|
|
|
Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’
26 czerwiec
Profesor Włodzimierz Fijałkowski uważał, że nazwa „ciąża” jest niewłaściwa, ponieważ kobiecie, która się cieszy z noszonego dziecka, nic nie ciąży. Radość ją tak uskrzydla, że dziecko nie jest ciężarem, tylko szczęściem.
Mam ogromny szacunek do profesora, jednak wydaje mi się, że jest to nieco wyidealizowany obraz, bo sama też byłam w stanie błogosławionym. I tak się składa, że tak jak chyba każda kobieta doświadczałam obok radości i tego trudu, ciężaru noszonego dziecka, również nabytych wówczas kilogramów nie zawsze będących zasługą noszonego dziecka, czasem też własnych skłonności. Jest radość, ale jest i trud, krzyż, który nikogo nie omija. Czasem nie o kilogramy chodzi i nie o samopoczucie fizyczne, tylko psychicznie jest trudniej, bo występuje rozchwianie, nieradzenie sobie ze sobą, z faktem istnienia dziecka. Ten krzyż przychodzi prędzej czy później, tak czy inaczej. Krzyż nie omija ani nas, ani naszych dzieci. I ma sens.
Jednak pomimo posiadanego sensu, często radości, nie odejmuje to trudu, fizycznych i psychicznych niedogodności.
Dlaczego matki noszące dziecko nierzadko czują się śpiące, zmęczone, rozchwiane emocjonalnie? Patrząc na to pod kątem fizjologii, jest to czas, kiedy ciało kobiety zdobywa się na wysiłek przystosowania się do potrzeb rozwijającego się dziecka. Jest to też wysiłek dalekosiężny: ciało matki gromadzi wówczas zapasy również na okres karmienia piersią. Jest to zresztą odczuwalne niemal od początku życia dziecka: czasem jednym z pierwszych objawów ciąży jest właśnie odczucie zmian w piersiach, drażliwości brodawek, powiększania się piersi, zwiększenia siatki naczyń krwionośnych itd.
Warto sobie uświadomić, że to właśnie w czasie ciąży organizm kobiety działa na najwyższych obrotach, dlatego czasem „wychodzą” mimochodem różne choroby- bo nie jesteśmy w stanie im podołać. Tryb karmienia piersią to natomiast tryb oszczędzania się dla organizmu, natomiast tryb ciążowy to i wyzwanie sprostania potrzebom dziecka, swoim oraz odkładanie zapasów na później, na czas wykarmienia dziecka.
W ciąży gromadzimy zapasy energetyczne, budulcowe, ale także zapasy żelaza, wapnia i innych makro- i mikroelementów, witamin rozpuszczalnych w tłuszczach itd.
Dlatego bardziej obciążające dla organizmu są częste ciąże- co rok, dwa niż nawet długie karmienie piersią. W ciąży zużywamy np. ogromne ilości żelaza: budując układ krwionośny dziecka, ale i starając się o gromadzenie go na potem.
Każde dziecko ma prawo być kochane, a więc przyjęte przede wszystkim. Jednak Pan Bóg dał nam rozum po to, byśmy się nim posługiwali dla dobra całej rodziny, dla swojego małżeństwa, dla dziecka.
W bardziej naturalnych społecznościach, gdzie nie ma nadmiaru pożywienia, intensywne karmienie piersią odracza poczęcie kolejnego dziecka o 2-3 bądź 4 lata, niejednokrotnie aż do ukończenia karmienia piersią (od 2,5 do 7 lat w zależności od zwyczajów danego ludu). Dopóki kobieta karmi piersią płodność ma prawo nie wracać, nie musi miesiączkować. Gdy pożywienia jest ubogo, dzieje się tak częściej niż w naszym społeczeństwie przesytu, ponieważ natura jest mądra.
Można w niej odczytać również pewien sens zawarty przez Stwórcę: to urodzone dziecko też potrzebuje zadbania, czułości, opieki. Potrzebuje również matczynego mleka co najmniej 2-2,5 roku.
Podręczniki medyczne często piszą o tym, że karmienie piersią jest ciągiem dalszym procesu rozmnażania człowieka, jest jego ważną częścią, potrzebną i służącą zdrowiu zarówno dziecka jak i mamy. Jaka szkoda, że lekarze praktycy tego nie wcielają w życie- zachowując się często jak przedstawiciele handlowi firm produkujących żywność dla niemowląt- oblepiając swoje gabinety w reklamy sztucznej żywności, wręczając ulotki, naklejki. Zamiast pomagać w rozwiązywaniu problemów laktacyjnych- pomagają tymże firmom w zwiększeniu obrotów, sugerując odstawienie od piersi, dokarmianie sztucznymi mieszankami, wcześniejsze wprowadzanie obiadków jako jedyny sposób na problemy z laktacją, z dzieckiem czy matką. I powiedziałabym, że jest to statystycznie najczęstszy sposób „pomagania”.
