że stan błogosławiony jest rzeczywiście entuzjastycznym budowaniem, przebudowywaniem siebie na rzecz dziecka, mogę przyjrzeć się konkretnym pojawiającym się wyzwaniom w tym czasie.
Częstym pojawiającym się problemem w tym czasie są żylaki. Są to żylaki odbytu i żylaki kończyn dolnych. Rzadziej pojawiają się żylaki na wargach sromowych.
Przede wszystkim w wielu przypadkach da się im zapobiegać:
–poprzez ruch: unikanie długotrwałego stania lub siedzenia; a jeśli już jest ono konieczne, to zawsze nawet stojąc czy siedząc dłużej, możemy chociaż poruszać palcami, trochę się kręcić, robić krążenia stóp, robić sobie choć krótkie przerwy; być dla siebie dobrą; dużo chodzić, kucać czasem na całych stopach, ale też dużo odpoczywać w pozycji z wyciągniętymi nogami lub ułożonymi nieco wyzej;
-bardzo dobre są też klapki masujące lub chodzenie boso (choć czasami) oraz polewanie łydek zimną wodą lub kąpiel stóp i łydek naprzemiennie w zimnej i ciepłej wodzie;
-poprzez zdrową dietę: dużo błonnika, zwiększenie witaminy C, E (np. olej z wiesiołka, tłuste morskie ryby); na stan naszych naczyń ponadto korzystnie wpływają cebula, szczypior, por, czosnek.
A co jeśli już się pojawiły żylaki:
-w/w dieta;
-jeśli chodzi o żylaki kończyn: w miejscu odczuwania dolegliwości można stosować okład z krwawnika, kwiatu głogu, liści gryki, oczaru wirginijskiego, ziela lub kwiatu nagietka, okład z kostek lodu (owiniętych w gazę) lub olejku neroli; kąpiel z olejkiem cyprysowym poprawiającym krążenie (10-20/wannę);
-jeśli chodzi o żylaki odbytu: stosować czopki do krioterapii (terapia zimnem- bardzo skuteczna, bo natychmiastowo obkurcza naczynia dając ulgę, nie niosąc ze sobą skutków ubocznych), można też czopki ziołowe (hemorol);
-zioła: w miejscu odczuwania dolegliwości można stosować okład z krwawnika, kwiatu głogu, liści gryki, oczaru wirginijskiego, ziela lub kwiatu nagietka, okład z kostek lodu (owiniętych w gazę) lub olejku neroli; prawoślaz lekarski- napar lub odwar zewnętrznie; nasiona kasztanowca lekarskiego- odwar zewnętrznie.
Zrezygnuj z gniewu, żalu, urazy, poczucia winy i zamartwiania się. Następnie obserwuj jak twoje zdrowie i życie rozkwita.” C.F. Glassman
Taką dietę polecam na stan błogosławiony i nie tylko. Życie od Boga dane jest zbyt cennym darem, by je zatruwać narzekaniem, nieufnością, pretensjami.
Wrócę do początkowego pytania: czy ciąża jest chorobą?
Zdecydowanie NIE jest chorobą, jest za to niezmiernie dynamicznym rozwojem matki na rzecz poczętego dziecka.
Dlatego też nie przepadam za terminem „ciąża”, bo dziecka nie traktuję jak ciężaru. Moje doświadczenie i tak wielu innych matek pokazuje, że dziecko jest radością i błogosławieństwem, a więc trudu też nie brakuje w jego wzroście. Ale ten trud też może być tym hojniejszym błogosławieństwem.
W pierwszym trymestrze zmiany w ciele matki, by godnie przyjąć i dopomóc w rozwoju dopiero co poczętego dziecka są tak duże, że normalnym objawem jest zmęczenie, potrzeba snu, dodatkowego odpoczynku. Skoro przybywa AŻ 45% krwi, to i serce, i nerki, i wątroba, i żołądek i jelita zaczynają inaczej funkcjonować- na wyższych obrotach. Nawet okuliści widzą zmiany we wzroku matek w stanie odmiennym.
Ale w dalszym ciągu to nie jest choroba. Wysiłek budowania wygodnej „kolebki” (macicy) dla dziecka, wspierania jego rozwoju zdecydowanie nie jest chorobą, a genialnym objawem i przejawem siły życia i budowania go.
I opowiem wam dziś o mądrym lekarzu, którego miałam możliwość spotkać. Właśnie w okresie, gdy moje dziecko sobie rosło po cichu w moim łonie, zaniepokoiły mnie wyniki badań, które mi zlecił.
