8 lipiec
Szkoła przetrwania karmienia piersią
Karmienie piersią to szkoła przetrwania zarówno dla dziecka jak i dla matki. Trzeba mieć zrozumienie, ale też cierpliwość dla dziecka, dla siebie samej, dla czynności karmienia. Osoby, które z góry odrzucają wagę cierpliwości nie wytrwają często. Zwłaszcza gdy w odsiecz przychodzą łatwe namiastki typu smoczek-tłumik.
Karmiąc piersią prędzej czy później dopadają nas kryzysy:
- Laktacyjne: kiedy dziecko ssie na umór i zdaje się matce karmiącej, że już tak będzie na wieki; ten rodzaj kryzysu jeszcze jest dość łatwy do przejścia; kilka dni, niekiedy tydzień lub dwa, czasem pierwsze 3-4 miesiące intensywnego ssania dzień i noc
robi swoje: mleka zaczyna przybywać, maluch zaczyna ssać skuteczniej wraz z wiekiem i nie potrzebuje już tyle czasu spędzać przy piersi;
- Zmęczenia: niedospanie, przesilenie wiosenne, jesienne, zachorowania mogą sprawić, że czujemy się zmęczone karmieniem; przeżywamy zniechęcenia, jesteśmy osłabione; ale tak jak z powodu zmęczenia nie przestajemy pracować zawodowo, tak z powodu zmęczenia nie ma powodu przestawać karmić piersią; trzeba za to obmyślić sposoby regeneracji sił, odpoczynku, zwolnić obroty, zatroszczyć się o zdrowszy tryb życia, zrobić ewentualnie badania lekarskie;
- Emocjonalne: często z karmienia piersią robi się kozła ofiarnego tworząc mity typu „gdyby nie karmienie piersią, to by dziecko tyle nie płakało, to by się nie budziło w nocy”; „gdyby nie karmienie piersią, to by matka nie czuła się taka uwiązana do dziecka” itd. itp. Łatwo wtedy o pewną ambiwalencję: i ceni się tą mleczną drogę własnego dziecka i odsądza ją od czci i wiary. Pomocne w wyjściu z takiego zapętlenia mogą okazać się rozmowy, ujawnienie pokładów własnych emocji i poddanie ich refleksji. Wsparcie emocjonalne przez inne osoby oraz dostarczone samej sobie z wewnętrznych pokładów. Czasem jakaś trudna sytuacja osobista (np. przeprowadzka) rzuca też cień na karmienie piersią. Przemyślenie jej jednak plus kierowanie się empatią w stosunku do dziecka pozwala nam iść dalej w towarzyszeniu naszemu dziecku w erze mlekolubnej. Brak wsparcia społecznego karmienia piersią może też uwikłać mamę w nieradzenie sobie z własnymi uczuciami dotyczącymi karmienia piersią.
Kryzysy są jednak po to, by je pokonywać i wychodzić z nich z podniesioną głową. Nie trzeba się na nich zatrzymywać: towarzyszenie dziecku w pędzie jego rozwoju jest zbyt fascynujące, by tracić czas na biadolenie nad własnymi obciążeniami.





13 lipca 2010 o godz. 11:42
Dodam jeszcze do emocjonalnych kryzysy sytuacyjne gdy znajdziemy się w nagłym i silnym stresie. Choroba, wypadek, przeprowadzka czy zmiany związane z pracą. Często jest tak, że kryzysy nakładają się na siebie. Wato to jednak przetrwać.