Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


Marsz dla życia i rodziny 26 maja

Marsz dla Życia i Rodziny już 26 maja 2013. Serdecznie zapraszamy!

 

Już 26 maja 2013 ulicami 100 polskich miast przejdzie Marsz dla Życia i Rodziny!

Hasło tegorocznego świętowania to- Kierunek: Rodzina!

Czas przywrócić rodzinie należne jej miejsce. Włączajmy się się!

Gdzie, jak i co dokładniej, dowiemy się tu:

Marsz dla życia

W Lublinie oprócz samego marszu będzie np. koncert małych skrzypków wraz z rodzicami uczących się metodą Suzuki. Tak się pięknie złożyło, że na nasze zajęcia uczęszczają same dzieci z rodzin wielodzietnych.



Moc w słabości się doskonali

Jaka to radość, gdy poczyna się nowy człowiek!

I nawet jeśli rodzice nie wiedzą, nie akceptują go- to jestem pewna, że w niebie trwa wielka radość z tego konkretnego człowieka, bo Bóg go zaplanował już przed założeniem świata, zachwycił się nim i zapragnął go. Widział go oczami swojej twórczej miłości.

Zazwyczaj jednak rodzice się cieszą, wiwatują na cześć, że ich miłość zaowocowała 🙂 A w niebie owacje i nadzieje jeszcze większe!

Ale my matki potrafimy przespać ten czas skupiając się na uciążliwościach, niedyspozycjach, zamiast na towarzyszeniu swojemu dziecku. A przecież ma ono prawo do radości swojej mamy i taty, nawet, jeśli by to miała być radość przez łzy. Szkoda marnować dni i miesiące na zamartwianie się, czy przypadkiem nie chore, nie takie, nie owakie, czy poradzimy sobie itd., skoro Pan Bóg miał w tym swój plan, skoro On się z niego cieszy.

Jestem mamą dzieciątka, które straciłam przez poronienie. Myślę sobie, że było ono szczęśliwe z nami, bo nasz wspólny czas tu na ziemi upłynął na radości z niego. Teraz gdy piszę „straciliśmy”, gdy ból już minął- właściwie myślę „zyskaliśmy” w niebie.

Nawet gdy później radość z kolejnego dziecka była trudniejsza, to jednak warto było o nią walczyć, wybierać. Bo każdy człowiek chce być kochany, a nie „żeby się martwić z jego powodu na zapas”.

Nasze zmartwienia i tak są zawsze nieadekwatne: martwimy się nie o to, co się wydarzy, ale o własne wyobrażenia przyszłości.

Martwimy się np. czy sobie poradzimy z tym czy owym i potem okazuje się, że zupełnie co innego nam sprawia trudność, że zmartwienie było na zapas.

Właściwie to jesteśmy bezradne względem tych naszych zmartwień, one za bardzo nad nami panują, prześladują nas.

Dlatego warto oddać je Panu Bogu. Jeśli go o to poprosimy weźmie je od nas.

Prośmy o Ducha Świętego- On oblecze nas mocą z wysoka, poprowadzi nas przez to rodzicielstwo jak przez fascynującą przygodę. Wystarczy zaufać, prosić z wiarą. Właściwie można od razu dziękować za wysłuchanie tej prośby- ona jest zgodna z wolą Bożą 🙂

Pan Bóg chce, żebyśmy czerpali od Niego siłę- otwiera się na oścież, żeby się nią z nami dzielić. To dopiero wspaniała nowina! Wraz z powiewem Ducha Świętego- Bóg nam daje nową moc, nową siłę do kochania, nową radość, do których same z siebie nie jesteśmy zdolne. Wystarczy otworzyć serce…



Czas bezradności i siły

Bardzo lubię słuchać o porodach. Podobno zawsze gdy dwie kobiety, które rodziły, spędzają ze sobą więcej czasu- to prędzej czy później opowiedzą sobie historię swoich porodów.

To jest fascynujące!

