Od 2 matek, jednej w stanie błogosławionym, drugiej rodzącej usłyszałam stwierdzenie, że ich drogi rodne są wąskie, więc muszą pęknąć podczas porodu. Od rodzącej z kolei wyrazy niepokoju: jak się zmieści dziecko na zewnątrz? i czy się zmieści?
No właśnie: czy my jesteśmy jak orzechy, żeby pękać, kiedy ono przychodzi na świat?
No więc przyglądam się na zachowanie tych matek, które właśnie nie pękają wydając na świat swoje dzieci.
Czego się od nich możemy nauczyć:
Uśmiechają się one do swojego dziecka, do męża, czasem do położnej;
Pozwalają się rozśmieszyć; i same wymyślają powody do śmiechu;
Pozwalają sobie na wydawanie niskich dźwięków podczas wydechu, co czasem jest postękiwaniem, czasem śpiewem porodowym, innym razem pojękiwaniem; w każdym razie ich usta są luźne, otwarte, miękkie- nie są z całą pewnością zaciśnięte ani ich usta, ani zęby; a rozluźnienie okolicy ust, szczęki wpływa na rozluźnienie mięśni dna miednicy;
Pozwalają wykonywać sobie różne drobne ruchy miednicą, biodrami, są aktywne, potrząsają biodrami, swobodnie nimi ruszają, nie tkwią sztywno w jednym miejscu, tylko dają sobie możliwość częstej zmiany pozycji, co sprawia, że mają rozluźnione ciało; a rozluźnione ciało, to miękkie podatne na rozciąganie tkanki; jest to więc swoisty taniec porodowy, jaki tańczy matka na przyjście na świat swojego dziecka; czyniąc tak pomaga mu też skutecznie wysuwać się na zewnątrz, przekręcać się w drogach rodnych;
Pozwalają i zachęcają swojego męża, by rozluźniał je: masując, pieszcząc;
Otwierają swoje drogi rodne, tak jak otwierają serce dla dziecka, nie zaciskając ich nerwowo; czują swoje ciało, swoje dziecko, wychodzą mu naprzeciw rozluźniając się i ciesząc się na to spotkanie;
Rezygnują z nerwowego: „A czy nie jestem za wąska? Jak się zmieści to dziecko?” Bo wiedzą, że mają zdolności: otwierania się, powiększania, rozwierania, rozciągania. Wiedzą, że są elastyczne i pracują nad tą elastycznością przed porodem przez: masaż krocza, zjadanie wystarczająco dużych dawek witaminy C (nawet 4 g, bez wywoływania rozwolnienia), która jest odpowiedzialna za produkcję kolagenu, który jest potrzebny dla zachowania elastyczności, picie lub łykanie zażywanie w kapsułkach oleju z wiesiołka;
Te matki, które nie pękają, pozwalają sobie też nierzadko rodzić w ekstazie, są skupione na rodzeniu, na dziecku, dają się porwać darowi rodzenia, pozwalają sobie odczuć, że poród może być ekscytujący, czuły, przyjemny, rozkoszny. Pozwalają sobie odczuć, że Pan Bóg stworzył poród bardzo dobry i cenny, więc nie pozwalają sobie go odebrać przez zbytnie wtrącanie się do niego, dyrygowanie nim.
Kochane, drogie matki oczekujące narodzin Waszych dzieci,
jesteście jak kwiaty.
Nie jak orzechy. Mięśnie Waszych dróg rodnych uczyńcie miękkimi, radosnymi, powiększającymi się na przyjście Waszych dzieci. Nie musicie zazwyczaj nic robić, żeby śpieszyć się z rozchylaniem tych płatków. Tak jak wy możecie płynąć na fali porodu, tak pozwólcie luźno płynąć Waszym dzieciom miękko ku Wam.
Płatki waszych mięśni mają prawo rozchylać się
po-wo-li
i spo-koj-nie,
żeby przygotować wasze dziecko
do stopniowego wyjścia w nowy nieznany świat.
Jesteście w stanie to zrobić.
Z Bożą pomocą.
Bo Bóg się zna na tym, co stworzył jak nikt inny.
