|
|
|
Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’
30 lipiec
SMS długi na całą komórkę od stęsknionych rodziców zakończony:
„I jak przeżywasz ten Światowy Dzień Młodzieży?”
„Przeżywam.”
Jak to trzeba zawczasu się nacieszyć i gadulstwem swojej pociechy, i totalnym zaufaniem! Jak to szybko mija!
19 lipiec
„Smaczny jak pokrzywy!”- zaanonsował najmłodszy drapichrust z nieukrywanym entuzjazmem wypijając w oka mgnieniu dzisiejszy eksperyment swojej mamy.

A zaczęło się tak niewinnie od ściągniętych z netu wielce skomplikowanych i złożonych koktajli:
Bagienny i pokrzywowy- pochłaniane bez odmowy
Ponieważ zaniemogły mi ostatnio dzieciaki, szukałam więcej sposobów, by je wzmocnić.
Najpierw więc wynalazłam sok jabłkow0-pokrzywowy (na powyższym zdjęciu).
Wystarczy sok jabłkowy (ze świeżo wyciśniętych owoców lub wersja na łatwiznę- ze sklepu) zmiksować z listkami pokrzywy i witaminą C (lewoskrętną- a jakże!).
Pokrzywa jest ziółkiem mocno się brudzącym i żylastym. Stąd wynikają 2 sprawy: myć ją trzeba co najmniej 2-3 razy. Po zmiksowaniu z sokiem, jak się jest leniwym i się wrzucało listki z nieoberwanymi łodyżkami, to trzeba sok przecedzić przez sitko (jak na załączonym obrazku).
„Mi dolej! Mi!”- jak się już zrobi i da do skosztowania, to się można napawać takimi oto okrzykami. Co bardziej wybredne nastolatki udają, że im nie smakuje: „Taki tam jabłkowo-trawny smak!”
Pokrzywowy kunszt w dniu dzisiejszym rozwijałam więc dalej.
I oto mój smaczny pomysł:
3-4 bardzo dojrzałe banany
1 szklanka czerwonej porzeczki
1 szklanka listków pokrzyw (bez łodyg tym razem!)
1 szklanka wody
Po zmiksowaniu wyszedł intrygujący różowo-zielony kolorek, a z gardzieli młodych latorośli westchnienia: „Dokładkę! Mi! Dolej!”
Pokrzywy chodzą za mną, bo one najlepiej wychodzą mi w ogródku 🙂 Chodzą, parzą i pouczają o wychowaniu dzieci.
Bo jak się je wyrywa i idzie lekko, to znaczy, że do kitu. Okazuje się wtedy, że w ziemi został cały korzeń- żółte żylaste bydlę – kłącze czyli coś co się z łatwością rozrasta. Natomiast jak się pokrzywę wyrywa i człowiek się namęczy, namocuje, uff, sięgnie głębiej, to efekt jest wybitnie antypokrzywowy. Żeby natomiast wyhodować całe łany pokrzywy, można je np. kosić- pozostawione w ziemi kłącza skorzystają z okazji i rozrosną się wspaniale i bujnie.
Mam przeczucie, że podobnie jest z wychowaniem dzieci. Jak nam tak za łatwo idzie i obrastamy w piórka, to zazwyczaj coś nie tak, gdzieś tam hodujemy wielkie błędy, wielkie wady. Obserwować można czasem rodziców, ile się namęczą, natrudzą z wychowaniem jakiegoś dziecka, a potem wspaniały człowiek wyrasta.
Czytałam pewien czas temu na blogu artykuł pewnej mamy o tym, że >wraz z narodzinami dziecka, rodzi się strach<. Że matka o to dziecko niemożebnie zaczyna się martwić chcąc nie chcąc. Czy będzie zdrowe, czy dobrze wychowane, czy będzie się chciało uczyć, czy nic mu się nie stanie… Powody do strachów, niepokojów, obaw, lęków matki potrafią mnożyć zadziwiająco.
Skąd ja to znam? Sama też potrafię.
Ale po przeczytaniu tego wpisu, poczułam bunt: tak się nie da żyć. To nie życie- to stawanie się martwym (czyli z-martwienie).
Z każdym dzieckiem rodzi się nadzieja. Na szczęście nadzieja. Że jest sens się trudzić dla tego człowieka. „A nadzieja zawieść nie może, albowiem miłość Boża rozlana jest w sercach ludzi”.
I tak nawet mała pokrzywka okazuje się nie taka znowu beznadziejna.
27 marzec
Poczynają się kolejne dzieci. Rodzą się kolejne dzieci.
