Oczyszczenie? Ale jakie?

Pan Bóg nas powołał, żebyśmy były matkami naszych dzieci. Więc trzeba prosić z wiarą, by uczył nas opiekować się mądrze dziećmi, wychowywać je na świętych ludzi. Skoro sam przeznaczył nam takie zadanie, to i zechce nas wyposażyć odpowiednio do wykonania takiego zadania. Jeśli będziemy prosić- z wiarą koniecznie.

Mi się nie udaje wychowywać dobrze dzieci, ciągle robię coś nie tak, dlatego bardzo potrzebuję prosić stale i świętych, i Aniołów, by wspierali mnie w tym wychowaniu. Dlatego koniecznie zabiegać muszę o Ducha Świętego, by dodawał mi mądrości, bo sama to raczej głupia jestem.

I w leczeniu swoich dzieci trzeba prosić o Ducha Świętego. Też to robię, bo łatwo się gubię w tym wszystkim. Po pierwsze widzę, że trzeba kierować się w tym rozumem- to taki zwykły dar od Pana Boga, ale każdemu potrzebny. Skoro więc np. homeopatia nie ma żadnych niezależnych badań wskazujących na jej działanie, to nie ruszamy jej. Podejrzana jest i tyle. Nawet niekoniecznie zaraz podejrzana o jakieś czary-mary, ale o to, że sprzedają nam bardzo drogo „wielkie nic”. No to ja wolę sobie wody z jeziora nabrać- tańsza.

Ale za to wielką tradycję i swoistą renomę ma leczenie zielarskie mnichów.

Ich produkty stosowane rozumnie są na pewno i duchowo, i zdrowotnie bezpieczniejsze.

Np.: benedyktyni.

Mam nieodparte wrażenie, że im mniej o duchową czystość się zabiega, im mniej kocha się sakrament pokuty i pojednania, tym bardziej trąbi o „oczyszczaniu organizmu”. Tworzy jakąś wizję super oczyszczonego organizmu. A i owszem pewne oczyszczanie jest bardzo potrzebne, np. ze złogów cholesterolu w chorobie wieńcowej, z kamieni w kamicy nerkowej itd. Jednak nie będziemy w stanie przy pomocy jakiejś kuracji choćby nie wiem jak dobrej, dopasowanej do nas, naturalnej czy jeszcze innej doprowadzić do stanu zdrowia >na zawsze<, >idealnego<. Tu na ziemi mamy tylko tymczasowość kuracji.

Warto oczyszczać swoje nerki, tętnice, serce, wątrobę, ale jeszcze bardziej swoją duszę w szczerej rozmowie z Bogiem. Warto uczyć oczyszczających nawyków swoje dziecko, ale jeszcze bardziej warto mu pokazać Stwórcę wszelkiego oczyszczenia.

Zauważam, że jestem człowiekiem całkiem zanurzonym w ten świat: i łatwiej mi myśleć i starać się o to oczyszczenie wyłącznie tymczasowe, organiczne przynoszące krótkotrwałą ulgę niż to, które sięga wieczności i sięga ducha.

Ale jednak zaczynać trzeba od tego spotkania, które oczyszcza, bo Bóg przechodzi ze swoją mocą. „Szukajcie wpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dane”.

Czy ktoś jadł porzeczki z wierzby? Polecam. Jadłam ja i moje dzieciaki. Zamieszczę niedługo zdjęcia. Pan Bóg jest naprawdę wielki 🙂 I to w takiej małej zwykłej wioseczce się dzieje. Należy oczekiwać wielkich rzeczy od Pana Boga- dlaczego mielibyśmy Go ograniczać do swych małych próśb? I w małych, i w wielkich rzeczach chce przychodzić z mocą. Tylko czy czekamy na Niego? Oczekujemy od niego wiele?

Niedawno przeczytałam „Uwierzcie w koniec świata” ojca Badeniego- polecam gorąco. Pewna znajoma powiedziała mi, że nie chce jej ode mnie pożyczyć, bo jest sto straszna książka. Straszna?- zastanowiłam się. Może i tak. Na tyle, na ile straszna jest miłość i sprawiedliwość Boża. To dopiero będzie oczyszczenie 🙂 Dlatego modlitwa „marana tha” (przyjdź, Panie Jezu), stale aktualna.


Jedna odpowiedź do wpisu “Oczyszczenie? Ale jakie?”

  1. Ewa napisał(a):

    A ja odnoszę wrażenie, że książki o końcu świata są modne, wszak rok 2012 się zbliża 😉 I wszelakie filmy katastroficzne wieszczące koniec istnienia naszej planety. Jednym z moich ulubionych filmów jest „Dzień zagłady” 😉 .
    Różni ludzie poruszają tę tematykę i są to niekoniecznie Boże książki.
    Koniec świata można też rozpatrywać w dwóch aspektach. Tym Bożym i tym naukowym.
    Wiadomo, że Ziemia nie będzie istnieć wiecznie, że Słońce kiedyś „umrze”. Śmierci Słońca z pewnością nie dożyję, ale nie mam pewności, czy nie doczekam przyjścia Chrystusa, albo czy przeżyję następny dzień, czy może dzisiaj „zasnę raz ostatni”.
    Tych porzeczek z wierzby jestem ciekawa 😀 Tak samo, jak tej książki. Aktualnie czytam „Monopol na zbawienie”, a w poniedziałek pójdę odebrać „Chatę”, dziś (sobota) nie zdążyłam.
    A wychowanie jest bardzo trudnym zadaniem. Wychowanie dziecka na dobrego człowieka.
    Przecież Adolf Hitler też miał matkę. Młodzi ludzie, którzy urządzili masakrę w szkole i zabili swoich rówieśników też mieli matki, rodziny. Co poszło nie tak?

Zostaw odpowiedź