Wyprawa matki z córką, ojca z synem

Mam to szczęście, że mam i synów, i córki. Szczęście do potęgi czwartej czyli kupa prania, ale też kupa radości. Z przewagą kupy- jak lubi zauważać mój mąż.

Mój małżonek oraz starszy syn wybierają się w niedalekiej przyszłości na wyprawę ojca z synem, „tropem jaskiniowców”. W czasach, kiedy ludziom się w głowach przewraca i nie umieją już rozróżniać normalności od zboczeń (np. homoseksualizm) bardzo ważne jest, by ojcowie uczyli swoich synów, by matki uczyły córki.

Kilkunastoletni syn powinien dowiedzieć się od ojca, że to normalne, że podobają mu się, imponują inni mężczyźni. I wcale nie oznacza to skłonności homoseksualnych, a prawidłową identyfikację z własną płcią, dopiero po niej następuje fascynacja płcią przeciwną. Kilkunastoletnia córka powinna zaś się dowiedzieć od własnej mamy, że to normalne, że podobają jej się inne dziewczyny, kobiety, bo sama jest kobietką. Dojrzałość osiąga się właśnie przez tą identyfikację, upodobanie we własnej płci. To tak jak z miłością: trzeba nauczyć się kochać siebie, widzieć w sobie wartość, żeby kochać innych.

A co w tej sytuacji, gdy ma się tylko synów? Warto wspierać swojego męża w nawiązywaniu bliskich indywidualnych relacji z każdym z nich.

„A ja też chcę na wyprawę tatusia z córeczką!”- zagrzmiała zazdrosna Tosia. Każdemu według potrzeb- zwłaszcza w rodzinie, gdzie jest więcej dzieci warto znajdować ten indywidualny czas, żeby każdy młody człowiek czuł się wyjątkowy.

Daje to satysfakcję nie tylko dziecku, ale również rodzicowi. Ten czas, by przyłożyć ucho do serca dziecka, żeby mogło się otworzyć i rozkwitnąć jest nie do przecenienia.


komentarze 3 do wpisu “Wyprawa matki z córką, ojca z synem”

  1. Ewa napisał(a):

    I jak się udała wyprawa?

  2. admin napisał(a):

    Udała się 🙂

  3. Fizyk napisał(a):

    Słyszałem, że się udała! 🙂

Zostaw odpowiedź