Archiwum kategorii ‘Rodzenie’


Jak dobrze nam…

Dobrze się karmi razem czy to piersią, czy butlą czy obiadem. My mamy jesteśmy wbrew pozorom istotami społecznymi. Choć częsta samotność chciałaby udowodnić inaczej.

Akurat z Moniką razem na zmiany karmiłyśmy piersią, obiadem. Karmi się wtedy jakby nigdy nic. Normalka. Taka kolej rzeczy, że dzieci najpierw mleka są nienażarte, a potem lodówkę trzeba na kłódkę zamykać. Tendencja jest jednak taka, że prędzej czy później ludkowie mili (i potworni) będą woleli się przyssać do lodówki, przyjaciółki, przyjaciela. I wtedy będziemy wspominać stare dobre czasy, jak to jednak przyjemnie i (względnie) bezproblemowo było przytulić własne dziecię i dać mu coś z siebie mlecznego.

zdjecie 5

(Tu się piszącej, wstawiającej obrazki zakręciło w głowie)

Nawet  z perspektywy drugiego młodszego potomstwa łatwiej wrzucić na luz. Zostajemy wreszcie swoimi własnymi przyjaciółkami- same w sobie wreszcie też znajdujemy wsparcie, o które wcześniej było trudno z całą własną niepewnością, nieporadnością rodzica jedynego dziecka.

Cóż, jak kto może, to zachęcam i do starań o czwarte, piąte, itd. dziecko w rodzinie. Z perspektywy jedynaka zdaje się rodzicom, że w takim dziecku niemal każda dziedzina życia jest problemem wymagającym uwagi rodzicielskiej, towarzyszenia czy troski. Mając kolejne dzieci okazuje się, że taki człowiek ma mnóstwo pokładów radzenia sobie z własnymi problemami, wyzwaniami.

Umie np. sam się domagać, by dać mu spać, choć starsze rodzeństwo trzeba było do łóżka spychaczem zgarniać. Ma świetne pomysły na nudę, na znalezienie sobie zajęcia, choć jedynak stale domagał się uwagi itd.

To jest wspaniałe doświadczenie mieć wiele dzieci, bardzo inspirujące, doświadczające i rozwijające. Każde dziecko uczy nas czegoś nowego, każde dziecko to nowe odkrycia, nowa radość. Nowa podróż.

Kampania „Pomyśl o dziecku”

Pomyśl o dziecku zanim będzie za późno.

Pomyśl o dziecku, nie bój się- jest przy Tobie Chrystus. I tak zawsze boimy się nie tyle tego, co się naprawdę wydarzy, a własnych wyobrażeń o przyszłości. Rzeczywistość potem okazuje się o wiele ciekawsza, wartościowsza, choć oczywiście nierzadko trudna i wymagająca.



Tęsknota serca

Mamy w sercu pragnienia, jedne nieodparte, silne, marzenia, które powracają. Czasem zupełnie nierealne albo tylko nierealnymi nam się wydają.

Po co te pragnienia? Dlaczego? Czy to potrzebne?

Ma sens to, co w nas jest. Tylko jaki? Nie jesteśmy bezkształtną masą, genderowym plastelinowym ludzikiem, który z dziewczynki można ulepić w chłopczyka, a z chłopczyka dziewczynkę. A jeśli nawet ktoś się bawi w takie lepienie- to robi krzywdę dziecku, zamazując, niszcząc dar jego płci, jej piękno, zrozumienie go.

Co zrobiły dzieci z motorkami, którymi się bawiły? Chłopczyk urządzał wyścigi, a dziewczynka na koniec ułożyła swój motorek do łóżeczka pod kołderkę. Czy ktoś ją do tego namawiał? Oczywiście, że nie. Swobodna zabawa dzieci. Ale któż nie zna dziewczynek, które z zapałem bawią się w wojnę po chłopięcemu, samochody, chcą się ubierać jak chłopcy? I odwrotnie. Gdzieś głębiej schowały się ich dziewczęce pragnienia. Ale nie wyparowały.

Pan Bóg stworzył nas przede wszystkim na swój obraz. Różne cechy potrzebne są nam w życiu i męskie, i kobiece- w różnym nasileniu. To jest dobre, ale staje się niedobre, gdy stajemy się kimś innym niż zaplanował to dla nas Stwórca.

Zastanawiam się nad tym, jak kobiety noszą przeżycia swoich porodów w sercach. Nawet jeśli nie pamiętają konkretów, szczegółów,  to własne przeżycia głęboko zapadają w serce. Marzymy o dobrych porodach czyli o dobrych spotkaniach z własnym dzieckiem. To w ogóle nie powinno dziwić.

Nie marzymy o porodach pełnych bólu, udręki, odłączenia. Bo to nie jest obraz stworzenia, to obraz po grzechu. „Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci…” Profesor Fijałkowski pisał, że wierniejsze byłoby tłumaczenie nie „w bólu”, a „w trudzie”.

To nie jest przekleństwo Boga, to jest Jego błogosławieństwo. Bóg nie przeklina, tylko wyposaża nas na drogę do zbawienia. Błogosławieństwem jest też ten obraz stworzenia: człowiek jako bardzo dobry, piękny, czyniący wszystko pięknie, doskonale. Rodzący się bardzo dobrze i żyjący bardzo dobrze. W ekstazie miłości.

