Edukacja domowa- a gdzie ma być?

Dziś moje dzieci miały oprócz języka angielskiego lekcję gotowania barszczu czerwonego.

Najpierw ugotowały pyszny barszczyk, a później zapisały przepis. Starsze dziecię w słowach, młodsze (pierwszoklasistka) słowa+rysunki. Potem delektowaliśmy się efektem lekcji. Pyszniusieńki!

Będąc pod wpływem dwóch lektur „Rewolucja w uczeniu” oraz „Rodzicielstwo przez zabawę”

stwierdziłam, że za bardzo „po szkolnemu” uczę swoje dzieci podczas gdy one najwięcej się korzystają, gdy coś z zapałem robią. Stąd dzisiaj ta zmiana na lekcję praktyczną.

Tą drugą książką „Rodzicielstwo przez zabawę” dalej się delektuję, bo:

  • przypomina mi ona o mojej radosnej części dzieciństwa;
  • wyzwala wiele zapału, entuzjazmu do wejścia w świat dziecka;
  • daje niezłego „kopa” do tego, by nie być zbyt poważnym, za to bardziej zrozumiałym i kochającym rodzicem.

Więcej nie piszę na razie, bo książki jeszcze nie skończyłam, idę dalej do lektury i do pracy!

O książce „Rodzicielstwo przez zabawę” jeszcze naskrobię zapewne, żeby drugą stronę medalu pokazać.


Zostaw odpowiedź