A tu głos, jak się rodzi bez pękania, spinania we własnym domu:
W latach 70-, 80-, a nawet w wielu szpitalach w latach 90-tych zabierano po urodzeniu dziecko od matki, bo ona taka niesterylna. I izolowano dziecko od matki przynosząc je tylko co 3 godziny w dzień na karmienie, aby dziecko mogło przebywać we wspaniałych czystych sterylnych warunkach szpitalnych z dala od „brudnej” matki. Efektem tego był i jest wysyp chorób alergicznych u dzieci, a w wieku późniejszym u dorosłych. I traumy, często wypierane (bo boli!), u matek.
Potem pojawiły się inne pomysły, wytyczne dla położnictwa. Okazało się, że szpitalna flora bakteryjna jest dużo bardziej zjadliwa niż matczyna, że oddzielenie dziecka od matki jest bardzo niekorzystne w pierwszym godzinach i dniach po porodzie z wielu względów. Że matczyna flora bakteryjna jest korzystna dla dziecka. Że jest probiotyczna, a więc bardzo zdrowa dla dziecka.
A potem przyszedł wirus-celebryta… i położnictwo znów cofnęło się o 20 lat wstecz (a może i dłużej?- znajome położne szpitalne twierdzą, że znów stało się położnictwem przemocowym). Wraz z całą medycyną. Z powodu zafiksowaniu się na dezynfekcji, izolacji, maseczkach. Zapomniało o wadze, ogromnym sensie probiotycznych organizmów, kontaktu międzyludzkiego, dotlenieniu.
I proszę bardzo, co obecnie odkryli japońscy naukowcy:
Otóż na podstawie badania (bagatela!) 78 915 par matka-dziecko w ramach Japan Environment and Children’s Study wyciągnięto ciekawe wnioski dotyczące dezynfekcji dokonywanej przez matki w stanie błogosławionym. Matki, które stosowały środki dezynfekcyjne od 1 do 6 razy w tygodniu będąc w stanie błogosławionym, rodziły później dzieci, które były znacznie bardziej narażone na astmę lub alergiczne stany zapalne skóry w porównaniu z matkami, które nie stosowały tychże.
Kto odpowie za bezrefleksyjne namawianie wszędzie, zawsze i każdego do dezynfekcji rąk podczas minionej pandemii wirusa-celebryty? Za wzrost odsetka dzieci rodzących się z różnymi alergiami na skutek wyjałowienia skóry matki oraz wdychania przez nią niezdrowych oparów środków dezynfekcyjnych? Nikt nie odpowie. Ale wiadomo, kto będzie się z tym zmagał z całą pewnością: dzieci i rodzice.
Życie nie znosi próżni.
Jeśli likwidujemy probiotyczne organizmy zasiedlające naszą skórę, śluzówki, przewód pokarmowy, w to miejsce przychodzą sobie wredne zarazki i broją, łobuzują, że „hej”.
Dlatego wypróbowałam ostatnio mydło probiotyczne i mogę polecić z czystym sumieniem, ponieważ okazało się również bardzo wydajne, gęste, starczyło kilkakrotnie dłużej niż wcześniej stosowane przeze mnie mydła sklepowe (jeśli uważacie, że to nieuprawniona reklama, to możecie pominąć ten link i znaleźć albo stworzyć własne mydła z probiotykami, świetne np. byłyby te z naturalnymi olejkami eterycznymi):
Do higieny intymnej zaś w ogóle nie trzeba używać żadnych mydeł, aby nie usuwać ochronnej flory bakteryjnej broniącej nas przed zakażeniem dróg rodnych. Jeśli potrzeba wspomóc tę florę, można polecić dla małych i dużych kobiet podmywanie się wodą z dodatkiem naturalnego octu jabłkowego (1 łyżeczka na 1 filiżankę wody) lub z dodatkiem zsiadłego mleka. Błędem jest golenie wzgórka łonowego- zwiększa to również prawdopodobieństwo zakażenia i osłabia prawidłową probiotyczną florę bakteryjną. Badania pokazują, że kobiety, które golą swój wzgórek łonowy, mają znacznie więcej nieprawidłowej flory bakteryjnej i grzybicznej, a znacznie mniej flory probiotycznej służącej utrzymaniu zdrowia.
W życiu nie warto bać się życia.
Ono jest najlepszym, co może nam się przydarzyć. Pan Bóg wiedział co robi, stwarzając nas tak, a nie inaczej.
Poród w szpitalu to: udzielanie wywiadu medycznego, kiedy masz skurcze, leżenie pod KTG, kiedy masz ochotę zmieniać pozycję, stosowanie się do standardów szpitalnych, odwiedziny tych, których nie zapraszałaś do swojego porodu: nieznanych lekarzy, położnych, salowych, studentów, bycie „dobrą pacjentką”, często rodzenie po indukcji czyli w czasie, kiedy Twoje dziecko i twoje ciało nie były na to gotowe.
