|
|
|
Archiwum kategorii ‘ogólne zamyślenia’
4 luty
Czasem mamom się wydaje, że karmienie piersią zależy wyłącznie od nich samych. I w związku z tym „jedne z nich mają, a inne nie mają pokarmu”. Tak sądzą i takie głoszą poglądy. Jednak niezdolność do wykarmienia ze strony matki zdarza się niezwykle rzadko- tak jak rzadko kto rodzi się z niesprawną ręką, tak rzadko bywają braki w gruczole piersiowym uniemożliwiające pełne wykarmienia dziecka.
Gdy się dobrze przyjrzeć karmieniu piersią, to jego sukces zależy również od dziecka, jego współpracy, tego, co się dzieje na linii matka-dziecko.
Kiedy dziecko ssie nieefektywnie, może się okazać, że choć mama ma pokarmu w bród, ono się nie najada. W skutek tego jest niedożywione. Tak bywa często w grupie wcześniaków: one po prostu przesypiają swoje karmienia, nie mają jeszcze siły, sprawności. Inne z kolei dzieci mimo że w terminie urodzone mają pewne cechy wcześniacze.
Dlaczego maluch może ssać nieefektywnie?
- bo jest wcześniaczkiem i interesuje go przede wszystkim spanie; przesypia pory spania bądź jego ssanie jest przede wszystkim nieodżywcze, a więc drzemie sobie z piersią w buzi;
- bo jest chory i osłabiony;
- bo jest pod wpływem środków znieczulających branych przez mamę (ten wpływ raczej będzie utrzymywać się krótko: do kilku tygodni góra);
- bo jest nauczony ssania smoczków, uspokajaczy (również tych reklamowanych jako „niezaburzające ssania piersi”, z powolnym wypływem).
Czy w takiej sytuacji jednak mamy rezygnować z karmienia piersią? Nie ma takiej potrzeby, choć priorytetem jest odżywianie dziecka. Czyli nie godzimy się na niedożywienie dziecka, ale równocześnie pokarmem z wyboru jest mleko mamy, nawet jak dziecko jest ewidentnie niedożywione. Można i trzeba w takiej sytuacji dokarmiać swoim pokarmem. Równocześnie ucząc dziecko efektywnego ssania przez (dobrane indywidualnie- czyli nie wszystko naraz):
- prawidłowe przystawianie do piersi;
- wybudzanie dziecka podczas karmienia (żeby było więcej ssania odżywczego); karmienie w lżejszym ubraniu bądź tylko w pieluszce (dziecko bardzo ciepło ubrane, owinięte szybciej zasypia);
- zmiany piersi podczas jednego karmienia;
- rehabilitację funkcji ssania- dużo by tu pisać; wiele złego robią w tej kwestii niszcząc naturalny prawidłowy odruch ssania różnego rodzaju smoczki, ale także manipulacje przy buzi dziecka po porodzie (czasem niezbędne medyczne zabiegi);
- masaż naprzemienny i in.
Ponieważ priorytetem jest to, żeby dziecko się najadało, nie było głodzone, czasem niezbędne jest przejściowe dokarmianie, ale:
- powinno być ono przeprowadzane z użyciem alternatywnych metod karmienia (nie smoczków), np. po palcu, SNS, łyżeczką lub zestawem łyżeczki, drenem przymocowanym do piersi mamy, kubeczkiem itd.; jest w czym wybierać; dokarmianie butelką dziecka, które ssie nieefektywnie, a które chcemy nauczyć skutecznego ssania piersi to robienie dwóch przeciwstawnych rzeczy: uczenia i oduczania dobrej motoryki ssania;
- bardzo często można od razu dokarmiać mlekiem mamy, zwłaszcza na wczesnym etapie macierzyństwa; trzeba tylko uczyć skutecznego odciągania (co czasem przychodzi stopniowo); nie jest też tragedią przejściowe dokarmianie mieszanką, gdy laktacja rzeczywiście jest bardzo ograniczona przez nieskuteczne ssanie czy nieskuteczne odciąganie; jednak konieczne jest uświadomienie mamie, że laktacja jest dosyć elastyczna; w zależności od skutecznego/nieskutecznego odciągania i ssania, może się odpowiednio zwiększać bądź zmniejszać dopasowując do potrzeb.