I teraz spotyka się czasami takie porody, które bliższe są Raju niż zniszczeń po grzechu.

Znam mamy, które miały 4 i 7 cesarek, a znam też takie, które rodziły i po dwóch cesarkach naturalnie. Pełno jest opisów kobiet, które dzielą się swoimi porodami drogami natury jak horrorem.  Czyż one nie miały pragnienia pięknego porodu? Czy to pragnienie pięknego stawania się matką już niepotrzebne, unicestwione przez poród, który „nie wyszedł”, który jest raniącym wspomnieniem?

Myślę, że ta rana może się zabliźnić przez wybaczenie, przez Serce Pana Jezusa hojne dla wszystkich, którzy Go wzywają. Przez dar uzdrowienia.

Otrzymując w tym newralgicznym miejscu większy krzyż- czasem Pan Bóg otwiera nas na większy dar.

Pięknie pisze Sheila Kietzinger pisze w „Rodzić w domu”, że poród jest aktem miłości. I do tej miłości tęsknimy, czujemy ją, że jest ona nam wręczona w prezencie i zadana.

Mam wrażenie, że bardzo się oddaliliśmy od wpisanego w nas pięknego daru rodzenia, który jest przecież kontynuacją aktu małżeńskiego. Zafascynowani tym faktem zwracają uwagę, że gdyby nie lęk, można by doświadczyć podobnych głębokich odczuć ekstazy. Wiele o tym (niestety po angielsku) na stronie:

Poród bez asysty

O tej tęsknocie za „zwykłym” porodem siłami natury, pomimo wcześniejszych trudniejszych doświadczeń odrobinę znalazłam na tej stronie (i w licznych rozmowach):

Naturalnie po cesarce

Wiele jest takich tęsknot. Miałam też szczęście pomagać rodzicom adopcyjnym w karmieniu piersią ich przysposobionego dziecka. Bo i to się może udać, gdy dodamy wiele cierpliwości, zaufania, gdy Pan Bóg pozwoli.



Czas bezradności i siły

Bardzo lubię słuchać o porodach. Podobno zawsze gdy dwie kobiety, które rodziły, spędzają ze sobą więcej czasu- to prędzej czy później opowiedzą sobie historię swoich porodów.

To jest fascynujące!

Niektóre kobiety są zawiedzione swoimi porodami, niespełnione w nich.

Ale również te, które są zadowolone, szczęśliwe ze swoich porodów przeżywają je jako czas pewnej bezradności. Czas zapotrzebowania na wsparcie, pomoc, podtrzymanie na duchu i ciele, ale też ogromnych sił, których się po  sobie nie spodziewały.

Czasem matce rodzącej już na początku porodu wydaje się, że to ponad jej siły, że przerasta jej możliwości, a mimo wszystko dotrwa do końca porodu.

Innym razem nie wytrwa, nie ma siły na urodzenie (trzeba to zrobić za nią), ponieważ już w czasie skurczy początkowych, a nawet wcześniejszych przepowiadających tak się wymęczy, zestresuje np. zdaje jej się, że powinna tak dużo się ruszać, nie spać, że potem nie ma sił na finiszu. Może nie mieć siły, bo zamiast starać się jeszcze normalnie funkcjonować, ona już nie śpi, biega, skacze, nie je- a potem brakuje jej energii, czasem chodzi o fizyczną energię, a czasem bardziej psychiczną i duchową.

W szpitalu też często wprowadzone są rygory w tym zakresie, np. nie pozwalając matce rodzącej jeść. O spanie też trudno w tym miejscu oświetlonym jarzeniówkami.

Michel Odent pisze w jednej ze swoich książek, że dopóki kobieta ma możliwość i chęć jedzenia, to znaczy, że ona jeszcze nie rodzi. Uważam, że nie jest to prawda.Nie jest to raczej 7 cm rozwarcia ani parcie, jeśli ma ochotę na jedzenie, ale może być częściowe rozwarcie szyjki macicy.

W pierwszej połowie porodu (może do 5 cm rozwarcia?) ważne jest, żeby móc zaspokoić swój głód: przecież poród wymaga dostarczenia ogromnej energii, zwłaszcza jego końcówka. Jeśli dziecko rodzi się w dzień- to ważne jest zachowanie swoich normalnych zwyczajów, np. zjedzenie obiadu czy śniadania. Jeśli nie można już go zjeść, nie ma się na to ochoty, może to znaczyć, że poród jest w bardziej zaawansowanej fazie lub matka jest za bardzo zaaferowana, przejęta tym, że rodzi.

Normalne jedzenie, jeśli matka ma na nie ochotę jest więc bardzo ważne dla postępu porodu, żeby kobieta nie była pod koniec wycieńczona, opadła z sił, niezdolna do rodzenia.

Widzę nasze matczyne życie jako nieustanne rodzenie człowieka. Trzeba urodzić potem dziecko jako człowieka, który jest zdolny obyć się bez trzymania za rączkę podczas chodzenia, jako człowieka, który może pójść sam do sklepu itd. Czas wypuszczania dziecka z siebie: swojej troskliwości, opiekuńczości, żeby stawała się ona bardziej dyskretna, zezwalająca na samodzielność, na życie na swój rachunek.