Poród w domu to: skupienie się na meritum sprawy.
Bo:
-wywiad medyczny przeprowadzić można podczas kwalifikacji czyli około 3-4 tygodnie wcześniej;
-we własnych kątach, gdzie kobieta czuje się bezpiecznie, może łatwiej pozwolić się porwać fali skurczów czyli ekstazie porodowej i nie walczyć z nią;
-poród w domu to sztuka czekania, cierpliwości, świętowania narodzin człowieka; czasem pieczenia szarlotki przy 6-7 centymetrach rozwarcia 🙂 i jedzenia jej między partymi (tak, tak :); lub gotowania rosołu mocy i wspólnego jedzenia go tuż po porodzie 🙂
-to czas na błogosławieństwo nowonarodzonego i dzielenie się radością, jak i trudem i podtrzymywanie w nich;
-to „echo” poczęcia dziecka, gdy pocałunek małżeński tak pięknie zapraszał, otwierał i otwiera.
W porodzie domowym czekanie ma swoją wartość, sens, spokój.
I wymaga uszanowania i cierpliwości, i zaufania.
Bo miłość jest cierpliwa.
Jak bardzo jestem wdzięczna za zaufanie i zapraszanie mnie do Waszego macierzyństwa, jego cudu, trudów i radości 🙂
Nawet jeśli aktualnie nie oczekujecie na narodziny dziecka, zapraszam do zapisywania się do położnej środowiskowej Domu Narodzin lub skontaktowania się ze mną (w celu przekazania papierowej wersji dokumentów): tel.: 501-218-388.
Warto wiedzieć, że wsparcie położnej wg polskiego prawa należy się każdej kobiecie od narodzin do śmierci, a chłopcom do 6 tygodnia po narodzinach.
Zawód położnej uprawnia zarówno do edukacji, wspierania fizjologii, elementów diagnozy i leczenia, rehabilitacji.
Pieluszka pewnego Tymcia… Dzięki uprzejmości jego mamy 🙂
Nawet jeśli zamkną Ci sklep,
zabraknie pieluch jednorazowych
lub zabraknie na pieluchy jednorazowe,
to pozostaną pieluchy wielorazowe: j/w formowanki lub zwykła tetra, flanela, ochraniacze.
Dlaczego zachęcam matki, żeby sięgnęły do pieluch wielorazowych:
ze względu na empatię w stosunku do swojego dziecka; pomyśl jak czułabyś się, gdyby Cię zapakowano na 2 lata do sztucznych, pełnych chemikaliów nieprzepuszczalnych majtek- infekcja i odparzenia różnorodne murowane;
tak jak zachęcamy do korzystania dla niemowląt z ubrań 100% naturalnych (lub choćby zbliżony skład), tak samo w przypadku pieluch;
dlaczego brakuje napisanego składu na większości pieluch jednorazowych? Bo gdybyśmy go czytali i przejęli się, to dzieci nie dostałyby nigdy takich chemicznych pieluch, np. ze względu na jeden ze składników pieluch, który wycofano z tamponów; czy dzieci są mniej wrażliwe niż ich mamy?
bo dzieci potrzebują, żeby się nimi często zajmować!;
bo obserwując zawartość pieluchy, mamy pewien wgląd w stan zdrowia dziecka.
I nie chodzi, żeby się tym zamęczyć.
Bo zmieniając pieluchę, jest doskonała okazja, żeby z młodym człowiekiem się bawić, wygłupiać, pośmiać, pomasować go. Tak zadbana młoda osoba rozwija się w tempie ponaddźwiękowym. Bo jak wiadomo, najlepszym sposobem na rozwój dla dziecka jest właśnie zabawa.
Ks. Dominik Chmielewski. Opowiada na swojej konferencji, że naukowcy odkryli, że gwiazdy na płaszczu Matki Bożej z Guadalupe układają się nie tylko w konstelację, która była na niebie w momencie, gdy Juan Diego dostał ten obraz Maryi, ale muzycy zauważyli, że ten układ jest też możliwy do zagrania.