Ale to był stary i mądry doktor, a ja młoda i niedoświadczona. Więc udzielił mi kapitalnej lekcji na całe życie i podzielił się swoim zrozumieniem stanu błogosławionego:
-Leczymy pacjenta, a nie jego wyniki.
W stanie odmiennym tym bardziej należy o tym pamiętać, bo na skutek tej „przebudowy” w organizmie, wyniki krwi, moczu rzeczywiście szaleją. Niektórych w ogóle nie można porównywać z wynikami kobiet, które nie są w ciąży. Np. o wiele wyższe mogą być wyniki D-dimerów i jeśli nie towarzyszą temu objawy choroby, może to być norma.
Bo normy dla stanu błogosławionego są po prostu inne!
Kiedy matka „dobudowuje” sobie i dziecku aż 45% krwi to jest to tak duża ilość, że początkowo ta krew siłą rzeczy musi się stać nieco bardziej rozrzedzona. Dopiero po połowie stanu odmiennego układ krwiotwórczy zaczyna nadrabiać braki. Ponieważ matka przygotowuje się do urodzenia dziecka, co zawiera w sobie też urodziny łożyska, to jej organizm przewiduje, że będzie potrzebował sporo więcej zdolności hamowania krwawienia- stąd wzrasta krzepliwość krwi (te wyniki D-dimerów np.)
Czyż nie jest to genialne?
„Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie,
godne podziwu są Twoje dzieła.
I dobrze znasz moją duszę,
nie tajna Ci moja istota,
kiedy w ukryciu powstawałem,
utkany w głębi ziemi.” Ps 139,14-15
Skoro Pan Bóg stwarza to tak genialnie, dlaczego pojawiają się tu rzeczywiście czasem choroby, problemy?
Po pierwsze, bo odeszliśmy z Raju, odeszliśmy od Jego planu miłości i zaufania.
Po drugie, żeby dokonały się większe rzeczy: uzdrowienie, uleczenie naszej niewiary, żeby Pan Bóg mógł działać.
Zdrowa matka w 25 tygodniu ciąży poszła na kontrolę do ginekologa. Podczas badania ginekologicznego tenże lekarz poczuł, jak jej się napina mięsień macicy (fizjologiczne skurcze Braxtona-Hicksa). No i huknął na nią leżącą dalej w pozycji bezbronnego żuczka, tylko czująca się o wiele bardziej niezręcznie:
-Co się pani tak stresuje? Chce pani urodzić wcześniaka?
Bogu ducha winna kobita, zaniemówiła z wrażenia i przestrachu. Szybko się ubrała.
Po tej akcji oczywiście lekarz zapisał leki. Bo cóż innego mógłby zrobić?
Owa matka nie biorąc żadnych leków urodziła w 42 tygodniu po uprzedniej indukcji czyli wywoływaniu porodu.
Co więcej, nigdy więcej nie przyznała się lekarzowi do odczuwania mocnych skurczy Braxtona-Hicksa, choć urodziła jeszcze gromadkę dzieci- wszystkie „po terminie” czyli w terminie właściwym jej dzieciom.
A teraz zajrzyjmy do leku zwanego No-spa, którym faszerują się niekiedy kobiety jak landrynkami. Do tak zwanej charakterystyki produktu leczniczego, który powinien być podany do wiadomości publicznej i jest wiarygodnym źródłem informacji o leku:
„Nie stosować u dzieci poniżej 6 roku życia”. „Produkt należy stosować ostrożnie u dzieci, ponieważ nie przeprowadzono badań dotyczących działania drotaweryny (substancja czynna No-spy) w tej grupie pacjentów”.
Acha, czyli biorąc ten lek w okresie ciąży, eksperymentujemy na swoich dzieciach, bo nikt nie badał jak wpływa on na najmniejsze dzieci.
„Substancja czynna przechodzi przez łożysko.” czyli na pewno zjadając tąże pastylkę podzielimy się nią z dzieckiem, które sobie w nas rośnie. Tego możemy być pewne. Na pewno nie mamy jasności, jak zadziała ona na nasze dziecko, bo nikt tego nie badał. Możemy być natomiast pewne, że im młodsze jest dziecko, tym bardziej niedojrzałą ma wątrobę i inne narządy, które są odpowiedzialne za metabolizm, odtruwanie organizmu.
„W badaniu klinicznym stwierdzono zwiększone ryzyko krwotoku poporodowego u pacjentek otrzymujących drotawerynę w trakcie porodu. Dlatego nie należy stosować drotaweryny w okresie porodu.” Hm, tylko tą niewinną (?) No-spę- drotawerynę często zalecają położne, lekarze w okresie okołoporodowym, żeby „upewnić się, czy to już poród” lub żeby przestało coś boleć.
