Leczenie dzieci

Bardzo dużo zawdzięczam mojej kochanej domowej położnej. Nie tylko wsparcie i pomoc w czasie porodów, ale też naukę opieki nad moimi zdrowymi, ale też chorymi dziećmi.

To moja kochana Zosia półrocznemu Danielkowi ciągle kaszlącemu postawiła po raz pierwszy bańki (można od wagi 7 kg), ośmieliła do obserwowania własnego dziecka, masowania, nacierania, oklepywania, robienia okładów, inhalacji, korzystania z ziół. Ale przede wszystkim do brania odpowiedzialności za własne dziecko i korzystania z rozumu podczas leczenia go.

To dzięki licznym rozmowom z nią zaczęłam się zastanawiać:

  • Dlaczego lekarze we wszystkich chorobach przebiegających z gorączką, bólem zalecają leki z paracetamolem (itd.) obniżające gorączkę, podczas gdy w każdym niemal podręczniku pediatrii można przeczytać jak to efektywnie organizm dziecka walczy z drobnoustrojami podczas podwyższonej temperatury?
  • Dlaczego większość lekarzy stało się „lekozapisywaczami” podczas gdy chorujące dziecko nierzadko bardziej niż leków potrzebuje obecności i wsparcia rodziców, kontaktu fizycznego,  przytulenia, ale też np. masażu, oklepywań?
  • Dlaczego lekarze są tak bardzo skłonni zapisywać antybiotyki podczas gdy większość pospolitych przeziębień, katarków jest natury wirusowej?
  • Dlaczego z wizyty lekarskiej wychodzi się ze spisem leków, najczęściej do wypicia/zjedzenia podczas gdy zaniedbuje się inhalacje, nacierania, masaże, okłady, dietę?
  • Dlaczego większość lekarzy woli zapisywać leki chemiczne podczas gdy jest tak duża grupa leków pochodzenia naturalnego (zioła, przyprawy, warzywa, owoce itd.)? Podczas gdy mamy wspaniałą tradycję benedyktyńską, bonifratrów itd.?

Piękne kobietki :)

Żeby nie wynikało stąd, że jestem jakoś szczególnie uprzedzona do lekarzy, muszę jednak dodać, że i od paru z nich nauczyłam się jednak pewnych cennych rzeczy, m.in.:

  • że w zapaleniu oskrzeli można postawić bańki zamiast antybiotyku;
  • że ważne jest oklepywanie dziecka, gdy kaszle, bo do 5-6 nawet lat kaszel jest jeszcze nieefektywny;
  • że na poprawę odporności można wyjechać z dzieckiem np. nad morze, a nie eksperymentować na nim z kolejnymi lekami;
  • że i w aptece można czasem znaleźć jakiś ziołowy odpowiednik chemicznego leku, np. w sytuacji gorączki, przeziębienia Pyrosal (ziołowy) zamiast paracetamolu, perełki czosnkowe zamiast antybiotyku.

Pierwszą książkę o domowym leczeniu pożyczyłam właśnie od Zosi. No i tak się zaczęło. Osobiście nie polecam domowych metod leczenia tym, którzy nie mają czasu obserwować własnego dziecka, być z nim i przy nim, tym, którzy nie chcą cierpliwości, bo zadowalają się szybkością i łatwością podania gotowców.

Słuchałam swego czasu wykładu pewnej lekarki, która mówiła o tym, że polscy rodzice niejednokrotnie za bardzo się śpieszą z umawianiem wizyt u lekarza zamiast poobserwować swoje dziecko, jego objawy chorobowe. Choroba częściej pełnię objawów przejawia dopiero począwszy od trzeciego dnia. Idąc więc pierwszego dnia do lekarza, może on łatwo popełnić błąd w diagnozie, nie jest w stanie powiedzieć nic pewnego o chorobie dziecka oprócz przepisania „uniwersalnych” leków, które działają jedynie objawowo.

Domowe sposoby leczenia pospolitych chorób mają wiele ograniczeń, podobnie zresztą jak te lekarskie. Z zapartym tchem słuchałam ostatnio historii Ani, która intuicyjnie wyczuła, że nie może czekać w domu, ani nawet na wizytę lekarską, a w te pędy gnać do szpitala. Nie myliła się.  Czasem i tak się zdarza. Dobrze nie stracić tej wrażliwości, nie unikać za wszelką cenę medycznego wsparcia, a rozsądnie z niego korzystać.

Przepis na kiszony czosnek:

obrane, przekrojone ząbki czosnku zalewamy kwasem z ogórków kiszonych i odstawiamy na kilka dni. Dzieci lubią pić tą miksturę, gdy jeszcze zbyt mocno nie naciągnie, a więc za wiele dni nie stoi :o)

Polecam w/w na różne wirusówki: przeziębienie, grypę, opryszczkę, ospę wietrzną. Robaki też nie lubią czosnku.