Niektórym mamom lepiej przychodzi rodzenie noworodka, innym z kolei dziecka przedszkolnego, np. wypuszczenie go w świat kolegów, przyjaźni, innym rodzenie nastolatka- nawiązanie z nim dojrzalszej więzi.

I znów trzeba być również dla siebie dobrą, brać wsparcie od innych, dbać również o zaspokojenie własnych potrzeb, żeby mieć na to nie tylko siły, ale jeszcze czerpać radość z tego rodzenia-uniezależniania się coraz starszego dziecka.



Spanie podczas porodu

Dziecko podczas porodu może być tak wyciszone, że nawet się nie obudzi po porodzie.

Nie wierzycie?

To obejrzyjcie: poród dziesiątego dziecka w rodzinie

Czy byłoby to możliwe w innych warunkach, bez pokoju w sercu tej matki?



Z perspektywy lekarza…

Tak jak się już chwaliłam, miałam przyjemność/nieprzyjemność (można dowolnie sobie wykreślić) dyskutować z lekarzem i położną najbardziej zmedykalizowanego szpitala w naszej okolicy, gdzie cesarskich cięć jest (zdaje się- można mnie poprawić) 50%, podawania sztucznej oksytocyny jeszcze więcej.

Otóż z perspektywy tamtejszej lekarki szpital jest miejscem, gdzie jest miejsce na naturalny poród, gdzie respektuje się prawa rodzącej oraz standardy okołoporodowe, które prawnie nabrały mocy w kwietniu 2011 roku.  Gdzie nie mają nic przeciwko porodom domowym, choć jak pani doktor przyznała sama nie brałaby udziału w porodzie domowym ze względu na to, że widzi w każdym porodzie patologię, możliwość jej wystąpienia.

Iście sielankowy obraz, którego bynajmniej nie potwierdzają kobiety tam rodzące.

Jak wiele zależy od perspektywy patrzenia!



Uciec przed gwałtem

Spotkałam ostatnio dwie kobiety, które chcą urodzić same, bez obstawy medycznej. W swoim własnym domu.

Dlaczego?

Jedna z nich stwierdziła, że pierwszy poród był gwałtem na niej- asysta szpitalna tak się zachowywała, że nie umie tego inaczej nazwać.Traumą nie było samo rodzenie dziecka- traumą było to, czego doświadczyła w szpitalu. Zabiegi robione bez pytania, ubezwłasnowalnianie, niedelikatność. Rodzenie zamiast kobiety rodzącej.

Dla mnie pewnym obrazem tego jak przebiega poród na większości polskich porodówek jest słownictwo, jakim posługuje się większość lekarzy i położnych. Oni „odbierają” poród zamiast go „przyjmować”. Odbierają radość i dziecko z całego procesu rodzenia zamiast wspierać kobietę, żeby to ona urodziła i miała z tego satysfakcję, dumę. Rodzą zamiast niej: podłączając większość kobiet do kroplówki z oksytocyną, masakrują szyjkę macicy robiąc tzw. masaż szyjki macicy, wyciskają z niej dziecko, nacinają ją, żeby tylko szybciej wyjąć z niej dziecko, przecinają worek płodowy, ciągną za pępowinę, naciskają na macicę przed urodzeniem łożyska. W końcu traktują nawet 30%, a w niektórych szpitalach nawet 50% kobiet za niezdolne do urodzenia dziecka.

Profesor Fijałkowski zwracał uwagę, że jest ogromnym błędem współczesnej medycyny, że zamiast wspierać naturę tam, gdzie jest wydolna i zdolna do radzenia sobie- zastępuje ją przy okazji niszcząc.

I nie jest to niszczenie tylko fizyczne. Jak lekarz może powiedzieć matce, która urodziła czworo dzieci drogami natury: „Pani w ogóle nie umie rodzić!” Jak ogromnie trzeba było przeszkadzać tej matce, zakłócać jej porody, jakiego braku wsparcia, jakich ingerencji w ten intymny proces musiała doświadczyć, że lekarz-mężczyzna uważa, że umie lepiej rodzić od niej, że podczas rodzenia czwórki dzieci „nie nauczyła się tego, jak się rodzi”.

Jak można się czegokolwiek nauczyć, jeśli ktoś robi coś za Ciebie?

Jak to odwrócić? Żeby docenić naturalne procesy i zacząć je wspierać zamiast zastępowania?