Są takie miejsca, gdzie się chce wracać. Które tchną taką miłością, dobrocią, pokojem, że zostają z człowiekiem na zawsze
Są tacy ludzie, którzy dzielą się takim ładunkiem entuzjazmu, serdeczności, że zostają w sercu na zawsze.
Z takiego miejsca i od takich ludzi przywiozłam książeczkę dla dzieci:
Jeśli chcecie opowiedzieć dzieciom o porodzie jako o wydarzeniu rodzinnym, dobrym i o tym, że poród nie musi być wydarzeniem medycznym, że może też odbywać się w domu- to warto ją nabyć, pożyczyć.
Dziwny jest obecny dany nam czas.
Zwłaszcza ci, którzy śledzą medialne doniesienia mogą czuć się zaniepokojeni: zamieszki, demonstracje przeradzające się w ataki, epatowanie przekleństwami.
Ale w tym wszystkim jest dobra wieść:
Nie musisz tego w sercu nieść,
dźwigać,
zamartwiać się.
Możesz mieć pokój w sercu.
Gdy w konfesjonale oddajemy Bogu swoje grzechy, to Zmartwychwstały Pan Jezus daje nam w zamian pokój.
Na zdjęciu wspomnienie o nim- burza mózgów o tym, co ułatwia matce rozwieranie się szyjki macicy w porodzie.
Warsztat o tym, że warto być kimś bardzo skromnym.
Dlaczego bardzo skromnym?
bo doula nie donosi tego konkretnego dziecka za matkę do dnia terminu porodu;
bo doula nie urodzi za rodzącą;
ani nie nakarmi za matkę karmiącą piersią;
ani nie będzie opiekować się za matkę dzieckiem;
ani nie wynosi w chuście za matkę;
ani nie zaopiekuje się dzieckiem na dłużej.
To po co jest doula np. w porodzie:
bo w porodzie ważna jest obecność drugiej osoby; stała, cicha, nie zwracająca na siebie uwagi, ale taka, która mówi: „jestem na wyciągnięcie ręki”, „jestem dyspozycyjna- dla Ciebie, gdybyś mnie potrzebowała, ale nawet jak chcesz sobie radzić samodzielnie, to jestem w pobliżu, nie odejdę”;
bo w porodzie potrzebna jest pokora: dawanie miejsca i czasu (czasem długiego i cierpliwego) matce i dziecku, cierpliwość czekania i nienarzucającego się wspierania;
bo w porodzie ważny jest cud przychodzenia na świat: i ten cud każda dobra doula stara się ochraniać pamiętając jaki jest piękny, delikatny i kruchy;
żeby służyć życiu matki i dziecka w tym wymiarze w jakim może: wspierając fizycznie, psychicznie, emocjonalnie, duchowo;
żeby współodczuwać, dodawać pewności, otuchy, nadziei, gdy nikną one przy 7 centymetrze rozwarcia.
I historyjka.
Rok 2006
Pewna położna spóźniła się z przyjazdem do domowych narodzin. Dzieciątko przyszło na świat na ręce rodziców.
Potem opowiada o tym swojej koleżance położnej. A ta nie może się powstrzymać przed wyrażeniem swojego oburzenia:
-No coś podobnego! Przecież profesor O. * zabronił!
Na co domowa położna nie w ciemię bita udzieliła celnej riposty:
-A oddychać też zabroni?**
14 lat później: Jak aktualnie brzmią te słowa!
I jeszcze inne:
„Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, zdejmie hańbę ze swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł.”
*Profesor O. ani żaden inny zabronić kobietom rodzenia, ani położnym przyjmowania porodów nie może na szczęście, bo ustawa o zawodzie położnej (czyli prawo) wyraźnie mówi o tym, że położna ma prawo przyjmować porody fizjologiczne, także te odbywające się poza szpitalem.
**Zabronić oddychać też nam nie mogą. Ustawa o chorobach zakaźnych mówi, że zmuszeni do stosowania wyjątkowych środków (np. maseczek) mogą być tylko chorzy i podejrzani o zakażenie.
Wspaniały narząd, dzięki któremu same kiedyś rosłyście w łonach swoich matek.
Dzięki któremu my jako matki podtrzymujemy i wspieramy rozwój dziecka, gdy rośnie sobie w nas po cichutku.
Ze 100 lat temu (a może i mniej) uważano, że po urodzeniu dziecka trzeba na nie cierpliwie poczekać.
Te położne, akuszerki, które tak nie uważały albo nie miały cierpliwości często spotykały się z krwotokami poporodowymi.
