Czas bezradności i siły

Bardzo lubię słuchać o porodach. Podobno zawsze gdy dwie kobiety, które rodziły, spędzają ze sobą więcej czasu- to prędzej czy później opowiedzą sobie historię swoich porodów.

To jest fascynujące!

Niektóre kobiety są zawiedzione swoimi porodami, niespełnione w nich.

Ale również te, które są zadowolone, szczęśliwe ze swoich porodów przeżywają je jako czas pewnej bezradności. Czas zapotrzebowania na wsparcie, pomoc, podtrzymanie na duchu i ciele, ale też ogromnych sił, których się po  sobie nie spodziewały.

Czasem matce rodzącej już na początku porodu wydaje się, że to ponad jej siły, że przerasta jej możliwości, a mimo wszystko dotrwa do końca porodu.

Innym razem nie wytrwa, nie ma siły na urodzenie (trzeba to zrobić za nią), ponieważ już w czasie skurczy początkowych, a nawet wcześniejszych przepowiadających tak się wymęczy, zestresuje np. zdaje jej się, że powinna tak dużo się ruszać, nie spać, że potem nie ma sił na finiszu. Może nie mieć siły, bo zamiast starać się jeszcze normalnie funkcjonować, ona już nie śpi, biega, skacze, nie je- a potem brakuje jej energii, czasem chodzi o fizyczną energię, a czasem bardziej psychiczną i duchową.

W szpitalu też często wprowadzone są rygory w tym zakresie, np. nie pozwalając matce rodzącej jeść. O spanie też trudno w tym miejscu oświetlonym jarzeniówkami.

Michel Odent pisze w jednej ze swoich książek, że dopóki kobieta ma możliwość i chęć jedzenia, to znaczy, że ona jeszcze nie rodzi. Uważam, że nie jest to prawda.Nie jest to raczej 7 cm rozwarcia ani parcie, jeśli ma ochotę na jedzenie, ale może być częściowe rozwarcie szyjki macicy.

W pierwszej połowie porodu (może do 5 cm rozwarcia?) ważne jest, żeby móc zaspokoić swój głód: przecież poród wymaga dostarczenia ogromnej energii, zwłaszcza jego końcówka. Jeśli dziecko rodzi się w dzień- to ważne jest zachowanie swoich normalnych zwyczajów, np. zjedzenie obiadu czy śniadania. Jeśli nie można już go zjeść, nie ma się na to ochoty, może to znaczyć, że poród jest w bardziej zaawansowanej fazie lub matka jest za bardzo zaaferowana, przejęta tym, że rodzi.

Normalne jedzenie, jeśli matka ma na nie ochotę jest więc bardzo ważne dla postępu porodu, żeby kobieta nie była pod koniec wycieńczona, opadła z sił, niezdolna do rodzenia.

Widzę nasze matczyne życie jako nieustanne rodzenie człowieka. Trzeba urodzić potem dziecko jako człowieka, który jest zdolny obyć się bez trzymania za rączkę podczas chodzenia, jako człowieka, który może pójść sam do sklepu itd. Czas wypuszczania dziecka z siebie: swojej troskliwości, opiekuńczości, żeby stawała się ona bardziej dyskretna, zezwalająca na samodzielność, na życie na swój rachunek.

Niektórym mamom lepiej przychodzi rodzenie noworodka, innym z kolei dziecka przedszkolnego, np. wypuszczenie go w świat kolegów, przyjaźni, innym rodzenie nastolatka- nawiązanie z nim dojrzalszej więzi.

I znów trzeba być również dla siebie dobrą, brać wsparcie od innych, dbać również o zaspokojenie własnych potrzeb, żeby mieć na to nie tylko siły, ale jeszcze czerpać radość z tego rodzenia-uniezależniania się coraz starszego dziecka.



Koktajle prosto z bagien- oryginalne i zielonkawe

Koktajl bagienny:

  • 2 szklanki szpinaku;
  • 2 banany;
  • 1 szklanka truskawek;
  • 1-2 szklanki wody lub mleka.

