Kołysanka czy dogadzanie sobie?

Wiele rzeczy z rodzicielstwa bliskości lubię: i karmienie piersią, i noszenie w chustach, i wspólne spanie w łóżku dopóki dziecko tego potrzebuje, dopóki nie jest w stanie wyrosnąć.

Ale nie podpisuję się obiema rękami pod tym nurtem. Ma on swoje ograniczenia, minusy, a na pewno przegięcia.

W moim odczuciu takim przegięciem jest książeczka „Kołysanka o piersiach mamy”. Nie polecam!

Dlaczego? W końcu w karmieniu piersią nie ma nic złego. Zasadniczo nie ma nic złego w karmieniu piersią, ale w zafiksowywaniu dziecka na tym temacie już może trochę jest.

Bo po co takie karmienie jest? Żeby dziecko skupiło się na tym temacie czy skorzystawszy z tego daru szczęśliwie z niego wyrosło?

Dla dziecka postać mamy jest i tak ważna, nie potrzebuje zaznajamiać się z jej anatomicznymi szczegółami jeszcze werbalnie. Co najmniej to przesada.

Książeczka może mniej służąca rozwojowi dziecka, a bardziej samozadowoleniu mamy.

Wybieram śpiewanie dzieciom kołysanek o Bogu, o świecie, o zwierzętach. O sobie samej niekoniecznie- dziecko i tak ma swojej mamy po uszy, po dziurki w nosie albo jeszcze wyżej. Prędzej czy później to się okaże, więc nie przesadzajmy.

 


Zostaw odpowiedź