Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Ocalając duszę

Naziści z Auschwitz byli zdziwieni, że położna Stanisława Leszczyńska przyjmuje tak porody, że żadne dziecko jej nie zmarło, żadna matka nie straciła życia. Chociaż przyjęła w tym piekle obozowym porodów niemało, bo 3000.

Chociaż warunki jak to w obozie koncentracyjnym- makabryczne.

Ja się dziwię ogromowi miłości, jaki płynie z tej postaci.

Temu, że w każdych nawet najcięższych warunkach można ocalić swoje człowieczeństwo, człowieczeństwo drugiej osoby.

Ocalić duszę.

Że Pan Bóg nawet na dno piekła posyła swoich aniołów i świętych.

Żeby ratować.

Może ktoś chce ze mną poczytać?



Dostałaś skarb

Jeśli masz:

  • za sobą wiele nieprzespanych nocy z powodu dziecka;
  • wiele przekarmionych nocy;
  • wiele trudu noszenia dziecka w ciąży, po narodzeniu;
  • wiele trudu porodowego, zmagań ze sobą, z bólem, z problemami;
  • wiele trudu przechodzenia przez połóg;
  • wiele współczucia aż do bólu, gdy dziecko choruje, źle postępuje.

To masz skarb doświadczenia.

I ono się nazywa „bycie matką”.



Czy masz powołanie zostać doulą?

Takie małe ogłoszenie.

Mam tę radość poprowadzić razem z Ewą Nitecką (założycielką Stowarzyszenia na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia) krótki weekendowy kurs dla kobiet, które zechciałyby zostać doulą czyli wspierać inne kobiety w ich stawaniu się matkami, wspierać rodziny w tym przełomowym czasie.

Oferujemy wówczas:

  • dawkę wiedzy o fizjologii okresu ciąży, porodu i połogu oraz karmienia piersią;
  • dawkę wiedzy i umiejętności, jak wspierać rodzinę w tym czasie;
  • dawkę doświadczenia jak ochraniać to dobro, któremu na imię: rodzina, matka, ojciec, dziecko, stan błogosławiony, poród, karmienie piersią, połóg.

Doulą może zostać kobieta, która sama już jest matką, ma doświadczenie macierzyństwa, uważa je za skarb, ma w sercu pragnienie wspierania innych, towarzyszeniu im w tym pięknym ważnym doświadczeniu.

Kurs odbędzie się w okolicy Lublina. Można się do mnie zgłaszać mailowo (fizula@gazeta.pl) lub telefonicznie (501-218-388). Za jakiś czas podam więcej informacji.

Jeśli same nie chcecie być doulami, ale widzicie wokół siebie kobiety, które mają piękny potencjał wspierania innych- proszę przekażcie im tę wiadomość lub kontakt do mnie.

Pozdrawiam Was serdecznie,

Doula Fizula

 



Światło czyli po cichutku do celu

Photo by Gareth Harper on Unsplash

Krok po kroku idziesz Nowy Roku

 

Ile światła we mnie zostało po tych świętach?

Tyle, ile dałam go innym.

Tyle, ile przyjęłam i odkryłam.

Nie wiem, czy wam pisałam, ale jestem i byłam wypaloną matką.

Mi się już nie chce nawet bawić ze swoimi dziećmi 🙂

20 lat zabawy (tyle ma najstarsza latorośl)? W końcu trzeba wydorośleć 😉

Dlatego odkryłam coś tak świetnego jak pacynki:

Jak się ma pod ręką (a raczej na ręce) pacynkę, to już nie trzeba się bawić z dzieckiem.

Taka sowa chętnie zastąpi utrudzonego rodzica, który w tym czasie sobie odpocznie, popatrzy na wszystko z boku. Sowa, misio czy hipcio chętnie się powygłupiają, porozmawiają, poczytają, a nawet, o dziwo, pouczą dziecko, a ty, rodzicu, masz w tym czasie wolne, nieprawdaż?

Zaproszenie takich małych pacynkowych przyjaciół do zabawy, to otworzenie w sobie furtki do pobycia przez chwilę dzieckiem, wspólnych wygłupów, śmiechów i tworzenia historii nie-z-tej-ziemi.

To jak się bawimy w Sylwestra?

Z dziećmi? Bez dzieci?

Byłam kiedyś na spotkaniu, na którym były między innymi 2 mamy. Jedna przyszła z kilkorgiem dzieci, druga bez.

Ta pierwsza ciągle się zajmowała tymi maluchami: rozbieranie, jedzonko, włączanie im jakiś filmików, ale trzymała się twardo tematu spotkania, który nie dotyczył dzieci. Druga (pozornie) nie zajmowała się dziećmi, bo przyszła bez nich. Niemniej ciągle patrzyła na zegarek, czytała SMS-y od męża, co się dzieje z dziećmi. Tematem rozmowy nawiązywała do swoich dzieci, że musi się śpieszyć.

Która z tych matek naprawdę uczestniczyła w spotkaniu, naprawdę zostawiła dzieci poza spotkaniem, żeby móc porozmawiać na dorosłe tematy?