Około 20 lat temu uważano już, że należy czekać na poród łożyska co najwyżej 2 godziny.
10 lat temu już stwierdzono, że pół godziny czekania to jest czas maksymalny, jaki warto czekać na łożysko.
Czy to dawanie wiary strachowi czy coraz mniejsza zdolność cierpliwego czekania?
Irena Chołuj w swej wspaniałej książce „Urodzić razem i naturalnie” pisze, że nigdy ani nie naciskała na brzuch (i łożysko w nim- tzw. zabieg Credego), ani nie ciągnęła za pępowinę, dzięki czemu nigdy nie miała jako położna krwotoku poporodowego, którym zazwyczaj straszy się kobiety. A ma za sobą wiele dziesiątków lat towarzyszenia kobietom w porodach jako położna oraz jako nauczycielka położnych.
Jeśli jesteś już mamą i chcesz dzielić się z najmłodszymi matkami (czyli w stanie błogosławionym, w okresie okołoporodowym oraz w połogu) dobrym doświadczeniem, wsparciem, zdobyć profesjonalne przygotowanie, to ten kurs jest dla Ciebie:
Przekażcie, Kochane Mamy dalej tę informację, proszę!
Dlaczego warto zostać doulą?
Ponieważ zapotrzebowanie na pracę douli rośnie bardzo szybko;
Ponieważ kobiety baaardzo potrzebują wsparcia- wzrasta ilość depresji poporodowej, poczucie osamotnienia z powodu oderwania od rodziny, przyjaciół;
Ponieważ kobiety potrzebują wsparcia kobiecego w tym newralgicznym okołoporodowym czasie;
Ponieważ służąc swoim stałym wsparciem w czasie porodu zwiększamy szansę, by matka urodziła naturalnie (tak pokazują badania), karmiła naturalnie, doceniła ten dar macierzyństwa;
Ponieważ ciąża, poród i połóg to czas, kiedy matki są bardzo „kruche” i potrzebujące ochrony z każdej możliwej strony- ochraniając tą wrażliwość, zwiększamy szansę, by miały poczucie siły, radości płynącej z narodzenia się jako matka.
1 dnia (9 października 2020 r.) – dr Beata Głodzik będzie prowadzić warsztat o wspieraniu rozwoju dziecka (serdecznie polecam!!!- można się wybrać również na pojedynczy warsztatowy dzień);
2 dnia – będę prowadzić warsztat o tym jak wspierać naturalny poród i naturalne karmienie piersią, ale też jak wspierać matkę w jej rodzeniu się jako matki; m.in. będę pokazywać różne techniki masażu chustą Rebozo; warsztat o dogłębnym zrozumieniu ,czym jest poród, karmienie piersią;
3 dnia – Ewa Nitecka poprowadzi warsztat „Urodzić śpiewając i tańcząc”- będzie się działo 🙂
Czy zauważyłyście w jaki sposób zaczęto manipulować naszym społeczeństwem?
Od kolejnych osób w różnych okolicznościach słyszę, że dzieci nie są mile widziane. Że dzieci nie są zapraszane. Nawet że dzieci nie mogą wchodzić do kościoła – z taką „informacją” spotkałam się od pewnej pani pilnującej drzwi kościoła, by nie weszło tam więcej ludzi niż „przepisowych” pięciu kilka tygodni temu. Że dzieci nie powinny przychodzić do sklepu. Że nie są zaproszone na ślub, wesele, spotkanie wspólnoty.
Oddziela się też dzieci od starszego pokolenia jako bezobjawowych nosicieli. Oddziela się od ich mądrości życiowej, od ich czułości.
A Pan Jezus jak zwykle wierny mówi: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. Nie zabraniajcie im. Do takich bowiem należy Królestwo niebieskie.”
Kiedy pozbywamy się trudu rodzenia, trudu znoszenia dzieci, trudu opieki nad dzieckiem, równocześnie pozbawiamy siebie i innych tak wiele radości.
Wiecie, że jest rok Jana Pawła II? On pokładał szczególną nadzieję w dzieciach. Usilnie je prosił o modlitwę- mówiąc, że to ich modlitwa ratuje przed wojną. „Czas jest bliski”- pisał święty Jan, a pierwsi chrześcijanie żyli tą bliskością. Czy dla nas czas się zatrzymał albo jest dalszy? Czy mieli rację, że żyli tą bliskością Bożą?