Nie chcę tu w żaden sposób podważać wartości posiadania licznego potomstwa z małą różnicą wieku. Znam takie rodziny i uważam za ogromny skarb. Warto jednak docenić również pełne wykarmienie piersią: bez nerwowego, pośpiesznego odstawiania od piersi, z cierpliwym odnoszeniem się do potrzeby ssania dziecka. Warto nauczyć się cieszyć tym darem od Stwórcy- zobaczyć jego znaczenie dla dziecka. Być wdzięczną za ten dar.
Jest głęboko zakorzenionym mitem, że dziecko nigdy nie przestanie ssać bez siłowego odstawiania go od piersi, że im dłużej ssie, tym trudniej skończyć. Nieprawda! Dziecko wyrasta z karmienia piersią jak z za małych majtek. Wystarczy delikatnie pomóc dziecku, jeśli nie zrobi się z niego najpierw owocu zakazanego bądź zwyczajnie cierpliwie zaczekać.
Nie warto pośpiesznie przerzucać tego daru karmienia na krowę, bo odbija się to na całym społeczeństwie licznymi chorobami cywilizacyjnymi (liczne korelacje czyli współwystępowanie chorób cywilizacyjnych u matki i dziecka powiązane z karmieniem sztucznym pokarmem).
Podkreśla się zwłaszcza korzyści dla dziecka z karmienia piersią. Jednak wykazano, że kobiety karmiące piersią również wiele zyskują:
- stosunkowo rzadsza zapadalność na raka jajnika i piersi;
- na zawały serca, nadciśnienie tętnicze;
- stwardnienie rozsiane;
- w okresie menopauzalnym: rzadsze złamania kości udowej, osteoporozy;
- zapewne wielu jeszcze powiązań nie odkryto- czekają na poznanie.
Owszem karmienie piersią to również trud, ale warty podjęcia.
Mamy wielkie pragnienie posiadania kolejnego potomstwa? To świetnie: ale musimy też być płodni duchem. Rodzić te nasze starsze dzieci: do coraz większych wymagań, do wysłania ich w świat, do dzielenia się wartościami duchowymi z nimi. Jeśli ograniczamy naszą płodność do wymiaru wyłącznie duchowego, to tak jakbyśmy się uważali za aniołów- „jestem tak cudowna, że umiem być jako żona i matka płodna wyłącznie duchowo. Jeśli ograniczamy naszą płodność do wymiaru wyłącznie fizycznego: to sprowadzamy się do roli zwierzątek hodowlanych.
Trzeba dać sobie czas i otwartość i na płodność duchową, i na płodność ciała. Jedna wówczas wspomaga drugą. Przynosi dobre owoce.
10 maj
Od sympatycznego sąsiada dwudziestoparoletniego studenta dowiedziałam się, że na kocięta odłączone za wcześnie od matki, jej mleka mówi się niedoseski. Zachowują się one nieco inaczej od kotów i kociąt odłączonych we właściwym wieku, gdy są już na to gotowe. Przed spaniem niedoseski przebierają łapkami jak małe ssące kocięta, wtulają się, bardzo są spragnione obecności innych. Można by jeszcze dokładniej opisywać takie zachowania. Mamy taką właśnie kociczkę, którą dostaliśmy, gdy miała zaledwie 6 tygodni- i te cechy rzeczywiście występują u niej mimo upływu wielu lat.
Zróbmy analogię do dzieci. Czy dzieci też nie są zbyt często odłączane za wcześnie? Od piersi, od swojej mamy, która wraca do pracy, od domu, od rodziny?
I wcale nie chodzi o to, by skupiać się na tym karmieniu piersią, na swojej obecności w domu, skoro dalej się karmi, czy jest w domu, pomimo że inni już dawno skończyli. O wiele lepiej się karmi, gdy robi się to mimochodem, zwyczajnie, dziecko potrzebuje, to karmię. W końcu w życiu dziecka i jego rodziców jest tak wiele do odkrywania wspólnych przygód, etapów rozwojowych. Dzieci mają tak wiele zasad do odkrycia, tak wiele do nauczenia, że nie warto się nadmiernie zajmować tym, co i tak prędzej czy później wygaśnie, skończy się, straci na znaczeniu.
Podzielę się z Wami pięknym przysłowiem chińskim, które znalazłam.
„Źdźbło żyta nie urośnie wyżej, jeżeli będzie ciągnięte na siłę do góry, trzeba mu pozwolić rosnąć.”
Osobiście rzeczywiście nadmiernie skupiam się na karmieniu piersią zwłaszcza w internecie zaprzeczając temu, co w tym momencie piszę. Z racji własnych szkoleń, pomagania innym czasami w tej akurat dziedzinie. Jednak prywatnie odkrywam, jak dobrze się karmi, gdy robi się to będąc skupionym bardziej na innych zadaniach. A karmienie piersią zostaje po prostu jako jeszcze potrzebne. Skracanie na siłę procesu odstawiania od piersi, zakańczania karmienia to takie właśnie „ciągnięcie źdźbła do góry”. Nie tylko nie pomaga, ale narusza ono korzeń, narusza dotychczasowy spokój dziecka, jego równowagę. Bywa trudne i dla dziecka, ale dla mamy również- trudno o nową równowagę po gwałtownej zmianie.
