Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’


„Smaczny jak pokrzywy”

„Smaczny jak pokrzywy!”- zaanonsował najmłodszy drapichrust z nieukrywanym entuzjazmem wypijając w oka mgnieniu dzisiejszy eksperyment swojej mamy.

zdjęcie(12)

A zaczęło się tak niewinnie od ściągniętych z netu wielce skomplikowanych i złożonych koktajli:

Bagienny i pokrzywowy- pochłaniane bez odmowy

Ponieważ zaniemogły mi ostatnio dzieciaki, szukałam więcej sposobów, by je wzmocnić.

Najpierw więc wynalazłam sok jabłkow0-pokrzywowy (na powyższym zdjęciu).

Wystarczy sok jabłkowy (ze świeżo wyciśniętych owoców lub wersja na łatwiznę- ze sklepu) zmiksować z listkami pokrzywy i witaminą C (lewoskrętną- a jakże!).

Pokrzywa jest ziółkiem mocno się brudzącym i żylastym. Stąd wynikają 2 sprawy: myć ją trzeba co najmniej 2-3 razy. Po zmiksowaniu z sokiem, jak się jest leniwym i się wrzucało listki z nieoberwanymi łodyżkami, to trzeba sok przecedzić przez sitko (jak na załączonym obrazku).

„Mi dolej! Mi!”- jak się już zrobi i da do skosztowania, to się można napawać takimi oto okrzykami. Co bardziej wybredne nastolatki udają, że im nie smakuje: „Taki tam jabłkowo-trawny smak!”

Pokrzywowy kunszt w dniu dzisiejszym rozwijałam więc dalej.

I oto mój smaczny pomysł:

3-4 bardzo dojrzałe banany

1 szklanka czerwonej porzeczki

1 szklanka listków pokrzyw (bez łodyg tym razem!)

1 szklanka wody

Po zmiksowaniu wyszedł intrygujący różowo-zielony kolorek, a z gardzieli młodych latorośli westchnienia: „Dokładkę! Mi! Dolej!”

Pokrzywy chodzą za mną, bo one najlepiej wychodzą mi w ogródku 🙂 Chodzą, parzą i pouczają o wychowaniu dzieci.

Bo jak się je wyrywa i idzie lekko, to znaczy, że do kitu. Okazuje się wtedy, że w ziemi został cały korzeń- żółte żylaste bydlę – kłącze czyli coś co się z łatwością rozrasta. Natomiast jak się pokrzywę wyrywa i człowiek się namęczy, namocuje, uff, sięgnie głębiej, to efekt jest wybitnie antypokrzywowy. Żeby natomiast wyhodować całe łany pokrzywy, można je np. kosić- pozostawione w ziemi kłącza skorzystają z okazji i rozrosną się wspaniale i bujnie.

Mam przeczucie, że podobnie jest z wychowaniem dzieci. Jak nam tak za łatwo idzie i obrastamy w piórka, to zazwyczaj coś nie tak, gdzieś tam hodujemy wielkie błędy, wielkie wady. Obserwować można czasem rodziców, ile się namęczą, natrudzą z wychowaniem jakiegoś dziecka, a potem wspaniały człowiek wyrasta.

Czytałam pewien czas temu na blogu artykuł pewnej mamy o tym, że >wraz z narodzinami dziecka, rodzi się strach<. Że matka o to dziecko niemożebnie zaczyna się martwić chcąc nie chcąc. Czy będzie zdrowe, czy dobrze wychowane, czy będzie się chciało uczyć, czy nic mu się nie stanie… Powody do strachów, niepokojów, obaw, lęków matki potrafią mnożyć zadziwiająco.

Skąd ja to znam? Sama też potrafię.

Ale po przeczytaniu tego wpisu, poczułam bunt: tak się nie da żyć. To nie życie- to stawanie się martwym (czyli z-martwienie).

Z każdym dzieckiem rodzi się nadzieja. Na szczęście nadzieja. Że jest sens się trudzić dla tego człowieka. „A nadzieja zawieść nie może, albowiem miłość Boża rozlana jest w sercach ludzi”.

I tak nawet mała pokrzywka okazuje się nie taka znowu beznadziejna.



Po co są niepokoje i zmartwienia?

„Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na Was”

– zdaje się, że to święty Piotr tak pisał.

No to teraz konkrety.

Pewna żona odczuła wyraźny niepokój o swojego męża motocyklistę we wtorek i środę (3-4. 05.16). Ponieważ jednak była głęboko przekonana, że zmartwienia są mało przydatne, a modlitwa z kolei bardzo się przydaje, to oddawała Bogu swojego męża, jego motor. Szczególnie pamiętając przy tym, żeby uwielbiać Pana Jezusa w jeździe swojego męża motorem. W pamięci miała nauczanie o modlitwie uwielbienia, że jest to modlitwa zwycięstwa, uczestnictwa w Zmartwychwstaniu.