Pan Bóg nie zrezygnował z tego świata, skoro umarł, zmartwychwstał i wciąż nie może się nacieszyć swoim stworzeniem. Ciągle stwarza i zachwyca się.
Kolejne dziecko, które się rodzi w noc Zmartwychwstania- umrzeć musi kobieta, żeby urodziła się matka.
Piękno porodu.
Piękno rodzenia się dziecko.
Piękno rodzenia się matki.
A nawet jak ktoś wybrzydza zatrzymując się na zewnętrznej powłoczce tego zjawiska, że niby nieestetyczne. Nakapie, chluśnie. Czasem plany runą.
To i tak pod poszewką tego wygląda cud Życia. Dziecko, którego dusza bardziej podobna do Boga niż do ziemskich rodziców.
Czym prędzej trzeba w tej sytuacji swoje dziecko pobłogosławić znakiem krzyża, bo Szatan wyciąga już po nie ręce.
Wielka odpowiedzialność chrześcijańskich rodziców- to maleństwo czy dopiero poczęte, czy świeżo narodzone zanieść pod krzyż.
Żeby zwycięstwo Zmartwychwstania czyli radości, która nie zna końca była jego udziałem.
Błogosławicie swoje dzieci?
Róbcie to jak najczęściej.
Jak się nie błogosławi, to na to miejsce się narzeka, klnie, marudzi. Życie nie znosi pustki.
Alleluja!
8 styczeń
Z serii: przychodzą znajomi…
Znacie to? Rozmowa ze znajomymi lub rodziną.
-Moje dziecko niedobre lub chore.
-Moje też.
Acha. I tu następuje obopólna ulga. Nie tylko ja tonę, nie tylko ja nie radzę sobie z rzeczywistością: zachowaniem dziecka albo jego brakiem zdrowia. Wspólne Polaków narzekanie. Pocieszanie się cudzym kosztem- jakby to cokolwiek poprawiało. Owszem poprawia, ale pozornie, wyłącznie samopoczucie. „Jak to dobrze, że nie tylko ja idę na dno!”
Usypia to naszą rodzicielską czujność. Bo choroby się leczy, dziecko trzeba wychowywać, żeby nie trwało w destruktywnym zachowaniu. Siebie trzeba wychowywać nieustannie.
Dzielę się kółkiem ratunkowym, które nam niedawno rzucono:
(Syr 3,2-6.12-14)
„Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.”
(Kol 3,12-21)
„Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko /przyobleczcie/ miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z /całym swym/ bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko /czyńcie/ w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi! Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha.”
(Kol 3,15-16)
Sercami waszymi niech rządzi Chrystusowy pokój, Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem.
(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.
O drugim kółku ratunkowym być może niebawem uda mi się coś sklecić 🙂
25 wrzesień
Jestem potworem kaszowym.
Dlatego
nauczyłam się już robić wszystko z kaszą.
Na pytanie z czego ten sok, bardziej nastoletnie z moich dzieci odpowiadają: „Dałbym (dałabym) głowę, że jabłkowy, ale znając naszą mamę to na pewno z kaszą.”
Z kaszą więc może być:
- chleb (np. tygrysi z jaglaną);
- śniadanie, obiad i kolacja, a jakże podwieczorek z kaszą też bywa;
- racuchy;
- naleśniki;
- zupy;
- kotlety;
- ciasta;
- itd.
Kasza jęczmienna, gryczana, jaglana, owsiana, kukurydziana, bulgur, kuskus, manna- to tajna broń potwornych matek łypiących na bezbronne maleństwa chcące chrupać same rodzyneczki.
Ponieważ jednak jako potwór kaszowy współpracuję na stałe z niezłymi pięcioma ananaskami, to efekty mojego po-tworzenia są coraz straszniejsze:
- pizza z kaszą- w sam raz na umartwienie;
- sałatka z kaszą- brrr, w sam raz, by śniły się koszmary;
- kasza z kaszą- „mamo, czy ci się coś nie pokaszaniło?”
Ja już się wstydzą za siebie pokazywać w kuchni, bo jest ryzyko, że znowu znajdę kaszę.
I będzie kaszana.
Można dziękować za grymaszące dzieci.
Czyli za to, że nie ma głodu, a więc tej najlepszej przyprawy każdej potrawy.
25 wrzesień

Tytuł powyższego dzieła 4-letniej osóbki: „Brat jeździ z taczką i z psem.
Kiedy jest się maluchem wszystko czuje się mocniej, wszystko urasta do wielkiej rangi.
Kiedy się jest w Zoo, słoń jest tak wielki, że sięga nieba.
Jak się idzie do Zoo jako dorosły, odchodzi się od wybiegu słoniowego zdegustowanym: „Eee, taki kurdupel, a się nazywa słoń”.
