Archiwum kategorii ‘O wychowaniu siebie i wychowaniu dzieci’


Dziękowanie – ducha odmładzanie

zdjecie-3

Naukowcy odkryli, że narzekanie niszczy mózg. Podczas notorycznego narzekania niszczy się m.in hipokamp- ta część mózgu, która ulega również degeneracji przy chorobie Alzhaimera.

No i narzekanie niszczy atmosferę w rodzinie.

Pan Bóg już dawno nam o tym mówił i ostrzegał.

„Zawsze dziękujcie!”–  Słowo Boże skutecznie konkretyzuje tę sprawę.

A my żony i matki powinnyśmy szczególnie pracować nad sobą, żeby nie narzekać na dzieci. Zwłaszcza do męża tuż po jego przyjściu z pracy.

Niezłe zadanie, co?

Są czasem starsi ludzie, którzy są młodzi duchem. Oni właśnie nie narzekają, mają tyle powodów do radości. Nawet jak ich nie mają.



Dzieci w kościele na wagę złota

zdjecie-5

Dzieci rozrabiają w kościele- to fakt.

Jednak są tam na wagę złota. Bo jak już się modlą, to szczerze i z wiarą.

A ich aniołowie nieustannie uwielbiają w wielkiej bliskości Boga.

Dlatego papież Franciszek wstawia się tak pięknie za każdym płaczącym dzieckiem, o czym tu pisałam.

Z drugiej- mojej rodzicielskiej strony.

Dzieci tak szybko rosną.

Jako maluchy (wiek poniemowlęcy 12-36 miesięcy) i przedszkolaki, (od biedy jeszcze młodszy szkolny) chętnie słuchają rodziców, chłoną ich słowa jak gąbka. A później pod górkę.

Trzeba zdążyć nauczyć, podzielić się tym co ważne póki nie kontestują. Póki to, co podane z życzliwą miłością przyjmują radośnie. Póki przyjmują uwagi do serca.

Dzieci tak bardzo potrzebują usłyszeć więc w kontekście przychodzenia do Kościoła:

  • Jak bardzo Pan Bóg na nich tu czeka;
  • Jak wiele mogą wymodlić, jak uważnie każdej ich modlitwy wysłuchuje Zbawiciel;
  • Jak wielki cud dzieje się w czasie Eucharystii;
  • Potrzebują to poczuć, jak wielki majestat i cześć należy się Bogu.

I to wszystko w atmosferze wielkiego spokoju i akceptacji.

No i z całą pewnością trzeba się wyrobić przed wiekiem buntu i kontestacji.

Przed Mszą trzeba i warto modlić się z dzieckiem i za dziecko.

Ja bardzo słaba jestem w dopilnowywaniu moich dzieci na Mszy, więc „zatrudniam” ich Aniołów Stróżów i przypominam im o ich obowiązkach względem moich dzieci.

Efekt jest, nie powiem. Oni się na tym znają, bo mają bliskie układy z Górą.

A jak i to nie pomoże, to wszystkich Świętych jeszcze trzeba zatrudnić. W kupie siła.

A jak to nie pomoże, to znaczy, że sama bardzo przeszkadzam naszym dzieciom w uważnym (jak na ich wiek) uczestnictwie we Mszy Świętej.

No i trzeba się nawrócić.

I jeszcze odnowić znajomość z własnym Aniołem Stróżem.

I własną znajomość ze świętymi, choćby kruchą.

O tym, że czasem trzeba zostawić dziecko w domu, dać sobie czas na skupienie: druga strona medalu.

zdjecie-31



„Smaczny jak pokrzywy”

„Smaczny jak pokrzywy!”- zaanonsował najmłodszy drapichrust z nieukrywanym entuzjazmem wypijając w oka mgnieniu dzisiejszy eksperyment swojej mamy.

zdjęcie(12)

A zaczęło się tak niewinnie od ściągniętych z netu wielce skomplikowanych i złożonych koktajli:

Bagienny i pokrzywowy- pochłaniane bez odmowy

Ponieważ zaniemogły mi ostatnio dzieciaki, szukałam więcej sposobów, by je wzmocnić.