Nie pamiętam, czy pisałam kiedyś o 9-letnim chłopcu, który przez godzinę, kiedy go obserwowałam (mimochodem) większość czasu gryzł palce, ssał je, ciągnął. Czy nie warto było dać ssać takiemu delikwentowi w czasie, który był na to odpowiedni nawet gdyby to miało trwać przez cały wiek przedszkolny (he he, o zgrozo!- powiedzieliby niektórzy) niż mieć na całe życie bądź na wiele lat takie „oseskowate” zachowania?
Takie moje zastanawianie. I myśli zbieranie.
26 kwiecień
Dzieci afrykańskie nie płaczą, bo matki „czytają” swoje dzieci, a nie książki.
Jednak karmione piersią przez mamy, które mają szybki wypływ płaczą więcej– a tak jest w naszym zachodnim społeczeństwie, jeśli nie umiemy sobie radzić z tym szybkim wypływem, odbijaniem, odczytywaniem potrzeb dziecka itp.
Podsumowując polsku: częste noszenie + karmienie piersią według potrzeby + wspólne spanie = mniej płaczu.
Wspieranie mamy to też mniej płaczu, kultura sprzyjająca macierzyństwu to też bardziej zrelaksowana mama, a więc bardziej zrelaksowane dziecko.
Piękne mi powyżej wyszły równania, jednak z własnego doświadczenia wiem, że mimo noszenia, karmienia, odczytywania sygnałów wysyłanych przez dziecko może się ono żalić i płakać w sposób nieutulony. Najmłodszy okaz naszej rodziny jest tego przykładem (na szczęście po 2 miesiącu życia z tego wyrósł). A więc tolerancja dla płaczu dziecka musi być wpisana w nasze życie. Dziecko ma prawo być dzieckiem, a więc również płakać, gdy je coś boli, gdy czuje się niezrozumiane, smutne.
22 kwiecień
-
-
- Sytuacje, kiedy po porodzie kobieta „nie ma mleka” czyli w rzeczywistości ono jest, ale za to nie ma zrozumienia czym jest laktacja:
- mleko nie leci widocznie z piersi i matka wnioskuje stąd, że jej organizm nie wytwarza go: jest to błąd wynikający z niezrozumienia karmienia piersią; prawidłowo ssące dziecko ma brodawkę tak głęboko (na pograniczu podniebienia twardego i miękkiego), że mleko wlewa się bezpośrednio do gardła; z buzi dziecka wylewać się więc nic nie musi, jeśli nie ulewa ono;
- wytwarzanie siary tuż po porodzie bierze się za brak mleka; siara jest najlepszym pokarmem dla dziecka tuż po porodzie przez 2 do 5-6 dni; czas jego zmiany w mleko przejściowe jest indywidualny, zmienny; to, że jedna mama już po dwóch dniach ma mleko przejściowe nie znaczy, że dla innego dziecka i jego mamy byłoby to korzystne; siara jest skoncentrowanym rodzajem mleka: zawiera więcej ciał odpornościowych, karotenu, białek, tłuszczu- jest idealna, by wyściełać, zabezpieczać jelita nowonarodzonego dziecka; przekleństwem jest to porównywanie się na oddziale położniczym przez kobiety: i tak matka w pierwszej dobie porównuje się z matką w czwartej dobie i wnioskuje, że skoro ona nie ma tak nabrzmiałych piersi, skoro jej tak nie tryska z piersi jak tamtej, to „na pewno nie ma mleka”; i jest to błąd: nie powinno się czynić takich porównań: nie każda kobieta musi mieć nawał pokarmu (obrzmienie piersi), żeby wykarmić swoje dziecko; nie każdej, żeby wykarmić dziecku musi tryskać z piersi- co więcej dla dziecka jest przyjemniej, gdy mamie wolniej leci z piersi; dla dziecka jest bardzo uciążliwy szybki wypływ, tryskanie z piersi- zwykle więcej się przy tym nałyka powietrza, więcej się dławi; nawał może, ale nie musi wystąpić między 2 a 7 dobą- po co więc te porównania; z doświadczenia wiem, że służą one tylko pognębieniu kobiet, niczemu dobremu; siara czyli to pierwsze mleko jest gęsta, lepka, wytwarzana w niedużej ilości (ale ilość przechodzi w jakość); ale w pierwszych dobach dziecku właśnie taki pokarm jest potrzebny: w pierwszej dobie ma żołądek pojemność5 ml, a więc około 1 łyżeczki do herbaty; w drugiej dobie niewiele większy albo i podobny; to, że leci ona powoli, sączy się, daje czas dziecku na stopniową naukę trzech trudnych rzeczy, które dziecko musi wykonywać synchronicznie, a których dotychczas nie musiało robić razem (bądź w ogóle) : 1. ssanie, 2. połykanie, 3. oddychanie.
