Morskie fale

Kobieta jest podobna do morza: ze swoim cyklem miesiączkowym, ze zmiennością hormonów i nastrojów. I poród i karmienie piersią przypominają nieco odpływy i przypływy, morskie fale, które zalewają brzeg, żeby znowu uciec. W porodzie skurcze przypływają i odpływają, żeby znów nadciągnąć z jeszcze większą mocą. Gdy skurcze są małe, początkowe, to można je łatwo przyhamować stresem, zmianą miejsca rodzenia, itp., ale gdy są już wielkie i częste, to mało co je powstrzyma. Morza rozszalałego też mało co powstrzyma. Może ktoś widział jedną ocalałą ścianę kościółka w Trzęsaczu, która stała niegdyś kilka kilometrów bodajże od morza (głowy sobie za to nie dam uciąć, bo byłam tam zeszłego lata).

Podobnie fale twórczości macierzyńskiej mogą być niszczące, choć o wiele częściej są budujące i ożywcze. 

Hormon oksytocyna napływa w kobiecym ciele falami i unosi rodzącą matkę w nieznaną stronę macierzyństwa.

Podobnie jest w czasie karmienia piersią. Ta sama oksytocyna wpływająca na kurczliwość mięśni macicy, w czasie karmienia piersią obkurcza komórki mioepitelialne, które powodują wypływ mleka z pęcherzyków do przewodów mlecznych. Tak jak dziecko ssie w sposób falowy, powraca do ssania po częstych przerwach, tak mleko z matczynej piersi wypływa falami: raz więcej, innym razem mniej, potem, gdy damy sobie i dziecku dar ciepliwości znów więcej. Upływający czas, czułość jaką mamy dla dziecka ma zdolność wpływać na to falowanie.

Krótkie powyrywane myśli, bo ciemno, namiot zamoczony, sosny szumią jak szalone, a komputer nie jest moim wiernym towarzyszem na czas urlopu.

Pozdrawiam znad szalonego dziś Bałtyku!


Zostaw odpowiedź