Najpierw więc wynalazłam sok jabłkow0-pokrzywowy (na powyższym zdjęciu).

Wystarczy sok jabłkowy (ze świeżo wyciśniętych owoców lub wersja na łatwiznę- ze sklepu) zmiksować z listkami pokrzywy i witaminą C (lewoskrętną- a jakże!).

Pokrzywa jest ziółkiem mocno się brudzącym i żylastym. Stąd wynikają 2 sprawy: myć ją trzeba co najmniej 2-3 razy. Po zmiksowaniu z sokiem, jak się jest leniwym i się wrzucało listki z nieoberwanymi łodyżkami, to trzeba sok przecedzić przez sitko (jak na załączonym obrazku).

„Mi dolej! Mi!”- jak się już zrobi i da do skosztowania, to się można napawać takimi oto okrzykami. Co bardziej wybredne nastolatki udają, że im nie smakuje: „Taki tam jabłkowo-trawny smak!”

Pokrzywowy kunszt w dniu dzisiejszym rozwijałam więc dalej.

I oto mój smaczny pomysł:

3-4 bardzo dojrzałe banany

1 szklanka czerwonej porzeczki

1 szklanka listków pokrzyw (bez łodyg tym razem!)

1 szklanka wody

Po zmiksowaniu wyszedł intrygujący różowo-zielony kolorek, a z gardzieli młodych latorośli westchnienia: „Dokładkę! Mi! Dolej!”

Pokrzywy chodzą za mną, bo one najlepiej wychodzą mi w ogródku 🙂 Chodzą, parzą i pouczają o wychowaniu dzieci.

Bo jak się je wyrywa i idzie lekko, to znaczy, że do kitu. Okazuje się wtedy, że w ziemi został cały korzeń- żółte żylaste bydlę – kłącze czyli coś co się z łatwością rozrasta. Natomiast jak się pokrzywę wyrywa i człowiek się namęczy, namocuje, uff, sięgnie głębiej, to efekt jest wybitnie antypokrzywowy. Żeby natomiast wyhodować całe łany pokrzywy, można je np. kosić- pozostawione w ziemi kłącza skorzystają z okazji i rozrosną się wspaniale i bujnie.

Mam przeczucie, że podobnie jest z wychowaniem dzieci. Jak nam tak za łatwo idzie i obrastamy w piórka, to zazwyczaj coś nie tak, gdzieś tam hodujemy wielkie błędy, wielkie wady. Obserwować można czasem rodziców, ile się namęczą, natrudzą z wychowaniem jakiegoś dziecka, a potem wspaniały człowiek wyrasta.

Czytałam pewien czas temu na blogu artykuł pewnej mamy o tym, że >wraz z narodzinami dziecka, rodzi się strach<. Że matka o to dziecko niemożebnie zaczyna się martwić chcąc nie chcąc. Czy będzie zdrowe, czy dobrze wychowane, czy będzie się chciało uczyć, czy nic mu się nie stanie… Powody do strachów, niepokojów, obaw, lęków matki potrafią mnożyć zadziwiająco.

Skąd ja to znam? Sama też potrafię.

Ale po przeczytaniu tego wpisu, poczułam bunt: tak się nie da żyć. To nie życie- to stawanie się martwym (czyli z-martwienie).

Z każdym dzieckiem rodzi się nadzieja. Na szczęście nadzieja. Że jest sens się trudzić dla tego człowieka. „A nadzieja zawieść nie może, albowiem miłość Boża rozlana jest w sercach ludzi”.

I tak nawet mała pokrzywka okazuje się nie taka znowu beznadziejna.



O karaniu dzieci- zwyczajnie

Niech sobie papież Franciszek pogada- ja odpocznę ;P

Chętnie jeszcze bym sobie jakąś dobrą duszę „pożyczyła” do wprowadzenia tego w czyn 🙂



Karmienie piersią i ojciec

Czasem matki narzekają, że ojciec ich dziecka, mąż zamiast wspierać w karmieniu piersią, to je dołuje, namawia do odstawienia, ma zły stosunek do tej mlecznej więzi.