Gdzie jest nasze serce?

W macierzyństwie nic nie trzeba przyśpieszać.

Jako matki też dojrzewamy.



Życzę nam Świąt Bożego Narodzenia :)

Już Anieli nadlatują,

chwałę Bożą nam zwiastują,

że Pan stał się Dzieciątkiem,

nie pogardził żłóbka kątkiem.

Z miłości przyszedł do Ciebie,

byś się kiedyś znalazł w niebie.

Życzę więc,

byśmy się tam kiedyś spotkali

i z Chrystusem królowali.

 

A właściwie wystarczy życzyć Bożego Narodzenia.

Matka Boża trzyma Dzieciątko i ludzkość czyli mnie i ciebie



Wirusówki czyli strachy na Lachy

„Mamo, on będzie chorował jak ja skończę!”

Orzekło dziecię i tak też się stało.

Najpierw jeden braciszek przechorował sobie wirusową chorobę. W międzyczasie podzielił się nią z rodzeństwem tak, żeby nie było przestojów.

A tymczasem spotkałam ciekawą panią profesor, która mówi studentom, żeby chorobami wirusowymi u dzieci się nie przejmować zanadto, a jedynie:

  • naprzytulać delikwenta;
  • poogrzewać (o ile już nie jest ogrzany przez gorączkę), potrzymać w domu;
  • dać odpocząć człowiekowi;
  • podkarmić dobrze jadłem bogatym w witaminę C, D, A lub jeśli nie ma apetytu dać do łyknięcia w inny sposób;
  • pooklepywać, pomasować, wyłaskotać pod paszkami (bo dzieci mają dużo komórek Langerhansa na klatce piersiowej w naskórku- i to jest ich pierwsza linia obrony; te komórki pochłaniają i przetwarzają antygeny zarazków, a następnie wędrują do węzłów chłonnych, aby dojrzeć walki z tym paskudztwem);
  • pozwolić pogorączkować (nawet w podręcznikach Pediatrii piszą, że do 38,5 nie ma sensu zbijać temperatury, bo to jest pierwsza linia obrony organizmu, powyżej można np. chłodne kompresy stosować itd.).

Jakoś tak miło mi się zrobiło, że ceniona pani profesor docenia domowe metody, docenia układ odpornościowy dziecka, że ma on sens, wg niej.

Kto się łączy w bólach towarzyszenia dziecku w chorobie?

W/w to oczywiście profesorskie refleksje, dziwnie zbieżne z moimi, nie uniwersalny przepis na wyzdrowienie.

Jak zauważyła pewna mama: „Normalnie ja się staję jakimś lekarzem dla swojego dziecka!”

No tak właśnie!

I to jakim!

Bo znającym swojego pacjenta od podszewki, rano, w wieczór, we dnie i w nocy.

Ale jego Anioł Stróż zna go jeszcze lepiej- dlatego, nie zawadzi spytać go, co on sobie myśli o naszym leczeniu.

Bo to, że wybija nam zamartwianie się jako sposób na życie- to pewne!



Dokąd sięgamy?

Dziękuję za zdjęcie

Dokąd sięgamy?

 

Do nieba?

Czy o wiele niżej?



Ale tu chustowo się zrobiło

Która z Was lubi dotykać materiałów, ubrań, chust, różnych faktur?

Ja bardzo!

Zwłaszcza chust.

Noszenie dzieci jest czymś wspaniałym!

Małe dziecko ma zakorzenioną głęboką potrzebę bycia noszonym, tulonym.

Ono rodzi się przyzwyczajone do:

  • noszenia go;
  • turlania się z nim;
  • otulania go z wszech stron;
  • podnoszenia go;
  • bujania go;
  • ruszania się z nim, przy nim itd.

Przez 9 pierwszych miesięcy życia było wszak nieodkładane i nieodkładalne.

Czas i stan błogosławiony.

Dziecko nie jest przyzwyczajone do bezruchu.

Dlatego łóżeczka niemowlęce są tak niepraktyczną rzeczą.

Najlepiej się sprawdzają jako pojemnik na ubranka, pieluszki czy inne przedmioty.

Bo dziecko najlepiej się czuje i najspokojniej śpi, gdy jest wtulone w mamę, tatę, siostrę, babcię. Na pewno nie w szczebelki drewniane.

Nawet to, że się wydycha na nie nieświeże powietrze bogatsze w dwutlenek węgla służy mu- pomaga pamiętać o oddychaniu.

 

Adwent to to taki czas, kiedy towarzyszymy Maryi w Jej czekaniu.

I w Jej noszeniu Dzieciątka Jezus.

Najcudowniejsze jest to, że Ona pozwala i zaprasza, by Jej noszenie stało się naszym.



Łagodnie

„Podobnie jak pasterz pasie on swą trzodę,

gromadzi ją swoim ramieniem,

jagnięta nosi na swej piersi,

owce karmiące prowadzi łagodnie”

Iz 40,11

Dlaczego miałabyś być dla siebie surowa, skoro Bóg Święty uważa, że potrzebujesz wiele łagodności, wyrozumiałości i cierpliwości?