No, cóż, ale to nie oni ryzykują krwotokiem porodowym i nie oni go zobaczą. Bo kto inny bada w gabinecie zazwyczaj lub doradza przed porodem, a kto inny potem jest obecny w czasie porodu, więc jak tu zobaczyć i skojarzyć przyczynę i skutek?
A skoro piszą o tym BARDZO POWAŻNYM SKUTKU UBOCZNYM leku, to nie dlatego, że tak im się chce, tylko że w badaniach klinicznych zaobserwowano ten skutek uboczny u wystarczająco wielu konsumujących ten lek, żeby być zmuszonym do napisania tego. Pomimo że im to bardzo nie na rękę. Bo jeśliby zaczęli to uważniej czytać położne i położnicy, to przestaliby zalecać ten lek tak często.
(Uwaga na marginesie: na zachodzie Europy zaczęto czytać uważniej, dlatego jest to lek ZAKAZANY, przeciwwskazany w ciąży).
„Drotaweryna jest skuteczna w leczeniu skurczów mięśni gładkich, zarówno pochodzenia neurogennego, jak i mięśniowego. Niezależnie od rodzaju unerwienia autonomicznego drotaweryna działa na mięśnie gładkie, znajdujące się w przewodzie pokarmowym, drogach żółciowych, układzie moczowo-płciowym i układzie krążenia.”
Super, że ten lek działa! Tylko mam jedno pytanie:
Czy to, że mięśnie nam się kurczą, trzeba leczyć?
Skurcze Braxtona-Hicksa są fizjologią czyli stanem zdrowia. Mięśnie macicy kurczą się systematycznie- najpierw od 12 tygodnia ciąży są nazywane skurczami Alvareza. Potem mniej więcej od połowy stanu błogosławionego zmieniają się one w skurcze Braxtona-Hicksa, które mogą być już odczuwalne jako wyraźne napięcie, twardnienie (choć zazwyczaj nie powinny boleć, a niektóre kobiety ich nie odczuwają wcale). Około 2-3 tygodni przed rozwiązaniem może, choć nie musi, nastąpić jeszcze jedna zmiana. I skurcze Braxtona-Hicksa mogą się przeobrazić w skurcze przepowiadające, co miewa już niekiedy komponent większej siły, co czasem bywa odczuwane boleśniej. Bywają one mniej lub bardziej nieregularne. Aż pewnego dnia… ruszają z kopyta. I zaczyna się poród, w którym fali skurczowej już raczej nie da się nie zauważyć.
Fizjologia jest taka, że przy kolejnych dzieciach można skurcze ciążowe czuć coraz intensywniej, bo macica i powłoki brzuszne są coraz bardziej rozciągnięte, mięsień macicy bardziej wytrenowany (o ile się go nie obezwładniało wcześniej systematycznie).
I znowu daję do myślenia, bez gotowych odpowiedzi:
Czy wykluczanie, osłabianie działania mięśni macicy całą lub część ciąży może wpływać na skuteczność ich działania w czasie porodu?
Czy dziecko, którego napięcie mięśniowe się osłabia tygodnie lub miesiące, gdy jest w najmniej zaawansowanym stadium rozwoju, w późniejszym okresie rozwoju nie doświadczy zmniejszonego napięcia mięśniowego?
Zapytajcie fizjoterapeutów i terapeutów integracji sensorycznej, ile dzieci ma problem z obniżonym napięciem mięśniowym. I odpowiedzcie sobie same na te pytania. Bo nikt za was nie weźmie odpowiedzialności ani za was, ani za wasze dzieci.
Jak jeszcze nie masz dosyć, to analogiczne przemyślenia i sympatyczna stronka:
Ociupinkę, bo sama będę dopiero wzbogacać swoją wiedzę o aromatoterapii.
Dlaczego ona działa tak skutecznie w porodzie?
Bo ośrodki węchowe należą do starszych części mózgu, które właśnie u ssaków uczestniczą w porodzie.
Najbardziej skomplikowana, rozwinięta część ludzkiego mózgu zwana korą nową często „łobuzuje” i przeszkadza w porodzie. Dlatego mamy do czynienia z efektem izby przyjęć. Podczas wywiadu lekarskiego na izbie przyjęć- licznych pytań- gdy poród nie jest jeszcze zbyt zaawansowany, skurcze mogą zostać zahamowane, właśnie ze względu na uruchamianie tej kory nowej, stresorów, jakimi bywają te pytania.
Towarzyszyłam kiedyś przy porodzie, do którego została zaproszona druga doula. I przepięknie posługiwała się olejkami eterycznymi.
