Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’


Z miasta na wieś

1 rok po przeprowadzce na wieś: Czego te dzieci na wsi nie wkładają czapek? Moje w czapki muszą się ubierać przed zimnem, przed słońcem, przed wiatrem itd. W uszka nawieje, w główkę zaświeci i choróbstwo gotowe!

2 rok: Czego te dzieci sąsiadów bez kurtek?

3 rok: Czego te moje dzieci też nie chcą nakładać czapek?

4 rok: Może jednak nie rozchorują się bez czapek tak od razu?

5 rok: Może wystarczy sweter zamiast kurtki?

6 rok: Na pewno nałożą czapkę, jak będą potrzebować.

7 rok: Nie nakładaj, dziecko, czapki!- po co ci ona?

8 rok: Czego ci goście nakładają dzieciom czapki? Jeszcze się przegrzeją biedaczki!

Pół żartem- pół serio, ale człowiek się zmienia, gdy przestaje być mieszczuchem, a jeszcze szybciej bakcyla zmiany łykają młodzi ludzikowie.



Śmieciolandia

Żyjemy w Śmieciolandii i jeszcze dajemy się oszukać, że robią nam przysługę dając coraz więcej śmieci.

Dlaczego tak piszę?

Zaraz wyjaśnię, ale najpierw sytuacja z życia wzięta.

Dziadek do wnuczka: „Wyrzuć, proszę, te 4 worki po kurczakach!” Wnuczkowi chciało się przejść tylko połowę drogi do śmietnika, więc worki wylądowały w domku do zabawy- tam akurat wypadała połowa drogi.  Worki pachniały apetycznie kurczakiem, więc zwąchał je młody pies i ze smakiem połknął.

Dzięki temu miał zafundowaną wizytę u weterynarza i picie zielonej mikstury, po której miał równie zieloną „minę” i biegi do Rygi.

„E, tam!”- powiecie może- „psa nie szkoda, bo to tylko pies”.

Ale innym razem może być dziecko.

Z Lidla, McDonalda, promocji i innych przybytków „cud-zabaweczki” przybywają dla dzieci (bo firmy nieźle na tym zarabiają).  Oczywiście napisane, że dla dzieci powyżej 3 roku życia. A że dzieci powyżej 3 roku życia miewają rodzeństwo? No to po co są ci rodzice wyrodni- niech pilnują! Sklepiki mają prawo rozdawać, sprzedawać swoje cudowności „Niech się wnusio pobawi! Niech córeczka ma radość!”

Z mojego jednak doświadczenia pomimo że przed tymi zabawkami ostrzegają rodziców małych dzieci- tych do 3 lat, to nie mniejszym zagrożeniem są one dla starszych dzieci. Bo takie starsze dziecko ma więcej pomysłów. Może więc nie tylko skosztować gadżecik, ale włożyć go sobie do ucha, do nosa albo bratu gdzie się da.

Dajemy się nabierać na rozdawanie dodatkowych śmieciuszków- tylko kto to po nas posprząta? Podobnie z kupowanymi zabawkami. Dochodzę do wniosku, że więcej niż pudełko zabawek to zaśmiecanie domu i odbieranie radości dziecku i rodzicom. A Wy się zawsze cieszycie sprzątając te sterty zabawek? Dzieci się cieszą?

Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię! Niech nas nauczy odróżniać to, co potrzebne od tego, co zaśmiecające nasz dom, nasze myśli.



Pierwsze pokarmy dziecka: miłość i nienawiść

Macierzyństwo daje się poznać kobiecie jak nic innego.

Kim jest?

Dając siebie, poznaje siebie jakby nigdy się nie poznała w innej sytuacji.

Krok…

po kroku…

widzi, że

karmi swoje dziecko…

radością,

szczęściem,

życiem,

miłością

 

a może też:

złością i frustracją,

niecierpliwością,

własną goryczą i żółcią,

nienawiścią.

A dziecko póki jest maleńkie, nie grymasi. Wszystko wysysa.

Nawet pustkę potrafi ssać- smoczek uspokajacz, gumową imitację matczynej piersi.



