Dla analfabetów kulinarnych

Zawsze własny wypiek chleba wydawał mi się czymś ponad moje siły i zdolności.

Jednak dzięki przepisowi od Mariolki bardzo się podbudowałam.

Cudny chlebek z wieloma ziarnami, który równie dobrze mogą robić starsze dzieci co ich mamy. Dzisiaj swoich umiejętności spróbował 7-letni Daniel i efekt jest równie pyszny jak wczoraj, gdy ja go uzyskiwałam. Na jutro do robienia zgłosiła się jako chętna moja Liduśka.

Do michy wsypaliśmy 1kg mąki takiej jaką mieliśmy pod ręką. W przepisie co prawda jest mąka-krupczatka, ale nie wzięliśmy sobie tego do serca mając kilka kilo wiejskiej mąki. Dodaliśmy do tejże mąki do dużej miski 1 szklankę otrąb pszennych, 6 łyżek pestek ze słonecznika, 6 łyżek siemienia lnianego, 3 łyżki sezamu oraz 3 łyżki pestek z dyni. Do tego dorzuciliśmy  5 dkg ciepłych drożdży, 2 łyżki cukru, 1,5 łyżki soli oraz 1 litr ciepłej wody.

Gwoli ścisłości wzięliśmy wszystkiego połowę, a i tak wyszły nam 2 prostokątne krótkie  formy (jak na keks). Daniel to wszystko mieszał łychą kilka minut, wedle własnej siedmioletniej cierpliwości czyli niezbyt dokładnie. Wedle przepisu należałoby zarabiać tą chlebową masę „aż” 3 minuty. Powstaje przyjemna rzadka paćka, którą od razu do nasmarowanych foremek włożyliśmy, a może raczej wlaliśmy.

Po 30-35 minutach porostu tejże brei (podwojeniu objętości)  nadaje się ona do włożenia do piekarnika na godzinę. Jeszcze tylko nastawiło lube dziecię 180 stopni na termoobiegu i chlebek już się piekł. Mmm, a jakie zapachy się rozchodziły po domu!

Może ktoś się dołączy do wypieku chleba naszego powszedniego 🙂

Muszę przyznać, że zrobiony samodzielnie i pachnący na cały dom smakuje o 150 % lepiej niż gotowiec ze sklepu.

Po drugim śniadaniu z dwóch bochenków została może ćwiartka. Jest to propozycja zwłaszcza dla dzieci-niejadków: zrobione, wymieszane samodzielnie równa się smaczniejsze.

Chociaż generalnie jestem przeciwko używania tego typu etykietek „niejadek”: nie ma dzieci niejadków, są tylko rodzice, którzy niepotrzebnie nadmiernie kontrolują talerz i buzię swojego dziecka.

Dla zainteresowanych rodziców dzieci nie przejawiających zainteresowania jedzeniem polecam książeczkę: „Bobas lubi wybór”. Coś w tym jest.

Jak można radośnie tworzyć jedzenie i zabawy z dziećmi dało mi dziś do myślenia następujące czytanko:

O, matko!


komentarze 3 do wpisu “Dla analfabetów kulinarnych”

  1. monika napisał(a):

    nooo gratulujemy! a jaki na wlasnym zakwasie jest pyszny! i rownie łatwy. tylko rosnac musi dlugo. polecamy – domowa piekarnia.

  2. admin napisał(a):

    Dzięki za gratulacje! Jestem ostatnią osobą chętną do pieczenia, ale jakoś za bardzo nam posmakował ten chlebek, żeby z niego zrezygnować. Do tego własnego zakwasu to chyba jeszcze muszę dorosnąć, bo to jednak o wiele dłużej i więcej roboty, nieprawdaż? Mąż mi się tylko deklaruje, że może mi własne zakwasy oddać. Oj, chyba muszę maila do Ciebie napisać, żeby się dowiedzieć, jak tam u Was.

  3. Ewa napisał(a):

    Oj, apetytu nabrałam 🙂
    U nas też czasami się chlebek robi.
    A oto zdjęcie domowych wypieków
    http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/1523539,2,9,domowe-wypieki.html

Zostaw odpowiedź