Teraz będzie bardzo pachnący fragment.
Była w użyciu lawenda.
Była szałwia muszkatołowa.
Pachniał imbirowy olejek.
Chyba jeszcze bergamotka.
Mmmm…
Długi poród spowity był welonem tych aromatów.
Dyskretnie wspierał tą rodzącą matkę w wychodzeniu naprzeciw dziecku,
w poddawaniu się falom porodowym:
fali ekscytacji,
fali uniesienia,
fali modlitwy,
fali wytężonej pracy na rzecz dziecka,
fali szczęścia.
Zachęcam.
Zwłaszcza, że dobrej jakości olejki można też wykorzystać potem:
w kosmetyce,
w leczeniu małych i dużych,
w kuchni
i gospodarstwie domowym
Żeby tak było należy jednak wybierać olejki naturalne. Poznać je można po tym, że nadają się zewnętrznie do kominków, dyfuzorów, ale też wewnętrznie: do jedzenia (oczywiście te jadalne, np. lawendowy, miętowy).
Zapisane jest to językiem kodu genetycznego niepowtarzalnego dla każdej osoby.
Dlatego nie możemy dać sobie wmówić, że to nie ma znaczenia i każdy może sobie wybrać, czy być chłopakiem czy dziewczyną, mężczyzną czy kobietą.
Nawet jeśli ktoś zaprzeczy temu, kim jest i okaleczy się, żeby wyglądać jak ktoś inny, to dalej każda komórka jego ciała będzie wołała o akceptację.
Dlatego tak wiele samobójstw wśród homoseksualistów, transseksualistów czyli osób, które zamykają się na prawdę o sobie.
Niestety młode osoby łatwo jest oszukać, zwieść, bo jeszcze nie rozumieją siebie, innych, szukają, błądzą.
Począwszy od wieku młodszego szkolnego czyli od około 7 lat dziewczynki zaczynają preferować zabawę z dziewczętami. Chłopcy szukają zabaw z chłopakami. Nawet jak szkoły wpakowują chłopców i dziewczęta do jednego worka zwanego koedukacją, to i tak tworzą się grupki oddzielne dla chłopaków i oddzielne dziewczynek. W większości oczywiście.
I w tym wieku lat 7, 10 czy 13 (+- parę lat) dziewczętom podobają się inne dziewczęta, kobiety, a chłopakom chłopcy, mężczyźni.
I to jest normalne.
I wcale nie świadczy o zboczeniu, o tendencjach homoseksualnych, tylko o identyfikacji z własną płcią, bo dziewczynki potrzebują nauczyć się jak być dziewczynkami, kobietami, matkami, siostrami. Potrzebują też nauczyć się doceniać własną płeć.
A chłopcy potrzebują się nauczyć wypełniania zadań własnej płci- jak być bratem, ojcem, dziadkiem i docenić to.
Uwaga! Młody człowiek w środku. Zabrania się straszenia!
„Boję się porodu!”– usłyszałam.
Dlaczego kobiety boją się porodu?
-Bo są straszone: przez inne kobiety, przez lekarzy, przez mężów, przez TV itd., itp.;
-Bo są straszone przez własne matki, siostry, przyjaciółki jak to było strasznie w czasie porodu;
-Bo są straszone przez własną niewiedzę i wyobraźnię lub przeciwnie: przez własną wiedzę.
Czy da się pozbyć lęku przed porodem?
Da się.
Najpierw trzeba przyjrzeć się temu potworowi, któremu na imię: LĘK
czyli:
Odpowiedzieć sobie na pytania:
-Czego się boimy konkretnie?
-Czego jeszcze się boimy?
-Czego boimy się na jeszcze głębszym poziomie?
-Czy jesteśmy bardzo przywiązane do tego potwora?
-Co by było, gdybyśmy się od niego uwolniły?
I gdy już się przyjrzymy temu STRASZLIWEMU potworowi, możemy go spróbować oswoić: narysować, namalować, odtańczyć taniec-strachaniec albo odśpiewać. Co kto woli.
A gdy już będzie choć trochę oswojony, możemy go wypuścić ze swojego życia.
Możemy wybrać wolność życia w Panu Jezusie i Jemu zacząć oddawać każdy swój lęk. Bo „doskonała miłość usuwa lęk”.
Dlaczego napisałam, że straszenie surowo wzbronione?
