|
|
|
27 czerwiec
„Kazać komuś dać gotowe myśli to polecić obcej kobiecie, by urodziła własne twe dziecko. Są myśli, które w bólu samemu rodzić trzeba, i te są najcenniejsze. One decydują, czy podasz, matko, pierś czy wymię, czy wychowywać je będziesz jak człowiek, czy jak samica, czy kierować nim będziesz, czy wlec na rzemieniu przymusu, czy tylko, póki małe, bawić się będziesz, znajdując w pieszczocie z nim dopełnienie skąpych lub niemiłych pieszczot małżonka; a później, gdy nieco podrośnie, puścisz samopas lub zwalczać zapragniesz.”
Znowu Stary Doktor przychodzi mi z pomocą. Mocne słowa- już widzę oburzenie mam karmiących butelką z mieszanką modyfikowaną (z wyboru!), która nie jest niczym innym jak właśnie mlekiem krowim z odrobiną „retuszu”.
Jeszcze takie dyskusje przychodzą mi na myśl, gdzie kobiety same przyznawały, że one są zwierzętami i niczym innym. Że człowiek jest zwierzęciem i niczym innym. Na kogo wychowają swoje dzieci? Ukierunkują je do zrównywania się ze zwierzętami?
Stary Doktor duże pokładał nadzieje w rozumie. To zrozumiałe- trzeba z niego korzystać, żeby nie zrównać się ze zwierzętami. Ale przy karmieniu piersią tak jakby on nie wystarczał, niestety. Bo czasem matka zmaga się ze sobą, ma wiedzę dużą, a jednak butelka wygrywa, emocje wygrywają lub choroba decyduje. Samej zdarzało mi się pomagać z całych sił- na marne. Jest w tym dar od Boga. Niezasłużony.
Jak go wykorzystamy? Czy będzie pomocą w wychowaniu czy balastem? Bo człowiek z dobrej nawet rzeczy (jaką jest karmienie) potrafi zrobić kajdany. Ze sprężyny, od której dziecko odbija się, by skoczyć wyżej i dojrzalej, można zrobić dławiący łańcuch na szyję. Karmienie piersią, bliskość z dzieckiem może być taką sprężyną rozwoju i samodzielności, ale można z niej też zrobić metodę manipulacji.
Karmienia piersią nie można gloryfikować, ale widzieć w nim potrzebną pracę matki- owszem- pracę, która ma służyć przede wszystkim dziecku. Pracę radosną, ale i czasem mozolną. Pracę, której znaczenie wygasa, ale owoce zostają.
27 czerwiec
Właściwie nie zamierzałam dziś pisać o poświęceniu. Wpadła jednak mi w ręce książka Marka Edelmana „I była miłość w getcie”.
Wpadła i wciągnęła. A są to słowa człowieka, który nie tylko przeżył getto, Powstanie w getcie i Powstanie Warszawskie, ale był ostatnim dowódcą Żydowskiej Organizacji Bojowej, starał się być autentyczny. Wiele by pisać, chcąc zaprezentować tę postać.
Prościej będzie podzielić się cytatem:
„Bo nienawiść jest dużo łatwiej wzbudzić, niż skłonić do miłości. Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia”.
W dziedzinie wychowania promowany jest teraz niestety zwłaszcza na łamach niektórych portali i niektórych gazet model typu: łatwo i przyjemnie, patrząc na doraźne korzyści.
Taki model prowadzi jak równia pochyła wyłącznie w dół człowieczeństwa. W rodzicielstwie potrzebne są i ból rodzenia, i nocne pobudki, i zmaganie się ze sobą, żeby nie walczyć z dzieckiem.
A więc trzeba walczyć ze sobą, ze swoim lenistwem, niechęcią, brakiem zrozumienia, ze swoimi wadami, żeby być po prostu wiarygodnym człowiekiem, a więc także rodzicem.
„(…) trzeba dziś znowu młodzież nauczyć, iż pierwszą i najważniejszą rzeczą jest życie, a potem dopiero jest wygoda.”
Ale czy dopiero młodzież? To o wiele za późno! Już bardzo malutkie dziecko można poprosić, żeby zrobiło coś, czego mu się nie chce ze względu na kogoś, kogo kocha: mamę, tatę, siostrzyczkę czy braciszka albo Pana Jezuska. I przede wszystkim dla Pana Jezusa. Wytłumaczyć, że zależy nam na tym albo komuś z rodziny, że Pan Bóg potrafi się cieszyć z usiłowań małego dziecka. Już niewielki rozmiarami człowiek może i powinien się wprawiać w przezwyciężaniu siebie, swojego „chcę” na tyle, na ile jest w stanie.