Niektóre kobiety są zawiedzione swoimi porodami, niespełnione w nich.

Ale również te, które są zadowolone, szczęśliwe ze swoich porodów przeżywają je jako czas pewnej bezradności. Czas zapotrzebowania na wsparcie, pomoc, podtrzymanie na duchu i ciele, ale też ogromnych sił, których się po  sobie nie spodziewały.

Czasem matce rodzącej już na początku porodu wydaje się, że to ponad jej siły, że przerasta jej możliwości, a mimo wszystko dotrwa do końca porodu.

Innym razem nie wytrwa, nie ma siły na urodzenie (trzeba to zrobić za nią), ponieważ już w czasie skurczy początkowych, a nawet wcześniejszych przepowiadających tak się wymęczy, zestresuje np. zdaje jej się, że powinna tak dużo się ruszać, nie spać, że potem nie ma sił na finiszu. Może nie mieć siły, bo zamiast starać się jeszcze normalnie funkcjonować, ona już nie śpi, biega, skacze, nie je- a potem brakuje jej energii, czasem chodzi o fizyczną energię, a czasem bardziej psychiczną i duchową.

W szpitalu też często wprowadzone są rygory w tym zakresie, np. nie pozwalając matce rodzącej jeść. O spanie też trudno w tym miejscu oświetlonym jarzeniówkami.

Michel Odent pisze w jednej ze swoich książek, że dopóki kobieta ma możliwość i chęć jedzenia, to znaczy, że ona jeszcze nie rodzi. Uważam, że nie jest to prawda.Nie jest to raczej 7 cm rozwarcia ani parcie, jeśli ma ochotę na jedzenie, ale może być częściowe rozwarcie szyjki macicy.

W pierwszej połowie porodu (może do 5 cm rozwarcia?) ważne jest, żeby móc zaspokoić swój głód: przecież poród wymaga dostarczenia ogromnej energii, zwłaszcza jego końcówka. Jeśli dziecko rodzi się w dzień- to ważne jest zachowanie swoich normalnych zwyczajów, np. zjedzenie obiadu czy śniadania. Jeśli nie można już go zjeść, nie ma się na to ochoty, może to znaczyć, że poród jest w bardziej zaawansowanej fazie lub matka jest za bardzo zaaferowana, przejęta tym, że rodzi.

Normalne jedzenie, jeśli matka ma na nie ochotę jest więc bardzo ważne dla postępu porodu, żeby kobieta nie była pod koniec wycieńczona, opadła z sił, niezdolna do rodzenia.

Widzę nasze matczyne życie jako nieustanne rodzenie człowieka. Trzeba urodzić potem dziecko jako człowieka, który jest zdolny obyć się bez trzymania za rączkę podczas chodzenia, jako człowieka, który może pójść sam do sklepu itd. Czas wypuszczania dziecka z siebie: swojej troskliwości, opiekuńczości, żeby stawała się ona bardziej dyskretna, zezwalająca na samodzielność, na życie na swój rachunek.

Niektórym mamom lepiej przychodzi rodzenie noworodka, innym z kolei dziecka przedszkolnego, np. wypuszczenie go w świat kolegów, przyjaźni, innym rodzenie nastolatka- nawiązanie z nim dojrzalszej więzi.

I znów trzeba być również dla siebie dobrą, brać wsparcie od innych, dbać również o zaspokojenie własnych potrzeb, żeby mieć na to nie tylko siły, ale jeszcze czerpać radość z tego rodzenia-uniezależniania się coraz starszego dziecka.



Koktajle prosto z bagien- oryginalne i zielonkawe

Koktajl bagienny:

  • 2 szklanki szpinaku;
  • 2 banany;
  • 1 szklanka truskawek;
  • 1-2 szklanki wody lub mleka.

Miksujemy i wychodzi nam mikstura o niezmiernie brzydkim kolorze i fascynującym smaku. Wszystkim dzieciom i dorosłym, których zwłaszcza w tamtym roku raczyliśmy tym wynalazkiem, smakowało.