Dlatego tak boli, gdy jest się dzieckiem i dostanie się od brata po uchu.
Tyle lat straciłam na utopie, które szerzą pozycje typu”Rodzeństwo bez rywalizacji”, które udają, że są w stanie dzięki pedagogicznym trikom obezwładnić potwora, który się nazywa „zazdrość między dziećmi”.
No cóż, na krótką metę trochę mogą pomóc. Trochę podpowiedzieć.
Trochę.
No właśnie. Trochę.
Człowiek jak bumerang wraca do starych sposobów działania. A dzieci obrastają ranami serca, bliznami po bójkach, kłótniach, utarczkach.
A tak wiele ran mogłoby się zasklepić, gdybyśmy umieli przepraszać za dzieci: „Przepraszam Cię za niego, on jeszcze nie rozumie. Proszę, wybacz mu”.
My dorośli jeszcze nie wszystko rozumiemy. Znacie to?
„Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”
19 wrzesień
Co jest najlepszą zabawką dzieci?
- słońce,
- wiatr,
- woda,
- patyk i liść,
- piasek i ziemia,
- kamyk.
Co jest najbardziej ulubioną zabawą dla dzieci?
- kontakt z innymi dziećmi,
- kontakt z ulubionymi dorosłymi,
- kontakt ze zwierzętami

A my podsuwamy im takie, na które nie chcą nawet patrzeć: plastiki, papiery, inne koszmary. I takie, na które chcą przesadnie dużo patrzeć: telefony, telewizory, komputery.
Pójdźmy w świat odkrywać przygodę z naszymi dziećmi! 🙂
Kto się da namówić na niedzielny (lub inny) spacer?
17 sierpień
Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
Ledwo się człowiek przyzwyczai, że dziecko śpi 16 godzin na dobę, już topnieje ten czas do 14 godzin. Jak się już rodzic zadowoli tymi 14 godzinami, doceni, to dziecko znowu skraca ten czas do jeszcze krótszych 13 godzin. Ledwo do 13 godzin na dobę się przyzwyczaimy, już już młody człowiek się budzi po 12 godzinach. Itd., itd. Nie będę Was załamywać, ile śpią nastolatki, he he. (Nie będę póki co rozwijać tematu nastolatków, bo to temat tylko dla odważnych ;))
No cóż.
Jeśli jeszcze nie macie dosyć tematu spania, to zajrzyjcie:
Spanie
Chociaż życie nie jest idealne. Wydaje mi się strzelaniem sobie w kolano stwarzaniem dziecku idealnych zawsze takich samych warunków. Aż do znudzenia. Nie dajmy się zwariować. Zycie się prędzej czy później wymyka spod kontroli.
Brakuje mi tu jeszcze zauważenia, że spokojne spanie dla małego dziecka zwykle też łączy się ze ssaniem przed zaśnięciem: nie przesądzając czy piersi, czy kciuka, czy smoczka. Oczywiście jako nieuleczalna polecam mleko mamy przed snem, ale z braku czegoś lepszego dziecko się zadowala i ssaniem palca lub kocyka.
11 sierpień
Małe dzieci nie mają poczucia czasu. Płaczą więc tak jakby ich cierpienie nigdy się miało nie skończyć. Cierpią tak jakby całe były cierpieniem. Gdy się cieszą, same obracają się w radość i entuzjazm, jakby nie istniało nic oprócz powodu do szczęścia. Żyją chwilą obecną, całe zanurzone w teraźniejszości: cała ich dusza i ciało się uśmiechają.
„Nie myj mi głowy, bo umrę!”- mówi rezolutny zmęczony czterolatek.
Dzieci są w tym trochę podobne do zwierząt. Zwierzęta też żyją chwilą obecną, bo inaczej nie umieją.
Opowiem o rodzinie z psem. Pewna rodzinka z dużą gromadką dzieci wyjechała na wakacje. Pies został pod opieką samego dziadka w domu. No i zaczęło się szaleństwo w psim wydaniu: wycie, demolowanie podwórka. Pies skonsumował tylko: wiertarkę, fotelik samochodowy, pudła, worek ziemi, 2 poidełka dla królików i inne ciekawe eksponaty. No cóż- to tylko psia tęsknota tak się objawiła. Ale to tylko pies-bez przesady, krzywda mu się nie stała. Członkowie rodziny nie mają żadnych wyrzutów sumienia. C’est la vie! Jest ryzyko, jest zabawa.
Jednak dzieci znaczą więcej niż zwierzęta.