Oczywiście maluch powinien też odczuć, że to jego chcenie też jest ważne: dla mamy, taty, ponieważ on sam jest dla nich ważny itd. Ale równocześnie można pokazywać mu, że samo też może zrobić coś, co jest dla kogoś innego ważne, choć nie przynosi nam samym korzyści, przyjemności.
Ważniejsze jest życie niż wygoda- na te słowa przypomina mi się znajoma rodzina wielodzietna z 9 dzieci. Oni dla mnie są tego świadectwem. Ich głęboka miłość do tych dzieciaków procentująca w ich rozwoju.
Czytając te słowa niestety przypomniała mi się szkoła podstawowa, w której byłam na zakończeniu roku szkolnego moich dzieci. I słysząc, czym sycą dusze dzieci, utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam zabierając stamtąd moje dzieciaki. Co takiego usłyszałam na akademii z okazji zakończenia roku? Niby nic takiego, znaną piosenkę: „Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić (…) nic nie robić, mieć nałogi, bumelować gdzie się da.”
Usłyszawszy to zastanowiłam się, czy ci pedagodzy myślą, komu taki przekaz przedstawiają? Piosenka jest w rzeczy samej humorystyczna i o tym ja wiem, ale 6-7-8 latki rozumieć tego nie muszą. Czy tym pedagogom się zdaje, że dzieci nie słuchają? Z mojej perspektywy widzę, że dzieci słuchają i to niesamowicie uważnie, zwłaszcza, jeśli zainteresuje je jakieś nowe słowo, coś odkrywczego. Co wezmą z takiego przekazu? Że nałogi mogą być fajne? Że leniuchowanie jest w porządku? Za taki przekaz wychowawczy ja dziękuję, nie chcę.
Oczywiście trud i poświęcenie zaczynają być pociągające, gdy nie zabraknie w tym wszystkim radości, ale to nie znaczy, że można z nich zrezygnować. One są po prostu nieodłączną częścią życia i prędzej czy później na nie natrafimy, jeśli będziemy chcieli iść dalej.
Nie wszyscy o tym wiedzą, ale w ogóle słowo „poświęcenie” jest bardzo pozytywnym słowem tak jak świętować, święcić. Bo poświęcić ma bardzo dużo wspólnego z uświęcić. Chociaż nam po ludzku trud, cierpienie, przezwyciężanie swoich wad może wydawać się bezsensowne, zbyt mozolne, to jednak Pan Bóg widzi lepiej. Bo on zawsze ma lepszą perspektywę.
26 czerwiec
O małym dziecku mówimy w literaturze do lat 3. Wiele osób się zastanawia, jak wychowywać, a niektórzy czy wychowywać tak małe dziecko?
To jest jakiś znak czasów, że niektórzy podważają w ogóle sens i potrzebę wychowywania małych, a nawet dużych dzieci. Brak wychowania to też wychowanie, ale bez ukierunkowania, bez zasad, bez wsparcia czyli po powierzchni życia, z prądem. A jak wiadomo tylko żywe ryby potrafią płynąć pod prąd.
Wychowanie zaczyna się przynajmniej 10 lat przed narodzeniem dziecka -mówi wschodnie przysłowie. I jest w tym głęboki sens: bo wychowujemy przede wszystkim sobą. Wychowujemy dobrze przede wszystkim pracując nad sobą, dokonując wyborów zgodnie z sumieniem, wymagając najpierw od siebie samych.
Jak się ma to wychowanie sobą, tym, kim jesteśmy do małego dziecka?
Maluszek poczyna się w naszym ciele, a stworzony z Bożej miłości, wymaga, by to ciało mu najpierw oddawać: miejsce w nim, jego pokarm, jego sily. A ponieważ człowiek nie jest samym ciałem, ale zawsze uduchowionym ciałem, zawsze duszą ucieleśnioną, to dając dziecku swoje ciało, swój czas, pokarm, ręce do noszenia, serce do przytulenia, łatwiej do miłości ku dziecku skłonić swoją duszę.
