a także samodzielne chodzenie z podpieraniem (np. o meble).

Zostaw odpowiedź