Odwagi nam trzeba na te dziwne czasy…

Właściwie w byciu mamą jest wiele powodów do narzekania.

A to dzieci chorują. Jak to dzieci, niedojrzałe, więc chorują, kiedy popadnie.

A to budzą się nie wtedy, kiedy trzeba: w nocy, nad ranem, śpiąc zbyt krótko, budząc się zbyt często.

A to akurat okresy buntu przechodzą. „Nie” i kropka wołając.

A to akurat przechodzimy ZNP (zespół napięcia przedmiesiączkowego) albo napięcia ciążowego, albo napięcia karmieniowego (ileż można karmić! jak on tak może często ssać, jeść, grymasić itd.!)

„Zawsze się radujcie!” „Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na Was”. Taka Boża recepta na nasze marudzenie. Po prostu położyć głowę na ramieniu Pana Jezusa i się nie martwić. „Odwagi! Jam zwyciężył świat!” Czyli nasze dzieci są w dobrych rękach- jeśli tylko oddamy Mu je. My jesteśmy w dobrych rękach oddając bogu swoje życie.

Zupełnie z innej beczki.

Spotkałam się niedawno z rodzicami, którzy wybrali dla swoich dzieci edukację domową. Coś nieprawdopodobnego w świecie, gdzie tak przywykliśmy, by sprawę nauki zrzucać na szkołę, nauczycieli, wszelkiej maści profesjonalistów i to już od najwcześniejszych lat. Za przyczyną Moniki znalazła się u nas w domu również książka:

edukacja domowa w Polsce

Polecam gorąco zwłaszcza tym, przed którymi decyzja wyboru szkoły stoi otworem. Również tym, którzy nie chcą ograniczać swojego myślenia do szkół jako „jedynej słusznej opcji”.


komentarze 2 do wpisu “Odwagi nam trzeba na te dziwne czasy…”

  1. Aga napisał(a):

    Tylko jak się w szkolnej rzeczywistości odnaleźć po latach? Jak zaufać nauczycielom, uczniom, gdzie współpraca? Jak ciężko być dziś nauczycielem… Może po prostu trzeba zaufać…

  2. admin napisał(a):

    To ciekawe pytania. Też myślę, że ciężko być w dzisiejszych czasach nauczycielem, ale uczniem również. Myślę jednak również, że z roku na rok dziecko staje się coraz bardziej dojrzałe, a nie coraz mniej, więc generalnie, jeśli trafi na porządną szkołę, to w późniejszym wieku łatwiej mu się znaleźć, a nie trudniej.
    Z własnego doświadczenia zresztą wspominam, że na kolejnych stopniach edukacji było coraz normalniej, co nie znaczy, że łatwo. Zresztą nie uważam, że każdy człowiek jest powołany do pracy w licznej grupie rówieśników- a tego właśnie uczy szkoła.

Zostaw odpowiedź