Zapomina się we współczesnym świecie, że i karmienie piersią jest darem od Boga- czegoś nas chciał nauczyć przez ten dar. Czasem tak trudny- gdy dla dziecka nie jest oczywiste ssać skutecznie od początku. Zastanawiając się, czego wymaga od nas Stwórca dając taki a nie inny prezent nam mamom, na pewno nasuwa mi się:
- cierpliwość; karmienie piersią to nierzadko szkoła cierpliwości; nawet jak na początku przychodzi ono bezproblemowo, to równie cierpliwe zakończenie bywa o wiele rzadsze;
- bycie dyspozycyjną dla dziecka: czyli chęć dawania swojemu dziecku czasu; karmić piersią można też po powrocie do pracy, jednak zmęczenie tą „podwójną” pracą nie ułatwia zadania;
- zrozumienie dziecka; to, że karmimy nasze dziecko piersią, uczy nas zrozumienia dla jego rozwoju, kruchości, wrażliwości; ten czas spędzony z dzieckiem w objęciach, czucie jego ruchu, dotknięć, odbić, wygięć, siły ssania, wpatrywania się w oczy daje nam bogatą wiedzę o swoim dziecku; takiej wiedzy nie daje karmienie butelką, ponieważ to trwa o niebo krócej, sen dziecka jest twardszy (co nie jest dla niego korzystne, ale za to przyjemne dla mam).
Jest pewnym paradoksem, że większość mam, które twierdzi, że „nie miało mleka”, „musiało podać mieszankę” było w 100% zdolnymi do wykarmienia dziecka. Jak wielka jest siła sugestii „nie mam mleka”, skoro potrafią tak twierdzić kobiety podczas nawału czy zastojów, które przecież świadczą, że mają tego mleka nie tylko nie za mało, ale o wiele za dużo. Z jednej strony hojność matczynego ciała, z drugiej brak wiary w siebie, zrozumienia siebie, dziecka.
20 styczeń
Potrafi na przykład uratować życie swojemu ojcu. Urzekła mnie ta sytuacja:
Dziecko potrafi 🙂
I przypomniałam sobie, że i mi się zdarzyła analogiczna sytuacja. Niedługo przed narodzeniem najstarszej córy, nie dawała mi ona spać. W pewnym momencie poczułam dym. Sprawdziłam, czy w mieszkaniu nic się nie pali. Coraz mocniej dawało się czuć swąd czegoś palącego się. Podjęłam decyzję, że sprawdzę i na korytarzu, choć była to godzina 1 w nocy. Otworzyłam drzwi, a tam już były kłęby dymu.
Obudziłam męża. Nalał wody do wanienki naszej córci i zgasił spore ognisko (śmiecie z przeprowadzki, które planowali następnego dnia wyrzucić), które rozsiewało tę woń, a paliło się koło drzwi sąsiadów mieszkających piętro niżej. Dzwonił do ich drzwi, ale nikt mu nie otworzył – tak mocno spali.
Rano sąsiedzi byli zdumieni, dlaczego mają tyle wody pod drzwiami (kilka dziecięcych wanienek!).
Jak to Pan Bóg potrafi posłużyć się małym dzieckiem 🙂
12 styczeń
Mam takiego proboszcza, który swego czasu zachęcał dzieci, żeby jak najczęściej odwiedzały Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie w kościele. Tłumaczył, że wystarczy przyjść, drzwi zawsze do kościoła otwarte, w przedsionku można uklęknąć, spotkać się z Czekającym.
Problem jest jednak taki, że ilekroć przychodzę sama czy z dziećmi (poza Mszą), to jednak kościół jest zamknięty na cztery spusty.
Można by się oburzyć na proboszcza, że sam sobie zaprzecza. Jednak dla mnie jest to pewna nauczka:
- bycie z Panem Jezusem jest darem, nie czymś, co mi się należy;
- czy my często nie jesteśmy takimi samymi rodzicami: deklarujemy otwartość dla swoich dzieci, a gdy przychodzą do nas, zastają nas zatrzaśniętych głucho, zajętych swoimi myślami, sprawami, komputerami?