  • wydzielanie naturalnej oksytocyny a podawanie jej w zastrzyku lub kroplówce: tylny płat przysadki mózgowej jest u większości kobiet w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tego hormonu miłości (oksytocyny), jeśli kobieta jest otoczona miłością; jeśli zadbamy o warunki intymności, spokoju, cierpliwości, o przyćmienie światła, o ciszę, jeśli nie zaczniemy egzaminować kobiety (wywiad porodowy można zebrać i powinno się zbierać przed porodem!- nie mają z tym problemu np. szpitale w Niemczech czy Holandii); cierpliwość w oczekiwaniu na „własny termin porodu” dziecka- wystarczy badać dobrostan dziecka i spokojnie czekać, a dziecko prędzej czy później i tak się samo zaczyna rodzić;
  • naturalne otwieranie się szyjki macicy a masowanie szyjki macicy w celu jej większego rozwarcia; trzeba pamiętać, że szyjka macicy jest wyjątkowo mocno trzymającym mięśniem zwieraczem; i musi trzymać on mocno, żeby przez 38 tygodni utrzymać wewnątrz dziecko; gdy porównamy jego działanie do innego zwieracza w organizmie: zwieracza odbytu, zobaczymy, że człowiek potrzebuje przede wszystkim spokoju i intymności, żeby rozluźnić się i zacząć pracować tym mięśniem: otwierać go; kto chciałby rozluźniać swój mięsień zwieracz przy  asyście kilku nieznajomych osób? mięśnie te pozwala otworzyć rozluźnienie innej grupy mięśni: chodzi mianowicie o mięśnie dna miednicy; ciekawa jest pewna współzależność rozluźnienia tych mięśni z rozluźnieniem mięśni twarzy; ogromne napięcie rysujące się na twarzy kobiet rodzących w szpitalu, zaciskanie przez nie ust, czoła, nóg-kolan- świadczy, że one hamują się w swym rodzeniu, że czują się tak skrępowane, tak zastraszone, że wolą się wić w bólu zamiast rozluźnić; gdyby zrezygnować z kupna skórzanych kanap dla doktorów, profesorów, a w zamian kupić więcej parawanów, dobudować więcej ścianek dających więcej intymności; gdyby zachęcać męża do okazywania czułości żonie (pocałunki!)- a nie położne do namówienia rodzącej na kroplówkę, to nie wpisywano by tak często „dystocja szyjkowa”- czyli że ta szyjka się nie może rozwierać; gdyby zająć się rzeczywiście serdecznie chorymi (bo i takie rodzące się zdarzają)- a nie kontrolować nadgorliwie zdrowe rodzące matki zamiast je wspierać, byłoby o wiele mniej zaburzeń rozwierania szyjki macicy; położne powinny być uczone masowania i rozluźniania kości krzyżowej, karku rodzącej, jej nóg, a nie szyjki macicy; masaż szyjki macicy jest jej uszkadzaniem: mięsień zwieracz jest niszczony, gdy się go rozwiera na siłę; może to skutkować kłopotami w przyszłej ciąży z donoszeniem dziecka;
  • rodzenie w pozycji wertykalnej a nacinanie krocza: gdy matka rodzi w pozycji stojącej, kucznej, siedzącej bądź klęku podpartym dziecko swoją główką bądź pośladkami rozciąga równomiernie na wszystkie strony krocze; nawet jeśli ono wówczas pęka, to nie jest to głębokie pęknięcie; dotyczy ono wówczas tylko śluzówki bądź powierzchownej warstwy mięśnia; gdy matka przez personel medyczny jest kładziona do parcia, główka bądź pośladki dziecka naciskają najbardziej na krocze, rozciągając nierównomiernie kanał rodny; nic więc dziwnego, że o wiele łatwiej wówczas o poważne obrażenia krocza; a wystarczyłoby dać matce wsparcie (np. podtrzymywanie przez męża bądź personel pod pachami kobiety), dać możliwość skorzystania z materaca, stołka porodowego, dać jej rodzić na stojąco, kucąco, gdy tego sobie życzy; niestety standardy postępowania szpitalnego są tak sztywne, że woli się zmusić (zazwyczaj psychicznie) kobietę do jej ulegnięcia niż dostosować do sposobu, w jaki potrzebuje urodzić; w szpitalu często personel kieruje się lękiem zamiast zaufaniem naturze: mądra położna umie cierpliwie wspierać parcie, a nawet je wstrzymywać, żeby chronić krocze, a nie nerwowo przyśpieszać proces, który ze swej natury jest stopniowy; bardzo szybkie parcie wcale nie musi być korzystne: główka dziecka wyskakuje wówczas jak korek z butelki, podlega wtedy zbyt szybkiej zmiany ciśnień; to może być wstrząsające doświadczenie dla mózgu dziecka; stopniowe wyłanianie się główki daje jej się przystosować do tej zmiany ciśnień (z ciśnienia panującego w drogach rodnych do ciśnienia atmosferycznego); może nerwowe popędzanie kobiety gromkimi okrzykami „przyj!” warto by czasem zastąpić przyjrzeniem się, że dzieci i ich matki potrafią rodzić (się), gdy się nimi nie rządzi.
  • przerywanie ciągłości worka płodowego a pozwalanie dziecku na urodzenie się w czepku; rzadko zdarza się tak, żeby worek płodowy samoistnie nie pękł choćby już na etapie parcia; co personelowi każe ciągle i we wszystkim przyśpieszać, pośpieszać, komenderować? cierpliwość jest pierwszą cechą miłości; za rzadko się pamięta, że przecinanie worka płodowego może być niebezpieczne dla dziecka, gdy mamy do czynienia z błoniastym przyczepem pępowiny; dopóki nie urodzi się łożysko nie wiemy, czy nie mamy do czynienia z takim właśnie przypadkiem;
  • ciągnięcie za pępowinę, naciskanie na macicę przed samoistnym urodzeniem się łożyska a pozwolenie na samodzielne urodzenie łożyska; jest w położnictwie ukuta zasada na trzecią fazę porodu czyli rodzenie łożyska: „ręce precz od macicy”; nie przestrzeganie tej zasady powoduje wzrost ilości krwotoków, niepotrzebnych zabiegów łyżeczkowania; ciało matki wie, kiedy należy urodzić łożysko: jednym razem jest to 15 minut, innym 4 godziny; choć sztywne trzymanie się zasad mówi, że do 2 godzin jest fizjologia, ale doświadczyłam, że może to nastąpić całkowicie fizjologicznie w późniejszym czasie; wymagać od wszystkich kobiet, by urodził łożysko w ciągu pół godziny (co jest teraz częste- dlatego pompuje się w kobiety kolejne dawki oksytocyny), to tak jak wymaganie, by wszystkie były jednakowego wzrostu od… do.