Miksujemy i wychodzi nam mikstura o niezmiernie brzydkim kolorze i fascynującym smaku. Wszystkim dzieciom i dorosłym, których zwłaszcza w tamtym roku raczyliśmy tym wynalazkiem, smakowało.

Koktajl szpinakowo- gruszkowy

  • 1 szklanka szpinaku,
  • 2-3 gruszki (pokrojone, ew. obrane),
  • 1 banan,
  • szczypta cynamonu i kardamonu,
  • mleko migdałowe.

Miksujemy na gładki koktajl. Ciekawe, czy można by dodać wody zamiast tego mleka migdałowego wody i jak to wpłynie na smak?

Koktajl z pokrzywy

  • 1 szklanka posiekanej młodej pokrzywy (majowa idealna),
  • 2-3 słodkie jabłka (pokrojone),
  • 1 dojrzałe awokado (obrane, pokrojone),
  • sok z 1 dużej cytryny,
  • woda.

Znów miksujemy i pijemy ze smakiem lub bez 🙂 Dopiero zamierzam przystąpić do dzieła. Nie ma jak duża dawka dobrze przyswajalnego żelaza, witamin i minerałów.

Zielony koktajl z dodatkiem

truskawek i brzoskwiń

  • 1 szklanka jarmużu,
  • 1/2 szklanki posiekanej salaty rzymskiej,
  • 1/4 szklanki posiekanej natki pietruszki,
  • 1/4 szklanki kiełków słonecznika,
  • 1 szklanka truskawek,
  • 2 szklanki brzoskwiń,
  • 2 szklanki mleka migdałowego.

Ciekawe czy jadalne? Dla mnie to mleko migdałowe jest niejadalne, ale może komuś nie szkodzi. Dla dzieci migdały i inne orzechy powinno się wprowadzać nie wcześniej niż od trzeciego roku życia- są to produkty silnie uczulające. Ale z tego co zauważyłam- trudno większości rodziców o cierpliwość czekania.



Spanie podczas porodu

Dziecko podczas porodu może być tak wyciszone, że nawet się nie obudzi po porodzie.

Nie wierzycie?

To obejrzyjcie: poród dziesiątego dziecka w rodzinie

Czy byłoby to możliwe w innych warunkach, bez pokoju w sercu tej matki?



Z perspektywy lekarza…

Tak jak się już chwaliłam, miałam przyjemność/nieprzyjemność (można dowolnie sobie wykreślić) dyskutować z lekarzem i położną najbardziej zmedykalizowanego szpitala w naszej okolicy, gdzie cesarskich cięć jest (zdaje się- można mnie poprawić) 50%, podawania sztucznej oksytocyny jeszcze więcej.

Otóż z perspektywy tamtejszej lekarki szpital jest miejscem, gdzie jest miejsce na naturalny poród, gdzie respektuje się prawa rodzącej oraz standardy okołoporodowe, które prawnie nabrały mocy w kwietniu 2011 roku.  Gdzie nie mają nic przeciwko porodom domowym, choć jak pani doktor przyznała sama nie brałaby udziału w porodzie domowym ze względu na to, że widzi w każdym porodzie patologię, możliwość jej wystąpienia.

Iście sielankowy obraz, którego bynajmniej nie potwierdzają kobiety tam rodzące.

Jak wiele zależy od perspektywy patrzenia!



Edukacja w domu- z czym to się je?

Po dzisiejszym sympozjum o edukacji domowej kilka świeżych, jeszcze pachnących KUL-owskim powietrzem  refleksji.

