O tak!

Możesz mieć najpiękniejszy poród.

Wystarczy tylko:

-Pójść do Spowiedzi Świętej;

-Zaprosić do swojego porodu niebo całe: Boga w Trójcy Świętej jedynego, Matkę Bożą, wszystkich Świętych;

-Dziękować za każdą falę porodową, jej przypływ, za dziecko, które chce się urodzić, za obstawę Nieba, która jest niezawodna, za każdy trud i radość w tym wychodzeniu naprzeciw swojemu dziecku;

-I otworzyć się na ten dar narodzin w jego całym wyzwaniu.



Tylko opuchlizna?

Niektórzy lekarze bagatelizują opuchliznę w stanie błogosławionym. Zwłaszcza jeśli dotyczy ona tylko nóg i NIE WIĄŻE SIĘ z patologią- białkiem w moczu.

No i trochę mają rację:

-człowiek by oszalał jakby się tak wszystkim przejmował;

-dzidziuś w macicy naciska na naczynia krwionośne, limfatyczne, gdy jest już dość duży, więc naturalnie ma i limfa, i krew utrudniony odpływ z kończyn dolnych, szczególnie gdy dużo stoimy, siedzimy, mało się ruszamy;

-zatrzymywanie wody w organizmie na tym etapie życia matki podtrzymującej życie dziecka jest korzystne, bo ta woda jest rezerwuarem dla niej i dziecka; no tak, matka jest jak wielbłąd 😉 też ma swój magazyn wody;

Ale są i tacy lekarze, którzy nie bagatelizują tej kwestii, bo pozostawiona limfa w jakimś obszarze ciała niekorzystnie może wpłynąć na całe ciało.

Co więc można zrobić, by nie puchnąć lub pozbyć się opuchlizny:

-popracować nad swoją dietą: do zupy wrzucać dużo pietruszki i mało marchewki, robić sobie koktajle z natki pietruszki (1 pęczek zmiksować z 1 litrem wody, sokiem z połowy cytryny i miodem do smaku- polecam też tym, co mają za niską hemoglobinkę); inne moczopędne roślinki, które warto jeść to: arbuzy, ogórki, cukinie itp.;

-są też zioła dozwolone w stanie błogosławionym, które działają przeczyszczająco na nerki, np. pokrzywa, która dawniej był zjadana normalnie jak warzywo, będąc stałym wiosenno-letnim elementem menu rodzin;

-być dużo w ruchu, ćwiczyć, a nawet gdy siedzimy lub stoimy, ruszać choćby samymi stopami lub palcami stóp;

-jeśli już jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami opuchlizny, warto skorzystać z drenażu limfatycznego, który usprawnia przepływ chłonki (inaczej- limfy).

Moje kochane, drogie niewiasty i ojcowie dzieci, czy Wy wiecie, że położna powinna również posiadać w asortymencie swych umiejętności również takie jak pewne elementy rehabilitacji matki i dziecka? Wśród nich jest również właśnie drenaż limfatyczny.

Te z Was, które chciałyby więc skorzystać z drenażu w Lublinie lub okolicy, zapraszam serdecznie na umówienie się (tel. 501-218-388), skorzystanie z Edukacji Przedporodowej Domu Narodzin Świętej Rodziny. W jej ramach mogę również, gdy jest taka potrzeba, wykonać jednorazowy drenaż limfatyczny ucząc przy tym sposobu jego wykonywania np. ojca dziecka, który później może robić go swej żonie częściej.

Położna może też udzielić takiego wsparcia oczywiście kobietom po różnych operacjach, np. wycięciu węzłów chłonnych przy raku piersi.

Jestem naprawdę szczęśliwa, gdy widzę na twarzy mamy w stanie błogosławionym w trakcie drenażu i po nim taką

ULGĘ 🙂

W/w tekst nie jest poradą lekarską ani położniczą oczywiście, tylko paroma luźnymi myślami 🙂 Takie można udzielać tylko osobiście i indywidualnie.