Jeszcze w środę z dziećmi ofiarowała koronkę do Miłosierdzia Bożego w tej intencji.

I cóż się dzieje kolejnego dnia?

W południe w czwartek dzwoni mąż:

„Wiesz, wszystko jest w porządku, jestem zdrowy, ale miałem mały wypadeczek. Jestem na SOR- oddziale ratunkowym, ale jestem już po badaniach. Trochę jestem poobijany, ale cały i zdrowy. Zaraz idę do pracy. Wjechał we mnie jadący z naprzeciwka samochód i poturbował.”

Profesjonalny opis tego wypadku

Mąż, którego motor został stuknięty przeskoczył przez samochód skokiem tygrysim, a następnie zrobił na chodniku fikołka. Poobijany co prawda się czuje, ale cały i zdrowy.

Po co więc te nasze niepokoje?

Żeby uwielbiać Pana Boga i wygrywać Jego mocą!

Podzieliłam się tym świadectwem z dwoma matkami i od razu usłyszałam: „Ja już się martwię na samo słowo zmartwienie. A zwłaszcza martwię się o dziecko!”

To znaczy, że szczególnie jesteśmy powołane, żeby uwielbiać, wychwalać Pana Jezusa we wszystkich sprawach związanych z naszymi dziećmi.

Zamartwianie się, narzekanie, niepokojenie tylko niszczy nas od środka- zanurzenie się w modlitwę natomiast podnosi nas i uczy radości 🙂



„Z Jego światłem we włosach każdy życie zaczyna…”

„Wybrał nas przed założeniem świata”,

„z miłości przeznaczył nas dla siebie”

tyle o Bogu i każdym z nas.

Ale żeby tego było mało,

to jeszcze fajerwerki dla nas zapalił w chwili naszego poczęcia:

Błysk światła w czasie powstawania człowieka



Tłumaczenie, że nie jest się wielbłądem

zdjęcie 2

Zauważyliście, że panuje wśród kobiet plaga problemów hormonalnych?

Mnóstwo kobiet ma Hashimoto, inne tarczycowe przypadłości, inne np. hiperprolaktynemię, jeszcze inne problemy z hormonami płciowymi, za dużo, za mało, za dużo męskich itd. Tkanka tłuszczowa to też nasz narząd hormonalny do wytwarzania żeńskiego hormonu, więc gołym okiem widać, że nie zawsze jest ona w normie.

Równocześnie panuje plaga niewidoczna gołym okiem. Gromadzimy w organizmie, chłoniemy jak gąbki wiele sztucznych substancji chemicznych, tworzyw sztucznych. Liczne z nich w kobiecym organizmie zachowują się jak estrogeny- ważne żeńskie hormony. Ciekawe, że dopiero kilkaset dzieci musiało umrzeć, by np. wycofano z produkcji mleka z podwyższoną ilością bisfenolu A. Kolejne setki i tysiące muszą polec, by wycofano tą substancję z produkcji niektórych butelek dla niemowląt? Ile kolejnych dorosłych musi umrzeć jako „chemiczni” męczennicy, by wycofano to tworzywo z produktów dla dorosłych? Oczywiście dorośli tak szybko i łatwo nie umierają- bisfenol A i inne chemikalia grzecznie sobie drzemią w ich tkance tłuszczowej, wątrobach, nerkach, kościach i innych narządach.

Czy te dwie plagi-problemów hormonalnych i zatrucia tworzywami sztucznymi i chemikaliami można powiązać ze sobą?

Coś jest na rzeczy.

Plastykowe życie.

Ile się da tak ciągnąć?

Pewnie długo. Jednak my matki nasze produkty spożywcze ciągle foliowując karmimy też nasze dzieci folią, syntetykami: te pod sercem, te karmione z butli, te mlekiem matki, te duże.

Autorka książki „Piersi. Historia naturalna i nienaturalna” odstawiła swoje dziecko od piersi zbadawszy swoje mleko na zawartość chemikaliów- tak się przeraziła.

Jak piramidalne głupstwo zrobiła, mogłaby się przekonać zbadawszy mleko modyfikowane. Dowiedziałaby się wówczas, że zawiera ono jeszcze więcej trucizn (np. DDT) i substancji niejadalnych.

Dziś mój przeinteligentny syn zrymował w ramach protestu: „Lepiej umrzeć od chemii niż od bakterii.

Można i tak.

Jednak „Łatwiejszym łupem dla bakterii może się okazać ten, co ma w sobie dużo chemii”.

