Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Spotkania w Lublinie?

Jakiś czas temu prowadziłam spotkania dla mam karmiących piersią (i zainteresowanych tematem, np. w ciąży), których celem było podzielić się wsparciem, porozmawiać z innymi mamami karmiącymi, rozwiać wątpliwości co do tematów „okołodzieciaczkowych”.

Ta myśl, żeby znów zorganizować te spotkania wraca do mnie.

Podzielę się jednak główną zasadniczą wątpliwością: czy jest zapotrzebowanie na takie spotkanie? Czy ktoś byłby chętny wyjść z domu i zrealizowałby to? Tym razem myślę o spotkaniach tylko raz w miesiącu, ok. godziny 17, być może na Sławinku. A może znacie jakieś ciekawe polecane miejsce, gdzie można by je zorganizować?

Piszcie- najlepiej na mojego maila : fizula@gazeta.pl (niestety w komentarzach mam tyle SPAMU, że niechcący mogę przeoczyć prawdziwą wiadomość- jeśli tak by się przydarzyło- bardzo przepraszam z góry!- stąd wolę maila na dzień dzisiejszy).



Zielono mi :)

Nie ma to jak spacery, las, łąka, dom z widokiem na drzewa.

Czy nie czujemy tego, bez żadnych badań, że natura jest nam potrzebna?

http://wyborcza.pl/1,75400,15273594,Naukowcy_odkryli_sekret_zadowolenia_z_zycia__Jest.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk



Kto chce się spotkać?

Kto chce przyjechać do Lublina w czerwcu na:

Zjazd Dużych Rodzin

?



Karmienie piersią niosące życie i niosące śmierć

Kiedy karmimy piersią, dzielimy się z naszym dzieckiem naszym życiem. Albo niestety śmiercią, gdy karmi my bez miłości, z niechęcią, niecierpliwością, złością. Potrzebujemy je przezwyciężać na co dzień, aby nie miały szansy rosnąć.

Nie wiem jak się wkłada serce w karmienie butelką, więc o tym nie piszę- zostawiam to tym mamom, które wykarmiły swoje dzieci z butelki, za to rękami pełnymi miłości. Raz co prawda popełniłam artykuł o karmieniu butelką, ale myślę, że nie jestem w tym dobra.

W obecnych czasach karmienie piersią nie jest takie proste ze względów społecznych. Dawniej wszystkie (lub niemal wszystkie) kobiety karmiły swoim mlekiem do 2-3 lat bądź dłużej. Wspólnie cieszyły się nim, rozmawiały przy tym, pracowały wspólnie. Teraz pierwsze 3 miesiące są uznane przez większość, a potem zaczynają się nierzadko przytyki: jeśli nie po 3, to po 6 miesiącach, jeśli nie po 6, to po 12, itd.

A dzielenie się życiem kosztuje- koszty duchowe, fizyczne. Co prawda matki zbytnio się na to nie oglądają, ale jednak je czują- stąd potrzebują wsparcia, radości, nie wątpliwości.

Gdy pozwalamy, by te wątpliwości w nas rosły i rosły, karmimy co prawda niekiedy dalej, ale zaczyna brakować w tym karmieniu serca. Najpierw troszeczkę odmawiamy go swoim dzieciom, potem coraz bardziej i bardziej. Rośnie to pęknięcie i rana w sercu. Tak jakbyśmy nie miały prawa do końca karmić, pielęgnować, zajmować się naszymi dziećmi z miłością na każdym etapie życia, w każdej dziedzinie.

A takie prawo mamy. Nawet jeśli karmimy tylko raz  dziennie, to mamy prawo robić to z miłością, życzliwie, serdecznie, cierpliwie, nie dla pochwały, a dla tego konkretnego dziecka. Potem już nie będzie to karmienia mlekiem, ale inne sprawy- i w każdej mamy prawo odnosić się z miłością do swojego dziecka.

„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą

i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą”

ks. J.Twardowski

I żeby nie było wątpliwości, nie zawsze może to być miłość prosta, łatwa i przyjemna, czasem jest to miłość trudna, bo z krzyżem. Ale zawsze jest możliwa, skoro pierwszym dobrym uczynkiem jest uśmiech. Możemy uśmiechnąć się już dziś 🙂



Czy to wiele dla tego, kto kocha?

Ile dzieci to dużo? Dwójka? Piątka? Dziewiątka? A może setka?

Zaprzyjaźniona rodzina, która m.in. zakładała mi ten blog (czy tego bloga?- o wypowiedź proszę polonistki) pod wrażeniem była po spotkaniu z pewnymi ciekawymi rodzicami.

I porównuję sobie postawę tych rodziców tak bardzo otwartych na życie i wypowiedź pewnej matki jedynaka. Przekonywała mnie ona, że nie mogłaby mieć drugiego dziecka, bo nie kochałaby go równie mocno.

Nie chcę oceniać jej samej, ale jednak taka postawa rodzi pewne refleksje. Jak uczy życie, kolejnego dziecka rzeczywiście nie kocha się tak samo: kocha się inaczej, co nie znaczy, że mniej. Kocha się inaczej, bo:

  • ma się więcej lat, więcej doświadczenia;
  • zmienia się człowiek w zależności od tego, czy i jak pracuje zwłaszcza nad sobą;
  • zmienia się sytuacja rodziny: czasem finansowa, mieszkaniowa, duchowa.

Kapitalny wywiad był w świątecznym wydaniu Gościa Niedzielnego z Joszkiem- ojcem dziewięciorga dzieciaczków. Jedna myśl z tego artykułu ciągle do mnie powraca:

„Kiedyś ktoś siedzący u mojego teścia rzucił z ironią: ‚Po co tyle dzieci?’ Kpił. Przy nim i przy dzieciach. I wówczas mój teść powiedział: ‚Popatrz na moje dzieci. Którego miałoby nie być? Które chciałbyś usunąć? Deborę? Ignasia? Filipa?’ Zapadła cisza jak makiem zasiał. Płacz i przeprosiny.”