Oddajmy głos dr Januszowi Korczakowi („Jak kochać dziecko”, Warszawa 1992), który wychowywał właśnie swoją obecnością, głębokim zrozumieniem i wiernością do końca swojemu powołaniu:
„Nieprawdą jest, że dziecko pragnie szybki z okna i gwiazdki z nieba, że je przekupić można pobłażaniem i uległością, że jest wrodzonym anarchistą. Nie, dziecko ma poczucie obowiązku nie narzuconego przemową, lubi plan i ład, nie wyrzeka się prawideł i obowiązków. Żąda tylko, by brzemię nie było zbyt ciężkie, by grzbietu nie raniło by znalazło wyrozumienie, gdy się zawaha, poślizgnie, gdy znużone przystanie, by tchu zaczerpnąć. (…)
Przeraźliwie samotne może być dziecko w swym cierpieniu.„
Widzieć w dziecku człowieka cierpiącego, wymagającego uważnego słuchania, czyż to nie istotne?
Inaczej mówi do nas dziecko ukryte w brzuchu mamy, inaczej niemowlę. Jedno swoim ruchem, spokojem i niepokojem, przeobrażaniem naszego kobiecego ciała. Drugie mówi ruchem, mimiką, krzykiem, płaczem, gestem. Ani płaczu, ani krzyku, ani ruchu, ani nawet cierpienia dziecka nie trzeba się bać. Jeśli nasze zachowanie będzie powodowane strachem, to będzie niewłaściwe, nadwrażliwe, podobnie jak niewłaściwe będzie zachowanie ignorujące płacz, tylko wówczas tą niewłaściwością będzie niewrażliwość i znieczulenie.
Żeby mieć serce gotowe do adekwatnej reakcji na płacz dziecka, dobrze być wolnym od lęku, zwłaszcza nadmiernego. „Wolność jest w nas”- powiedział ksiądz Jerzy Popiełuszko, można ją odkryć. Ale nie byłoby jej, gdyby nie wlał jej w nas Ten, który nas stworzył jako osoby wolne. Dla mnie osobiście największą wolność daje zjednoczenie z krzyżem Pana Jezusa- ona usuwa lęk i daje siłę niewyobrażalną. Również do wychowania.
Cdn.
25 czerwiec
Znowu niepoprawnie politycznie o kobiecości.
Pan Bóg na początku stworzył nas mężczyzną i niewiastą. Widocznie to miało sens. I ma nadal, bo Pan Bóg żyje i jest obecny, mówi między innymi przez takich ludzi jak Jan Paweł II:
„Godność kobiety wiąże się ściśle z miłością, jakiej ona doznaje ze względu na samą kobiecość, i równocześnie z miłością, której ona ze swej strony obdarza. (…) Nasze czasy oczekują na objawienie się owego „geniuszu” kobiety, który zabezpieczy wrażliwość na człowieka w każdej sytuacji: dlatego, że jest człowiekiem! I dlatego, że „największa jest miłość” (Kor 13, 13)” z Mulieris dignitatem.
Mówiąc w taki sposób przez współczesnych proroków z pewnością dodaje Ducha kobietom, by doceniły ten dar otrzymany z góry, dar kobiecości, otrzymany niezasłużenie. I rozwijały go w każdej sytuacji życiowej jakiej jesteśmy: jako żony, mamy, siostry, przyjaciółki czy zakonnice. Bo w każdej z nich możliwa jest miłość.
Skoro Pan Bóg stworzył nas na początku mężczyzną i niewiastą, a nie dodatkowo jeszcze homoseksualistą i homoseksualistką, to widocznie miał jakiś powód.
24 czerwiec
Spotkałam się z sytuacją, że zwrócono matce miesięcznego dziecka uwagę, żeby w czasie Mszy Świętej nie karmiła piersią. Z mojego punktu widzenia jest to nieludzkie: niemowlę nie jest w stanie odraczać swoich potrzeb (kłania się psychologia rozwojowa). Taka zdolność dopiero zaczyna się rozwijać w drugim roku życia i to z niemałym trudem. Niektórzy dorośli nawet jeszcze nie panują nad tą sferą, a cóż dopiero maleńkie niemowlęta.
Jeśli dziecko ssie smoczek uspokajacz np. 30 minut, to znaczy, że wypiło mleka matki o 30 minut za krótko (może za słabo przybierać na wadze w stosunku do swoich potrzeb- a w pierwszym roku życia powinno mniej więcej potroić swoją urodzeniową wagę). Jak często i dużo my byśmy musieli jeść, żeby w pół roku podwoić swoją wagę, a w rok ją potroić- wyobraźmy sobie. Podawanie smoczka-uspokajacza czy karmienie mieszanką przed Mszą Świętą (żeby dziecko ją przetrzymało- mleka modyfikowane są ciężkostrawne, więc długo zalegają w żołądku niemowlęcia i długo się dziecko nie upomina) jest dla niego niekorzystne, ponieważ może odbić się na jego zdrowiu lub spowodować niedostateczne wytwarzanie przez matkę mleka.