O czym chcecie przeczytać?

Zapraszam Was serdecznie do współtworzenia tego bloga przez:

-zadawanie pytań;

-dzielenie się swoją historią,

swoją ciekawością,

swoimi radościami i smutkami

swoimi odkryciami,

swoimi zdjęciami;

-wspólne spotkania.

Każda z Waszych historii jest jak diament:

-do oszlifowania;

-do zrozumienia;

-do docenienia.

Nie bój się jej przyjrzeć, pokochać, zobaczyć w nowym świetle!

Pytania, pomysły, historie, zdjęcia, pytania które chciałybyście zamieścić lub zastanowić się nad nimi razem ze mną, można do mnie wysyłać

pod nr telefonu i na adres:

Położna, (również doula) Iza,

tel. 501-218-388, fizula@gazeta.pl



Zdjęcia

Matka tuląca Dziecię Jezus i ludzkość

Lubię opisy porodów, zdjęcia z nich, filmy porodowe.

Ale…

Poród to taki czas, kiedy

całe niebo przychodzi do rodziny

witać nowego jej członka,

walczyć o niego,

o rodzącą matkę.

Więc dobrze jest zachować dyskrecję.

Tajemnicą otulić

matkę,

dziecko,

ojca.

Całą rodzinę podziwiać w milczeniu.

Czytam piękne opisy porodowe moich koleżanek- położnych domowych.

Ale się zastanawiam,

czy za jakiś czas

ich rodzące nie rozmyślą się

z tego uzewnętrznienia.

Raz wrzucona rzecz, zdjęcie, opis do internetu

niekiedy potrafi żyć własnym życiem.

Więc czy warto?

„Była światłość prawdziwa,

która oświeca każdego człowieka

na ten świat przychodzącego.”

I w każdej rodzącej tyle z Ewy,

w każdym ojcu tyle z Adama,

a w dziecku tyle światła,

że uśmiechy dziecka są najpromienniejsze.



Zwieracz czyli szyjka macicy

Na zdjęciu szyjka macicy jest na górze czyli matka stoi na głowie 😉

W jakich warunkach otwieramy nasze zwieracze:

-gdy jesteśmy sami (lub mamy zapewnioną intymność);

-gdy się nie boimy zanadto;

-gdy czujemy się spokojnie.

A szyjka macicy też jest zwieraczem.

Czy możemy się więc dziwić, że istnieje efekt izby przyjęć w położnictwie?

Niby matka rodziła, skurcze miała regularne.

Przyjeżdża na Izbę Przyjęć.

I skurcze zanikają.

Kto by tam chciał rozluźniać swoje zwieracze podczas pełnoetatowego wywiadu!

A matka rodząca potrzebuje 3 razy C czyli:

C jak cicho

C jak ciemno

C jak ciepło.

I w takich warunkach bez zastrzeżeń działa jej szyjka macicy

czyli rozluźnia się i otwiera bez żadnego pękania, zahamowań etc.

Dlatego niektóre mamy rodząc lubią:

-Schować się do łazienki lub w inne wyizolowane miejsce

-Zamykać się w sobie, a raczej w ekstazie porodowej;

-Nakładać skarpetki lub inne części garderoby, chociaż wszystkim innym naokoło ciepło (no, pewnie nie w ten upał);

-Dyskrecję i przyciszony głos osób towarzyszących.

I wtedy matka jest gotowa otworzyć się jak kwiat na przychodzące dziecko.



Dziecko – tu i teraz

Dziecko w łonie matki, gdy matka ćwiczy stanie na głowie

Tak wiele możemy się nauczyć od dzieci.

Życia tu i teraz.

Cieszenia się każdą chwilą.

Tego, że każdy etap życia jest dobry na rozwój, na miłość.

