Krok po kroczku zbliża się pewien święty na paluszkach, żeby nie obudzić dzieci…

W wieku szczenięcym zaczęłam czytać książki Małgorzaty Musierowicz z zazdrości.

I to jakiej!

No bo jak to może być, że dwie twoje ukochane przyjaciółki czytają ciągle i zachwycają się jakimiś książkami, a nawet, o zgrozo, urządzają sobie śmichy – chichy na ich temat, a ty jak głąb nic nie wiesz.

No więc musiałam przemóc swoje uprzedzenie do „głupiej” Anieli, co to dla chłopaka wyjeżdża do innego miasta, a nawet dla niego wybiera szkołę.

A że zaczęłam czytać od innej powieści niż Kłamczucha, to już poszło z górki.

„Ida sierpniowa” okazała się pysznym kąskiem dla mola książkowego. Więcej nikt mnie nie musiał zachęcać. Raczej dochodziły mnie nawoływania zza ściany o konieczności gaszenia światła o przyzwoitej porze.

Tyle, że to jest groźne.

Bo zaraźliwe.

Przyjaciółki zaraziły mnie miłością do p. Musierowicz.

Ja zaraziłam własnego męża.

Oboje zaraziliśmy córkę.

Potem był syn.

Następnie młodszej córce udzieliła się ta epidemia .

W międzyczasie najstarsza córka w taką komitywę weszła z p. Małgorzatą, że ta pogratulowała jej narodzin braciszka Ignacego Grzegorza na swoim czacie.

Strach pomyśleć, co będzie dalej 😉

No więc czytamy sobie dalej. Np. ostatnio dorwałam książkę „Na gwiazdkę”.

No i cóż się z niej można dowiedzieć?

Że autorka jako dziecko otrzymywała listy od św. Mikołaja.

Co prawda ten miły osobnik bardzo jej przypominał w korespondencji pogawędki dydaktyczne własnej mater, ale z sympatii można było na to przymknąć oko.

Jeśli czytujecie gatunek fantasy, to może z zainteresowaniem przyjmiecie wieść, że i Tolkien dostarczał listy od świętego Mikołaja swojemu dziecku.

To, co?

Dołączacie się?

Z dwuletniego doświadczenia widzę, że warto.

Dziatwa otrzymująca epistoły od tego zacnego świętego przechowuje je troskliwie. Czyta po wielokroć z wielkim zainteresowaniem (lub prosi o odczytanie). I co więcej: nawiązuje do listu w kolejnym liście do świętego Mikołaja! Zauważa, co do niej się pisze! Co bardziej dociekliwa dopatruje się podobieństwa stylów, tudzież charakteru pisma do własnej matki, o zgrozo!

Co oprócz listów warto doręczać swoim dzieciom?

Drobiazgi, które sprawią radość. Tworzywa, z których dzieci będą mogły wyczarować własny świat. Rękodzieło zrobione przez sąsiadkę, przyjaciółkę czy osobę w potrzebie. Książki!- oczywiście. Uszyty przez siebie gałganek. Lub owoc, który dziecko ciekawi.

Ten świat potrzebuje skromności i umiaru.

My ich potrzebujemy.

Potrzebujemy zwłaszcza więcej oddania, czasu, a mniej przedmiotów.

Tu uszyta kociczka z podartych bluzek. Przez kilka wieczorów ręcznie dało się zrobić.

P.S. Proszę się pozachwycać wcześniejszymi zdjęciami, które dostałam od pewnej pięknej mamy- fotografki i od drugiej cudnej mamy z wieloma skarbami :)))))

 


komentarzy 8 do wpisu “Krok po kroczku zbliża się pewien święty na paluszkach, żeby nie obudzić dzieci…”

  1. Kasia napisał(a):

    Cudny pomysł.
    Ostatnio nasza starsza pociecha bawi się w pocztę. Pisze do nas rysunkowe listy, a my do niej też – wkładamy jej za szybę drzwi do pokoju.
    Ponieważ nie chcemy zasypywać jej prezentami, a 6 grudnia Mikołaj przyjdzie do niej w przedszkolu, to pod poduszką ma być tylko czekoladka w kształcie Mikołaja. Takie jest marzenie córki. Tym razem jednak wysmarujemy dodatkowo jakiś list. Już nie mogę się doczekać 🙂
    A w zeszłym roku pierwszy raz napisała list do świętego. Prosiła o prezent oczywiście. Niestety, końcówkę ciąży spędziłam w szpitalu i rozpakowywanie prezentu, który o dziwo był tym, o co poprosiła w liście, widziałam na filmiku w telefonie męża. Ale było cudnie, choć mąż nałożył jej sukienkę tył naprzód 🙂
    Co najzabawniejsze – w zeszłym roku widziałyśmy w pewnym miejscu świętego Mikołaja. Córka orzekła, że taki jakiś udawany. Ten prawdziwy był u nich w przedszkolu. W tym roku przyjdzie do nich również ten prawdziwy, bo w przedszkolu jest plakat, który jasno o tym informuje. Udawane Mikołaje są gdzie indziej. Trochę tylko żałuję, że mi ksiądz co niedziela ostatnio niemal zaprzecza istnieniu Świętego Mikołaja, bo przypomina o zbiórce słodyczy na imprezę że Świętym. Córka strzyże uszami i dopytuje, dlaczego rodzice mają przynosić słodycze…

  2. Kasia napisał(a):

    PS Ja jestem z tych, co do nich na Wigilię przychodzi Mikołaj. Także odwiedza nas dwa razy w grudniu. A kto przychodzi do Was w Wigilię?

  3. Fizula napisał(a):

    Dzieciątko Jezus przychodzi do nas w Wigilię 🙂 No przecież cały Adwent na Nie czekamy 🙂 A jak jacyś święci razem z Nim się wybierają, to też zapraszamy. Chociaż zazwyczaj w obstawie Mamy i Taty się prezentuje, tudzież Aniołów 🙂

  4. Fizula napisał(a):

    Super, że spodobał Ci się pomysł. Mi też i to bardzo 🙂 Na razie ma u nas Mikołaj 3 listy do odpisania. Pouczyłam moją dziatwę, że to zapracowany święty- jak ktoś do niego nie napisze, to nie będzie mu odpisywał.

  5. Kasia napisał(a):

    A moja córeczka dziś położyła list do Mikołaja na parapecie i powiedziała, że może on też jej odpisze. No cóż, niespodzianka będzie nieco mniejsza, bo dziecko samo z siebie oczekuje wzajemności. No ale widać jest jakaś nić porozumienia rodzinnego, skoro myślimy o tym samym. List w głowie opracowałam wczoraj przy gotowaniu ogórkowej. Teraz jeszcze tylko z głowy przenieść to na papier.

  6. Fizula napisał(a):

    Jestem pod wrażeniem jednomyślności mamy i córki.

  7. Magda napisał(a):

    Ja się zachwycam!!! Piękne zdjęcia nie tylko dlatego że śliczne Dziewczynki ale widać że zdjęcia robione też sercem a nie tylko aparatem.

    No właśnie! Oglądałam je z przyjemnością i zachwytem to dlaczego w milczeniu?!

  8. Fizula napisał(a):

    Cieszę się, że podobają Ci się zdjęcia 🙂 Jak widać ostatnio korzystam z uprzejmości P. Fotograf Kasi Gumowskiej i nie tylko. Zamieszczam te zdjęcia, bo sama się nimi zachwycam.

Zostaw odpowiedź