Personel medyczny sobie zwyczajnie zapracował na to, że coraz więcej kobiet nie chce z nim rodzić: brakiem cierpliwości, brakiem zaufania naturze, ingerowaniem w to, co nie wymaga ingerencji, zbyt częstymi badaniami, choć zdrowy człowiek nie wymaga nieustannych ani częstych badań i kontroli, straszeniem jako główną metodą przekonywania, traktowaniem porodu-procesu fizjologicznego jako wyjątkowo ciężkiej i zagrażającej choroby. Większość lekarzy nigdy nie doświadczyła, nie widziała porodu naturalnego, nie mają więc o nim zielonego pojęcia. To, co dzieje się w większości polskich szpitali, to poród silnie zmedykalizowany, kierowany.

Jak przywrócić to zaufanie?

W zasadzie prawo mamy w tym momencie sprzyjające. Standardy okołoporodowe, które weszły w życie w kwietniu 2011 roku dają nam prawo urodzić tak jak sobie tego życzymy, potrzebujemy, w zgodzie z naturą, wg własnego planu porodowego, który możemy przynieść ze sobą na trakt porodowy i domagać się jego realizowania. Szukam patentów: jak to zrobić w tych warunkach, jakie zastajemy. Część kobiet będzie bowiem wybierała szpital jako miejsce, w którym czują się bezpiecznie. Mają do tego prawo. Tak samo jak mają prawo rodzić w domu.

Co prawda nie zachęcałabym nikogo do rodzenia bez położnej, ale rozumiem taki wybór.

Jak pięknie umieją się dzieci rodzić np.  pośladkowo:

porody pośladkowe

Jak pięknym doświadczeniem może być poród, że matki aż promieniują rodząc, że dziecko od razu po porodzie może się uśmiechać?



Poród- cudowne doświadczenie

Poród może być doświadczeniem dobrym, pięknym, niezapomnianym. Choć nieraz niezwykle trudnym, to zarazem niezwykle pozytywnie wzruszającym, pełnym mocy i świętości.

Nie oglądałam co prawda filmu „Poród w ekstazie”, który ukazuje to wydarzenie właśnie w ten sposób: poród wręcz jako wydarzenie orgazmiczne. Matka otwierając się na dziecko w naturalnym porodzie jest w stanie przeżywać coś niemal mistycznego, gdy jej się nie przeszkadza, daje natomiast wyciszenie, zapewnia intymność, udziela wsparcia, podtrzymuje na ciele i duchu.

Jak wejść w tą ekstazę, którą zapewnia w czasie porodu szereg hormonów (od oksytocyny, poprzez endorfiny, prolaktynę, adrenalinę)?

  • Poprzez skupienie się na dziecku: jak ono się czuje? jak zachowuje? pamiętanie, by oddychać dla niego dobrze;
  • Poprzez modlitwę: jedynie prawdziwy Bóg daje pokój, a on jest niezwykle istotny w czasie porodu; za każdy skurcz warto być wdzięczną: każdy jest kolejnym kroczkiem ku spotkaniu z dzieckiem po drugiej stronie brzucha; wiele kobiet mówiło mi, że ten czas przeżyły stale się modląc;
  • Intymność:  tak jak nie przeżywa się ekstazy w zatłoczonym autobusie pełnym obcych osób, tak trudno bez intymnych warunków doświadczyć jak błogosławionym doświadczeniem może być poród;
  • Odpoczynek: spędzanie czasu między skurczami macicy na rozluźnianiu się; niekiedy kobieta nie ma siły przeć, ponieważ wcześniej w czasie między skurczami niepotrzebnie wydatkowała energię, skakała, biegała; to jest czas błogosławienia, zamykania oczu, oddawaniu się rozmyślaniom lub marzeniom sennym; nawet w czasie skurczy nie zawsze wskazana jest aktywność: ciało ma swój rytm rozwierania się, ma swoje tempo i ekonomię; gdy myślę o porodzie Ani- przypominam sobie jak było dla niej istotne, że od czasu do czasu kładła się albo nieruchomiała i wyciszała skurcze; intensywny częsty odpoczynek dał jej siłę na długie godziny rodzenia, których potrzebował jej synek okręcony pępowiną (natura wtedy oszczędza dziecko-słabsze skurcze mniej zaciskające pępowinę, ale zwalnia tempo rozwierania, może bardziej zmęczyć matkę); odpoczynku i regeneracji sił dostarcza też posiłek- jeśli matce rodzącej chce się jeść, to zwyczajne powinna móc zjeść;
  • Trzeba widzieć swój poród jako wydarzenie piękne i rozwijające; ono jest jak wchodzenie na górę: jest to co prawda męczące; im bardziej przybliżamy się do wierzchołka, tym większego wysiłku potrzebujemy; ale jest to wysiłek ubogacający wewnętrznie, który można ofiarować Panu Jezusowi np. w intencji tego rodzącego się dziecka; można co prawda ominąć ten wysiłek- i mieć cesarkę- ale to tak jakby na górę wleciało się helikopterem.