- wyciskanie, odciąganie mleka z piersi: nie raz i nie dwa widziałam, że matka odciąga mleko w tak nieporadny sposób, że nie dziwię się, że jej się to nie udaje; zwyczajnie kobiety nie umieją często tego robić albo robią to z takim stresem, że choć piersi są przepełnione od mleka, to odruch oksytocynowy (czyli odpowiadający za wypływ tego mleka na zewnątrz) nie działa; gdy kobieta jest kontrolowana, sama się kontroluje lub kto inny ją kontroluje, nieświadomie może zahamować swój wypływ; stres ma taki wpływ: i choć piersi mogą być aż niemal „pękające” od nadmiaru mleka, to w sytuacji egzaminowania ono może nie wypływać na zewnątrz lub tylko w niewielkiej ilości; odciągając ręcznie mleko z piersi bardzo częsty jest błąd naciskania, maltretowania brodawki podczas, gdy prawidłowe odciąganie wymaga: 1. przygotowania swojej psychiki, piersi do odciągania, 2. wymasowywania mleka spod otoczki, sięgania dalej głębiej niż do brodawki; ciśnięcie brodawki jest nieprzyjemne i nieskuteczne; nawet najlepszy laktator nie działa na wszystkie kobiety; znam wiele kobiet, które z powodzeniem wykarmiły swoje dzieci, a mówiły, że „laktator na nie nie działa”, „że nie umiały nigdy odciągać dużo mleka”; w związku z tym nie powinno się wnioskować o ilości mleka na podstawie odciągania: jest to zupełnie niemiarodajne; zazwyczaj skutecznie ssące dziecko potrafi uzyskać o wiele więcej mleka od swojej mamy (o ile ta ma cierpliwość do dziecka i karmienia go) niż najlepszy laktator);
- sytuacja najtrudniejsza: dziecko rzeczywiście źle przybiera na wadze; maleństwo traci więcej niż 10% na wadze tuż po urodzeniu, nie odzyskuje wagi urodzeniowej po 2 tygodniach od urodzenia (w przypadku dzieci chorych: 3 tygodnie lub indywidualnie); nie przybiera w pierwszych 3 miesiącach 120g/tydzień (17g/dobę), a w kolejnych miesiącach niemowlęctwa 90g/tydzień; paradoksalnie sytuacja ta najczęściej wcale nie wynika z niemożliwości wytworzenia przez mamę właściwej ilości mleka, ale z wielu innych przyczyn; nawet jeśli dziecko przybiera za mało na wadze, to i tak mlekiem z wyboru jest dla niego mleko jego własnej matki; w zależności od sytuacji trzeba: *odciągać i podawać metodami alternatywnymi do butelki (łyżeczką, zestawem łyżeczki, po palcu, kubeczkiem, SNS-em itd.); *poprawić technikę, sposób karmienia, częstotliwość karmienia, częstsze nocne karmienia; *często słabe przybieranie na wadze wynika z samego dziecka: słabe ssanie (cechy wcześniactwa, środki przeciwbólowe narkotyczne podane w trakcie porodu, zakłócenie sposobu ssania przez interwencje medyczne- np. odśluzowywanie, nasilona żółtaczka powodująca nadmierną senność); te sytuacje są nierzadko przejściowe: np. senność przy dużym poziomie bilirubiny (żółtaczka) zwykle po kilku dniach mija, ale szkody wywołane podawaniem w tym czasie butelki potrafią pozostać na lata. Oczywiście priorytetem jest dożywienie dziecka, ale nierzadko można je przeprowadzić przez skuteczne odciąganie matczynego pokarmu. Często przyczyną zbyt słabego ssania dziecka jest podawanie smoczków, nawet sporadycznie: czy to tych od butelki, czy uspokajaczy: część dzieci w ten sposób bardzo szybko uczy się słabego, nieefektywnego ssania, przestaje też „rozumieć” pierś swojej mamy, zmiany w wypływie mleka, to, że pierś nie jest nigdy pusta, a wytwarzanie większej ilości mleka wymaga też od dziecka dłuższego, częstszego ssania. Czasami problem jest tak nasilony, że niezbędna jest rehabilitacja funkcji ssania, żeby móc wrócić do prawidłowego ssania. Dużo by tu pisać.
- oddzielenie od dziecka: jest to sytuacja niezmiernie trudna dla rodziny, dla dziecka i matki, zwłaszcza tuż po porodzie, kiedy potrzeba tworzenia więzi jest niezwykle nasilona; w tej sytuacji ogromnie ważne wsparcie, jakiego może udzielić mama swojemu dziecku polega właśnie na skutecznym odciąganiu pokarmu i podawaniu mu dziecku.