Dlaczego nauczanie w domu może się sprawdzać i generalnie sprawdzało się przez wieki:

  • bo buduje się od fundamentów: wychowania, w szczególności wychowywania religijnego; bez Opatrzności Bożej ani rusz;
  • dynamizuje to życie rodzinne; posyłając dzieci do szkoły, rodzice często inwestują w szkołę: swój czas, siły, materiały, pojęcia tłumaczą dzieciom „dla szkoły”; niekiedy inwestują pieniądze; edukując dzieci w domu- inwestują w swoją rodzinę, o nią bardziej dbają; to dodaje sił, przysparza pomysłów; wychowanie w szkole służy najczęściej szkole- wychowanie w domu służy Bogu, samemu uczniowi i jego rodzinie;
  • nauczanie w domu kształtuje jednostki umiejące samodzielnie myśleć, wyciągać wnioski, myśleć logicznie i realistycznie; szkoła coraz bardziej natomiast skłania się do testomanii odwracając od pogłębionego myślenia;
  • „między miłością a prawdą jest wewnętrzna więź”– jeśli nauczyciele nie są wierni swojemu powołaniu wierności prawdzie i nie kochają swoich uczniów- to, cóż jest warte ich nauczanie; któż więc potrafi lepiej nauczyć niż kochający rodzic, który szuka Prawdy.

Myślę, że edukacja domowa nie nadaje się dla wszystkich, nie jest też idealnym rozwiązaniem. Rozpowszechnia się jednak zwłaszcza ze względu na widoczny upadek polskich szkół w wielu różnych płaszczyznach.

Polecam: Marzena i Paweł Zakrzewscy „Edukacja domowa w Polsce”. Mogę nawet pożyczyć 🙂

Minusy jakie się rysowały z powyższej konferencji w edukacji pozaszkolnej to:

  • obciążenie dużymi obowiązkami rodziców;
  • brak podręczników do dobrego nauczania w domu (te które są, nie są zadowalające np. dla rodziców będących katolikami);
  • brak współdziałania, ruchu zrzeszającego rodziny edukujące w domu;
  • trudność pogodzenia obowiązków w gospodarstwie domowym z nauczaniem dzieci, np. w przypadku wielodzietności.

Dla mnie wychodzi więcej plusów dla edukacji domowej.



Ku rozwadze

Kto ma finanse na reklamy?

Kto rozsyła taką masę SPAMu, że nie zdąża się tego usuwać?

Na pewno jedną z tych grup są firmy farmaceutyczne. Gdy wchodzę na ten blog nigdy nie mam dużej ilości komentarzy, raczej pojedyncze i rzadko, za to niemało SPAMU reklamującego najróżniejsze specyfiki z branży farmaceutycznej.

Dlatego na pewno zastanawiający jest ów brak dyskusji w branży i zwalczanie przejawów wolnego myślenia.

Do przemyślenia artykuł i badania prowadzone przez panią Majewską, decyzje krajów skandynawskich dotyczących szczepionek:

Jakie szczepionki i czy w ogóle szczepionki?

 

 



Tęcza- błogosławiona różnorodność

Zdjecie0252_i

Cud od Jasnogórskiej Madonny- dwie tęcze widniejące nad klasztorem i mnóstwem przyczep i kamperów na I Ogólnopolskiej Pielgrzymce Karawaningowej.Tak jakby jednej tęczy było mało w dzisiejszych czasach, tak ten piękny symbol wykoślawiono.



Dobro naturalne

Matka karmiąca piersią z dzieckiem tworzą pewien ekosystem, którego nie należy pochopnie przerywać, ponieważ nie jest to korzystne dla żadnego z nich.

Lekarz, gdy dostanie w swe ręce tych dwoje powinien ich traktować komplementarnie: bardzo wiele chorób można leczyć kontynuując karmienie piersią. Jest np. wiele antybiotyków kompatybilnych z laktacją. Dziecko potrzebuje ssania, matka potrzebuje karmić go piersią. Czasem mama o tym zapomina będąc tak zmęczona czy swoją chorobą, czy monotonią karmienia.

Gdy karmimy dziecko ponad rok nierzadko lekarze nie doceniają tego- panie doktor najczęściej same nie karmiły bądź karmiły krótko, dlaczego więc miałyby doceniać to u innych.