Niepotrzebne jednak to straszenie,

wystarczy dbać o jedzenie,

by nie było plastykowe,

bo życie nie jest jednorazowe.

Ciekawe,

że mający świetne efekty lekarze w walce z niepłodnością, z problemami hormonalnymi stosują właśnie terapie dietą, np. bezglutenową, beznabiałową itd. w zależności od wyników testów nietolerancji.

W zasadzie jaki skutek to plastykowe życie ma, to rozpanoszenie firm chemiczno-farmaceutycznych dowiemy się pewnie za kilkadziesiąt lat. Chociaż biochemicy już teraz potrafią podnosić wielkie larum. Są pewne badania o tym, jak chemikalia, tworzywa sztuczne obniżają np. płodność, zmieniają funkcjonowanie układu hormonalnego.

W zasadzie to, co powyżej napisałam to tłumaczenie, że my ludzie nie jesteśmy wielbłądami. Ani ufoludkami.

Gdybyśmy pochodzili z krainy plastykowej, pewnie służyłoby nam otaczanie się sztucznościami, zjadanie ich.



Gdy kobiety pamiętały jeszcze, skąd się wywodzą… i kim są

Czysty feminizm?

Proszę bardzo.

Na zdrowie.

Niestety współczesny feminizm to zawoalowana nienawiść do tego, co głęboko kobiece, piękne prawdziwie.

Brrr.

Żeby się otrząsnąć, cudny wiersz:

Zakazany Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej



Człowiek- z miłości matki i ojca

Genetycy nie mają wątpliwości, kiedy powstaje człowiek.

W wyniku zapłodnienia ludzkiej komórki jajowej przez ludzki plemnik powstaje niepowtarzalna osoba, której nie było dotąd i nie będzie nigdy więcej.

A co na ten temat powie bezstronny ateista?

O in vitro

Myślę sobie o dzieciach poczętych metodą in vitro czyli w próbówce. Jak głęboki ból samotności doświadczają!Jakie odrzucenie poza obręb ludzkiej miłości, która nigdy nie jest wyłącznie duchowa na tej ziemi. Nie anioły mają dzieci z próbówki, ale ludzie, którzy sami doceniają potrzeby ciała.

Ale swojego.

Dziecko na szkle nagusieńkie. Samo. Żywione samotnością. Nie okryte kołyską matczynego ciała. Nie ukołysane czułością rodzicielskiej miłości. Ocalone lekarskim zimnym dotykiem spośród zamrożonego rodzeństwa.



Umarli, a wciąż żywi

Proroków z prawdziwego zdarzenia warto słuchać:

o życiu

 

 



Moc w słabości się doskonali

„Modlitwa jest odwagą.”

i jeszcze

„Trzeba się modlić wtedy, kiedy się boimy.

Wtedy rośnie w nas odwaga.”

To nie ja, to ks. Twardowski.

Ode mnie mało dziś:

Modlitwa jest zwycięstwem.

Uczestnictwem w Bożej mocy.

Mocy Zmartwychwstałego Pana.



;)

Jeszcze wielkanocnie,

z przymróżeniem oka

i laktacyjnie



Jaka radość

Poczynają się kolejne dzieci. Rodzą się kolejne dzieci.

Pan Bóg nie zrezygnował z tego świata, skoro umarł, zmartwychwstał i wciąż nie może się nacieszyć swoim stworzeniem. Ciągle stwarza i zachwyca się.

Kolejne dziecko, które się rodzi w noc Zmartwychwstania- umrzeć musi kobieta, żeby urodziła się matka.

Piękno porodu.

Piękno rodzenia się dziecko.

Piękno rodzenia się matki.

A nawet jak ktoś wybrzydza zatrzymując się na zewnętrznej powłoczce tego zjawiska, że niby nieestetyczne. Nakapie, chluśnie. Czasem plany runą.

To i tak pod poszewką tego wygląda cud Życia. Dziecko, którego dusza bardziej podobna do Boga niż do ziemskich rodziców.

Czym prędzej trzeba w tej sytuacji swoje dziecko pobłogosławić znakiem krzyża, bo Szatan wyciąga już po nie ręce.

Wielka odpowiedzialność chrześcijańskich rodziców- to maleństwo czy dopiero poczęte, czy świeżo narodzone zanieść pod krzyż.

Żeby zwycięstwo Zmartwychwstania czyli radości, która nie zna końca była jego udziałem.

Błogosławicie swoje dzieci?

Róbcie to jak najczęściej.

Jak się nie błogosławi, to na to miejsce się narzeka, klnie, marudzi. Życie nie znosi pustki.

Alleluja!