Opuszczone dziecko

Opowieść pewnej napotkanej mamy. Gdy jej synek miał dwa lata, stwierdziła, że „musi odstawić od piersi”. Zrobiła to metodą „wyjazdową” czyli na kilka dni dziecko zostało z tatusiem czy babcią, żeby się odzwyczaiło, nie miało możliwości ssać. Po powrocie mały Krzysio odezwał się do mamy z wyrzutem: „Opuściłaś mnie! Zostawiłaś!”

Ile w tym stwierdzeniu emocji! Ile wyrzutu! Czy ta mama wiedząc, że taka gorzka będzie reakcja jej dziecka zdecydowałaby się na tą nagłą rezygnację, na postawienie swojego dziecka w sytuacji bez wyjścia? Gdy mamy do czynienia z faktem dokonanym: dziecko rzeczywiście już się odzwyczaiło, czuje się zrezygnowane, to matka patrzy już przed siebie, nie będzie wracać po to, co już wydaje się stracone, zakończone. I jest tu pewna racja: dalszy ciąg karmienia, kolejne odstawienie mogłoby otworzyć tą ranę, która już się zaczyna zabliźniać.

Bardzo mnie cieszy każde spotkanie z kobietkami, które uczęszczały niegdyś na spotkania grupy wsparcia dla karmiących piersią. Okazuje się, że wiele z nich karmiło powyżej 2 lat, 3 lata albo i 4. Czy to zadziałało nasze wsparcie, które sobie udzielałyśmy, że tyle czasu wytrwałyśmy, żeby dać możliwość dorosnąć do zakończenia naszym dzieciom? Być może w pewnym stopniu, ale, myślę, że przede wszystkim zadziałała intuicja matczyna towarzyszenia dziecku w jego rozwoju, zadziałała pewność siebie, że mam prawo karmić piersią, również według potrzeb rozwojowych mojego dziecka, mam prawo go nie łamać.

Gdy jest Ci więc ciężko z karmieniem, nie wahaj się szukać wsparcia, prosić o nie, domagać się go.  Żeby być odważną i dzielną w swoich wyborach, żeby nie dać się porwać przez nurt „tak robią wszyscy”, żeby być pewną, że rozumienie potrzeb swojego dziecka, wrażliwość na nie jest wartością, której nie możemy pozwolić sobie zabrać.

Radość jest życiem dzieckaDrugie imię każdego dziecka to wrażliwość. Pierwsze to radość. Dajmy się zarazić tą radością i tym zaufaniem do życia.


komentarze 4 do wpisu “Opuszczone dziecko”

  1. Agnieszka napisał(a):

    To smutne, że współczesne matki, które chcą wychowywać swoje dzieci naturalnie, między innymi naturalnie karmić, muszą szukać wsparcia w grupach wsparcia, albo w internecie, bo dookoła nie ma nikogo, kto by pomógł, pocieszył, wsparł pozytywnie. Grupy wsparcia mnie osobiście kojarzą się z anonimowymi alkoholikami, etc. Karmienie piersią nie powinno potrzebowac wsparcia, bo nie jest żadną chorobą czy dysfunkcja wymagającą terapii, jest normalne i naturalne. W Twoim artykule dziecko zostało opuszczone przez matkę, bo matka była opuszczona przez swoje otoczenie i innych dorosłych. Gdyby w czasie kiedy podjęła decyzję o przestaniu karmienia spotkała choć jedną osobę, która chciałaby na ten temat z nią porozmawiać i wesprzeć, prawdopodobnie nie wyjechałaby, ale dała sobie i synowi jeszcze czas na łagodne zakończenie karmienia. Tak się nie stało. Niestety. Myślę też że to kwestia osobistej dojrzałości, doświadczenia w karmieniu i wiedzy, która jest coraz większa na temat naturalnego karmienia. Kiedy urodziłam swoje pierwsze dziecko 10 lat temu, wiedziałam tylko tyle, że chcę ja karmic piersią, bo to zdrowo dla niej, no i ma zapewnioną bliskość. Jak to zrobić nie miałam pojęcia. Moja matka nas nie karmiła, teściowa karmiła męża, ale nic nigdy nie potrafi poradzić ani się ustosunkować do niczego, więc żadne z niej wsparcie, koleżanki nie miały jeszcze dzieci, ani nawet stałych partnerów, starsze znajome nie karmiły piersią, albo bardzo szybko rezygnowały, bo dziecko dostawało alergii, a one nie były wstanie trzymac diety, więc hydrolizat i spokój. A ja miałam płaskie brodawki, na które nikt nie zwrócił uwagi, ani ginekolog ani połozne w szkole rodzenia do której chodziłam w ostatnich miesiącach, a córka była małym leniem i śpiochem, co juz jej się udało złapać brodawkę i zassać, to po paru łykach zasypiała i brodawka uciekała. Do tego obniżone napięcie mięśniowe. Brodawki w ciągu kilku dni zrobiły się zmacerowane i zaczęły pękać i lekko krwawić w ruch poszły kapturki, bo ból był okropny przy przystawianiu małej. W którymś momencie ktoś mi zasugerował, żebym z czasem zaczęła wycinać coraz większe dziurki w tych kapurkach, żeby dziecko miało większy kontakt dotykowy z piersią niż gumą i to była bardzo dobra rada, bo i brodawki się jednocześnie przyzwyczajały do kontaktu z ustami dziecka coraz bardziej. Dzięki temu karmiłam ją z powodzeniem prawie 16 miesięcy. Czasem wystarczy jedna rozmowa, lub jedna trafna dobra rada, jak są problemy, żeby pomóc matce, ale coraz częściej o tak niewiele jest coraz trudniej.

  2. Ewa napisał(a):

    Delegacja matki. Dość długa, zagraniczna. Dziecko niespełna roczne, raczej butelkowe.
    Z jednej strony nie chcę potępiać matki, czy źle jej oceniać. Ważna jest praca, pracować trzeba, ale…
    Patrząc na Twoją rodzinę widzę, jak ważna jest niemal ciągła obecność jednego rodzica.

  3. Marcin napisał(a):

    Faktem jest, że przez wiele lat w naszym kraju (a właściwie w całej Europie) z „pewnych powodów” nie nauczano prawidłowo młodych matek na temat karmienia.
    Cieszę się że to się już w dużym stopniu zmieniło.

  4. admin napisał(a):

    W dużym stopniu? Mi się wydaje, że w niewielkim. Zmiany często na pokaz, np. w szpitalach „przyjaznych dziecku” z mojej okolicy: oficjalnie nie podaje się butelek, smoczków, ale czego oczy matki nie widzą… Zwłaszcza dopajanie glukozą jako lek na całe zło- nagminne.

Zostaw odpowiedź