2 styczeń
Jeśli czytuje jeszcze ktoś tego bloga, to proszę o modlitwę, żebym mogła skończyć pewne rzeczy pozaczynane, pourywane, które może byłyby komuś przydatne… Dziękuję od razu.
Zaczynamy Nowy Rok z Matką Bożą Rodzicielką. To nie przypadek. Jeszcze dodatkowo mam to szczęście zaczynać z profesorem Włodzimierzem Fijałkowskim, myśli o nim towarzyszą mi. O nim właśnie pisze w „Miłujcie się”.
„Płodność uzdalnia do kochania ludzi, ubezpłodnienie do ich używania”- pisał profesor. Płodność po porodzie na sposób fizyczny wyraża się właśnie w karmieniu piersią dziecka, jest to część procesu rozrodczego. Zaniechanie tego potrafi się mścić i na dziecku, i na mamie.
Eufemizm, który kochają firmy produkujące żywność dla niemowląt po prostu zarabiają na chwaleniu karmienia piersią, bo dzięki temu nie muszą pisać, że mieszanki i inna żywność podawana przed ukończeniem przez dziecko pół roku jest zwyczajnie szkodliwa dla niego. Niesie wiele ryzyk, o których wielokrotnie pisałam: bieżące choroby, ale i w przyszłości narażenie na otyłość, cukrzyce i inne choroby cywilizacyjne. Wybór sztucznego żywienia stwarza dla mamy zwiększone ryzyko raka piersi i jajnika, osteoporozy i innych.
Także dar karmienia ma nas uzdalniać do większej miłości, większego zrozumienia naszych dzieci. Do większej cierpliwości, łagodności, wybaczania, wytrwałości. „Dając otrzymujemy, umierając rodzimy się na nowo”.
29 grudzień
To, że Bóg stał się mały i słaby, daje do myślenia.
Przecież mógł przyjść jako wielki mocarz, przed którym każdy by drżał.
Zechciał jednak być dzieckiem. Zapragnął być potrzebującym miłości, nagim i bezbronnym. Kruchym i delikatnym, wrażliwym jak tylko dziecko być może.
Boże Narodzenie przemienia zawsze moje myślenie o sobie, o dzieciach, o miłości Bożej, która chce być kochana.
24 grudzień
Jest szansa:
- na sens w naszym życiu,
- na nową głębszą radość,
- na zgodę w naszych rodzinach,
- na pokój w naszym kraju i na świecie
bo dla Boga nie ma nic niemożliwego, skoro Wiekuisty narodził się jako małe Dziecię.
Życia tą wiarą, nadzieją i miłością życzę Wam serdecznie na te Święta Bożego Narodzenia i na całe życie.
23 grudzień
Gdyby dziś Pan Jezus urodził się w stajence:
- wezwanoby policję: „Jakim prawem to dziecko urodziło się w stajence czy grocie zamiast w szpitalu?”
- zrobionoby dochodzenie: „Dlaczego to Dziecko leży w żłobie?”, w związku z tym groziłoby Maryi i Józefowi odebranie praw rodzicielskich;
- nie zabrakłoby współczesnych Herodów, którzy udowadnialiby, że konieczne jest zabicie tego Dziecka już tuż po poczęciu, a potem po narodzinach;
- tak się zastanawiam, czy przyszliby do niego robotnicy obudzeni przez Anioła, czy woleliby spać dalej koniecznie przy pomrukach włączonego telewizora interpretując obecność Anioła jako telewizyjny majak;
- czy my wpuścilibyśmy Jego Rodziców do swojego domu, czy odprawilibyśmy z kwitkiem mówiąc, że jeszcze tyle przygotowań do Wigilii?
22 grudzień
Jeśli nie zgłosiłeś jeszcze protestu przeciwko temu, co chce zrobić premier- zrównać w prawach małżeństwa i konkubinaty, to się pośpiesz.
Czas masz do Wigilii:
Fundacja Mamy i Taty
21 grudzień
Przedwczoraj zaopatrzyłam mojego ośmiomiesięcznego młodzieńca w zapas witaminy D3- czyli dużo przebywania na słońcu. Łapiemy takie słoneczne dni jak radosne podarunki przed długą zimą.