Koktajl szpinakowo- gruszkowy

  • 1 szklanka szpinaku,
  • 2-3 gruszki (pokrojone, ew. obrane),
  • 1 banan,
  • szczypta cynamonu i kardamonu,
  • mleko migdałowe.

Miksujemy na gładki koktajl. Ciekawe, czy można by dodać wody zamiast tego mleka migdałowego wody i jak to wpłynie na smak?

Koktajl z pokrzywy

  • 1 szklanka posiekanej młodej pokrzywy (majowa idealna),
  • 2-3 słodkie jabłka (pokrojone),
  • 1 dojrzałe awokado (obrane, pokrojone),
  • sok z 1 dużej cytryny,
  • woda.

Znów miksujemy i pijemy ze smakiem lub bez 🙂 Dopiero zamierzam przystąpić do dzieła. Nie ma jak duża dawka dobrze przyswajalnego żelaza, witamin i minerałów.

Zielony koktajl z dodatkiem

truskawek i brzoskwiń

  • 1 szklanka jarmużu,
  • 1/2 szklanki posiekanej salaty rzymskiej,
  • 1/4 szklanki posiekanej natki pietruszki,
  • 1/4 szklanki kiełków słonecznika,
  • 1 szklanka truskawek,
  • 2 szklanki brzoskwiń,
  • 2 szklanki mleka migdałowego.

Ciekawe czy jadalne? Dla mnie to mleko migdałowe jest niejadalne, ale może komuś nie szkodzi. Dla dzieci migdały i inne orzechy powinno się wprowadzać nie wcześniej niż od trzeciego roku życia- są to produkty silnie uczulające. Ale z tego co zauważyłam- trudno większości rodziców o cierpliwość czekania.



Edukacja w domu- z czym to się je?

Po dzisiejszym sympozjum o edukacji domowej kilka świeżych, jeszcze pachnących KUL-owskim powietrzem  refleksji.

Dlaczego nauczanie w domu może się sprawdzać i generalnie sprawdzało się przez wieki:

  • bo buduje się od fundamentów: wychowania, w szczególności wychowywania religijnego; bez Opatrzności Bożej ani rusz;
  • dynamizuje to życie rodzinne; posyłając dzieci do szkoły, rodzice często inwestują w szkołę: swój czas, siły, materiały, pojęcia tłumaczą dzieciom „dla szkoły”; niekiedy inwestują pieniądze; edukując dzieci w domu- inwestują w swoją rodzinę, o nią bardziej dbają; to dodaje sił, przysparza pomysłów; wychowanie w szkole służy najczęściej szkole- wychowanie w domu służy Bogu, samemu uczniowi i jego rodzinie;
  • nauczanie w domu kształtuje jednostki umiejące samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski, myśleć logicznie i realistycznie; szkoła coraz bardziej natomiast skłania się do testomanii odwracając od pogłębionego myślenia;
  • „między miłością a prawdą jest wewnętrzna więź”– jeśli nauczyciele nie są wierni swojemu powołaniu wierności prawdzie i nie kochają swoich uczniów- to, cóż jest warte ich nauczanie; któż więc potrafi lepiej nauczyć niż kochający rodzic, który szuka Prawdy.

Myślę, że edukacja domowa nie nadaje się dla wszystkich, nie jest też idealnym rozwiązaniem. Rozpowszechnia się jednak zwłaszcza ze względu na widoczny upadek polskich szkół w wielu różnych płaszczyznach.

Polecam: Marzena i Paweł Zakrzewscy „Edukacja domowa w Polsce”. Mogę nawet pożyczyć 🙂

Minusy jakie się rysowały z powyższej konferencji w edukacji pozaszkolnej to:

  • obciążenie dużymi obowiązkami rodziców;
  • brak podręczników do dobrego nauczania w domu (te które są, nie są zadowalające np. dla rodziców będących katolikami);
  • brak współdziałania, ruchu zrzeszającego rodziny edukujące w domu;
  • trudność pogodzenia obowiązków w gospodarstwie domowym z nauczaniem dzieci, np. w przypadku wielodzietności.

