Ewolucja matki wielodzietnej

zdjecie-36

Dziecko nr 1

– wiem, że należy karmić co najmniej 2 lata, ale emocjonalnie nie radzę sobie z tym, więc kończę tuż przed 2 urodzinami; fatalne zakończenie – na swoich błędach, winach uczenie;

Dziecko nr 2

-wiem to, co powyżej, ale też wiem, że bardzo kiepską rzeczą jest kończenie, gdy dziecko nie jest do tego gotowe chociaż trochę; wierzę, że jest możliwy happy end laktacyjny; wierzę, więc dobijam do niego, choć nie bez pośpiechu;

Dziecko nr 3

-doświadczenie, że jest możliwy mleczny happy end, więc kto by się tam śpieszył i po co; no to:

Dziecko nr 4:

dołącza się do 3, bo razem raźniej; a jak się nie ma co śpieszyć, to:

Dziecko nr 5:

dołączy się do 4, a po drodze wykopie brata, bo co mu będzie podpijał.

W miarę powiększania się rodziny człowiek przekonuje się, że to karmienie w niczym nie przeszkadza. Jak to powiedziała Agnieszka: „Po co się kopać z koniem?” ( myśl o odstawianiu niedojrzałego do tego dziecka)

Ale cierpliwość zawsze potrzebna. Nigdy nie dana raz na zawsze.

Sympatycznie rozwija się ten kwartalnik laktacyjny


Jedna odpowiedź do wpisu “Ewolucja matki wielodzietnej”

  1. Monika napisał(a):

    Jestem najdłużej karmiącą mamą w rodzinie (a rodzina naprawdę spora). Karmię już blisko 2 lata i 5 miesięcy, w zamierzchłych czasach moje dwie ciocie karmiły dwie swoje córki (każda swoją oczywiście) po 2 lata. Chyba już wyluzowałam z odstawianiem na siłę, czekam na ewentualną gotowość córeczki, lecz ten moment jeszcze nie nadszedł. I czasem słyszę stąd i zowąd, że „to problem”, że „się nie odstawi”, że „kiedy skończy ssać”…

Zostaw odpowiedź