O ojcach i matkach

Scenka z życia wzięta.

Niezobowiązująca propozycja do męża:

-A może byś poszedł ze mną do K.?

-Nie, zmęczony jestem.

-Tosiu, a może Ty w takim razie chciałabyś pojechać ze mną do K.?- zapytałam naiwnie.

Nie, najpierw Tata.

Tu zapaliła mi się czerwona lampka. Powtórzyłam to samo, czy na pewno dobrze zrozumiałam, bo zazwyczaj lubi w różne miejsca ze mną jeździć . I? Odpowiedź oczywiście ta sama: najpierw tata.

Oczywiście, skoro tata nie chce, to dlaczego dziecko miałoby chcieć?

Tę zależność widzę też z innymi ważnymi osobami: maluch przypatruje się, jaką opinię ma na dany temat brat i siostra. Jeśli brat oceni nowe danie „ble, niedobre”, to murowane, że młodsza siostrzyczka nie będzie ryzykować.

Ciekawa jest ta zmiana znaczenia, jakie ma dla dziecka mama i tata. W pierwszych trzech latach życia (mniej więcej) to zazwyczaj matka jest dla dziecka „najważniejszą osobą” pod słońcem.  A potem stopniowo jej rola blednie. Ciężkości natomiast nabiera rola ojca jako „osoby znaczącej”.

Na początku więc pewnej pokory wymaga rola ojca- bo on wtedy może czuć się mniej ważny dla dziecka, mniej znaczący, skoro dziecko dąży głównie do kontaktu z matką. najbardziej wtedy może zdobywać serce dziecka dając mu poznać, że otacza opieką tą relację mamy z dzieckiem i w ten sposób jest po jego stronie.

Stopniowo jednak to się zmienia- ojcowie stają się niezmiernie ważni dla dzieci, ich opinie, zachowanie itd. Wtedy nienarzucania się, pewnej dozy pokory i dystansu potrzebują matki. Najlepsze co mogą w tej sytuacji to wspieranie ojców swoich dzieci w rozwijaniu z nimi relacji.

Nie znaczy to, że w którymkolwiek momencie matka bądź ojciec mogli sobie pozwolić na rezygnację z relacji z dzieckiem, zwalając ją na drugiego! Nic podobnego: skromniejsza w danym momencie rola to nie znaczy niepotrzebna. Na własne dziecko po prostu nie można się obrażać.

W pewnym momencie, może nawet szybciej niż nam się wydaje, rodzice zaczynają wychowywać dziecko może nawet  bardziej swoją więzią małżeńską niż pojedynczymi odniesieniami. Wtedy „nie, nie pomogę Ci” kierowane do współmałżonka przekłada się na „nie, nie chcę” dziecka.

Dlatego w małżeństwie nie można zaprzestać chodzić na randki, trzymać się za ręce, patrzeć w jedną stronę. A jeśli przyblakła ta relacja, to czasem można spróbować ją ożywić wiernością,  wyjściem z zaproszeniem na randkę lub na romantyczny spacer, okazaniem pierwszemu miłości, wzajemną pomocą itp.


Zostaw odpowiedź