Prawda jest taka, że trudno o intymne warunki zwłaszcza w polskich szpitalach. Jednak siła skupienia i wyciszenia przez siłę ducha matki może ją otoczyć takim wewnętrznym warownym murem, gdzie przestaje się liczyć to, co na zewnątrz.

Poród nie będzie na pewno wydarzeniem ekstatycznym, jeśli przeżyjemy go w lęku pt. „O, ja biedna!”, „O, jak mnie boli!”, „To zbyt straszne!”, „Nie wiem, co się dzieje i muszę zacisnąć zęby!” Skupienie się na własnym bólu- potęguje ten ból. Nawet nie skupiając się na nim- jest on odczuwalny mocno zazwyczaj. Skupianie się na nim w niczym nie pomaga, zwiększa obawy, negatywne odczucia. To dziecko potrzebuje skupienia i uwagi, ból tego nie potrzebuje. Poradzi sobie i bez tego.

Niekiedy kobiety przeżywają dwa porody w jednym: najpierw poród drogami natury przez wiele godzin, a następnie kończy się to cesarskim cięciem. Za jednym zamachem przeżywają dwa typy porodu: i fizjologiczny (choć nie do końca), i operacyjny. Choć ich dziecko nie doświadcza do końca porodu drogami natury, ale ta bogata mieszanka hormonów matki pomaga mu po wydobyciu z brzucha zacząć oddychać, zaadoptować się do nowego środowiska. Dzieci po cesarkach robionych „na zimno” częściej mają kłopoty z oddychaniem.

Nieraz słyszałam zarzuty, że nie trzeba zbyt wiele myśleć o własnych pięknych przeżyciach (i np. nie rodzić w domu), bo ważniejsze jest zdrowie dziecka. Myślę, że osoby, które tak mówią nie rozumieją jednak czegoś istotnego. Otóż jednoczenie się w modlitwie z dzieckiem, jego Aniołem Stróżem, spokojne otwieranie się (dosłowne: szyjka macicy zmienia średnicę od 0 do 10 cm) w cudzie rodzenia to również bezpieczna, spokojna droga na świat dla dziecka. Zdrowiu dziecka służy poród natury w harmonii z samym dzieckiem, jego tempem rodzenia. Bez popędzania go, wypychania, zmuszania do rodzenia.

Nasuwa mi się tu wspomnienie porodu J. Nie zgodziła się ona w szpitalu na podanie sztucznego przyśpieszacza porodu- kroplówki z syntetyczną oksytocyną, pomimo przedłużającego się porodu, pomimo słabych i nieregularnych skurczy. (A lekarze kusili!) Pomimo że było to jej najmłodsze trzecie dziecko i można się było spodziewać, że będzie się rodzić szybciej. Skurcze powoli i delikatnie zaciskały macicę na rodzącym się dziecku, na jego pępowinie- dawały mu wiele czasu na oddech. Jakież było ich zdziwienie, gdy dzieciątko urodziło się z węzłem zupełnym na pępowinie (czyli nie obkręcenie szyi czy innej części ciała pępowiną, ale zwyczajny węzeł). Dzięki mamie, jej cierpliwości (która z pewnością od Pana Boga)- całe i zdrowe się urodziło, 10 punktów w skali Apgar.

Ta cierpliwość, spokojne wspieranie, delikatna troska ma sens w naturalnym porodzie. Tak jak ma sens pomoc lekarska, gdy naturę trzeba uzupełnić, gdy ona sobie nie radzi, działa wadliwie.

Poród może też być cudownym doświadczeniem dla dziecka. Wystarczy zobaczyć twarz dziecka urodzonego w domu: rozluźniona, błoga. Potrafiąca się uśmiechać w kilka minut, godzin po porodzie. Dziecko potrafi aktywnie płakać nawet po łagodnym porodzie, ale nie ma w tym wydźwięku rozpaczy, rozdarcia. Łatwo załagodzić taki płacz. Przytulenie, okrycie, pierś wystarczą.

W taką twarz można się wpatrywać i wpatrywać. Jest najpiękniejsza na świecie. Człowiek, który niedawno wyszedł spod ręki Stwórcy.

Kohelet mówi, że jest na wszystko jest czas wyznaczony pod niebem. Jest też czas na przecięcie pępowiny. Jeśli nie ma konfliktu serologicznego (wtedy należy szybko przecinać pępowinę), to w domu i wśród mądrych lekarzy czeka się aż pępowina przestanie tętnić. Cierpliwość jest dobrym doradcą. Dziecko dzięki temu jest lepiej dotlenione: najpierw zaczyna oddychać przy pomocy płuc, potem ma chwilę, by jeszcze przez pępowinę dotlenić się równocześnie z pierwszymi oddechami, następnie pępowina jako już niepotrzebna przestaje działać. I wtedy jest czas na jej przecięcie. Spokój matki, cierpliwość położnej jest nagrodzona: dziecko może dzięki temu otrzymać nawet do 10% krwi obwodowej więcej (jakie zabezpieczenie przed anemią!). Bywa że pępowina bardzo długo tętni, jeśli dziecko nie zaczyna oddychać powietrzem. Jak życiodajna okazuje się wówczas ta cierpliwość!