Gdy trafimy na takiego lekarza, można obecnie pójść do niego z dokumentem:

Komunikat w zakresie karmienia piersią Ministerstwa Zdrowia

Lekarze często lekceważyli zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia oświadczając, że to bardziej dla krajów trzeciego świata, choć nie była to prawda. Dokumenty tej organizacji dotyczące karmienia piersią opracowane są przez licznych specjalistów najwyższej klasy i są tam zalecenia dla różnych krajów. Stanem żywienia dzieci w krajach rozwiniętych organizacja ta też się zajmuje.

Mając teraz nasze polskie wskazania (naprawdę one wcześniej też obowiązywały, bo Polska przyjęła tę rezolucję WHO), warto na to zwracać uwagę lekarzowi. Otóż mamy prawo karmić piersią. Mamy prawo domagać się leczenia komplementarnego: w zgodzie z naszym wyborem. Oczywiście lekarz ma też prawo przedstawiać tego wszystkie plusy i minusy, powinien jednak uszanować nasz wybór i dostosować do niego sposób leczenia.

Karmienie piersią jest bowiem pewnym dobrym naturalnym jak lasy, czyste powietrze, zwierzyna. Kiedy go zaniechamy- jego imitacje nigdy nie są dostosowane do potrzeb dziecka. Pozostaną zawsze bardzo odległymi imitacjami.  Żadne z nich nie zawiera czynników odpornościowych, właściwej proporcji hormonów, enzymów, ludzkiego białka, itp. substancji czynnych sprzyjających rozwojowi dziecka.

Zazwyczaj leczenie trwa tydzień, kilka tygodni czy miesięcy- można na ten czas ograniczyć karmienie piersią tak, żeby karmić piersią, kiedy nie ma najwyższego poziomu leku we krwi, jeśli lek nie jest bez skutków ubocznych. Niejeden lek można zażywać i karmić piersią bez żadnych ograniczeń- ponieważ w tak niewielkim stopniu przenika do mleka matki, jest tak nieszkodliwy. Są leki zawierające substancje czynne, które w ogóle nie przenikają do mleka. Trzeba też pamiętać, że to karmienie sztuczne jest ryzykowne i szkodliwe na dłuższą metę i to może przeważać.

Bywają też choroby przewlekłe, dla których można dobrać leki kompatybilne z karmieniem piersią, np. nadciśnienie tętnicze, nadczynność czy niedoczynność tarczycy, anemia.

Zdrowie jest kruchym darem. Ani my, ani nasze dzieci nie mamy idealnego zdrowia. Nawet to karmienie piersią nie jest idealnym panaceum na wszystko. Wybieramy jednak między swoim zdrowiem a zdrowiem swoich dzieci, jeśli rezygnujemy z karmienia piersią przedwcześnie. Uważam, że niejednokrotnie możemy uczyć się właśnie karmienia piersią od matek ubogich i głodujących. One niejednokrotnie karmią piersią, pomimo że same cierpią liczne niedostatki, nie mają możliwości ani środków dobrze się odżywiać, a nawet leczyć. My tak łatwo niekiedy rezygnujemy z tego naturalnego daru, pomimo że możemy dbać o swoją dietę, by służyła dwóm osobom, że możemy sięgnąć po suplementy, że tak wiele chorób możemy leczyć, pomimo że nasz organizm o wiele lepiej radzi sobie z przyswajaniem cennych składników pożywienia niż dziecko, pomimo że nasza wątroba jest bardziej dojrzała, jeśli chodzi o odtruwanie organizmu itd.

Rezygnując przedwcześnie z karmienia piersią ryzykujemy, że nasze dzieci:

  • będą odwapnione, bo mleko matki jest najlepiej przyswajalnym źródłem wapnia nie obciążającym równocześnie nerek; mogą mieć inne niedobory substancji odżywczych, ponieważ: nie gryzą dojrzale, nie trawią dojrzale, nie wchłaniają dojrzale;
  • będą narażone na zwiększoną zachorowalność, nie będą sobie radzić z chorobami;
  • będą narażone na zaburzenia wzrastania itd., itp.

