Niesfałszowane mleko

Świętość życia sama przemawia, zaprasza, karmi:

„Odrzuciwszy więc wszelkie zło, wszelki podstęp i udawanie, zazdrość i jakiekolwiek złe mowy, jak niedawno narodzone niemowlęta pragnijcie duchowego, niesfałszowanego mleka, abyście dzięki niemu wzrastali ku zbawieniu- jeżeli tylko zasmakowaliście, że słodki jest Pan”. 1P2,1-3

Aż tyle.



Stan błogosławiony czy utrapiony?

Pewna mama dała mi do myślenia po raz kolejny w spotkaniu ze mną narzekając na stan błogosławiony i kwestionując to, że jest to błogosławiony czas. Wg niej stanowczo nie jest to stan błogosławiony, jest to przereklamowane, nienaturalne itp. Dlatego, że źle się czuje- dla niej nie jest to stan błogosławiony.

Zaczęłam się więc zastanawiać.

Myślałam,

myślałam

i jeszcze trochę myślałam.

Bo to, że wg niej nie jest, to nie znaczy, że w ogóle nie jest. Bo stan błogosławiony to nie znaczy, stan, kiedy czujemy się silne, świetne, wspaniale, zdrowo.

Stan błogosławiony, kiedy pod sercem mama nosi dziecko nie jest błogosławionym dlatego, że matka czuje się wtedy dobrze, nawet nie dlatego, że ma takie lub inne dobre uczucia i myśli w stosunku do dziecka. Różnie bywa, jak to w życiu.

Dlaczego więc jest błogosławiony?

Bo to dziecko, które daje Pan Bóg jest błogosławieństwem czyli szczęściem- przez nie ma się powiększać zakres dobra na świecie. Bo prezentem od Boga, zaszczytem jest uczestniczenie w darze noszenia go, rodzenia. Mam takie przeczucie, że Bóg, który sam stał się dzieckiem szczególnie jest dla matek w stanie błogosławionym łaskawy: chciałby im wiele dawać. Inną sprawą jest, że one nie zawsze chcą brać albo chcą brać mało.

Stan błogosławiony, bo się uczestniczy w cudzie stwarzania człowieka, którego Pan Bóg na swój obraz i podobieństwo stworzył. Nie dlatego, że nam łatwo, prosto i przyjemnie. Dlatego, że miłość rodzi miłość.



Porównanie

Rodzice są jak wino.

A ponieważ najpierw jest winogron, muszą oni być wyciśnięci, zmiażdżeni nogami dzieci. Prędzej czy później dzieci pozbawiają nas złudzeń, nierealnych oczekiwań, interesowności.

Ostatnio sobie myślałam o metodach wychowawczych i tylko jedna wydała mi się najbardziej uniwersalna:

„Zło dobrem zwyciężaj!”

Kiedy dzieci nam uprzykrzają życie- to czas, by im to życie umilić.

Gdy krzyczą, to czas, by mówić do nich cicho.

Gdy wymuszają, wściekają się- czas, by uprzejmie im ustąpić lub odsunąć się.

Gdy nie chcą pomagać, czas, by im pomóc.

Gdy odwracają się od nas, czas, by otworzyć szerzej swoje ramiona.

Gdy nie mają dla nas czasu, to czas, by na nich czekać.

Wzruszyła mnie ta potęga wybaczania:

Miłość silniejsza niż grzech.



W ciele czy poza ciałem

Dziś o starożytnych Rzymianach.

Byli oni przeświadczeni, że przyzwoicie, dobrze zachowywać się powinni wyłącznie w świątyni. Po wyjściu ze świątyni, uważali, że mogą się zachowywać jak chcą.

Z chwilą chrztu, gdy mamy wyrytą pieczęć Ducha Świętego na sercu- nie jest już obojętne, jak się zachowujemy po wyjściu ze świątyni. Właściwie nigdy z niej nie wychodzimy- bo „nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego”.

Gdy człowiek nie jest ochrzczony- też nie jest obojętne jego zachowanie- on jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże.

Skoro nasze ciało jest świątynią Bożą- nie jest obojętne, czy karmimy piersią czy nie. Gdybyśmy byli aniołami- to nie miałoby znaczenia- sposób karmienia dziecka. Skoro jesteśmy w ciele- to miłość się wyraża nie tylko duchowo- też w ciele. Przez ciało wyraża się nasz duch: cierpliwość, łagodność, wytrwałość, zwalczanie zazdrości.