- „bo dziecko płacze”- pisałam o tym jakiś czas temu; dzieci karmione piersią często płaczą po karmieniu wcale nie z powodu braku pokarmu, ale z powodu potrzeby odbicia połkniętego powietrza, zbyt szybkiego wypływu i dławienia się; w naszym społeczeństwie większość kobiet ma raczej problem ze zbyt dużą ilością mleka, ze zbyt szybkim wypływem, a potrafi to zinterpretować jako „brak mleka, bo dziecko płacze po karmieniu” lub „zbyt często chce ssać, więc się nie najada”; w tej sytuacji naprawdę jest to problem niewiedzy, niecierpliwości, bo małe dziecko ma prawo ssać i często i długo; a my matki powinnyśmy ćwiczyć się w cierpliwości, a nie niecierpliwości. Tym bardziej niezbędna jest nauka cierpliwości, gdy cały świat, media, reklamy zachęcają do szukania tego, co przychodzi szybko, łatwo i bezboleśnie.
Zasady i sposoby skutecznego odciągania mleka to temat na oddzielny wpis i to bardzo długi.
Pozdrawiam serdecznie mamy karmiące piersią, a te które nie karmią, a umartwiają się czytaniem tego bloga niech karmią duchowo innych.
5 kwiecień
Lubiany kabaret wyśpiewuje: „To mój kubeczek z wiewiórką jest”.
Piękny cytat 😉 Będę się do niego dziś odwoływać.
Kiedyś myślałam słuchając mojej rodziny, że będąc mamą karmiącą piersią pościć nie muszę czy wręcz nie powinnam. Tak mi wmawiano i nie zatrzymując się nad tym zbytnio, przyjęłam to za dobrą monetę.
O, jak bardzo się myliłam. Nie będę się tu rozwodzić nad moją głupotą, bo szkoda klawiatury.
Otóż będąc matką karmiącą piersią, która zakończyła połóg, która jest zdrowa można i trzeba pościć, gdy jest się chrześcijanką. Wystarczy mały post, bo jesteśmy przecież dziećmi Bożymi, a wtedy nauczymy się przeżywać Wielki Post. Warto pościć, bo miłość musi umieć rezygnować z siebie na rzecz drugiej osoby. Pan Bóg nie oczekuje od nas czegoś, do czego nie jesteśmy zdolne. Jaki On ma pomysł, co do naszego postu? Czy post o chlebie i wodzie jest właściwy dla matki karmiącej piersią? Zależy dla której. Wyłącznie w piątek- to nic wielkiego.
Ktoś może być zbulwersowany: a gdzie witaminy, mikroelementy, białka, wielonienasycone kwasy tłuszczowe potrzebne matce i dziecku, jak będzie pościć o chlebie i wodzie? Hm, bez wiary tego nie da się zrozumieć. W księdze Daniela spotykamy tam historię o Danielu i jego przyjaciołach, którzy nie zjadali mięsa poświęcanego bożkom, a żywili się wyłącznie jarzynami. Ku zdziwieniu niektórych osób byli oni w lepszym zdrowiu i kondycji niż pozostali zjadacze mięsa.
A nawet gdybyśmy miały nieco ucierpieć na zdrowiu, to czy zdrowie duchowe nie jest o wiele istotniejsze? Czy post o chlebie i wodzie jeden dzień w tygodniu to jest wielkie wyrzeczenie? Nie sądzę. Są kobiety, które wiele by oddały, by mieć i chleba, i wody choć trochę. Bo na co dzień brak im i chleba, i wody, a przy tym z oddaniem karmią piersią. Co więcej cieszą się, że mogą tak karmić i sprawiać, by choć ich małe dziecko nie było tak głodne jak one same.
A dla tych, co nie mogą pościć od pokarmu bądź nie umieją, to może na początku choćby ten post od „ulubionego kubeczka z wiewiórką”. Plus modlitwa o znalezienie postu podobającemu się Panu.
„Nic takiego się nie zdarza, czego by nie chciał Bóg, a Bóg chce, żebyśmy spotykali się z Matką Bożą w trudnych chwilach.”
Ks. Twardowski „Któryś za nas cierpiał rany”
Taki piękny obraz pokazała mi sąsiadka, więc dzielę się z Wami. Aniołowie podają Matce Bożej nasze modlitwy, problemy wielkie, małe, nie do rozwiązania:
Matka Boża rozwiązująca supełki
26 marzec
Bardzo cenne są dla mnie rozmowy na spotkaniu grupy wsparcia. Pobudzają do dalszych rozważań wychodzących poza same spotkania, zawsze czegoś mnie uczą.
Kobiety często po porodzie czują się zagubione pomiędzy dziesiątkami rad, które do nich płyną, nierzadko sprzecznych. Na samym oddziale położnictwa każda kolejna osoba personelu medycznego potrafi udzielić innej rady co do karmienia piersią. Stąd najlepiej, gdy przychodzimy tam z ugruntowaną wiedzą w tej dziedzinie, jednak nawet teoretyczna bogata wiedza okazuje się niejednokrotnie niewystarczająca, gdy w grę wchodzą silne emocje, trudy, bolesność.