Jeszcze cztero, pięciolatkowi mylić się potrafi wczoraj z jutro. Maluch tęskniąc za mamą i tatą przeżywa jakby nigdy miał ich już nie spotkać, jakby na zawsze został porzucony. Półtoraroczne dziecko po 10-dniowym rozstaniu z rodzicami nie pamięta ich- może się nawet ich przestraszyć!
Zastanawiam się nad praktyką zostawiania na wakacje u dziadków małych dzieci. Dla kogo to są wakacje? Raczej nie dla dzieci, bo je zżera tęsknota i jest to tęsknota, której nie umieją wyrazić słowami. Czasem im nie pozwoli się z tęsknoty szaleć, bo to by znaczyło, że są niegrzeczne. Zasklepia się z bólu dziecięce serce.
Czy to znaczy, że dzieci w ogóle nie można zostawiać pod cudzą opieką?
Nie. Ale warto to robić stosownie do wieku.
Niemowlę w ogóle nie czuje się gotowe na jakiekolwiek rozstania, zwłaszcza z mamą- ani fizycznie ani psychicznie. Więc jeśli rozstania, to tylko na możliwie krótko i rzadko. Wybór jest prosty: cierpienie dziecka albo bycie z nim.
Dziecko w wieku poniemowlęcym jeśli jest śmiałe i nielękliwe, lubi kogoś bardzo to, gdy nie jest zbyt zmęczone zostanie chętnie z tą osobą na chwilę, a nawet na kilka godzin.
Dziecko w wieku przedszkolny, gdy jest samodzielne i odważne, to dla wesołej zabawy może chcieć się na parę godzin rozłączyć z rodzicami. Młodym pewnym siebie osobom czasem nawet całodzienny wypad poza dom, poza opiekę rodzicielską niestraszny. Choć mogą to odreagować- bo zwykle oznacza to o wiele za dużo bodźców, jak na taką małą osóbkę.
Dzieci w wieku szkolnym zwykle już stają się odpowiednio dojrzałe na wakacje bez mamy i taty, zwłaszcza gdy mają troskliwą opiekę babci czy dziadka. Znając już pojęcia czasu- tęsknią już świadomie lub nie tęsknią wcale, bo wiedzą, że rodzice wrócą w piątek czy za tydzień, zwłaszcza, gdy są zadowolone z zapewnionych atrakcji.
Czy mamy więc nie odpoczywać od dzieci dopóki nie znajdą się w wieku szkolnym?
Nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale zauważyłam, że wielu rodziców wielodzietnych uczy się odpoczywać w obecności swoich dzieci, stopniować te rozstania, żeby nie fundować swoim pociechom traumy wakacji.

Zauważcie, że nie ma się większych oporów, by zwierzaki oddawać, kupować, a nawet przerabiać na pasztety. Pewne przewrażliwienie „zielonych” na ich punkcie świadczy o ich zacieraniu granicy między człowiekiem a zwierzęciem i poniżeniu przez nich człowieka, a uczłowieczaniu zwierzęcia. Powiedziałabym, że w swoim myśleniu są zdziecinniali: dzieciom jednak przystoi taka niedojrzałość, więc nie jest to obraza dla dzieci. Dzieci mogą i uwielbiają bawić się w króliczki, pantery, słonie itd. i służy im ta zabawa. Jeśli takie myślenie prezentują dorośli i mówią o „adopcji” zwierzątek, kochaniu zwierzątek, o piesku „mój syneczek” itd. i jeśli ich pupil siedzi z nimi przy stole jak równy z równym, a zwierzątek wokół tak wiele i tak absorbujące, że nie ma już miejsca na serce dla drugiego człowieka, to jest to wyraz ich niedojrzałości.
Powyżej i poniżej przykład rasowych królików miniaturek do oddania.

Są to 2-miesięczne króliczęta Paszteta i Gwiazdki.
Miłośników zwierzą pocieszę, że wzmiankowany pies zażywał już wyjazdów razem z rodziną i sprawdził się jako pies-podróżnik, więc nie musowo nad nim załamywać rąk.
3 sierpień
Dzieci w różnym wieku dorastają do kontaktu z dużą grupą rówieśniczą. Są i dorośli, którzy do tego „nie dorośli” i to nie z powodu czegoś negatywnego, a dużej dozy introwertyzmu.
Nie każdy jest duszą towarzystwa, nie każdy ma silne cechy ekstrawertyzmu, żeby dobrze się czuć przez wiele godzin przebywając w dużej ludzkiej grupie.
A od dzieci tego się wymaga: masz iść do przedszkola!
Dość ciekawy artykuł ukazujący plusy i minusy przedszkola:
Co daje dziecku przedszkole?
|