Brak akceptacji własnego ciała- tak często widoczny u kobiet skutkuje nierzadko zaprzestaniem karmienia piersią albo odrzuceniem go już od początku. Brak cierpliwości dla siebie jako człowieka z ciałem i duszą, i dla ciała i duszy dziecka- skutkuje odrzuceniem karmienia piersią.

Małe dzieci karmione piersią, często noszone, przytulane, choćby były dziećmi najuboższych rodziców czują się bardzo kochane, zadbane. Dzieci najbogatszych rodziców- karmione butelką, nie noszone, od których „wymaga się”, żeby leżały grzecznie w łóżeczku- czują się niekochane, osamotnione.

To, co najważniejsze- miłość- mamy w zasięgu ręki. Bez płacenie. Bo Bóg jest miłością i miłosierdziem samym. I stał się dla nas Ciałem.

 



Spotkania w Lublinie dla karmiących piersią i przygotowujących się do karmienia

Wszystkie mamy, które już karmią piersią lub, które planują się do tego przygotować zapraszam na lubelskie spotkania o laktacji.

9 kwietnia 2015 o godz. 10.30-12.00 w Studio Nie Nudno spotykać się będę na kawie i pogaduchach z mamami.

Ponieważ jednak przekonuję się, że w tej dziedzinie jest więcej mitów, przekłamań niż rzeczowej wiedzy, zaczynać będziemy od 20 minutowego wykładu, który poprowadzę. Później: pytania, rozmowy itp.

Temat pierwszego spotkania to prawdy i mity o karmieniu piersią:

  • Czy niektóre kobiety nie mają pokarmu? Jak się pojawia pokarm w piersiach?
  • Czy karmiąc piersią trzeba być na specjalnej diecie?
  • Czy karmienie piersią jest dobre dla matki?

Co to za miejsce znalazłam?

Zajrzyjcie tu:

Studio nie nudno

Lublin, ul. Kryształowa 8- jest to miejsce przyjazne rodzicom, klubokawiarnia, bawialnia dla dzieci.

Mam nadzieję, jak Pan Bóg pozwoli 1 raz w miesiącu się z Wami spotykać 🙂 Jest ktoś chętny?

Ewentualne pytania,uwagi poproszę na skrzynkę mailową: fizula@gazeta.pl lub 501 218 388.

 



Bycie kobietą to cenny dar

Pan Bóg dał nam dar kobiecości. Jest on cenny dla nas samych, dla płci przeciwnej, dla dzieci, dla całej rodziny. Cenny pozostaje dopóki go nie zniekształcimy upodabniając do męskości. Wtedy cenny pozostaje nadal, ale jednak zniszczony.

Orędzie społeczne KOBIET ŚWIATA– posłuchajcie!



Małe silniejsze

Małe dobro jest silniejsze niż wielkie zło.

To jest bardzo dobra nowina.

Wystarczy nakarmić piersią, by pocieszyć maleństwo, by pokonać w sobie to duże zło. I niechęć, i niecierpliwość.  Czasem małym dobrem może być podniesienie dziecięcej zabawki, a czasem podzielenie się orzeszkiem.

Moje dzieciaki ucieszyły się tym bardzo, gdy im powiedziałam, że malutkie dobro jest o wiele mocniejsze niż olbrzymie zło. Z chęcią zaczęły się dzielić z bratem i na wyścigi dawać mu po 1 orzeszku 🙂 Skoro małe wystarczy 🙂



Szczepić czy nie?

Na powyższe pytanie: „Szczepić czy nie?” nie jest dla mnie jasna odpowiedź.

Jednak im więcej wiedzy na ten temat, tym więcej pytań we mnie rośnie.

Akcja Cała Polska Czyta Ulotki Szczepionek.

Jakie to pytania?:

  • Co lepiej/albo raczej co gorzej: zachorowanie dziecka nieszczepionego na gruźlicę czy zachorowanie dziecka na gruźlicę kości lub węzłów chłonnych po szczepionce? ( http://www.stopnop.pl/images/PDF/BCG%2010%201%20z%202%20ulotka%20dla%20pacjenta.jpg )
  • Skoro przeciwwskazaniem do  szczepienia są pierwotne zaburzenia odporności, to właściwie żadnego dziecka nie należałoby szczepić- przecież na twarzy po urodzeniu nie ma wypisane, że urodziło się z zaburzoną odpornością;
  • Wszystkie dzieci nie mają jeszcze rozwiniętego układu odpornościowego- jak wielkie jest to obciążenie dla nich wstrzykiwanie im do organizmu tych wszystkich adjuwantów (wodorotlenek glinu, fosforan glinu), konserwantów (np. rtęci), glutaminianów sodu, trometamolu, osłabionych, a jednak żywych bakterii (gruźlicy- atenuowanych), unieszkodliwionych (na ile?) wirusów? A może taki eksperymencik- podchodzimy do losowo wybranego przechodnia i pytamy: „Czy zdecydowałby się pan na wstrzyknięcie sobie wodorotlenku glinu, glutaminianu sodu, trometamolu, rtęci i trochę osłabionych nieszkodliwych zarazków?”
  • Nie należy szczepić dzieci w czasie ostrych chorób, gorączek, zaostrzeń chorób przewlekłych. Ale nie można wykluczyć, że nie raz zaszczepi się dziecko, u którego dopiero następuje inkubacja choroby czyli choroba już się rozwija, ale w sposób ukryty. Jakie to będzie miało skutki?
  • Przed podaniem szczepionki nie robi się badań, czy dziecko nie jest chore na białaczkę, chłoniaki, alergię na białko kurze, czy w jego organizmie nie rozwija się jakaś zjadliwa infekcja, a mimo to się szczepi, choć są to wszystko przeciwwskazania do zaszczepienia.
  • Eufemistycznie brzmi skutek uboczny pt. „dłuższe przerwy między oddechami”, ale zupełnie inaczej brzmi bezdech aż do bez dechu lub zespół nagłej śmierci łóżeczkowej;
  • Ilu rodziców zaszczepiłoby, gdyby powiedziano im, że po szczepionce dziecko może: mieć gorączkę powyżej 40 stopni,dostać zapaści (wstrząsu), może płakać powyżej 3 godzin, mieć zapalenie nerwów? http://www.stopnop.pl/images/PDF/boostrix_fiolka_ulotka_10_08_2010.pdf


Rodzenie -to nie choroba

Dlaczego mi to zrobiliście?

-wyraz twarzy tych dzieci zapadł mi głęboko w serce. Tak jakby mówiły: „Dlaczego mi to zrobiliście, chciałem się urodzić naturalnie!” U dzieci, które przyszły na świat przez cesarskie cięcie może się utrzymywać przez kilka miesięcy dłużej tzw. odruch Moro. Tak jakby ten przestrach przychodzenia na świat, jego gwałtowności zadomowił się w sercu dziecka.

Z drugiej strony w obecnych czasach zazwyczaj bardzo prosta operacja, której w razie potrzeby nie trzeba się bać (patrz: M.Odent „Cesarskie cięcie”). Prosta, łatwa dla specjalistów. Choć mam wrażenie, że niejednokrotnie po przeżytej operacji zostaje w kobiecie ta tęsknota za naturalnym porodem, ten niemy (często niewypowiedziany) wyrzut: „Dlaczego urodziliście za mnie? Dlaczego nie dane mi było spotkać się inaczej z moim dzieckiem? Dlaczego nie mogłam urodzić naturalnie? Jakiś ból niespełnienia.

 

Jakiś czas temu Brytyjski Departament Zdrowia zalecił, by w sytuacji ciąż niskiego ryzyka zwiększyć liczbę porodów poza szpitalem (izby porodowe, dom), ponieważ:

  • zmniejsza to liczbę powikłań, zakażeń – jest dla matki i dziecka bezpieczniejsze itp.;
  • opieka położnych zmniejsza liczbę niepotrzebnych interwencji medycznych;
  • jest to tańsze rozwiązanie.

Ciekawe, że Polska jak na „bogaty” kraj przystało nie przejmuje się takimi rzeczami, co jest tańsze, korzystniejsze:

Zalecenia w Brytanii



Ile mieć dzieci

Kogo bardziej kochamy: dzieci czy rzeczy?

Ile powinno się mieć dzieci?

Tosia przygląda mi się badawczo i mówi:

-Mamo, a właściwie dlaczego ty nie masz pod sercem dzidziusia? Wszystkie nasze znajome mamy mają, będą rodzić na wiosnę, a ty?- pyta z wyrzutem.

Ale już z doświadczenia wiem, że dzieci z tej wielkoduszności zazwyczaj „wyrastają” ufając tylko rozsądkowi.  Sąsiadka- mama starszych już dzieci (dorosłych) daje mi nadzieję, że potem znowu mogą wybrać tę wielkoduszność obok roztropności.