Tego, że miłość to także przyjmowanie,

bycie przy sobie blisko,

poświęcenie.

Nawet tak małe, ukryte dziecko może nas nauczyć tak wiele o miłości.

Doceniacie to, czego uczą Was Wasze dzieci?



Taki tron

Stołek porodowy

Rodzenie na łóżkach, fotelach ginekologicznych to stosunkowo nowy wynalazek. Przez całe epoki kobiety rodziły kucając, klękając, stojąc, siedząc na stołeczkach porodowych lub na brzegu czegokolwiek, w klęku podpartym, wieszając się na szyi bliskiej osoby lub siedząc u niej na kolanach lub w wykroku. Na łóżko się kładły między skurczami, aby odpocząć lub żeby się schować.

W ogóle stosunkowo nowym pomysłem jest rodzenie w szpitalu. Bo szpital to miejsce dla chorych, pełne wirusów, najgorszych szczepów bakterii i innych zarazków. A kobieta z powodu rodzenia nie jest chora. Wręcz przeciwnie. Rodzenie to objaw zdrowia, siły, żywotności.

Na zdjęciu przedstawiam Wam pięknej urody ręcznie wykonany stołeczek porodowy. Imituje on kucanie, bo przednie nóżki tego stołka są nieco wyższe od tylnych. Ale o ile przy kucaniu szybko nogi się męczą, to przy stołeczku, nogi są oszczędzane.

Jakie są plusy rodzenia na stołeczku porodowym:

  • drogi rodne otwierają się szeroko, przejście dziecka przez drogi rodne się skraca;
  • kość ogonowa może odchylić się do tyłu aż o 30%;
  • matka rodząc może czuć się stabilnie;
  • osoba towarzysząca może usiąść za nią (na krześle, łóżku itp.) i podtrzymywać ją np. za ramiona;
  • krocze matki rozciąga się równomiernie;
  • jest świetny zwłaszcza dla matek rodzących po raz pierwszy;
  • matka ma możliwość w tej pozycji dosięgnąć do główki swojego dziecka, pogłaskać go, a nawet przyjmować razem z położną i widzieć w lusterku położonym na podłodze.

Minusy rodzenia na stołeczku porodowym:

  • wywiera nacisk na odbyt, nie polecam go przy żylakach odbytu, chyba że na krótko;
  • tej pozycji z w/w powodu oraz z powodu możliwego obrzęku krocza nie powinno się kontynuować zbyt długo: 30 minut to maksimum, potem trzeba zmienić pozycję, ew. można do niej wrócić po jakimś czasie.

Mi się kojarzy stołeczek porodowy z tronem. Ponieważ rodzącą potrzeba traktować jak królową.

Godność rodzenia jest święta, piękna i wielka.

Pewnie nie bez przyczyny czasem warto otoczyć te chwile tajemnicą.

Ciszą.

Dyskrecją.

I może być łaską też brak zdjęć albo ich mała, dyskretna ilość i sposób zrobienia.

To, co cenne trzeba ukrywać.

Gdy skarb wystawiamy na widok publiczny narażamy się na jego skradzenie, ograbienie, zniszczenie, a nawet podeptanie.

Są też takie badania, które pokazują, że matka, gdy czuje się obserwowana, oceniana, rodzi wolniej, trudniej jest się otworzyć. Im więcej osób uczestniczy w porodzie, tym trwa on dłużej.

Podziwiam fotografie porodowe.

Ale wyrzekając się takiej pamiątki można wyrzec się choć trochę cząstki próżności. I pomóc sprawniej urodzić się dziecku.



Międzynarodowy Dzień Porodów Domowych

Radość tworzenia- radość rodzenia

(J 19, 25-27)
„Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.”

Do góry
Nie bez powodu taki cytat wypada w Międzynarodowy Dzień Porodów Domowych.