Tylko dzisiaj

Pewna mama podzieliła się kiedyś ze mną, w jaki sposób dokończyła w zgodzie ze swoim dzieckiem karmienie go piersią, choć było jej ciężko. Ta końcówka bywa tak trudna, że niekiedy z niecierpliwością zakończyłoby się zanim dziecko da radę to przyjąć spokojnie albo chociaż do przyjęcia.

Po prostu każdego dnia, gdy było jej trudno karmić dalej piersią, a dziecko domagało się tego usilnie, postanawiała: „Jeszcze tylko dzisiaj je nakarmię”. „Jeszcze tylko dzisiaj zdobędę się na cierpliwość.”

Dzięki temu wytrwała.

Pan Bóg nie oczekuje od nas rzeczy niemożliwych. Wystarczy wytrwanie dzisiaj, cierpliwość na dziś chce nam dać, nie na cały miesiąc, nie na dwa lata.

Tylko na dziś.

Na teraz.

Łaska to świeży kwiat, którym On mówi: „Kocham Cię!”



Małe silniejsze

Małe dobro jest silniejsze niż wielkie zło.

To jest bardzo dobra nowina.

Wystarczy nakarmić piersią, by pocieszyć maleństwo, by pokonać w sobie to duże zło. I niechęć, i niecierpliwość.  Czasem małym dobrem może być podniesienie dziecięcej zabawki, a czasem podzielenie się orzeszkiem.

Moje dzieciaki ucieszyły się tym bardzo, gdy im powiedziałam, że malutkie dobro jest o wiele mocniejsze niż olbrzymie zło. Z chęcią zaczęły się dzielić z bratem i na wyścigi dawać mu po 1 orzeszku 🙂 Skoro małe wystarczy 🙂



Szczepić czy nie?

Na powyższe pytanie: „Szczepić czy nie?” nie jest dla mnie jasna odpowiedź.

Jednak im więcej wiedzy na ten temat, tym więcej pytań we mnie rośnie.

Akcja Cała Polska Czyta Ulotki Szczepionek.

Jakie to pytania?:

  • Co lepiej/albo raczej co gorzej: zachorowanie dziecka nieszczepionego na gruźlicę czy zachorowanie dziecka na gruźlicę kości lub węzłów chłonnych po szczepionce? ( http://www.stopnop.pl/images/PDF/BCG%2010%201%20z%202%20ulotka%20dla%20pacjenta.jpg )
  • Skoro przeciwwskazaniem do  szczepienia są pierwotne zaburzenia odporności, to właściwie żadnego dziecka nie należałoby szczepić- przecież na twarzy po urodzeniu nie ma wypisane, że urodziło się z zaburzoną odpornością;
  • Wszystkie dzieci nie mają jeszcze rozwiniętego układu odpornościowego- jak wielkie jest to obciążenie dla nich wstrzykiwanie im do organizmu tych wszystkich adjuwantów (wodorotlenek glinu, fosforan glinu), konserwantów (np. rtęci), glutaminianów sodu, trometamolu, osłabionych, a jednak żywych bakterii (gruźlicy- atenuowanych), unieszkodliwionych (na ile?) wirusów? A może taki eksperymencik- podchodzimy do losowo wybranego przechodnia i pytamy: „Czy zdecydowałby się pan na wstrzyknięcie sobie wodorotlenku glinu, glutaminianu sodu, trometamolu, rtęci i trochę osłabionych nieszkodliwych zarazków?”
  • Nie należy szczepić dzieci w czasie ostrych chorób, gorączek, zaostrzeń chorób przewlekłych. Ale nie można wykluczyć, że nie raz zaszczepi się dziecko, u którego dopiero następuje inkubacja choroby czyli choroba już się rozwija, ale w sposób ukryty. Jakie to będzie miało skutki?
  • Przed podaniem szczepionki nie robi się badań, czy dziecko nie jest chore na białaczkę, chłoniaki, alergię na białko kurze, czy w jego organizmie nie rozwija się jakaś zjadliwa infekcja, a mimo to się szczepi, choć są to wszystko przeciwwskazania do zaszczepienia.
  • Eufemistycznie brzmi skutek uboczny pt. „dłuższe przerwy między oddechami”, ale zupełnie inaczej brzmi bezdech aż do bez dechu lub zespół nagłej śmierci łóżeczkowej;
  • Ilu rodziców zaszczepiłoby, gdyby powiedziano im, że po szczepionce dziecko może: mieć gorączkę powyżej 40 stopni,dostać zapaści (wstrząsu), może płakać powyżej 3 godzin, mieć zapalenie nerwów? http://www.stopnop.pl/images/PDF/boostrix_fiolka_ulotka_10_08_2010.pdf


Ile mieć dzieci

Kogo bardziej kochamy: dzieci czy rzeczy?