Wielkim błogosławieństwem jest dla matek uczestnictwo w świętej Ofierze Pana Jezusa- jednak nie powinno to kolidować z ich macierzyńskimi obowiązkami. Matki karmiące piersią zwyczajnie karmią piersią podczas Mszy Świętej- najwyżej się kamuflują, zasłaniają, siadają z boku, z tyłu albo z powodu karmienia w ogóle nie idą w dzień powszedni na Mszę, ani w niedzielę podczas połogu czy choroby dziecka (mają do tego prawo). Osobie z boku łatwo jest łatwo powiedzieć: „Nie karm w czasie Mszy Świętej, przetrzymaj dziecko, żeby wtedy nie jadło”- ale taka matka w ten sposób prędzej czy później może zapracować sobie na „brak mleka w piersiach”. Czy będzie miała potem pieniądze na mleka modyfikowane (najmniej 200 złotych miesięcznie) oraz na leki (częstsze choroby spowodowane niewłaściwym żywieniem)? Osoba zwracająca jej uwagę jej tego nie zasponsoruje.
Priorytetem dla osób duchownych powinno być karmienie ludzi- mężczyzn i kobiet Słowem Bożym, Ciałem Pana Jezusa, a więc karmienie ich duszy. Ale dla matki zwłaszcza w pierwszym roku życia priorytetem również powinna być miłość, której wyrazem jest wykarmienie własnego dziecka, zapewnienie mu opieki (co nie musi kolidować z karmieniem duszy). Warto, żeby osoby postronne to zrozumiały. A rozumiejąc doceniły.
Jeśli nie uszanują i nie docenią tego, to nie uczą kobiet być dobrymi matkami. Bo żeby karmić duszę dziecka, najpierw trzeba wykarmić jego ciało. A karmiąc ciało niemowlęcia, ogrzewa się jego duszę, przygotowuje ją do wzrostu. Rzeczy, o których piszę na prawdę powinno się wynosić z domu od własnych matek, sióstr, ale ponieważ teraz większość ludzi się wychowuje w rodzinach małodzietnych, utrzymuje niezbyt bliskie kontakty z własnymi matkami, z innymi członkami rodziny, modelem często jest sztuczne żywienie, nie jest łatwo nauczyć się tego.
Niemowlęciu po prostu wypada ssać pierś w każdych okolicznościach (tak samo jak robić kupę w każdych okolicznościach), ponieważ ono nad tym kompletnie nie panuje, nie kontroluje tego.
Tak samo niektóre osoby zdają się nie rozumieć za bardzo, że okres połogu (6 tygodni po porodzie), to okres, kiedy matka nie powinna być obarczana obowiązkami przynajmniej z kilku względów. A nawet jeśli musi pewne obowiązki wypełniać,to priorytetem w tym okresie jest jednak opieka, karmienie młodszego dziecka. Matka w okresie połogu:
- jest osłabiona po porodzie, ma cały czas odchody połogowe (6 tygodni mniej więcej);
- potrzebuje czasu na regenerację sił (poród to wysiłek porównywalny z biegiem maratońskim);
- powinna być wtedy szczególnie dyspozycyjna dla dziecka, które jej potrzebuje (niektóre noworodki potrzebują ssać wiele godzin na dobę, żeby się najadać, ponieważ ssą jeszcze mało efektywnie), karmienie piersią jest także bardzo ciężką pracą w pierwszych miesiącach: wymaga często dostosowania matki do dziecka, a dziecka do matki;
- we wszystkich niemal kulturach połóg to okres, kiedy daje się matce odpoczywać tyle, ile tego potrzebuje, nie tylko nie obciąża jej się, ale opiekuje się nią– to jest szczególny czas matkowania jej, by mogła być dyspozycyjna dla własnego dziecka;
- jest to czas, kiedy matka niejednokrotnie wiele razy w nocy musi karmić, przewijać dziecko- a więc ona wykonuje ogromną całodobową pracę nawet bez sprzątania, gotowania itd.
Warto, byśmy same siebie rozumiały w początkach macierzyństwa, aby móc kolejne pokolenia kobiet wspierać, nie stawiać sobie nierealistycznych celów, pozwolić sobie w tych pierwszych tygodniach z dzidziusiem na zwolnienie obrotów.