Dla mnie wychodzi więcej plusów dla edukacji domowej.



Tęcza- błogosławiona różnorodność

Zdjecie0252_i

Cud od Jasnogórskiej Madonny- dwie tęcze widniejące nad klasztorem i mnóstwem przyczep i kamperów na I Ogólnopolskiej Pielgrzymce Karawaningowej.Tak jakby jednej tęczy było mało w dzisiejszych czasach, tak ten piękny symbol wykoślawiono.



Wtorek wieczorem w Lublinie

uwolnic porod

 

To rzeczywiście trzeba obejrzeć.



Bardzo dobre, bo odkupione przez tak wielkiego Odkupiciela

O karmieniu piersią słyszy się, że jest doskonałe, najlepsze dla dziecka, wspaniałe dla matki, piękne itd. Jednak można też usłyszeć, że jest niezdrowe (np. w sytuacji choroby dziecka – galaktozemii), uciążliwe dla matki, zbyt trudne dla niektórych dzieci i matek.

I te, i te stwierdzenia są na takim stopniu ogólności, że w zasadzie są prawdziwe.

Ale nie od początku tak było. Na początku Pan Bóg stworzył wszystko dobrym. Człowieka natomiast został stworzony jako bardzo dobrego. udało Mu się więc stworzyć bardzo dobrze:

  • poczęcie człowieka;
  • jego rozwój w łonie matki;
  • i poród;
  • i karmienie piersią;
  • i dojrzewanie;
  • itd.

Udało się więc Panu Bogu, było od początku do końca bardzo dobre. Bez wyjątków. Choć były to sprawy delikatne, kruche, piękne, to bardzo dobre.

Grzech i zło jednak je skruszył, zniszczył, choć niezupełnie. I choć w zamyśle Pana Boga nadal pozostają bardzo dobre, to po drodze tak łatwo kruszą się, ulegają uszkodzeniu na tak różnych etapach.

Uszkodzeniu ulegają przez różne zło: chorobę, śmierć, różnorodne braki miłości, niecierpliwość, nienawiść, zazdrość itd.

Jednak Zmartwychwstanie wszystko zmienia. Odnawia całego człowieka: z jego duszą i ciałem, z jego poczęciem, porodem, karmieniem, dojrzewaniem itd.

Wystarczy przyjść do Zbawiciela i oddać mu w sakramencie Pokuty swoją niecierpliwość, a dostać w zamian cierpliwość. Przy Zmartwychwstałym można odkryć, że ten poród został stworzony jako bardzo dobry. Karmienie piersią na każdym swym etapie jest bardzo dobre: gdy się zaczyna, gdy trwa. I jego zakończenie też się Panu Bogu udało: dziecko wspierane ku dojrzałości pięknie z niego wyrasta przechodząc na następny etap.

********************

Inspirowane wykładem ks. Piotra Kieniewicza z 21.03.13 na KUL, konferencji poświęconej prof. Fijałkowskiemu.



Przytulony Baranek

Takim obrazem chcę się z Wami podzielić.

Msza Święta w poranek wielkanocny. Mała dziewczynka podchodzi do ołtarza. Wchodzi po schodkach, wącha po drodze kwiatki. Potem widzi płaskorzeźbę z barankiem z przodu ołtarza- podchodzi do niej i przytula się do Baranka.

To było coś pięknego- ciekawa byłam, co się dalej wydarzy. Jednak mama od razu zabrała ją.

Oczami wyobraźni widziałam, że to Baranek Zmartwychwstały wychodzi do niej pierwszy i pierwszy ją przytula.

Tego przytulenia od Prawdziwego Baranka- Jezusa Chrystusa życzę Wam z serca:

  • żeby rosło w nas Jego życie, radość, ufność.