Bycie domem

Wracam jeszcze myślami do książki „Czekając na cud” J.S. Wolfe, pomimo że już jakiś czas temu ją zakończyłam, odłożyłam. Z jednej strony zawiera ona piękne myśli, które jeszcze po długim czasie pozostają w pamięci, ale z drugiej strony osadzona jest w swoich realiach i to, co pisze bardziej odczytuję jako wyraz jej drogi, jej wyborów niż jakiejś prawdy ogólnej. Niektóre jednak przemyślenia aż mnie kuszą, by się z Wami podzielić:

„Kobieta w ciąży jest pełna życia, a raczej wypełniona jest życiem – nie tylko swoim własnym, lecz także życiem swojego dziecka.” „Macierzyństwo nie tylko sprawia, iż wyglądamy jak dom, ale właściwie zmienia nas w niego. (…) Miłość sprawia, że budynek zmienia się w dom rodzinny.”

Zastanawiam się, na ile chcemy być tym domem dla naszych bliskich. Czas noszenia małego skarbu pod sercem jest stosunkowo krótki- około 38 tygodni od poczęcia. Ale czas, kiedy człowiek potrzebuje domu jest o wiele dłuższy. Rodzimy dziecko, a ono dalej już po narodzinach w każdy możliwy sposób dalej nam okazuje, że jesteśmy jego przestrzenią życiową, od której nie tylko nie chce się uwolnić, ale która jest mu potrzebna do życia. Już przedszkolak szuka w nas domu nieco więcej w płaszczyźnie psychicznej: przytulenia, pocieszenia, zrozumienia i akceptacji, poznania zasad obowiązujących w tymże domu, prawideł jego działania. Nastolatek często się buntuje przeciwko zastanej domowej rzeczywistości, ale często dalej szuka wytchnienia we własnym domu, a buntując się szuka dalej akceptacji i niezależności, żeby stać się zdolnym do założenia własnego domu.

O domu pisze też Ewa Błaszczyk w swojej książce-zmaganiu z chorobą córeczki: „Największy problem sprawiało mi otwieranie drzwi kluczem.” Gdy dom był pusty, gdy nie było w nim nikogo, jako dziecko w wieku szkolnym niezmiernie się irytowała, było to dla niej nienaturalne, przykre doświadczenie.  Gdy doświadcza jako dorosła kobieta, już matka trudnej życiowo sytuacji, te odczucia wracają i bolą. Otwieranie drzwi kluczem urasta do rangi problemu, bo dom przestał być domem i życiem, a boli jak otwarta rana.

Gdy uciekamy od bycia domem, często nasze dzieci są smutne, walczą o swoje w nim miejsce. Bo żeby odlecieć, nabrać wiatru w skrzydła, trzeba najpierw dobrze zapuścić korzenie, poczuć się silnym. I dzieci walczą i o te korzenie, i o te skrzydła, gdy jako rodzice przegapimy tę ich naturalną potrzebę.


Jedna odpowiedź do wpisu “Bycie domem”

  1. Kinka napisał(a):

    I po raz kolejny okazalo sie jak prawdziwe sa slowa „wszystko jest po cos i wszystko ma swoj cel”… Jestem w pokoju ze swoja 6 tygodniowa mlodsza coreczka, zastanawiam sie po raz setny dlaczego ona wieczorami placze i szukam odpowiedzi w internecie. I natknelam sie na Pani blog i wiem juz ze warto bylo sie z nia meczyc bo czegos takiego szukalam. I nie mam tu na mysli tematyki bezsennosci u niemowlat ale tresci zwiazanych z naturalnym, jakze pieknym macierzynstwem.
    Jestem matka dwoch wspanialych coreczek, starsza ma 2 lata i zarazem jestem milosniczka ciąży , porodu i karmienia piersia. Ciaza jest dla mnie mistycznym, wspanialym (mimo ze czasem uciazliwym) stanem, ktore konczy sie w tak niesamowicie piekny sposob- mimo ze bardzo bolesny. Moment narodzin, poczucia ze z Ciebie naprawde wychodzi czlowiek, Twoje dziecko jest nieporownywalny z niczym innym. I o bolu naprawde sie nie pamieta.
    Starsza coreczke karmilam do 16 miesiaca jej zycia i w ostatnim dniu spłakałam sie jak bobr, ze to juz koniec.
    Ale Pan Bog poblogoslawil (na pewno przy pomocy wstawiennictwa Najlepszej z Matek Maryi)na nowo i teraz znowu ciesze sie ta bliskoscia z drugim dzieckiem.
    Jeszcze nie przeczytalam calego Pani blogu, ale pod wieloma wpisami moge podpisac sie obiema rekami. Ciesze sie ze Pania znalazlam. Oby wiecej takich tekstow.
    Mala usnela a ja jestem wolna. Pozdrawiam i na pewno jeszcze tu zajrze!

Zostaw odpowiedź