Wracając do sprawy karmienia piersią.
Nawet w kulturach, gdzie pielęgnowana jest wstydliwość, zakrywanie całego ciała, np. wśród muzułmanów, gdzie kobiety są zakryte od stóp do głów, matki karmią swobodnie niemowlęta choćby i na ulicy. W epoce wiktoriańskiej słynącej ze swej pruderyjności kobiety otwarcie bez skrępowania karmiły piersią dzieci w kościele.
Zastanawiam się, co takiego dzieje się w głowie współczesnego człowieka, że matce karmiącej piersią każe się schodzić do podziemi. Nie ma we mnie zgody na taką sytuację.
Ciekawe, że dawniej wspieranie naturalnego karmienia było tak powszechne i oczywiste, że nawet księża nie bali się o tym mówić na ambonach, pisać o tym (wiek XVII – XIX).
Przykłady?
bp Ignacy Krasicki
Do Katarzyny z Krasickich Stadnickiej
O matko dobra, co za dawnym wiekiem
Idziesz, choć jesteś i młoda, i ładna,
Co znasz, iż płód twój przecież jest człowiekiem,
A w czasach naszych zbyt rzadko przykładna,
Żona podściwa, rozumna i miła,
Śmiesz sama karmić to, coś urodziła.
Taj się, bo cnota teraz pośmiewiskiem,
Taj się, bo dobrą już się być nie godzi.
Tak wiek nie rzeczą światły, lecz nazwiskiem,
Nad dawną cnotą zuchwale przewodzi
I gdy przepisy wiekotrwałe maże,
Śmie szydzić z tego, co natura każe.
Pod Jagiełłami, Wazami i Piastą
Podściwa dzikość rozrządzała domy,
Lepiej niż damą było być niewiastą.
Nasz wiek syt w zbytki, w istocie poziomy,
Zrządził, iż zniósłszy dawne grubiaństwo,
Utraciliśmy i cnotę, i państwo.
Płci wdzięczna, kiedy męska tak odrodna,
Dawaj przykłady, zawstydź, wzbudź ospałych.
Płci wdzięczna, stan się uwielbienia godna:
Ródź, karm, pielęgnuj w umyśle wspaniałych.
Zgładzi wiek przyszły, co dzisiejszy szpeci,
Z podściwych matek dobre będą dzieci.
Dzieła wybrane, PIW, Warszawa, 1989, tom1.
Więcej o historii karmienia piersią znajdziecie tu:
karmienie piersią dla profesjonalistów
23 czerwiec
Temat rodzenia dziecka bliski był mi od zawsze. Jest w tym coś fascynującego tajemniczego i niepowtarzalnego jak niepowtarzalne jest każde dziecko. Moja położna mawia, że każdy poród jest swego rodzaju niespodzianką, niesie jakiś element zaskoczenia.
Taka refleksja snuje mi się gdzieś po głowie: co właściwie jest najważniejsze w czasie rodzenia dziecka?
- Skupienie się na dziecku, na misterium, tajemnicy porodu– matka jest w tym niezastąpiona. Dziecko jej w tym czasie ogromnie potrzebuje: jej otwarcia się na nie, jej współpracy z siłami natury. Każdy skurcz ogranicza dopływ tlenu do dziecka, więc skuteczne oddychanie w trakcie porodowego skurczu, jest niebagatelnym prezentem dla dziecka: dotlenieniem go i ofiarowaniem mu swojej siły życiowej.
- Dla osoby wspierającej jest najważniejsze, by otoczyć matkę rodzącą poczuciem bezpieczeństwa, zapewnić jej (na ile się da) możliwie dużo intymności, spokoju, zapewniając o własnej akceptacji. Być jej oddanym, ale nie przekazując jej własnych niepokojów, niepewności.
„Silnemu powierzony został bezbronny” (Romano Guardini)- to jest prawda o porodzie fizjologicznym. Matka jest tu osobą obdarzoną siłami rodzenia. Ale czy wybiera spostrzeganie siebie jako zdolnej do otwarcia się na siły rodzenia dla dobra dziecka czy jako bezwolnej bezsilnej pacjentki? Nie piszę tu o patologii, gdzie ta bezsiła i ból zwyciężają- gdzie rzeczywiście wymagana jest pomoc medyczna i trzeba ją wybrać. Odnoszę się do stanu fizjologii czyli zdrowia matki i dziecka, kiedy aktywnie współdziałają oni w dziele narodzin.