 

Są i tacy dziecięcy lekarze. Leczą głównie zabawą.

Po-zdrawiam Was serdecznie!

Czyżbym nauczyła się wklejać zdjęcia 😉


komentarzy 9 do wpisu “Leczenie dzieci”

  1. Ewa napisał(a):

    Nowy kociak?
    Lubię Cię czytać. I mnie samej inhalacja przydałaby się, mam katarek od paru dni.

  2. Maria napisał(a):

    Dlaczego lekarze przepisują antybiotyk? Bo wielu rodziców tego od nich wymaga zamiast wymagać skierowania na CRP. Ja wymagam skierowania bo wolę aby moje dziecko było ukłute niż aby osłabiać go antybiotykiem (nienawidzi leków osłonowych). Wiadomo, że czasem antybiotyk jest konieczny, że przy gorączce powyżej 39 stopni trzeba ją zbijać. Najpierw warto jednak zrobić chłodniejszą kąpiel a dopiero gdy nie pomoże podać przeciwgorączkowy.
    I bardzo słuszna uwaga o tym, że chodzi się do lekarza za wcześnie. Mój mąż gdy tylko dziecko zaczyna chorować wysyła nas jak najszybciej a ja wolę poczekać chyba, że bardzo wysoka temperatura, wymioty, ostra biegunka. Wiele chorób już wyleczyłam synowi sama w domu a do lekarza chodziłam tylko po zaświadczenie, że maluch zdrowy. Pomagał mi olbas, pulmex baby, maść majerankowa, odciąganie kataru gdy był młodszy a teraz wycieranie nosa (wilgotną aby nie podrażniać) chusteczką. Przy przeziębieniach to wystarczy. Muszę wreszcie zainwestować w nebulizator – szkoda, że nie wymieniali go w listach wyprawkowych dla niemowlaka – łatwiej byłoby wtedy wrzucić ten koszt przy becikowym.

  3. admin napisał(a):

    Nie, to wspomnienie po naszych kociętach. Szkoda, że nie będziemy już mieć kociaków 🙁 Ale patrząc ile nasza kocica zabija zwierzyny, szkoda by mi było mieć więcej kotów. Ptaki też są potrzebne w okolicy.

  4. admin napisał(a):

    A jeśli wysoka temperatura, wymioty i biegunka, ale dziecko daje sobie dotykać brzuch (ew. zapalenie wyrostka robaczkowego, ból jakiegoś narządu), nie ma objawów oponowych, to najczęściej jakaś wirusowa infekcja wobec której lekarze są właściwie bezradni. Jak już się dziecko odwodni, to dopiero mogą podać kroplówkę (jest to jeden z najbardziej spektakularnych wynalazków, dzięki któremu mnóstwo ludzi udało się uratować). Ani nie ma skutecznych leków dla dzieci przeciwwymiotnych, ani skutecznych antybiegunkowych (nie mówiąc o tym, że dzieciaki nie chcą pić tej zazwyczaj zalecanej Smecty).
    Moje dzieci tego typu infekcję miały opisywaną przez Ciebie: gorączkę, wymioty, biegunkę. Obniżałam temperaturę kąpielą plus intensywne nawadnianie (co 2 minuty 1-2 łyżeczki płynu, może być pierś co chwilę, ale na krótko i często). Jeśli po trzech dniach by nie przechodziło lub coś dodatkowo byłoby niepokojącego, to bym się zgłosiła do lekarza.

  5. Ewa napisał(a):

    A pani Zosia na rękach Tosieńkę trzyma, tak ??

  6. admin napisał(a):

    Trafiony zatopiony

  7. Ola napisał(a):

    Iza, dzięki za ten wpis. Sama nie jestem fanką lekarzy, ale pewnie gdyby coś strasznego z dzieckiem się działo to bym do takiego się udała (choć doświadczenia osobiste mam kiepskie więc wychodzę z założenia, że skoro u nas w przychodni dzieci i dorosłych przyjmuje ta sama osoba to raczej cudów nie ma co się spodziewać). Niemniej jednak staram się obserwować córkę bez paniki, jak coś się dzieje i dochodzić, o co może chodzić. Do tej pory na szczęście nie działo się nic, co by wymagało interwencji lekarskiej. Myślę, że ta reguła trzech dni jest naprawdę sensowna. U nas się sprawdza.

  8. Ola napisał(a):

    A i jeszcze zapomniałam. Pierwszy raz widzę panią Zosię na oczy (bo tylko opowieści o niej znam). Wygląda bardzo pociągająco – znaczy sama bym chętnie z nią urodziła, gdyby nie odległość. Ma coś uspokajającego w oczach 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  9. admin napisał(a):

    Myślę, że w tych oczach jest modlitwa za każde z dzieci, którym pomaga przyjść na świat 🙂 I za każdą mamę 🙂

Zostaw odpowiedź