Czasem nasze decyzje wymagają i przemyślenia, i przemodlenia. Mogą być niekiedy trudne i niewygodne. Jednak ile to radości być w zgodzie ze sobą, i ze swoim dzieckiem! Gdy zdecydujemy się już na wybór- nie oglądajmy się wstecz. Życie przyniesie nowe wyzwania, nowe radości.



Uciec przed gwałtem

Spotkałam ostatnio dwie kobiety, które chcą urodzić same, bez obstawy medycznej. W swoim własnym domu.

Dlaczego?

Jedna z nich stwierdziła, że pierwszy poród był gwałtem na niej- asysta szpitalna tak się zachowywała, że nie umie tego inaczej nazwać.Traumą nie było samo rodzenie dziecka- traumą było to, czego doświadczyła w szpitalu. Zabiegi robione bez pytania, ubezwłasnowalnianie, niedelikatność. Rodzenie zamiast kobiety rodzącej.

Dla mnie pewnym obrazem tego jak przebiega poród na większości polskich porodówek jest słownictwo, jakim posługuje się większość lekarzy i położnych. Oni „odbierają” poród zamiast go „przyjmować”. Odbierają radość i dziecko z całego procesu rodzenia zamiast wspierać kobietę, żeby to ona urodziła i miała z tego satysfakcję, dumę. Rodzą zamiast niej: podłączając większość kobiet do kroplówki z oksytocyną, masakrują szyjkę macicy robiąc tzw. masaż szyjki macicy, wyciskają z niej dziecko, nacinają ją, żeby tylko szybciej wyjąć z niej dziecko, przecinają worek płodowy, ciągną za pępowinę, naciskają na macicę przed urodzeniem łożyska. W końcu traktują nawet 30%, a w niektórych szpitalach nawet 50% kobiet za niezdolne do urodzenia dziecka.

Profesor Fijałkowski zwracał uwagę, że jest ogromnym błędem współczesnej medycyny, że zamiast wspierać naturę tam, gdzie jest wydolna i zdolna do radzenia sobie- zastępuje ją przy okazji niszcząc.

I nie jest to niszczenie tylko fizyczne. Jak lekarz może powiedzieć matce, która urodziła czworo dzieci drogami natury: „Pani w ogóle nie umie rodzić!” Jak ogromnie trzeba było przeszkadzać tej matce, zakłócać jej porody, jakiego braku wsparcia, jakich ingerencji w ten intymny proces musiała doświadczyć, że lekarz-mężczyzna uważa, że umie lepiej rodzić od niej, że podczas rodzenia czwórki dzieci „nie nauczyła się tego, jak się rodzi”.

Jak można się czegokolwiek nauczyć, jeśli ktoś robi coś za Ciebie?

Jak to odwrócić? Żeby docenić naturalne procesy i zacząć je wspierać zamiast zastępowania?

