Maluszki w kościele

Dzieci broją. Czyli zachowują się zupełnie naturalnie.

Ksiądz Twardowski, znakomity poeta cudownie opisuje zachowanie dzieci w kościele. Jak to tylko im się nie nudziło: bo bawiły się sznurowadłami, wszystkim co tylko znalazły w zasięgu ręki. Tryskały pomysłowością, żywiołowością i radością.

Czy ta radość i szczere serce może się nie podobać Stwórcy, który przecież tak je stworzył?

Jednak przeszłam wiele etapów postępowania z dziećmi w kościele: od biegania za nimi w kościele (ta faza uczy dziecko, że rodzic powinien biegać za nim), po zabieranie dziecka do kościoła zawsze aż do zabierania czasami. Spotkania z ludzkimi reakcjami też były różne: więcej jednak zwracania uwagę na ich niegrzeczne zachowanie, rzadko kiedy ktoś zwraca uwagę i dzieli się tym, że dziecko postępuje dobrze, uważnie w kościele. Takie doświadczenie.

Ale przychodzi czas, że trzeba dziecko przygotować do Komunii Świętej. Ksiądz zachęca, by dzieci przychodziły jak najczęściej na różaniec. I tu podzieliłam się moimi wątpliwościami: „Może wystarczy ten różaniec w domu. Co wtedy gdy to młodsze rodzeństwo dokazuje ?”

Odpowiedź księdza: „Ależ proszę pani! To bardzo dobrze- to znaczy, że one się dobrze czują w kościele i tak ma być. Spokojnie przychodzimy z maluchami. One są tu potrzebne i na swoim miejscu.” Ta bijąca radość i akceptacja obecności dzieci- co za ulga dla mojego matczynego serca 🙂


Zostaw odpowiedź