Ile powinno się mieć dzieci?

Tosia przygląda mi się badawczo i mówi:

-Mamo, a właściwie dlaczego ty nie masz pod sercem dzidziusia? Wszystkie nasze znajome mamy mają, będą rodzić na wiosnę, a ty?- pyta z wyrzutem.

Ale już z doświadczenia wiem, że dzieci z tej wielkoduszności zazwyczaj „wyrastają” ufając tylko rozsądkowi.  Sąsiadka- mama starszych już dzieci (dorosłych) daje mi nadzieję, że potem znowu mogą wybrać tę wielkoduszność obok roztropności.



Z wywieszonym językiem…

Pocieszała mnie kiedyś sąsiadka tradycyjnym powiedzonkiem, że „małe dzieci nie dają spać, duże dzieci nie dają żyć”.

Będąc mamą na 24-godzinnym dyżurze domowym chciałoby się czasem trochę „zrzucić” na męża ten trud, niepowodzenia, poczucie bezradności itp. Ale wtedy okazuje się, że sytuacja jeszcze bardziej się zaostrza albo nic to nie daje, albo mężowi ciśnienie skacze.

Co robić?

Nie ma uniwersalnych recept, a nawet jak są, to zapewne są niewiele warte.  Czasem się dystansuję czytując kolejny raz „Mikołajka”, żeby w innym świetle popatrzeć np. na ulubioną rozrywkę chłopców: bicie się z przyjaciółmi i wrogami (co na jedno wychodzi w ich przypadku).

Kiedy” trujemy” mężowi o niegrzecznych dzieciach tuż po jego przyjściu z pracy, można spróbować przestawić tę kolejność: podzielić się z nim najpierw czymś dobrym, radosnym, powiedzieć o każdym z dzieci przede wszystkim coś dobrego.

Siać dobro, żeby wyrosło dobro. Uczyć swojego męża zrozumienia dla dzieci, ich problemów.

Wiśta wio, łatwo powiedzieć.

Widzę pewną prawidłowość (?), że im dzieci starsze, tym bardziej role się zmieniają- to mąż uczy mnie zrozumienia dla dzieci, ich wolności, odpowiedzialności.

Im dalej w las małżeństwa, tym bardziej wyczulone uszy na małżonka powinny nam wyrastać. Kochające uszy!



Łagodność- dzielenie się Boga

Zamysł Boży co do małżeństwa i rodziny jest pełen błogosławieństwa, innymi słowy szczęścia.

Według Jego pomysłu relacja małżeńska ma dawać wiele szczęścia, bycie rodzicem ma dawać wiele szczęścia. A jak wiadomo „więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu”. Jest to więc pole do nauki dawania, do uszczęśliwiania współmałżonka, w drugiej kolejności dzieci.

Pan Bóg nie daje nam dzieci, byśmy robili z nimi, co nam się zachciewa. On je nam „wypożycza”. Zapyta nas kiedyś, jak z nimi postępowaliśmy. Był kiedyś taki piękny zwyczaj w katolickich rodzinach, jak przed niedzielną Eucharystią podejść do każdego członka rodziny i powiedzieć: „Wybaczam i proszę o wybaczenie!” Nic, tylko wrócić do tego zwyczaju.

„Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę,
gromadzi ją swoim ramieniem,
jagnięta nosi na swej piersi,
owce karmiące prowadzi łagodnie.” Iz 40,11

Nasze dzieci są jagniętami, my jako dzieci Boże jesteśmy jagniętami. Czasem jako matki karmiące jesteśmy dla siebie zbyt niecierpliwe, zbyt surowe, zbyt smutne. A Pan Bóg chce nam dawać tak wiele swojej łagodności… Nie postępuje z nami surowo, niecierpliwie.