Cudowne przeżycie w czasie porodu nie jest więc celem samym w sobie, ale odkrywamy je mimochodem, gdy wgłębiamy się w ten plan natury dla rodzenia się człowieka.

„Poród jest głęboko emocjonalnym i duchowym, z niczym nieporównywalnym doświadczeniem życiowym, niezmiernie inspirującym rozwojowo  i każdy poród każdej kobiety jest inny, a jego przebieg i przeżycie nie do przewidzenia.(…) Misteria życia, przez które każdy z nas przechodzi to naturalne etapy, a nie przypadki medyczne (…).”

Piękne prawda? Cytat z: „Świadek Prawdy. Włodzimierz Fijałkowski” D. Kornas- Biela.



Projekcja filmu „Uwolnić poród” w Lublinie- zapraszam!

IFMSA czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Studentów Medycyny i Fundacja Rodzić po Ludzku organizują projekcję filmu „Uwolnić poród” 9 kwietnia o godzinie 19.00 w SPSK4 na ul. Jaczewskiego 8 w sali kinowej na 5 piętrze. Wstęp wolny, po wyświetleniu filmu przewidziana jest dyskusja. Zostałam zaproszona do dyskusji, zamierzam się więc stawić, ponownie obejrzeć film i rozmawiać 🙂

Dla mnie zdumiewającą rzeczą jest, że akurat takiego dnia jest to przewidziane. W dzień takiej drugiej rocznicy, która cudownie pasuje do takiego filmu 🙂

Zachęcam do obejrzenia filmu, do podyskutowania. Ciekawe, jakie będą pytania w takim miejscu jak szpital na Jaczewskiego. Mi się osobiście ono kojarzy bardziej z trybem więziennym niż szpitalem. Chociaż niektórzy tak lubią- dopiero co rozmawiałam z mamą, która sobie bardzo chwaliła to, że nie ma odwiedzin na salach w tym szpitalu (jest tylko jedna sala widzeń- dla wszystkich położnic).



Jeszcze raz Duchowe położnictwo

 „Jeśli przez całe życie nie robiłeś nic ciężkiego, są takie przejścia w życiu, które są ciężkie. Na przykład narodziny dziecka są jednym z nich. Jeśli będziesz kompletną ofermą przez całe życie, poród dziecka cię znokautuje, bo będziesz na to zbyt tchórzliwy. Ale jeśli robisz coś, co buduje twój charakter zawczasu, będziesz miał wystarczającą siłę charakteru, żeby mieć dziecko, i będzie to dla ciebie piękne i duchowe przeżycie.

-Stephen”

To ciekawa diagnoza. Diagnoza hipisa, męża hipiski- a mi się zawsze wydawało, że hipisi to tacy ludzie „wyluzowani”, nastawieni na życie „lightowe”, bez wysiłku. Ciekawe. Zgadzam się z powyższym cytatem w 100% przypominając sobie różne porody: i swoje własne, i te, którym mogłam towarzyszyć.

Jeśli kobieta całe życie z powodu miesiączki, „leczy się” środkami przeciwbólowymi (które w rzeczywistości nic nie leczą), jeśli każde przeziębienie, każda pospolita choroba również musi być znieczulona- to poród tym bardziej będzie czymś niewyobrażalnym bez znieczulenia. To gdy spotka nieokiełznane siły rodzenia, spanikuje i poprosi o cesarkę, znieczulenie itd.

Ina May Gaskin autorka zachęca, by wyzbywać się postawy narzekania. Jeśli nie zaczęło się tego wcześniej- ciąża jest takim ostatnim dzwonkiem na naukę. Jeśli bowiem całe życie narzekamy: na drożyznę, na polityków, że koleżanki, mąż nie tacy jak powinni, że pogoda pod psem, to poród będzie jednym wielkim powodem do narzekania i pasmem narzekania. To nie będzie on czasem otwierania się radosnego na dziecko i świętowania, ale jakąś niezrozumiałą bliżej męczarnią.

Pracujemy więc na swój poród wiele wiele czasu zanim on nastąpi.

W obecnych czasach, gdzie tak mało cierpliwości i zrozumienia, że dziecko ma swój własny czas rodzenia, gdzie tak wiele indukcji porodów (bo medycyna „wie lepiej”, kiedy jest termin porodu od samej natury)- niestety wielu kobietom jest on odebrany już na początku. Wtedy staje się zasługą lekarzy, położnych, to oni rodzą zamiast kobiety. Czują się z siebie dumni- jak ważni! Matka nie miała możliwości przekonać się, jak wielkie są siły rodzenia drzemiące w niej, uznano ją za niezdatną do porodu.  Znam takie sytuacje, gdy lekarz po szczęśliwym fizjologicznym(10 pkt w skali Apgar) acz trudnym porodzie komentował: „Pani w ogóle nie umie rodzić!” Jednak takie stwierdzenie i takie „wzmocnienie” kobiety świadczy przede wszystkim, że to lekarz nie umie rodzić, towarzyszyć w porodzie i nie umie właściwie pomagać.