  • wydzielanie naturalnej oksytocyny a podawanie jej w zastrzyku lub kroplówce: tylny płat przysadki mózgowej jest u większości kobiet w stanie wytworzyć odpowiednią ilość tego hormonu miłości (oksytocyny), jeśli kobieta jest otoczona miłością; jeśli zadbamy o warunki intymności, spokoju, cierpliwości, o przyćmienie światła, o ciszę, jeśli nie zaczniemy egzaminować kobiety (wywiad porodowy można zebrać i powinno się zbierać przed porodem!- nie mają z tym problemu np. szpitale w Niemczech czy Holandii); cierpliwość w oczekiwaniu na „własny termin porodu” dziecka- wystarczy badać dobrostan dziecka i spokojnie czekać, a dziecko prędzej czy później i tak się samo zaczyna rodzić;
  • naturalne otwieranie się szyjki macicy a masowanie szyjki macicy w celu jej większego rozwarcia; trzeba pamiętać, że szyjka macicy jest wyjątkowo mocno trzymającym mięśniem zwieraczem; i musi trzymać on mocno, żeby przez 38 tygodni utrzymać wewnątrz dziecko; gdy porównamy jego działanie do innego zwieracza w organizmie: zwieracza odbytu, zobaczymy, że człowiek potrzebuje przede wszystkim spokoju i intymności, żeby rozluźnić się i zacząć pracować tym mięśniem: otwierać go; kto chciałby rozluźniać swój mięsień zwieracz przy  asyście kilku nieznajomych osób? mięśnie te pozwala otworzyć rozluźnienie innej grupy mięśni: chodzi mianowicie o mięśnie dna miednicy; ciekawa jest pewna współzależność rozluźnienia tych mięśni z rozluźnieniem mięśni twarzy; ogromne napięcie rysujące się na twarzy kobiet rodzących w szpitalu, zaciskanie przez nie ust, czoła, nóg-kolan- świadczy, że one hamują się w swym rodzeniu, że czują się tak skrępowane, tak zastraszone, że wolą się wić w bólu zamiast rozluźnić; gdyby zrezygnować z kupna skórzanych kanap dla doktorów, profesorów, a w zamian kupić więcej parawanów, dobudować więcej ścianek dających więcej intymności; gdyby zachęcać męża do okazywania czułości żonie (pocałunki!)- a nie położne do namówienia rodzącej na kroplówkę, to nie wpisywano by tak często „dystocja szyjkowa”- czyli że ta szyjka się nie może rozwierać; gdyby zająć się rzeczywiście serdecznie chorymi (bo i takie rodzące się zdarzają)- a nie kontrolować nadgorliwie zdrowe rodzące matki zamiast je wspierać, byłoby o wiele mniej zaburzeń rozwierania szyjki macicy; położne powinny być uczone masowania i rozluźniania kości krzyżowej, karku rodzącej, jej nóg, a nie szyjki macicy; masaż szyjki macicy jest jej uszkadzaniem: mięsień zwieracz jest niszczony, gdy się go rozwiera na siłę; może to skutkować kłopotami w przyszłej ciąży z donoszeniem dziecka;
  • rodzenie w pozycji wertykalnej a nacinanie krocza: gdy matka rodzi w pozycji stojącej, kucznej, siedzącej bądź klęku podpartym dziecko swoją główką bądź pośladkami rozciąga równomiernie na wszystkie strony krocze; nawet jeśli ono wówczas pęka, to nie jest to głębokie pęknięcie; dotyczy ono wówczas tylko śluzówki bądź powierzchownej warstwy mięśnia; gdy matka przez personel medyczny jest kładziona do parcia, główka bądź pośladki dziecka naciskają najbardziej na krocze, rozciągając nierównomiernie kanał rodny; nic więc dziwnego, że o wiele łatwiej wówczas o poważne obrażenia krocza; a wystarczyłoby dać matce wsparcie (np. podtrzymywanie przez męża bądź personel pod pachami kobiety), dać możliwość skorzystania z materaca, stołka porodowego, dać jej rodzić na stojąco, kucąco, gdy tego sobie życzy; niestety standardy postępowania szpitalnego są tak sztywne, że woli się zmusić (zazwyczaj psychicznie) kobietę do jej ulegnięcia niż dostosować do sposobu, w jaki potrzebuje urodzić; w szpitalu często personel kieruje się lękiem zamiast zaufaniem naturze: mądra położna umie cierpliwie wspierać parcie, a nawet je wstrzymywać, żeby chronić krocze, a nie nerwowo przyśpieszać proces, który ze swej natury jest stopniowy; bardzo szybkie parcie wcale nie musi być korzystne: główka dziecka wyskakuje wówczas jak korek z butelki, podlega wtedy zbyt szybkiej zmiany ciśnień; to może być wstrząsające doświadczenie dla mózgu dziecka; stopniowe wyłanianie się główki daje jej się przystosować do tej zmiany ciśnień (z ciśnienia panującego w drogach rodnych do ciśnienia atmosferycznego); może nerwowe popędzanie kobiety gromkimi okrzykami „przyj!” warto by czasem zastąpić przyjrzeniem się, że dzieci i ich matki potrafią rodzić (się), gdy się nimi nie rządzi.
  • przerywanie ciągłości worka płodowego a pozwalanie dziecku na urodzenie się w czepku; rzadko zdarza się tak, żeby worek płodowy samoistnie nie pękł choćby już na etapie parcia; co personelowi każe ciągle i we wszystkim przyśpieszać, pośpieszać, komenderować? cierpliwość jest pierwszą cechą miłości; za rzadko się pamięta, że przecinanie worka płodowego może być niebezpieczne dla dziecka, gdy mamy do czynienia z błoniastym przyczepem pępowiny; dopóki nie urodzi się łożysko nie wiemy, czy nie mamy do czynienia z takim właśnie przypadkiem;
  • ciągnięcie za pępowinę, naciskanie na macicę przed samoistnym urodzeniem się łożyska a pozwolenie na samodzielne urodzenie łożyska; jest w położnictwie ukuta zasada na trzecią fazę porodu czyli rodzenie łożyska: „ręce precz od macicy”; nie przestrzeganie tej zasady powoduje wzrost ilości krwotoków, niepotrzebnych zabiegów łyżeczkowania; ciało matki wie, kiedy należy urodzić łożysko: jednym razem jest to 15 minut, innym 4 godziny; choć sztywne trzymanie się zasad mówi, że do 2 godzin jest fizjologia, ale doświadczyłam, że może to nastąpić całkowicie fizjologicznie w późniejszym czasie; wymagać od wszystkich kobiet, by urodził łożysko w ciągu pół godziny (co jest teraz częste- dlatego pompuje się w kobiety kolejne dawki oksytocyny), to tak jak wymaganie, by wszystkie były jednakowego wzrostu od… do.