Kochanym Matkom, którym miałam zaszczyt towarzyszyć w tych fascynujących pięknych chwilach rodzenia- serdecznie dziękuję za Wasze zaproszenie mnie do porodu! Życząc życia pełnego pasji i spełnienia! Pod dostatkiem radości! Wspaniałym Ojcom otaczającym opieką swe żony i dzieci- gratulacje!

I Wam Kochane Mamy dopiero przygotowujące się do narodzin dzieci życzę z serca życia każdą chwilą w pełni, docenienia tego wspaniałego daru narodzin, karmienia, macierzyństwa.

No i fanom tego bloga i bezinteresownym czytelniczkom, również ślę serdeczne pozdrowienia z okazji tego wyjątkowego dnia!



Co się rozwija najpierw i dlaczego?

Radość tworzenia dziecka, gdy nie musi chodzić do szkoły

W rozwoju dziecka najszybciej rozwijają się te zmysły, dzięki którym odbiera ono sygnały, że jest kochane.

Gdy chcemy komuś okazać, że go kochamy, uniwersalnym gestem jest przytulenie i pokołysanie go w swoich ramionach (wystarczy drobny ruch).

Są to więc gesty dotyczące zmysłu dotyku, ale i równowagi.

Dzieci, których matki w stanie błogosławionym leżą, narażone są w większym stopniu na deficyty rozwojowe. (Dobra wiadomość jest taka, że jest bardzo mało powikłań ciążowych, kiedy należy bezwarunkowo leżeć- do takich należy np. łożysko przodujące. W większości pozostałych przypadków wystarczy tryb życia „leniwej królewny”). Również wcześniaki przebywające w inkubatorze pozbawione są stymulacji zmysłów równowagi i dotyku, jeśli nie są kangurowane.

Zazwyczaj jednak zanim urodzimy nasze dzieci, nosimy je 24 godziny na dobę: wstając z łóżka i się kładąc, spacerując, pracując, gimnastykując się, siedząc. W ogóle nie trapi nas myśl, że nasze dziecko w ten sposób uczymy być „nieodkładalne”.

Dlaczego po urodzeniu ich dziwimy się więc, że nasze dzieci mają zamontowany fabrycznie „czujnik na odkładanie”? I jedną z rzeczy, które najbardziej je uspokaja jest właśnie: noszenie, bujanie i jeszcze więcej bujania?

W ten sposób pobudzamy zmysł równowagi. Czy wiecie, że ten sam zmysł równowagi później używamy rysując i pisząc? A więc bujając, nosząc niemowlę dajemy podwaliny pod jego przyszłą naukę pisania. Różnego rodzaju terapii również na etapie szkolnym mogą potrzebować więc później dzieci, których rodzice stosowali zimny chów i nie brali dziecka na ręce „żeby nie rozpieścić”, nie nosili za wiele, „żeby nie przyzwyczaić”. Nie mówiąc o tym, że już od dawna wiadomo, że w ten sposób można zaburzyć rozwój emocjonalny dziecka wywołując tzw. chorobę sierocą (małe dziecko, które było/jest za mało noszone samo buja się rytmicznie, mechanicznie, żeby się dostymulować).

Dziecko rysując i pisząc utrzymuje tą samą równowagę- tylko w mikrozakresie: umie kontrolować równowagę ręki z jaką trzyma kredkę, bo wcześniej ćwiczyło tę równowagę całego ciała będąc noszonym, huśtanym, a później ucząc się samo przemieszczać: najpierw kontrolując równowagę głowy i szyi, później turlając się, potem pełzając i raczkując, na sam koniec ucząc się chodzić. I żadnego z etapu nie warto opuszczać, pomijać. Ambicje rodziców potrafią mścić się na dziecku. Dziecko, które było stawiane na nóżki przez rodziców, żeby prędzej chodzić, nie nauczyło się raczkować. Niby nic. Ale to „niby” ma później nierzadko przełożenie właśnie na to, jak dziecko radzi sobie z nauką, ponieważ ruch naprzemienny raczkowania jest podwaliną wielu późniejszych bardzo złożonych umiejętności.