Duchowe położnictwo czyli to, które otwarte jest na wymiar fizyczny, ale i duchowy szuka wzajemnego zaufania, szuka tych sił matczynych, wierzy w ich obecność i je wspiera. I wie dobrze, że nie są to tylko siły fizyczne, że wsparcie ducha rodzącej jest równie ważne.

Ina May Gaskin zachęca swoje rodzące, by mówiły w trakcie porodu swoim mężom, że ich kochają. Zauważyła, że wyznanie miłości czy słowami czy gestami czy słowami ma taką moc, że otwiera dosłownie kobietę. Pewnego razu badała kobietę ginekologicznie, kiedy ona wymawiała te słowa do swojego męża „kocham cię”- jak wielkie było jej zdumienie, że w trakcie badania szyjka rodzącej poszerzyła się o kilka centymetrów.

Kiedy nasze szpitale staną się miejscami, gdzie będzie miejsce na takie zaufanie między personelem a rodzącą parą, na taką prawdziwą intymność dla rodzącej?



Bardzo dobre i bardzo złe

Dawno nie czytałam książki, która wywołałaby tyle ambiwalentnych uczuć we mnie i to bardzo sprzecznych: zarówno bardzo pozytywnych jak i bardzo negatywnych.

Chodzi mianowicie o pozycję „Duchowe położnictwo” Iny May Gaskin.

Dużo pozytywów: przywrócenie porodowi jego miejsca wśród wydarzeń rodzinnych, należących do sfery fizjologii, intymności. Zwłaszcza ukazanie jak pieszczoty małżonków: wzajemne otwarcie się na obdarowywanie się pocałunkami, dotykiem itd. sprzyjają otwieraniu się kobiety na swoje dziecko- bardzo cenne.

Jednak dużo widzę też negatywów: zwłaszcza w sferze duchowej. Autorka dzieli się religijnością swoją i swoich rodzących, która operuje jakimś synkretyzmem, operuje imieniem Jezus i Budda, mam wrażenie, zamiennie. To jest bardzo niebezpieczne duchowo. Opisy poszczególnych porodów w większości należą do hipisów, którzy mówią o jakiejś niezidentyfikowanej energii i otwieraniu się na nią, co mi osobiście na pewno nie odpowiada.

Strona merytoryczna jest nieco przestarzała: opisywane sytuacje, medyczne interwencje, których się obecnie unika w czasie porodów domowych lub sytuacje, które nie powinny mieć tam miejsca.

Jedna z rad wydaje mi się nietrafiona: „Podczas fali skurczu miej oczy otwarte i zwracaj uwagę na ludzi wokół ciebie i na to, co się dzieje.”

Może komuś rzeczywiście pomagać utrzymywanie kontaktu wzrokowego z położną, mężem czy inną osobą wspierającą, ale nie wydaje mi się to konieczne. Nie każda matka skorzysta z kontaktu wzrokowego i go potrzebuje. Michel Odent w swych publikacjach zdaje się inaczej sugerować: otwarcie w czasie porodu na działanie starszej części mózgu, zdaje się nie iść w parze z otwarciem na pilne rejestrowanie bodźców zewnętrznych. Mi osobiście w porodach zawsze bardziej pomagały oczy raczej przymknięte, nie pilnowanie tego, co na zewnątrz, a skupienie na wnętrzu, modlitwie, na tym, co czuje dziecko.

Kiedy towarzyszę w czasie porodu jako doula w szpitalu, niekiedy widzę, że to, co dzieje się w szpitalu, to co tam widać- bardzo przeszkadza matce w otwarciu się na dziecko. Zdarza mi się więc zaproponować jej, że może wolałaby przymknąć powieki. Kobiety na dość zaawansowanym etapie porodu same zresztą nierzadko to robią. Przyjmując pozycję na czworaka, schylając głowę skupiają się na tym, co się dzieje w ich wnętrzu, nie zaś zewnętrzu.

Ina Gaskin zwraca naszą uwagę szczególnie na ekstatyczny charakter wydarzenia, jakim jest poród. Wejście w tę ekstazę umożliwia odważne otwarcie się na nie jako na łaskę, otwarcie się z miłością na osoby towarzyszące, położną, otwarcie z radością, a nawet humorem, przyjęcie narastającej fali skurczów jako błogosławieństwa, fali unoszącej nas miłości na spotkanie z wychodzącym na świat dzieckiem.

Piękny znajdziemy tu opis przyjęcia na świat z miłością dziecka ciężko chorego: z bezmózgowiem. Rodzice wypisują swoje umierające dziecko ze szpitala, żeby zapewnić mu godne odchodzenie, swoją obecność i kruchą miłość, z którą chcieli go pielęgnować, kochać. W szpitalu wiedząc, że dziecko i tak umrze nie zatroszczono się nawet, aby je karmić. „Żył jeszcze pięć dni. Nie był już dzieckiem, był jak stary mądry nauczyciel. Czuliśmy się szczególnie uprzywilejowani, że jest w naszym domu tak Święta istota.”

Piękne są również zdjęcia dzieci nowo narodzonych i już uśmiechniętych – wyraźny ślad, że one też brały udział w tej ekstazie, olśnieniu przychodzenia na świat.