Wówczas 50% pracy rodzenia wykonuje matka, ale 50% udziału ma dziecko, które aktywnie kręci głową (w slangu medycznym: rotuje się), odpycha się nóżkami, rączkami, przesuwa się aktywnie i z całej swej kruchej ale niezbędnej siły.
„Narodziny to fakt fizyczny, zarazem jednak, i to w pierwszej kolejności, symboliczny i metafizyczny, który zawsze wyzwala procesy psychiczne o olbrzymim znaczeniu.” (Claudio Rise 2010)
Matka więc w czasie porodu ponosi ogromny wysiłek porównywalny do biegu maratońskiego, ale zarazem jej zanurzenie w skupienie, łączność z dzieckiem, modlitwę rodzi je psychicznie.
Hałas, zamieszanie, niepokój, odrywanie jej od dzieła rodzenia na różne badania, podglądanie mogą spowodować, że jej ciało zahamuje proces rodzenia. Podobnie może być, gdy w czasie porodu rozgrywają się w jej wnętrzu nierozwiązane konflikty.
„Nowe nie może się narodzić, ponieważ zmusi mnie do tego, żebym zmieniał się razem z nim. Każe mi też podjąć odpowiedzialność i uświadamia fizyczną skończoność, nieuchronny kres, do którego prowadzą wszystkie przemiany mojej osoby” (Claudio Rise 2010)
Symbolicznie narodziny oznaczają możliwość rozwoju życiowego, który domaga się, by się nań otwarto, przyjęto go.
Czy wchodząc w poród zgadzamy się na te głębokie zmiany, które dziecko wnosi w nasze życie? Czy oddychamy dla dziecka dając mu nową przestrzeń wolności, rozwoju poza swoim ciałem?
W trakcie pierwszej fazy skraca i rozwiera się szyjka macicy dochodząc do średnicy 10 cm, ale jeszcze ważniejsze, by otwierało się matczyne serce.
22 czerwiec
„W pełni respektując prawo matki do decydowania o tym jak długo ona i jej dziecko kontynuować będą karmienie piersią, należy zapewnić kobietom wsparcie, którego mogą potrzebować, by karmić piersią aż ich dzieci ukończą dwa lata i dłużej, zgodnie z zaleceniami WHO i większości narodowych i zawodowych rekomendacji i standardów postępowania” (cyt. z: „Żywienie niemowląt i małych dzieci: Standardy postępowania dla Unii Europejskiej”).
Moje przemyślenia na temat karmienia piersią powyżej roku wzięły się z wewnętrznej niezgody na cierpienie dziecka odstawianego od piersi, gdy do tego jeszcze nie dojrzało oraz z niezgody na wewnętrzne znieczulanie się rodzica na ten ból dziecka płaczącego za utraconą bliskością.
Poprzez towarzyszenie swoim młodszym dzieciom w wyrastaniu z potrzeby ssania oraz poprzez towarzyszenie wielu mamom karmiącym piersią nabyłam przekonania, że możliwe jest zakończenie karmienia piersią w zgodzie z dzieckiem oraz w zgodzie z samą sobą. Cierpliwość i zrozumienie matki dla potrzeb własnego dziecka to drogi wyrastania ze ssania malucha. Żeby sprostać temu towarzyszeniu własnemu dziecku warto też być dobrą dla siebie, troszczyć się również o siebie samą.
Oczywiście nawet pomoc w wyrastaniu i cierpliwe czekanie na dziecko nie jest nigdy idealna, jednak będąc „po stronie dziecka” czyli rozumiejąc je można złagodzić nawet przedwczesne zakończenie karmienia piersią.
2 czerwiec
Mam wsparcie
Czyli wsparcie dla matek.
Ale też wsparcie, które otrzymałam w swoim życiu.
Otrzymałam, więc mogę się dzielić.
Od najlepszej z matek- Niepokalanej Matki.
W moich porodach, codzienności, macierzyństwie.
Od moich bliskich, od mojej domowej położnej.
I tak wielu innych.
Tych wspierających myśli nazbierało się więcej, a więc powstał ten blog- zaciszne miejsce wspierania kobiet w ich byciu kobietami: matkami, córkami, siostrami. Zapraszam do współtworzenia go i zabierania głosu.
Do zapisywania się do położnej środowiskowej.
Lublin, położna domowa:
Iza tel.: 501-218-318;
fizula@gazeta.pl
Nie byłoby tego blogu, gdyby nie najlepsza ze Wspierających, niejeden raz ratująca swoje pisklęta- dzieci:

|