Różni bywają tatusiowie.

Jednak najczęściej uczą się oni, czym jest karmienie piersią właśnie od swoich żon. Facet jest prosty. Jak żona mówi mu, co jest nie tak, to on szuka rozwiązań, co zrobić, by stało się w porządku.

Powstaje zamieszanie.

Żona skarży się na trud wynikły z karmienia piersią, ale nie po to, by jej doradzano, odradzano kontynuację, by coś tu rozwiązywać. Bo to matka zna się na karmieniu piersią. Ona potrzebuje przytulenia, wyżalenia się. A mężowi się wydaje, że ona potrzebuje rozwiązania tego problemu.

Jesteśmy więc w jakiś sposób odpowiedzialne za to, na ile ojciec zrozumie to naturalne karmienie. Czasami w naszym własnym interesie jest wyżalenie się osobie na zewnątrz, innej karmiącej mamie. Ojciec bowiem czasem nie jest w stanie unieść naszych uczuć bez „rozwiązywania tego problemu”.

Jeśli chcemy być wspierane w karmieniu piersią przez własnego męża, warto mówić mu pozytywnie o tej mlecznej więzi. Mądry ojciec widząc w niej wartość, myśląc o niej pozytywnie, będzie wspierać matkę w ciągu dalszym tej relacji. Jeśli będzie widział w tym problem, kłopot, trudność życiową, będzie go „rozwiązywał”. A mężczyźni potrafią być skuteczni, gdy tego chcą.

Jeśli my matki same będziemy podważać, kontestować naszą część relacji z dziećmi, jej mleczne początki, to któż je doceni?



Miłość nigdy nie ustaje

Blaski i cienie- idąc do światła

Blaski i cienie- idąc do światła

Oglądałyście filmy o żołnierzach niezłomnych- wyklętych przez PRL, wywiady z tymi nielicznymi jeszcze żyjącymi?

Jeden z nich zrobił na mnie wielkie wrażenie.

Były żołnierz walczący w partyzantce antykomunistycznej opowiadał o torturach, których potem poddawano go po uwięzieniu. W pewnym momencie nie mogąc już ich znieść krzyknął: „Panie wybacz im, bo nie wiedzą co robią!”

Taka Jezusowa modlitwa wyrwała mu się z piersi.

I niezwykły jej efekt.

Oprawcy odskoczyli gwałtownie od swojej ofiary i zaprzestali dalszych tortur.

 

Ile razy własne dzieci dają w kość!

Zazwyczaj rodzic sobie z tym radzi. Ale przychodzi prędzej czy później taki moment, gdy wołamy (w środku lub na zewnątrz): Nie daję już rady!

I to jest dobry moment, by zacząć się uczyć tej modlitwy: „Panie, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. A dzieci rzeczywiście nie wiedzą, co czynią. Tej świadomości własnych uczynków dopiero się uczą: co one znaczą dla innych?

Miłość to wybaczanie. Nie rezygnowanie z drugiej osoby.



Miód i łyżka dziegciu

Więcej pszczół się zleci do łyżki miodu niż do beczki dziegciu.

Tak mówi przysłowie.

Miód w kontekście wychowania można interpretować jako nagradzanie.

Beczkę dziegciu- można potraktować jako dużo kar, negatywów.

Zasada jest taka- jesteśmy stworzeni w 6 dniu stworzenia, kiedy były stworzone zwierzęta. Nasze ciało więc działa na tych samych zasadach, co u zwierząt.

W wychowaniu więc tak jak w tresurze zwierząt sprawdza się w pierwszym rzędzie:

  • dobry przykład– naśladownictwo to jest to, co dzieci zwykle robią prędzej czy później;
  • zestaw nagród i kar czyli motywowanie.