Personel medyczny sobie zwyczajnie zapracował na to, że coraz więcej kobiet nie chce z nim rodzić: brakiem cierpliwości, brakiem zaufania naturze, ingerowaniem w to, co nie wymaga ingerencji, zbyt częstymi badaniami, choć zdrowy człowiek nie wymaga nieustannych ani częstych badań i kontroli, straszeniem jako główną metodą przekonywania, traktowaniem porodu-procesu fizjologicznego jako wyjątkowo ciężkiej i zagrażającej choroby. Większość lekarzy nigdy nie doświadczyła, nie widziała porodu naturalnego, nie mają więc o nim zielonego pojęcia. To, co dzieje się w większości polskich szpitali, to poród silnie zmedykalizowany, kierowany.

Jak przywrócić to zaufanie?

W zasadzie prawo mamy w tym momencie sprzyjające. Standardy okołoporodowe, które weszły w życie w kwietniu 2011 roku dają nam prawo urodzić tak jak sobie tego życzymy, potrzebujemy, w zgodzie z naturą, wg własnego planu porodowego, który możemy przynieść ze sobą na trakt porodowy i domagać się jego realizowania. Szukam patentów: jak to zrobić w tych warunkach, jakie zastajemy. Część kobiet będzie bowiem wybierała szpital jako miejsce, w którym czują się bezpiecznie. Mają do tego prawo. Tak samo jak mają prawo rodzić w domu.

Co prawda nie zachęcałabym nikogo do rodzenia bez położnej, ale rozumiem taki wybór.

Jak pięknie umieją się dzieci rodzić np.  pośladkowo:

porody pośladkowe

Jak pięknym doświadczeniem może być poród, że matki aż promieniują rodząc, że dziecko od razu po porodzie może się uśmiechać?