Dzień Matki w toku

Z aktualności. Listonosz przedwczoraj wręczył mi cudne życzenia z okazji Dnia Matki. Bardzo się ucieszyłam, zwłaszcza że były ozdobione pięknymi trupimi czaszkami 🙂 Oprócz tego dostałam jeszcze bukiet różnokolorowych bibułkowych różyczek w słoiku zakamuflowanym barwnym papierem (cudo!) oraz propozycję zabrania swoich dzieci na lody z okazji tego pożytecznego święta.

Z innej beczki. Niedawno dostałam polskie tłumaczenie książki Gabrielle Palmer (zresztą dosyć kiepskie, bo dużo błędów), zatytułowanej „Polityka karmienia piersią”.  Ale samej książki nie można nie przeczytać, zwłaszcza jeśli się jest mamą karmiącą, zwłaszcza jeśli trudno znaleźć w sobie, w otoczeniu wsparcie tegoż naturalnego karmienia. Ale też koniecznie, jeśli karmi się modyfikowanym mlekiem, żeby poznać tajniki jego produkcji. Chyba że ktoś woli żyć w nieświadomości.

Karmienie piersią- mój konik- więc często na niego wsiadam. Jednak ten i ów nierzadko mi zarzuci, że macierzyństwo nie ogranicza się do niego. Owszem ale jest to jakąś ilustracją symbolem czym w ogóle jest macierzyństwo. Karmienie piersią się szybko kończy. Cóż to znaczy te 2-3-4 czy 5 nawet lat karmienia jednego dziecka?! Niewiele. Równocześnie trzeba karmić z ciałem i duszę dziecka: przekazywaniem tego, co istotne, co nieprzemijające. Dusza dziecka spragniona jest przede wszystkim miłości, ale nie da się jej nakarmić, gdy zaniedbuje się to małe, kruche ciałko. Karmiąc ciało karmimy równocześnie duszę, bo są jednym. Karmiąc własną miłością, wzmacniamy też ciało.

Spotkałam się ostatnio z zarzutem, co do karmienia piersią po roku, dwóch, trzech, że może tylko uwsteczniać dziecko, że do niczego nie jest już potrzebne. Jednak jest tak wyjątkowo rzadko, bo rzadko która matka karmi wyłącznie z własnych pobudek, rzadko która zmusza własne dziecko do ssania, ogranicza je do niego. Jest zupełnie inaczej: dziecko np. 3-letnie ssie, ale równocześnie rozwija się fantastycznie we wszystkich dziedzinach. Z pozoru uwstecznia to dziecko, np. które wraca do karmienia, bo urodziło mu się młodsze rodzeństwo, ale są to tylko pozory. My mamy nie powinnyśmy im ulegać, a patrzeć głębiej na swoje dzieci, w ich serca. Takie nawet regresy, powroty do piersi są jak zapadanie się na skoczni: jest to potrzebne, by zapaść się z dużą siłą w dół, aby tym wyżej i dalej skoczyć. Trzeba zrobić kroczek w tył, żeby mieć siłę do trzech radosnych skoków do przodu.

Kiedyś powiedziałam przed porodem zaprzyjaźnionej mamie dziewięciorga dzieci, że boję się tego regresu u dziecka, które przestaje być najmłodszym. „Czego się boisz? To jest potrzebne, dzieci korzystają na tym, bo mogą zachowywać się jak dzieci, rekompensować sobie to, czego potrzebują. To mija szybko”.

W Dniu Matki i w każdym innym dniu warto ucieszyć się ze swoich dzieci, bo ten czas nam podarowany się nigdy nie powtórzy.


Zostaw odpowiedź