Metody wychowawcze? Ale czy cierpliwie i wielkodusznie stosowane?

Można chodzić na Szkołę dla Rodziców, Szkołę Rodzenia, ćwiczyć od rana do wieczora bycie wzorowym rodzicem, stosowanie dobrych metod wychowawczych. Uczyć się rozumieć swoje dziecko, akceptować je, zachęcać do współpracy, uczyć ponoszenia konsekwencji własnego działania, przestrzegania zasad. Itd., itp. To wszystko dobre, często potrzebne.

Ale to wszystko psu na budę bez cierpliwości, bez wielkoduszności, radości z bycia razem, przebaczania i przepraszania.

Całkiem sympatyczne te wszystkie książki o wychowaniu bez porażek, o wyzwolonych rodzicach i dzieciach, którzy słuchają się nawzajem świetnie, porozumiewają się bez przemocy. Jednak czym zostaną te metody wykorzystane małodusznie, niecierpliwie? Czy nie pustą formą bez pokrycia? Czym zostaną, gdy zalewać będziemy nasze dziecko naszą złością, irytacją, smutkiem, „bo tak czujemy”, „bo musimy wyrazić swoje emocje”? Czym staną się te świetne metody, gdy nauczymy się z nich tylko słów?

Ci doskonali psycholodzy i pedagodzy od wychowania,  których książki polecam są świetnymi trenerami rodziców. Jednak najlepszymi wychowawcami rodziców są święci kanonizowani i niekanonizowani. Każdy może znaleźć bliskiego sobie świętego, który będzie uczył go przede wszystkim wychowania samego siebie: swojego umysłu, uczuć, zachowań.


Zostaw odpowiedź