Nie da się jednak przejąć zestawu nagród od sąsiadów, babki, praciotki, bo każde dziecko jest inne. I to, co dla jednego jest karą, dla innego może być nagrodą. Dla jednego nagrodą może być strzelanie z fuzyjki, dla innego to samo może być karą.

Artykuł o takim jednym, który przy pomocy strzelania z fuzyjki został nauczony czytania i pisania.

Im młodsze, słabsze intelektualnie dziecko- tym więcej nagród potrzebuje, i tym częściej.

Czasem nawet wychowanie przez wychowanka książką ma sens 🙂



Kroczki w przód, kroczki w tył

Blaski i cienie- idąc do światła

Blaski i cienie- idąc do światła

„Gdy byłem dzieckiem,

mówiłem jak dziecko,

czułem jak dziecko,

myślałem jak dziecko.” 1Kor13, 11

Tymczasem dopada czasem takie zmęczenie, że coś się kiełbasi w głowie u potwornej matki małych potworzątek. I wydaje jej się, że to dzieci powinny zwłaszcza czuć i myśleć, i zachowywać się jak dorosły, a ona może sobie pozwolić na bycie niedojrzałym potworkiem.

Wykrzykiwać i tupać nieznośnie wypada młodym potworzętom, bo potwornie niedojrzałe.

Jak mama-potworzyca też przekonująco tupie i emocjonująco wrzeszczy, to pięknie się to utrwala w coraz bardziej krzyczących potomkach.

No więc wypada zacząć tresować pięknie potworną dziatwę jako stworzoną w siódmym dniu stworzenia, a więc razem ze zwierzętami. A jeszcze bardziej wypada tresować siebie i żyć tą nauką postu, wymagania od siebie.

Małe potworki lubią być tresowane, bo mogą zdobywać nagrody, bo wiedzą, co je czeka. Lubią być tresowane, bo rozumieją, jak unikać kary.

Im młodszy paszczak, tym więcej nagród: naklejeczek, piecząteczek, serduszeczek, przytuleń i doceniania.

Już półroczny brzdąc uczy się metodą kar i nagród. Ugryzienie mamy plus jej szybka reakcja-zabranie piersi=szybkie oduczenie się procederu gryzienia.

Są takie typy, dla których samo spojrzenie (nawet siejące grozę) jest nagrodą. Są takie, gdzie trzeba się natrudzić, żeby typ poczuł się potwornie docenionym.

Uff! Potwornie zanudziłam dzisiaj.

Polecam na podwieczorek E.Eggerichs „Miłość i szacunek. W rodzinie”



Fajnie, że toniesz jak ja

Z serii: przychodzą znajomi…

Znacie to? Rozmowa ze znajomymi lub rodziną.

-Moje dziecko niedobre lub chore.

-Moje też.

Acha. I tu następuje obopólna ulga. Nie tylko ja tonę, nie tylko ja nie radzę sobie z rzeczywistością: zachowaniem dziecka albo jego brakiem zdrowia. Wspólne Polaków narzekanie. Pocieszanie się cudzym kosztem- jakby to cokolwiek poprawiało. Owszem poprawia, ale pozornie, wyłącznie samopoczucie. „Jak to dobrze, że nie  tylko ja idę na dno!”

Usypia to naszą rodzicielską czujność. Bo choroby się leczy, dziecko trzeba wychowywać, żeby nie trwało w destruktywnym zachowaniu. Siebie trzeba wychowywać nieustannie.

Dzielę się kółkiem ratunkowym, które nam niedawno rzucono:

(Syr 3,2-6.12-14)
„Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.”

(Kol 3,12-21)
„Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko /przyobleczcie/ miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z /całym swym/ bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko /czyńcie/ w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi! Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha.”

(Kol 3,15-16)
Sercami waszymi niech rządzi Chrystusowy pokój, Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem.

(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

O drugim kółku ratunkowym być może niebawem uda mi się coś sklecić 🙂



Opowieść o rodzinie

Z miłości przeznaczył nas dla siebie…

w rodzinie

Powyżej artykuł długi, ale wart przeczytania.