Dlatego tak ważne, by mieć dobre wsparcie w karmieniu po porodzie. Zadaniem douli jest nie tylko przygotowywać do porodu i wspierać podczas cudu narodzin, ale również wspierać w pierwszych dniach po narodzinach. Doula nie może i nie powinna robić czegoś za kobietę, ale pomagać jej, żeby ta poczuła się silniejsza i kompetentniejsza w swoim macierzyństwie.
Polecam Wam przygotowujące się mamy rodzące nie tylko doulę jako pomoc w porodzie, ale przede wszystkim jako wsparcie w pierwszych dniach po porodzie.
1 marzec
Na wielu obrazach malowano dawniej Pana Jezusa ssącego nie tylko jako niemowlę, ale także dziecko na oko 2-3 letnie. Tyle się dawniej popularnie karmiło w wielu regionach, choć część dzieci było karmionych dłużej bądź krócej w zależności od możliwości/potrzeb (np. kolejne dzieci).
Matka Boża Karmiąca
Inne obrazy
Myślę, że właśnie karmienia własnych dzieci można się właśnie uczyć w szkole Maryi. Ile cierpliwości, czułości, pokoju na tych obrazach z Dzieciątkiem Jezus w objęciach swojej Mamy. Nie widać zniecierpliwienia, rozdrażnienia rysujących się na twarzy Matki, choć w jakiś sposób rozumie ona te nasze trudne emocje.
Skoro Dzieciątko Jezus tyle czasu potrzebowało być karmione piersią, rozwijało się jak na człowieka przystało czyli wolno, w zależności od matki- to ten długi czas do rozwoju, ta współzależność są również potrzebne naszym dzieciom.
Zastanawiając się nad tym czasem poświęcanym dziecku, nad tą jego zależnością, widzę je jako trampolinę, od której dzieci odbijają się tym wyżej, tym dalej od nas.
Z drugiej strony uczą się, że współ-zależność obecna w miłości nie jest zagrożeniem, a możliwością rozwoju. I jest to kapitał na przyszłe bliskie relacje.
I to, że mama dzieli się własnym pokarmem- własnym życiem daje też jej samej możliwość rozwoju. Tak jak później takim krokiem naprzód, dalszym rozwojem macierzyństwa jest stopniowa rezygnacja z karmienia piersią, żeby karmić nie tylko ciało dziecka. Żeby karmić jego serce, żeby jego dusza również się syciła.
21 luty
Jak sprawić, żeby karmienie piersią się nie udało:
- nakupić smoczków, butelek, podgrzewacz do butelek, mieszanek, herbatek, kapturków jeszcze przed porodem (im droższe, tym pewniej karmienie się nie uda, bo szkoda tak nie używać drogiego sprzętu);
- hodować w sobie niecierpliwego egocentryka albo perfekcjonistę;
- nie spotykać kobiet karmiących piersią, czerpać natomiast wiedzę na temat karmienia piersią od kobiet karmiących butelką, bądź tych, którym się karmienie piersią nie udało;
- nie czytać dobrej literatury w temacie (np. „Warto karmić piersią”, „Sztuka karmienia piersią”, „Polityka karmienia piersią” itd.), czytać natomiast sporo o karmieniu butelką, blogi, fora butelkowe itp.;
- nastawiać się, że karmienie piersią może się nie udać;
- kontrolować karmienie piersią, jak to tylko możliwe: ważyć przed i po karmieniu, sprawdzać ilość mleka poprzez odciąganie, skrupulatnie zapisywać godziny karmienia; poddawać w wątpliwość ilość zjadanego pokarmu przez dziecko;
- być podejrzliwym wobec karmienia piersią, wobec dziecka: że dziecko zjada za mało/za dużo, za bardzo ulewa/za mało ulewa, że mleko jest za chude/za tłuste, dziecko ssie za często itd.
- nie znosić przezwyciężania trudności;
- nie korzystać z pomocy konsultantów laktacyjnych, doradzać się natomiast w tej kwestii u lekarza, teściowej, sąsiadki itp.
- powtarzać mity typu: za małe mam piersi, zanikł mi pokarm itd., itp.;
- widzieć w karmieniu butelką jedyną alternatywę dla karmienia piersią, zamykać natomiast swoje uszy na inne alternatywy.
Karmienie piersią to dla większości mam szkoła cierpliwości. Większość kobiet przeżywa też zwłaszcza na początku trudności: bolesność fizjologiczna, nieumiejętność przystawiania dziecka, trudności w zrozumieniu płaczu maleństwa i inne. Kiedy dojdzie do tego naturalne obniżenie nastroju (baby blues od 3-4 doby), problemy nabrzmiewają, a na półce kuszą butelki, nietrudno po nie sięgnąć i zaprzepaścić karmienie piersią. Nie zawsze oczywiście tak jest, ale tak bywa. I to bywa często.
