|
|
|
Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’
4 grudzień
Oglądając ten film po raz drugi i trzeci nasuwa mi się pewne przemyślenie.
My też jesteśmy ułomnymi dziećmi, które są istotami śmiertelnymi.
A Pan Bóg też się nad nami pochyla z taką czułością Rodzica. I z powodu tych naszych słabości, grzechów kocha nas więcej. Bo to Go bardziej boli, taka miłość jest bardziej wymagająca. Bo oddał za nas życie, żebyśmy żyli i byli już cali i piękni.
3 grudzień
Zafascynował mnie ten film:
przytulenie
Tyle ciepła i pokoju w tych nowo narodzonych dzieciach.
„Z Twoim światłem we włosach każde życie zaczyna się”.
Karmiąc dwulatka i dwumiesięcznego człowieka też mam radość oglądać ich czułość wobec siebie. Tandem- jak ktoś chce nie mieć świętego spokoju, to polecam 🙂
2 grudzień
Są różni rodzice.
Są tacy, którzy nie śmią nazywać się rodzicami. Tęskniąc za swoimi dziećmi w niebie, na ziemi tak bardzo samotni.
Są tacy, którzy boją się kochać, bo boją się stracić.
Są tacy, którzy liczą dzieci w niebie, liczą te, które mają w domu. I każdą liczbę uznają za ważną.
Są tacy, którzy mają dzieci, a tracą je powoli czasem na własne życzenie, oddalając się od nich, uciekając przed nimi w wir różnych spraw.
I w każdym rodzicu nieco tego podobieństwa do Boga Stworzyciela, głęboko wyryta w duszy hojność rodzicielskiej miłości.
Czasem tak piękna, choć tak bolesna:
O chłopcu, który żył osiem godzin
26 listopad
To ciekawe: film!
Niestety ideologię gender niektórzy rządzący chcą wprowadzić do szkół.
I są czynione ku temu przymiarki. Trzeba pilnować swoich dzieci.
Jest to bardzo niebezpieczna ideologia, bardziej tragiczna może się okazać w skutkach niż komunizm. Komunizm manipulował porządkiem społecznym, gender chce manipulować naszą naturą.
Zakłada bowiem, że człowiek rodzi się bezkształtny jak ameba, rodzi się nikim, żeby dopiero stać się kimś.
Zdrowy rozsądek zaś podpowiada coś zupełnie innego: rodzimy się, a nawet poczynamy konkretnym człowiekiem, chłopcem lub dziewczynką, a jeśli jest inaczej to mamy do czynienia z ogromną patologią, jakimś znamieniem choroby, nieprawidłowości i takiej małej osobie trzeba przyjść z pomocą.
Jak bardzo cieszymy się, gdy się urodzi dziewczynka bądź chłopiec, jak czekamy niecierpliwie na tę wiadomość. Wyprzedzamy najczęściej czas urodzenia przez USG: stamtąd porządając tej informacji. Jeśli rodzi się płeć „no name”, mamy kutemu wątpliwości- to jest choroba, powód do leczenia, szczególnej troski, leczenia, wspomagania w rozwoju.
A gender mówi inaczej: urodził się człowiek, ale to czy jest dziewczynką czy chłopcem wybierze sobie sam później. Paranoja!
Człowiek ze swej natury rozwija się jako osoba płci żeńskiej lub męskiej i bardzo cierpi, jeśli schodzi z tej drogi zaplanowanej przez Boga. Niewierzący może powiedzieć- naturę. Choć taki cierpiący nie zawsze się do tego przyznaje nawet przed sobą.
Porządek chrześcijański, ale też naturalny mówi, że człowiek rodzi się kimś bardzo konkretnym i rozwija jako ten konkretny człowiek, nie jako sąsiad, nie jako własna siostra, brat, nie jako jakiś bohater z książki.
Szwecja jest przykładem tych chorobliwych genderowskich zmian, gdzie zmienia się mamę i tatę w nieokreślonego rodzica A i rodzica B, dziewczynkę i chłopca w nieokreślone „dziecko”.
Jeśli wszystko wywrócimy do góry nogami, co nam zostanie? Cofniemy się wówczas w rozwoju do poziomu niższego niż „dzikie” plemiona- tam rozróżniają płeć i potrafią ją docenić.