Dla kochającego serca każde dziecko jest wyjątkowe, jedyne, najmilsze. Dla tych, którzy nie kochają jest za wiele ludzi: ONZ zastanawia się, co zrobić, by zmniejszyć ludzkość o miliony, miliardy.

Ale Pan Bóg tak jak tamten teść upomina się o każdego: „Które z moich dzieci chciałbyś zabić? Znam nie tylko imię każdego z moich dzieci, ale i każdy uśmiech, każdą zmarszczkę,  każde westchnienie. I o każde się upomnę.”

Czytając o obradach ONZ, zastanawiam się czy to nie jeden ze współczesnych Herodów.

Bóg jest Ojcem wielodzietnym, hojnym w swojej miłości. Za każde ze swych dzieci ofiarowuje Syna Swego Jezusa.



Myślę o cierpiących w to Boże Narodzenie, o tęskniących, przygniecionych ciężarem choroby i śmierci i gdy dzieci odchodzą do nieba za wcześnie.

Kto lubi też tę piosenkę?

„A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie .
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.”



Po co świętujemy?

Mąż mi kupił zestaw obrazków z Matką Bożą Karmiącą, żebym rozdawała, gdyby ktoś mi w kościele zwrócił uwagę na niewłaściwość mojego zachowania (czyli karmienia piersią). Cóż, jakoś przez 12 lat karmienia piersią (co nie wychodzi specjalnie dużo w rozłożeniu na 5 dzieci :)) nikt tego nie uczynił.

Chętnie się jednak podzielę nimi nie tylko z osobami zwracającymi mi uwagę – nie sądzę, by było ich szczególnie dużo, skoro do tej pory żadnej nie spotkałam. Jest ktoś chętny?

Szczególnie bliski jest mi ten obraz z kilku względów.

Matka Boża karmi tak jak powinna. Ja nie zawsze. Ona karmi cierpliwie, ja niecierpliwie. Ona robi to łaskawie, nie zazdroszcząc, nie gniewając się. Co prawda nie zdarzyło mi się do tej pory zazdrościć innym mamom karmienia butelką, ale inne wady nie są mi obce. Czy tak łatwo nie gniewać się choćby na swoje dziecko, zawsze mieć dla niego dobre słowo, nie pamiętać tego, co robi ono źle, wierzyć, że serce ma dobre, że urośnie na wartościowego człowieka?

Czy tak łatwo cierpliwie zaczynać karmienie piersią? Czy tak łatwo cierpliwie, z pokojem w sercu je kontynuować, kończyć?

Z Maryją jednak wszystkie cuda są możliwe 🙂

I jeszcze jedno zamyślenie. Po co to całe świętowanie Bożego Narodzenia?

Po to świętowanie Bożego Narodzenia, żeby umierać i zmartwychwstawać z Panem Jezusem, dla Pana Jezusa. Święty Szczepan umierając męczeńsko przekonuje mnie dziś o tym.

Jeśli nie świętujemy z Jezusem i dla Jezusa- w takim razie psu na budę takie świętowanie.



Rozjaśnianie

Życzę z serca tym, którzy jeszcze dają radę czytać ten obecnie niemrawo rozwijający się blog, aby Narodzony Zbawiciel:

  • rozjaśniał to, co ciemne;
  • wnosił w nasze życie prawdziwą głęboką radość na każdy dzień;
  • czynił nasze życie nowe;
  • dawał nam siłę i moc, której nikt inny dać nie może.

Odkryłam w tym roku, że wspólne oczekiwanie na Jedyne Takie Narodziny jest towarzyszeniem Matce Bożej w jej porodzie, w jej czekaniu na Syna. Radowaniem się Tym, który Jest i który Przychodzi.



Małe rzeczy z wielką miłością

Tyle małych rzeczy jeszcze przed świętami do zrobienia: tyle kurzu do starcia, tyle zakupów do zrobienia, tyle do upieczenia, umycia, prasowania, tyle buziaków do nakarmienia, guzów do pocałowania, tyle pieluch do przewinięcia.

Jesteśmy wielkimi szczęściarzami, że Pan Bóg daje nam szansę, abyśmy każdą z tych drobnych rzeczy zrobiły z wielką miłością 🙂 Z wielką miłością do tych bliskich i dalekich, z wielką wdzięcznością, że mamy dla kogo to wszystko robić, że jest ktoś kochany i kochający.

To Matka Teresa z Kalkuty tak nasu czy, współczesna święta, która zbierała z ulic dzielnic nędzy umierających i ciężko chorych ludzi, żeby dzielić się z nimi maleńkimi rzeczami, ale z wielką miłością. Zaczynając od uśmiechu.

Jeśli nie dzielę się z moim dzieckiem, z moim mężem swoim uśmiechem, to głodzę ich dusze. Pierwszy mały dobry uczynek: uśmiech 🙂

Podobno na Zachodzie Europy jest zapotrzebowanie i można sobie wynająć osobę, która będzie przytulać (bez kontekst seksualnego)- tak zagłodzone są ludzkie dusze i ciała, tak brak im miłości.

W jaki sposób dotykamy własnych dzieci? Czy zawsze z wielką miłością? Czy nauczymy nasze dzieci kojącego dotyku miłości, żeby umiały przyjmować dotyk pełen miłości i obdarowywać go innych?



Czy różnice między płcią męską i żeńską są teoretyczne?

Ciekawy efekt uzyskano, gdy popytano o różnice płciowe, o gender naukowców o różnych przekonaniach, zawodach.

Polecam ten film!