Taki zgryźliwy wpis dzisiaj, ale co tam 😉
Taka moja refleksja na temat, jak niektórzy przygotowują swoje późniejsze karmienie butelką.
21 luty
Serdecznie zapraszam mamy z Lublina i okolic na spotkania grupy wsparcia mam karmiących piersią oraz przygotowujące się do karmienia swoich dzieci (obecnie karmionych jeszcze przez kroplówkę pępowinową).
Zapraszam oczywiście z dziećmi małymi i dużymi. Wstęp wolny- czyli możecie przyjść same, ale też z przyjaciółkami, sąsiadkami, itd. Pierwsze spotkanie odbędzie się 27 lutego 2012 czyli w poniedziałek o godzinie 10.30-12.30 w siedzibie Fundacji Aktywni Rodzice przy ul. Głowackiego 35 (I piętro).
O fundacji, innych spotkaniach przezeń organizowanych, jej działaniach możecie sobie poczytać tu:
Aktywni rodzice
Kolejne spotkania będą się odbywać 05.03. 2012, 19.03.2012, 02.04.2012, 16.04.2012, o godzinie 10.30.
Już się cieszę na myśl o spotkaniu z Wami, bardzo ciepło wspominając spotkania, które niegdyś prowadziłam.
Na pierwszym spotkaniu przewiduję czas na:
- zapoznanie się mam i dzieci;
- uczenie się wzajemnego słuchania- żeby móc się skutecznie wspierać, potrzebujemy rzeczywiście się słuchać;
- przyjrzenie się, dlaczego każda mama potrzebuje wsparcia;
- pytania, rozmowy;
- dla chętnych: ważenie dzieci do 20 kg (będę miała ze sobą wagę).
Jeśli macie na temat spotkania pytania, to proponuję kontakt:
fizula@gazeta.pl
16 luty
Nawet jeśli teraz karmisz piersią z całym przekonaniem swoje maleństwo, to firmy sprzedające mieszanki i odżywki dla małych dzieci zrobią wszystko, żeby zachwiać tym Twoim przekonaniem.
Nie wierzysz?
Dlaczego np. w Polsce są mieszanki następne z numerkiem 2, czy 3? Czy dlatego, żeby zadbać o zdrowie starszych dzieci? Oczywiście, że nie. Powstały one po to, by ominąć kodeks, który reguluje marketing i sprzedaż produktów zastępujących mleko kobiece. Są kraje (np. USA), gdzie kodeks ten nie obowiązuje, a w związku z tym nie ma również mieszanek następnych. Ponieważ u nas jest zakaz reklamy mieszanek modyfikowanych dla dzieci do pół roku z numerkiem 1, to reklamują te z 2- oczywiście na zdjęciach pokazując maleńkie niemowlęta. Paranoja!
Firmy te dostrzegły również, że nawet jeśli mamy z przekonaniem karmią piersią maleństwa, to opłaca im się jako oczywiste okazywać starsze dzieci karmione mieszanką. W rzeczywistością chwieją one już pewnością co do karmienia małych niemowląt poprzez wszędobylstwo swojej reklamy, poprzez zalewanie ośrodków zdrowia, poprzez internet, billboardy, ulotki dla mam w ciąży itd.
Mieszanki są stworzone na wzór mleka kobiecego? Guzik prawda, a tak starają się wmówić koncerny i ich spece od reklamy, bo zwyczajnie zwiększa im to zyski, bo ludzie dają się temu oszukiwać.
O tyle da się stworzyć mieszankę podobną do mleka kobiecego, o ile da się przebrać cielaka za niemowlę bądź krew bydlęcą upodobnić do ludzkiej. Kobiety zdają się zapominać w ogóle, że ogromna większość mieszanek to jednak proszkowane mleko krowie (serwatka zazwyczaj) z wieloma sztucznymi dodatkami. Nawet wychwalane niekiedy pod niebiosa preparaty mlekozastępcze np. Nutramigen są także na bazie mleka krowiego.
Z jak wieloma niedostosowanymi do wieku produktami styka się dziecko karmione mieszanką:
- kukurydza, olej palmowy;
- glony i grzyby fermentowane- tzw. LCPUFA (nieudana imitacja wielonienasyconych kwasów tłuszczowych znajdujących się w mleku mamy);
- ziemniaki;
- sztuczne witaminy i mikroelementy, których wchłanianie jest utrudnione (dlatego zazwyczaj ich ilość jest zbyt duża);
- etc.
Jest to wyjątkowo szeroko zakreślony eksperyment na dzieciach- oczywiście milczą o tym ulotki. Właściwie efekty tego doświadczenia już widać: plaga otyłości, alergii, zapalenia jelit, cukrzyca dziecięca, itd. Można by tak długo wymieniać. A te eksperymenty zazwyczaj są jeszcze jednym trikiem, którym się posługują, by uwiarygodnić swoje produkty. Wystarczy pięknie, naukowo nazwać to wszystko: oligosaharydy, nukleotydy, itd.