25 listopad
Karierę robi teoria Maslowa. Wydaje nam się, że gdy zaspokoimy potrzeby podstawowe naszych pociech, typu głód, pragnienie, dotyk, itp., to będą się one rozwijać w kierunku potrzeb wyższych: np. miłości, altruizmu, poznania.
Jednak to, co odkrywa chrześcijaństwo jest bliższe realizmowi. Odkrywamy, że nasze dzieci im bardziej nasycają się tymi „podstawowymi dobrami”, tym bardziej są niezaspokojone, wręcz niespokojne.
Odkrywamy po prostu ich ludzką naturę. Dzieci są ludźmi, z ludzkimi wadami, zaletami. Iluzją i łudzeniem siebie jest przekonanie, że uda nam się zaspokoić wszystkie potrzeby dziecka. Nie uda się. Serce dziecka jest niezgłębione. I niekiedy bardziej życzliwe, serdeczne, altruistyczne są dzieci, które mają trudniejszy dostęp do dóbr zaspokajających jego fizjologiczne potrzeby.
Jestem pod wraże
15 listopad
Świeżo narodzony człowiek z kolką (czyli notorycznymi bólami, płaczami o nieznanym pochodzeniu) właściwie ma rację.
Jego Kolkowatość żali się na ten świat, że nie pozwala mu żyć jak przystało. Żył sobie do niedawna wygodnie zapakowany, owinięty bezpiecznie ze wszystkich stron aż tu nagle rozwiera się przed nim jakaś straszliwa niekończąca się wielka otchłań i przepaść.
Jego Kolkowatość żył sobie spokojnie w świecie, gdzie pełno było głośnych szumów, bulgotów, znajomych dźwięków, a tu repertuar mu zmieniono niemal całkowicie.
Szanowny młody człowiek z kolką żył sobie dotąd luksusowo nie musząc się niepokoić tak przyziemnymi sprawami jak jedzenie, będąc na stałe przymocowany do jedzonka przez pępowinę.
Ponadto do niedawna nie zniżał się do takich czynności jak wydalanie – a teraz w brzuszku bulgoce, przekręca się, gromadzi. 15 minut rozdzierającego serce krzyku przed pozbyciem się takiego bulgocącego balastu to norma. Norma? Ale dla każdego rodzica norma trwająca o 15 minut za długo.
Co więcej Jego Kolkowatość nie musiał do tej pory pamiętać o jakimś dziwnym oddychaniu, co więcej powietrze nie wchodziło równocześnie do jego żołądka. Można się na poważnie przestraszyć, kiedy się nagle zapomni, że jednak warto oddychać. Mam wrażenie, że Jego Kolkowatości się to zdarza, a wtedy ze wzmożonym „Aaaaa” obwieszcza światu, że jednak zdecydował się na oddychanie.
Sprawa powietrza w żołądku nie wygląda lepiej. Niedojrzałe połykanie sprawia, że mikroskopijny człowiek ma też od czasu do czasu „wielkie odbicia”. Połknięty pęcherzyk powietrza może też wyrzucić na zewnątrz połknięte mleko, bo wpust do żołądka jest jeszcze często nie wykształcony- to tzw. ulewanie. Dorosłemu też się takie „zwroty” zdarzają, pomimo szczelności- można więc sobie wyobrazić jak może czuć się dziecko.
Jak pokonać zmorę- kolkę? Żeby dziecię płakało tę minutę krócej, co dla zmęczonych płaczem rodziców jest nie lada osiągnięciem.