-bo matki w stanie błogosławionym powinny być otulane poczuciem bezpieczeństwa, pokoju i miłości;
-bo jeden z hormonów stresu kortyzol obniża poziom progesteronu- hormonu, który podtrzymuje ciążę;
-bo poród może być pięknym, wzruszającym, ekscytującym doświadczeniem, jeśli go poznamy jako przyjaciela, jako bezcenny dar od Pana Boga;
-bo ten młody człowiek, który mieszka wewnątrz matki nie zasłużył, by się pastwić nad nim i straszyć go;
-bo poród nie musi być zawsze wydarzeniem medycznym, wg Bożego planu- planu pełnego miłości może on być wspaniałym rodzinnym świętowaniem przyjścia na świat dziecka; może być śpiewem i tańcem na przywitanie tego małego gościa;
-bo nawet poród, który jest trudny, rozwija się nieprawidłowo można tak prowadzić, by minimalizować lęk matki, dodawać jej otuchy, a nie powodów do obaw.
I my kobiety najczęściej godzimy się pokornie z nią.
Dla dobra dziecka.
Czasem czujemy się bezsilne.
Ale w duszy zostaje ból.
Nawet jak blizna ładnie wygląda.
Czy rzeczywiście ona ładnie wygląda?
Czy wystarczy z zewnątrz ładne zrośnięcie?
No właśnie NIE.
Bo ta blizna potrafi być nieelastyczna, zrośnięta z narządami wewnętrznymi. Potrafi dawać dalekie efekty takie jak np. ból kręgosłupa w odcinku lędźwiowym.
Masujmy więc bliznę, żeby nie dawała dalekich powikłań, jak pęknięcie macicy w czasie kolejnej ciąży czy porodu.
Masujmy tę bliznę na duszy: wylewajmy więc ten ból przed Najlepszym Słuchaczem na świecie, przed przyjaznym kręgiem kobiet, opłakujmy nasz nienarodzony poród naturalny (łzy są jak balsam dla naszej duszy), wybaczajmy tym, którzy nam to zrobili, bo wybaczenie jest zdrową tkanką.
Żeby dziecko mogło się właściwie zakorzeniać w łonie matki, niezbędny jest progesteron.
Zbyt niski poziom progesteronu może być przyczyną zarówno problemów z zajściem w ciążę, jak i problemów z poronieniami.
Czy jedyną alternatywą dla kobiety są tabletki lub globulki z progesteronem (inna nazwa: luteina)?
Naprotechnolodzy i dietetycy kliniczni mają tak świetne rezultaty stawiania czoła temu problemowi zbyt niskiego poziomu progesteronu, że warto się przyjrzeć co proponują oprócz/zamiast tego:
Magnez (orzechy, kakao, zielone liście, pestki, makrela, czarna fasola, soczewica, choć lepiej magnez stosować zewnętrznie ze względu na lepszą przyswajalność);
DIM (jako składnik powstający podczas trawienia roślin krzyżowych- kapusty, jarmużu, brokułu lub suplement)
L-arginina (jt. aminokwas, który występuje w wielu produktach wysokobiałkowych: soczewica, ciecierzyca, mięso, ryby, pestki dyni, orzechy włoskie);
Błonnik (siemię lniane, płatki owsiane, kasza jaglana, duży udział warzyw i owoców w diecie);
Pożegnanie się z tworzywami sztucznymi;
Zrezygnowanie ze stresu.
Dlaczego to działa:
Bo w/w produkty są antystresowe; natomiast hormon stresu – kortyzol jest „złodziejem” progesteronu;
Bo progesteron pozostaje w kruchej równowadze również z estrogenami, nadmiar estrogenów utrudnia właściwą produkcję progesteronu; i np. błonnik dobrze „wymiata” z organizmu nadmiar estrogenów, a magnez; z kolei rośliny kapustne świetnie wspomagają metabolizm estrogenów, zapobiegając ich nadmiarowi;
Bo w/w substancje (zwłaszcza witamina C, E) są świetnymi przeciwutleniaczami, które ratują nas przed wolnymi rodnikami; ich nadmiar to również jedna z przyczyn niedoboru progesteronu.
Przed ciążą poziom progesteronu można także podwyższyć dzięki ziołom (mieszanka w równej ilości):
przywrotnik;
pokrzywa;
krwawnik.
W termosie warto zaparzyć większą ilość, żeby móc pić 3 x dziennie napar z jednej łyżki.
Dobra nowina jest taka:
Panu Bogu zależy na Tobie!
Na Twoim zdrowiu również.
Więc nie pogardzaj żadnym aspektem swojego ani cudzego zdrowia.
Daj Mu się dotknąć- to dotyk najskuteczniejszy na świecie, bo może uleczyć każą chorobę.
Chorobę duszy też.
Kto ma niedosyt tego tematu, to zapraszam na stronę, która mnie zainspirowała: