Szczęśliwa matka- szczęśliwe dziecko

Taki właśnie slogan robi karierę: „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko”. Dzisiaj pierwszy raz zdarzyło mi się słyszeć, że z tego powodu matka odmówiła dziecku piersi (jeszcze na położnictwie). „Bo byłaby uwiązana do dziecka, a przez to nieszczęśliwa”.

Hm.

Jeśli się tak dobrze zastanowić, skąd wynika, że kariera tego sloganu jest tak zawrotna. Otóż jest w tym szczypta prawdy. Żeby prawdziwie kochać, kogokolwiek, męża, dziecko czy przyjaciółkę, to rzeczywiście trzeba umieć też dbać o siebie, umieć przyjmować wyrazy miłości, pozwalać się uszczęśliwiać i umieć też szukać własnej drogi szczęścia. Ale to jest tylko jedna strona medalu.

Jeśli sięgniemy do psychologii rozwojowej, to ten etap rozwoju mogą już osiągnąć zadbane, kochane dzieci, które zwyczajnie wiedzą, co lubią, wiedzą, że mogą się domagać okazywania miłości, zaspokajania ich potrzeb, a nawet pragnień.

Jednak człowiek dorosły ten etap wyłącznej koncentracji na własnym zaspokajaniu szczęśliwie powinien mieć za sobą, ponieważ dojrzałość polega na pójściu dalej. Wcześniejszy etap nie jest zanegowany przez następne, ale człowiek dorosły winien umieć też działać dla dobra drugiej osoby, a nie tylko poprzestawać na kurczowym trzymaniu się własnego zaspokojenia. I to niezależnie od własnych emocji.

Prosty przykład. To, że rodzic nie czuje się danego dnia uszczęśliwiony przewijaniem swojego dziecka, to w najmniejszym stopniu nie zwalnia go z tego obowiązku.

Także w tym kontekście slogan „szczęśliwa mama- szczęśliwe dziecko” jest zwyczajnie nieprawdziwy. O ileż bardziej wiarygodnie i prawdziwie brzmi „kochająca mama to szczęśliwe dziecko”.

Z miłości można też karmić piersią, nawet jeśli się tego nie lubi dystansując się od swoich własnych uczuć. Właśnie ze względu na dobro dziecka.

W kontekście takich wyborów, gdzie mama „musi” być szczęśliwa niezależnie od dobra dziecka zastanawiam się, czy nie adekwatniej byłoby zacząć modelować inne określenia: „szczęśliwa mama- opuszczone dziecko”.

Dlaczego opuszczone? Ponieważ karmienie piersią jest naturalną kontynuacją tej bliskości, kiedy dziecko było przy sercu mamy dosłownie przez cały czas.

I nie chodzi o to, żeby nie dbać o własne potrzeby, ale nauczyć się realizować je w łączności z dzieckiem. W takiej łączności, jakiej potrzebuje. Gdyż z perspektywy zwłaszcza maleńkiego dziecka więź z mamą to życie.


komentarze 3 do wpisu “Szczęśliwa matka- szczęśliwe dziecko”

  1. Marysia napisał(a):

    Fajnie się karmiło piersią, gdy już dziecko zakoczyło po 10 stresującyh dniach, czym jest ssanie.
    Nie planuję więcej dzieci, ale gdyby się trafiło, to tym razem od razu decyduję się na butelkę. Chyba żeby dzieciątko od razu ładnie ssało, to kilka miesięcy może bym zdecydowała się na karmienie natutralne. Gdyby jednak nie, wolałabym butelkę. Sama byłam wciąż zdenerwowana karmieniem i dietą (bo dziecko alergik). I mała chorowała bardzo dużo, a niby moje mleko miało ją chronić. A teraz obserwuję karmiące od razu butelką szwagierkę i przyjaciółkę i widzę, że to wygodniejsze rozwiązanie, dzieci budzą się co 3 h, są spokojniejsze, zdrowsze. Tego im zazdroszczę, dlatego jeśli zdarzyłaby mi się raz jeszcze przygoda z macierzyństwem wybrałabym raczej butelkę od razu.

  2. aga napisał(a):

    …a może po prostu przestańmy wariować… Mieliśmy już modę na karmienie butelką, teraz mamy modę na karmienie piersią – pewnie o niebo zdrowsze dla naszych pociech, ale nie dajmy się zwariować! Doskonale pamiętam pierwsze wizyty u pediatry i hasła o wyrodnych matkach, rzekomo zaniedbujących swoje dzieci z powodu sztucznego ( skąd taka nazwa?) karmienia. Chciałam, miałam chęci, pokarm, warunki i co? Coś zawiodło, może natura, może psychika, może ja sama, a może wszystko po trochu. Po trzech tygodniach walki z otaczającą rzeczywistością Adaś przeszedł na butelkę i apteczne mleko dla dzieci ulewających. Najadł się i zasnął na najdłuższe w moim życiu 3 godz. Sen i cisza….Wcale nie było łatwo: dorosnąć do decyzji o karmieniu butelką, przezwyciężyć kąśliwe uwagi „naturalnych matek” i „modnych pediatrów”. Efekt: 4,5 letni Adaś rozwija się super normalnie, bez nadmiernej ilości chorób, jest wesołym i pomysłowym przedszkolakiem. Ja? Było ciężko, ale potrafiłam sobie wybaczyć i zrozumieć swoje zachowanie. Wiem, że karmiąc butelką nie zrobiłam nic złego. Dziękuję osobie, która pozwoliła mi do tej decyzji dorosnąć – Pani Prof. ginekolog, która prowadziła moją ciążę.
    Kończąc, wszystkie, które możemy – karmy piersią, to na pewno lepsze dla naszych dzieci, ale nie dajmy się zwariować – butelka nie jest dla dzieci zagrożeniem!

  3. admin napisał(a):

    Aga, dzięki za Twój głos.
    To bardzo ważne, że sobie, otoczeniu wybaczyłaś, pozwoliłaś sobie wyjść na prostą.
    Dla mnie z kolei bardzo ważne jest karmienie piersią- czy mogłabym pomagać innym mamom, gdybym uważała je za „nic takiego”, choć oczywiście jeszcze ważniejsze jest karmienie z miłością.
    Dlatego wdzięczna jestem mojej mamie za to, że zostałam wykarmiona co prawda mlekiem krowy sąsiadów, ale rękami pełnymi miłości. Także podziwiam Waszą cierpliwość dla synka- ona jest bezcenna. Ty też masz prawo docenić siebie jako mamę, jaka by nie była Twoja droga.
    Ponieważ ten blog jest też taką wirtualną kontynuacją grupy wsparcia dla mam karmiących piersią, to piszę tu dużo o karmieniu piersią. Piszę też dużo na ten temat, bo to mój konik, bo odkryłam, że jest to duża wartość dla mojego macierzyństwa, aczkolwiek szybko przemijająca i nie absolutna.
    Na szczęście dla Twojego synka butelka nie była zagrożeniem: higiena, dostęp do czystej przegotowanej wody, lekarstw, lekarzy robi swoje. Ale są niestety bardzo liczne obszary na świecie, gdzie nie jest to dostępne i gdzie w dalszym ciągu butelka=zagrożenie dla życia. Nie mówiąc już o tym, że dla zdrowia. Są też w Polsce takie rodziny, są też tak słabe, chore dzieci, dla których mleko modyfikowane oznacza wyrok, chorobę, choć oczywiście stosunkowo rzadziej śmierć.
    Pozdrowionko!

Zostaw odpowiedź