Pobudzanie przez dzieci swojego zmysłu równowagi np. przez kołysanie się na krześle niekiedy pomaga im coś lepiej zapamiętać, zrozumieć.

Podobnie pierwotnym i bardzo wrażliwym zmysłem mającym przełożenie dla późniejszej nauki, ale też w wielkim stopniu dla rozwoju emocjonalnego, społecznego jest rozwój zmysłu dotyku. Dziecko mieszkając w łonie matki ma ten zmysł automatycznie rozwijany, bo czuje dotyk i docisk matki: jej organy, ruszają się, mięśnie i różne narządy dociskają dziecko pobudzając zmysł głębokiego dotyku tzw. propriocepcji. Jest to zmył, dzięki któremu tak wielką przyjemność może nam sprawić masaż, uścisk ukochanej osoby. Otulanie popołogowe też tu się mieści.

Dzieci są spokojniejsze, jeśli w ciągu pierwszych 3 miesięcy zawijamy je, otulamy, przytulamy. Później już samego zawinięcia tak bardzo nie potrzebują, bo muszą się rozwijać ruchowo. Ale przytulanie pozostaje takim emocjonalnym stabilizatorem, ale też podwaliną dalszego rozwoju. Dziecko najpierw jest trzymane, a później uczy się trzymać braciszka za rączkę, żeby go nie ścisnąć za mocno, ale też żeby zaraz nie wypuścić. A później uczy się trzymać ołówek- i nie da się pisać prawidłowo nie mając stabilnego docisku.

Niby drobna rzecz.

Tylko przytulanie. Tylko bujanie.

Miłość przekłada się na wszystko.





Masło i mleko matki- co mają wspólnego

Zdjęcie własne- może komuś się skojarzy właśnie z masełkiem

Co mają wspólnego mleko matki i masło?

Dlaczego małe dzieci tak bardzo lubią i jedno i drugie?

I mleko matki, i masło zawierają dużo cholesterolu.

I w związku z tym tenże cholesterol powinien nam się kojarzyć jak najlepiej.

Otóż w pierwszych latach życia następuje mielinizacja układu nerwowego.

Co znaczy ta mielinizacja?

Jest to pokrycie włókien nerwowych warstwami zbudowanymi z mieliny, która w dużej mierze składa się między innymi właśnie z cholesterolu. Zmiana ta wybitnie wpływa na rozwój dziecka, które rozwija się bardzo szybko w tym okresie. Jego układ nerwowy i włókna nerwowe przypominają początkowo ścieżkę, po której można poruszać się powoli. Każda nowa warstwa mieliny to jej stopniowa przebudowa na autostradę, aby informacje można było przewodzić szybciej, efektywniej.

Dlatego matka karmiąca piersią powinna śmiało pozwalać dziecku ssać- maluchy ssące pierś ssą dokładnie tyle, ile potrzebują. I dzięki dużej zawartości cholesterolu budują sprawnie swój mózg i drogi prowadzące do niego i od niego.

Później gdy dzieci jedzą oprócz mleka już inne rzeczy z chęcią sięgają często również po masło, wyjadając je nawet łyżeczkami.

Dzieci, których rodzice mają ambicje, by żywić jak wegan, mają często problemy rozwojowe, problemy w zachowaniu, integracji sensorycznej właśnie z powodu braku tłuszczy nasyconych w diecie. Pewna dziewczynka odżywiana jak weganka potrafiła zjadać kilka owoców awokado dziennie, aby uzupełnić brak tychże tłuszczy, a jej zachowanie dalej odbiegało od normy. Dopiero wprowadzenie do diety pewnych ilości masła pozwoliło jej bardziej skorzystać z terapii.

Tyle na dziś historii pożyczonych od pani profesor „od masła”.