Jest wiele sposobów przeciwdziałania:
- metoda buszmeńska: dzieci w prymitywnych plemionach podobno płaczą bardzo niewiele; nie jest to żadnym problemem; matki za to noszą je nieustannie, na zmianę z innymi członkami grupy; karmią je też co chwilę nosząc je właśnie przy piersi; kiedy mamy dostęp do tak wielu rozmaitych chust noszenie może stać się i dla nas prawdziwą przyjemnością; maleńkie dziecko można nosić w długiej wiązanej chuście; starsze w długiej wiązanej, kółkowej, Mei-taiu, nosidle ergonomicznym itd., itp.; dziecko nie tyle się przyzwyczai do noszenia, co raczej rodzi się przyzwyczajone do niego; 3 pierwsze miesiące po narodzinach to tzw. czwarty trymestr ciąży, kiedy dziecko czuje się najlepiej, gdy traktujemy je właśnie tak jakby było nadal w brzuchu: podłączenie do kroplówki możliwie częste i notoryczne noszenie koją wiele bóli istnienia; wszelkie bujanie, kołysanie odnosi się do tej metody;
- metoda porodowa: gołe dziecko kładziemy sobie lub małżonkowi na gołej klacie; ciepło, ruch rodzica, kontakt skóra-do-skóry sprawiają, że część dzieci znajdzie ukojenie;
- metoda pokarmowa– trzeba pamiętać, że statystycznie przy karmieniu piersią z kolkami wielogodzinnym płaczem) mamy do czynienia o wiele rzadziej; jednak jeśli karmione piersią dziecko długo i często się żali można się zastanowić nad pewną korekcją diety mamy karmiącej; najczęstszym winowajcą bywa białko mleka krowiego; wyrzucenie więc ze swojej diety mleka, jego przetworów, wołowiny, cielęciny potrafi przynieść maluchowi wyraźną ulgę; znając jednak naszą ludzką słabość, pewne wręcz uzależnienie od różnych produktów- zazwyczaj lepiej karmić piersią i nie zmieniać diety niż przestawić dziecko na mleko modyfikowane (które przecież jest mlekiem krowim w proszku! -poza nielicznymi wyjątkami); z płaczów kolkowych dzieci i tak zazwyczaj dzieci wyrastają po 3-4 miesiącu po urodzeniu; z jakiejkolwiek alergii dziecko ma większą szansę wyrosnąć, gdy jest wychowywane na piersi swojej mamy; żeby się przekonać, czy dany produkt szkodzi- trzeba go odstawić na co najmniej 2 tygodnie;
- metoda ogrzewania: ciepły okład na brzuszek, termofor czy ciepła woda; ciepła kąpiel czasem czyni cuda; młody człowiek, który wyszedł ze świata o temperaturze 36,6 stopni ma wielką potrzebę ciepła- można to wykorzystać; zresztą noszenie w chuście, karmienie piersią czy metoda klata na klatę też tą potrzebę ciepła wykorzystują;
- odwołanie się do dźwięków: rodzice Jego Kolkowatości chwalą sobie niekiedy urządzenia elektryczne typu pochłaniacz, odkurzacz, suszarka do włosów; nam dźwięki wydawane przez nie wydają się niezbyt miłe, a na osobę, która dopiero co wyszła ze świata bulgotów, szumów, stuków zdają się niekiedy działać usypiająco; tonący brzytwy się chwyta- zdesperowani rodzice wręcz potrafią tego typu „muzykę” nagrywać na płyty; szum morza, szeptanie do uszka też czasem przynosi ulgę;
- metoda odgazowanej butelki: gdy mama ma szybki wypływ mleka z piersi, a dziecko niedojrzale połyka wraz z mlekiem duże ilości powietrza, niekiedy wznosić potrafi długotrwałe lamenty po każdym niemal karmieniu; pomocne bywa w tej sytuacji szybkie bujanie góra-dół czyli szybkie i krótkie podskoki.
Czasem zastosowanie tych „metod” nie przynosi porządanych efektów- człowiek jak płakał, tak płacze, pręży się, czerwienieje aż do barwy buraczkowej. Zdesperowani rodzice niekiedy wyruszą więc do lekarza po poradę. Cóż, czasem może to przynieść jakiś rezultat (gdy ich intuicja wyczuje rozwijającą się chorobę), ale zazwyczaj lekarze są równie bezradni co do kolki jak i rodzice, ukrywając tę bezradność pod pięknymi sloganami o „niedojrzałości układu pokarmowego bądź nerwowego” lub przepisywaniem leków, które niczego nie leczą, a za jakiś czas okażą się szkodliwe dla dzieci.
Jeśli chcieliśmy mieć dzieci niepłaczące, należało kupić sobie lalkę. Stąd zawsze w cenie jest cierpliwość.
8 październik
Kiedy jest tak ciężko, że nie daje się rady
i rozumie się wszystkich, którym się nie udało,
to za plecami czuwa Ktoś Większy,
wychodzi z ciemności
i stwarza Światłość,
która nieodmiennie
zaskakuje,
przemienia.