To jest dopiero perfidne postępowanie, że ukrywając tego typu statystyczne fakty, o których już od dawna mówi Światowa Organizacja Zdrowia, śmią kreować się na ekspertów od żywienia dzieci: infolinie, maile, eksperci czekają, by radzić mamom karmiącym. I to radzić nie tylko o karmieniu, ale i o opiece nad dzieckiem. Cóż za dobroczyńców z siebie robią!
„W tym miejscu warto podkreślić, że głównym celem tych firm nie czynienie dobra, ani nawet dobrej jakości produktów. One mają po prostu ustawowy obowiązek stawiania potrzeb swoich akcjonariuszy na pierwszym miejscu, czyli innymi słowy generowania tak dużego zysku, jak jest to możliwe. Obraz opieki jest po prostu częścią marketingu i nie ma nic wspólnego z realiami biznesu.”
Chyba jednym z najskuteczniejszych sposobów zawładnięcia umysłami rodziców jest sączenie odpowiedniej „wiedzy” mieszankowej specjalistom. Ponieważ w obecnym świecie panuje pewnego rodzaju kult specjalistów, wystarczy ich odpowiednio zmanipulować, wyszkolić, by kierowali kobiety prosto do wyboru smoczków i butelek. Kto spotkał pediatrę czy rodzinnego lekarza, który niedożywionemu dziecku zaleca w pierwszej kolejności mleko mamy? Kto w ogóle z nich wie, że często niedożywienie dziecka ssącego pierś nie wynika z niezdolności matki do wykarmienia, ale z nieskutecznego ssania malca bądź złej techniki karmienia. Ze świecą takiego szukać, choć oczywiście znajdą się wyjątki. No, ale cóż się dziwić, skoro lekarze są skutecznie szkoleni przez marketing mieszankowy, zaś na szkoleniach KUKP (Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią) nie pojawiają się licznie.
Porównajmy też wielkość finansów jednej i drugiej instytucji. Koncerny produkujące żywność dla niemowląt to giganty finansowe (tylko w samym USA na rok 2010 było to 20,2 miliardy dolarów). Karmienie piersią natomiast nie jest w stanie generować natychmiastowych namacalnych zysków, czy stać matki by je promować?
Jeszcze jeden cytat:
„Należy podkreślić, (ponieważ przedsiębiorstwa produkujące mleko sztuczne nie zrobią tego), że dzieci karmione mieszankami są bardziej narażone na:
Zapalenie opon mózgowych, infekcje ucha, zakażenie krwi, zespół nagłej śmierci łóżeczkowej, cukrzyca, nowotwory, otyłość,
biegunka, wysoki poziom cholesterolu we krwi, astma, zmniejszona skuteczność szczepienia, zmniejszona skuteczność przeszczepów narządów, kandydoza, enterowirusy, nieżyt żołądka i jelit, lamblioza, martwicze zapalenie jelit, pneumokoki, zakażenia układu oddechowego (ogólnie), zakażenia dróg oddechowych (działanie ochronne przed narażeniem na dym tytoniowy), syncytialny wirus oddechowy, salmonelloza, sepsa u wcześniaków, infekcje przewodu moczowego, anemia i niedoboru żelaza, autoimmunologiczne choroby tarczycy,
zaparcia, wnętrostwo, reflux przełyku, przepuklina pachwinowa, zaburzenia wchłaniania laktozy, zwężenie odźwiernika, świszczący oddech, więcej bólu podczas zabiegów medycznych, zaburzenia rozwoju szczęki i zębów, alergie, wyprysk, moczenie nocne, redukcja IQ, zaburzenia hormonalne, niespokojny sen, ograniczony rozwój mowy, autyzm, zapalenie wyrostka robaczkowego, choroby układu krążenia (miażdżyca, wysokie stężenie cholesterolu), celiakia, cukrzyca, zakażenie Helicobacter pylori, zapalenie opon mózgowych wywołane przez Haemophilus Influenzae,choroby zapalne jelit (choroba Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego), młodzieńcze reumatoidalne zapalenie stawów (JRA), słabe zdrowie psychiczne, przedwczesna menopauza, stwardnienie rozsiane, ograniczonej ochrony przed toksynami, schizofrenia, zapalenie migdałków.”
Ale kto by się tam przejmował tymi kilkoma podwyższonymi ryzykami dla zdrowia, życia, dobrego samopoczucia dzieci, przecież nie wszystkie korelacje w tych badaniach były bardzo wysokie.
Komu jeszcze mało, zapraszam na stronę:
mlekomamy
No i oczywiście do lektury książki Gabrielle Palmer „Polityka karmienia piersią”. Kto jeszcze tego nie zrobił, a karmi własne dziecko, bądź przymierza się do karmienia kolejnego, pierwszego czy w przyszłości adoptowanego, to czas najwyższy.
|