Krótkowzroczność czy przewidywanie?

Krótkowzroczność czy przewidywanie?- wybór należy do nas.

Rozmowa cukrzyka z lekarzem. Chory przyznaje się do poziomów cukru nie mniejszych niż 220-240 mg (czyli sporo za dużo- hiperglikemia). A lekarz na to: „To i tak w pana wieku to nie jest tak źle! W tym wieku to jest wręcz nie do obniżenia”.

Moje pytanie brzmi: To jest lekarz? Zamiast zachęcić do solidnej diety niskocukrowej, to ściemnia, że „się nie da”. No i naraża w ten sposób swojego pacjenta na dalszy rozwój choroby zamiast zagrzewać do walki o zdrowie.

Inna historia. Matka z dzieckiem pod sercem chwali się, jak to dużo zjada jedzenia śmieciowego (fast foody, żelki, inne słodycze itp.), a jakie przy tym ma dobre wyniki morfologii. Nie wytrzymałam i wypaliłam: „I dziecko też to zjada!” Nie to, żebym nie rozumiała zachcianek żywieniowych mam w stanie błogosławionym: trudno im się niekiedy, a może nawet często oprzeć. Czy ja tego nie robiłam? Niestety tak. Jednak dziwne mi się wydaje przechwalanie tym, jak jakimś osiągnięciem. I dodawanie, że lekarz też nie ma nic przeciwko temu (to lekarz czy znachor?)

Jakie to krótkowzroczne! Jakby chodziło tylko o wynik tu i teraz! A po co te badania? Dlaczego to jest tak ważne? Bo matka z dzieckiem pod sercem magazynuje w swoim organizmie mikroelementy i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach oraz białka, tłuszcze nie tylko na chwilę bieżącą, na czas ciąży, ale przede wszystkim na okres karmienia piersią dziecka. I co z tego, że matka ma w ciąży dobrą morfologię, jeśli nie da rady potem karmić piersią z powodu własnego osłabienia. A na osłabienie, brak sił, gorsze zdrowie może się składać nie tylko brak żelaza (niska hemoglobina, erytrocyty), ale także braki innych elementów, których laboratorium nie mierzy.

Przepadam za Moniką, która też nosząc dziecko pod sercem czasem mi opowiada o jakiejś zachciance żywieniowej- robi to jednak z takim „żarcikiem” z siebie, na co dzień zaprawiając się w bojach o super zdrową kuchnię, że wesoło robi się na pokładzie. Bez chełpliwości. No to lubię posłuchać 🙂 I skosztować jej „przeboje” kulinarne, które świetnie smakują i dają rosnąć zdrowo dziecku. Mniam! Dzisiaj kosztowałam pasztet z fasoli. Dzięki!

Zaraziła mnie też stroną:

Dla wymagających

Jakie to smutne: najpierw w stanie błogosławionym fast foody, potem mleko modyfikowane! Nie jest to żadna reguła, ale czy nie jest to ten sam styl żywienia?

Zachwyciłam się dziś piosenką:

„Niech płynie!”

Nie oprę się i zacytuję jej fragmenty:

„Niech płynie, płynie, płynie mleko!

Niech rozsadzi mentalne tamy w człowieku!” (…)

„Na jakiej glebie posadzisz to ziarno?

Czy wiesz, że w życiu najlepsze rzeczy są za darmo?” (…)

„To, co płynie w nas, to nie woda, nie czas,

tajemnica wielka, co wypływa z serca!” (…)

„Więc pomyśl, jak kręci się ten świat,

że Stwórca dał nam mleko i dał nam plan,

ta układanka prosta jak ulał,

usta malucha psują do niej jak ulał;” (…)

„lek w proszku zostawcie proszę astronautom”;

„W imię Ojca i Syna i Ducha

niech trafi to, co święte do ust malucha!”

„One darem są dla rodziny,

a nie medialnym mięsem dla szumowiny!”

Piękna, nieprawdaż?