5 października to świętej Faustyny
witaj Andrzejku Miły Bogu
14 wrzesień
Od czasu do czasu można przeczytać relację o tym, że zwraca się uwagę matce karmiącej piersią, żeby nie karmiła w tym lub innym publicznym miejscu, np. muzeum, restauracji, itp. Karmiąc dobrych parę/naście lat (na każdego z czterech moich ssaków od 2-5 lat się uzbiera) ani razu nie miałam takiej sytuacji. Ani razu nie spotkałam się z przykrymi komentarzami, co najwyżej z życzliwymi uśmiechami, spokojnymi reakcjami, raczej dyskrecją i spokojem.
Traktując karmienie piersią jako normalny element żywienia młodego człowieka- nigdy z tego powodu specjalnie nie ukrywałam się w zakamarkach, chyba że jakiegoś cichego kąta potrzebowało moje dziecko. Skoro dorosły człowiek może jeść nie uważając tego za zdrożne, co więcej, jest to pewien element społecznej normalności- jedzenie w towarzystwie, rodzinie, wśród znajomych przyjaciół, restauracji, tym bardziej potrzebuje tego małe dziecko, które nie rozróżnia jeszcze sytuacji, miejsca i czasu, a nawet jak zaczyna je rozróżniać, to nie umie jeszcze odraczać swoich potrzeb w czasie. Nie potrafi zaczekać na bardziej sprzyjające okoliczności do jedzenia.
Jestem pewna, że większość karmicielek właśnie spotyka się z normalnością, neutralnością bądź życzliwością.
Nagłaśnia się jednak te reakcje, które normalne nie są. Myślę, że nie jest to korzystne dla nas matek. Budzi bowiem niepotrzebne obawy, lęk: „Jak na mnie patrzą? Czy to dobre miejsce i czas na karmienie piersią?” I o ile zdrowy rozsądek i serce dla dziecka w wyborze tego czasu i miejsca ze strony mamy są wskazane, o tyle lękowa postawa w tym względzie jest niekorzystna dla tej delikatnej więzi matka-dziecko.
Nie dajmy się więc zastraszyć tymi relacjami o nienormalności, braku życzliwości. Same będąc życzliwymi dla swoich dzieci, przechodniów, sąsiadów (któż lubi słuchać zrozpaczonego brakiem ssania dziecka!)- krzewmy serdeczność i to, że karmienie piersią jest na miejscu!
14 wrzesień
Jesteś skarbem dla swojej rodziny, dla swojego męża i dzieci.
Niezależnie od tego, czy o tym wiedzą czy nie, nawet jak sama o tym nie wiesz, nie chcesz wiedzieć, to również jesteś skarbem.
I to nie tylko dlatego, że Cię potrzebują, choć dlatego też. Ze względu na Twoje wnętrze, ukryte w Tobie piękno i miłość- głęboko wyryte podobieństwo do Boga-Stwórcy.
„”Gołąbeczko ukryta w zagłębieniu skały”- tak czule mówi do nas Zbawiciel. Jeśli macie doła- to zachęcam do przeczytania Pieśni nad Pieśniami z Biblii, ile zachwytu jest w głosie Boga, gdy patrzy na nas, a patrzy daleko głębiej niż na pleśń naszego grzechu, która z wierzchu nas powleka.
Dziś zachwyciłam się tym artykułem:
Pomoc w rodzeniu
Miałam to szczęście być w Sanktuarium w Matemblewie i choć wydało mi się wówczas dość skromnym miejscem (to było przed 15 laty), zapadło mi w serce. Matka Boża chce być przy naszych porodach, chce wchodzić w naszą samotność. Czasami ona jest jeszcze głębsza, gdy rodzimy w szpitalu otoczone całą tą otoczką medyczną, gdy wokół mnóstwo ludzi, a żaden nie wnosi pokoju ani życzliwości.
Maryja chce wchodzić w naszą radość i trud rodzenia, stawania się matkami na tym czy innym etapie (jest też przecież rodzenie przedszkolaka, nastolatka itd.)- pomagając nam z wielką delikatnością, serdecznością i dyskrecją. Myślę, że taki poród nie może się nie udać- niezależnie od obiektywnych kryteriów „efektywności”.
|