Nam mamom też niejednokrotnie brakuje tej czy innej witaminy, jakiś mikroelementów. Zamartwiamy się i o dzieci, i o siebie. Że włosy nam wypadają (po 3-4 miesiącach od urodzenia zazwyczaj wypadają w większej ilości), że się odwapnimy, że zgrubiejemy, że schudniemy nadmiernie, że kształt piersi będzie zmieniony itd., itp. Lista jest o wiele dłuższa. No i mając na uwadze jakiś ideał zdrowia i urody psioczymy na to karmienie piersią, że czegoś nam samym może zabraknąć, że coś może nam popsuć ta laktacja.
Są też mamy inne. Np. afrykańskie, cierpiące suszę i głód, a karmiące z wdzięcznością swoje dzieci. Często nienajedzone, ale zadowolone, że mają czym karmić swoje dziecko. Same spragnione, ale noszące blisko przy piersi swoje dziecko, żeby chociaż ono mogło natychmiast zaspokajać swoje pragnienie.
My jesteśmy najedzone, a karmimy często tak jakbyśmy żałowały naszym dzieciom własnego pokarmu. One są głodne, więc lepiej rozumieją małe dzieci, czym jest głód. Są spragnione, więc zaspokajają pragnienie swoich dzieci, jak tylko mogą, nie czekając aż będą płakać z pragnienia. Wystarczy im, że zauważą jak dziecko szuka piersi, kręci głową, tuli się- śpieszą mu z pomocą. My najedzone, napite mamy często czekamy aż dziecko zacznie płakać, nerwowo szarpać nas za ubranie, żeby podać mu pierś.
Mój proboszcz opowiadał ciekawą historię jakiś czas temu.
Pewien młody człowiek wstąpił do zakonu. Przydzielili mu w nowicjacie zadanie palenia w piecu, musiał to robić przez długi czas. Był tym zajęciem zmęczony, znudzony i rozgoryczony: „Czy po to wstępowałem do zakonu, żeby palić w piecu? Przecież miałem się modlić, rozwijać jako zakonnik, a nie uczyć się na palacza!” Podzielił się tymi rozterkami z Karolem Wojtyłą, wówczas jeszcze biskupem, który wizytował jego klasztor i zapytał o radę.
Co usłyszał? „Rób, to co robisz dalej, ale wkładaj w to swoje serce.”
Często jesteśmy znużone naszą codziennością. Jednej mamie doskwiera najbardziej karmienie czy piersią czy butelką, zupką, innej przewijanie, innej starsze dzieci dają się we znaki. No i jednak często zaczyna nam brakować tej najważniejszej witaminy M jak miłość.
Dołożenie witaminy M do obowiązków rodzicielskich sprawia, że stają się mniej uciążliwe. Radość uskrzydla 🙂
Tyle że my jesteśmy grzesznikami i zawsze na jakimś etapie naszego życia tej witaminy M brakuje, choćbyśmy się nie wiem jak spinali, starali, wychodzili ze skóry. No i wtedy łatwiej zauważyć, że Bóg pokornie puka z pomocą. Stoi u naszych drzwi. Gotowy zaspokoić ten wielki brak naszego serca, wybaczyć i wlać nową miłość, nie tak powierzchowną jak wcześniej graniczącą z egoizmem.
8 grudzień
Jest coś wzruszającego w nieporadności małego dziecka. W raczkowaniu, którego maleństwo się dopiero uczy, w kroczkach tak chybotliwych, że każdy z nich grozi przewróceniem. Dziecko zachowuje pion, ale tak jakby lada moment miało wylądować na ziemi. Ten widok rozczula rodzica, jest powodem do dumy, bo dziecko nie poddaje się, mimo upadków idzie, cieszy się tym. Na szeroko rozstawionych nogach, niezdarnie, ale naprzód. Gdy takie maleństwo przewraca się, nie jest to powód do gniewu dla mamy i taty, a raczej do radości, że i z upadkami sobie młody człowiek radzi- wstaje.
Pan Bóg też tak na nas patrzy- ze szczególną czułością, miłością rozumiejącą naszą małość. W Sakramencie Pojednania liczą się dla Niego nie tyle nasze upadki, co wola powstawania, kroczenia dalej z Nim. O ile uznajemy upadek za upadek, a nie powód do samozadowolenia.
Uśmiałam się do łez:
Kabaret Moralnego Niepokoju
|