Bardzo dobre i bardzo złe

Dawno nie czytałam książki, która wywołałaby tyle ambiwalentnych uczuć we mnie i to bardzo sprzecznych: zarówno bardzo pozytywnych jak i bardzo negatywnych.

Chodzi mianowicie o pozycję „Duchowe położnictwo” Iny May Gaskin.

Dużo pozytywów: przywrócenie porodowi jego miejsca wśród wydarzeń rodzinnych, należących do sfery fizjologii, intymności. Zwłaszcza ukazanie jak pieszczoty małżonków: wzajemne otwarcie się na obdarowywanie się pocałunkami, dotykiem itd. sprzyjają otwieraniu się kobiety na swoje dziecko- bardzo cenne.

Jednak dużo widzę też negatywów: zwłaszcza w sferze duchowej. Autorka dzieli się religijnością swoją i swoich rodzących, która operuje jakimś synkretyzmem, operuje imieniem Jezus i Budda, mam wrażenie, zamiennie. To jest bardzo niebezpieczne duchowo. Opisy poszczególnych porodów w większości należą do hipisów, którzy mówią o jakiejś niezidentyfikowanej energii i otwieraniu się na nią, co mi osobiście na pewno nie odpowiada.

Strona merytoryczna jest nieco przestarzała: opisywane sytuacje, medyczne interwencje, których się obecnie unika w czasie porodów domowych lub sytuacje, które nie powinny mieć tam miejsca.

Jedna z rad wydaje mi się nietrafiona: „Podczas fali skurczu miej oczy otwarte i zwracaj uwagę na ludzi wokół ciebie i na to, co się dzieje.”

Może komuś rzeczywiście pomagać utrzymywanie kontaktu wzrokowego z położną, mężem czy inną osobą wspierającą, ale nie wydaje mi się to konieczne. Nie każda matka skorzysta z kontaktu wzrokowego i go potrzebuje. Michel Odent w swych publikacjach zdaje się inaczej sugerować: otwarcie w czasie porodu na działanie starszej części mózgu, zdaje się nie iść w parze z otwarciem na pilne rejestrowanie bodźców zewnętrznych. Mi osobiście w porodach zawsze bardziej pomagały oczy raczej przymknięte, nie pilnowanie tego, co na zewnątrz, a skupienie na wnętrzu, modlitwie, na tym, co czuje dziecko.

Kiedy towarzyszę w czasie porodu jako doula w szpitalu, niekiedy widzę, że to, co dzieje się w szpitalu, to co tam widać- bardzo przeszkadza matce w otwarciu się na dziecko. Zdarza mi się więc zaproponować jej, że może wolałaby przymknąć powieki. Kobiety na dość zaawansowanym etapie porodu same zresztą nierzadko to robią. Przyjmując pozycję na czworaka, schylając głowę skupiają się na tym, co się dzieje w ich wnętrzu, nie zaś zewnętrzu.

Ina Gaskin zwraca naszą uwagę szczególnie na ekstatyczny charakter wydarzenia, jakim jest poród. Wejście w tę ekstazę umożliwia odważne otwarcie się na nie jako na łaskę, otwarcie się z miłością na osoby towarzyszące, położną, otwarcie z radością, a nawet humorem, przyjęcie narastającej fali skurczów jako błogosławieństwa, fali unoszącej nas miłości na spotkanie z wychodzącym na świat dzieckiem.

Piękny znajdziemy tu opis przyjęcia na świat z miłością dziecka ciężko chorego: z bezmózgowiem. Rodzice wypisują swoje umierające dziecko ze szpitala, żeby zapewnić mu godne odchodzenie, swoją obecność i kruchą miłość, z którą chcieli go pielęgnować, kochać. W szpitalu wiedząc, że dziecko i tak umrze nie zatroszczono się nawet, aby je karmić. „Żył jeszcze pięć dni. Nie był już dzieckiem, był jak stary mądry nauczyciel. Czuliśmy się szczególnie uprzywilejowani, że jest w naszym domu tak Święta istota.”

Piękne są również zdjęcia dzieci nowo narodzonych i już uśmiechniętych – wyraźny ślad, że one też brały udział w tej ekstazie, olśnieniu przychodzenia na świat.


Zostaw odpowiedź