Archiwum kategorii ‘Naturalne karmienie piersią’


Aż boli

Photo by Luiza Braun on Unsplash

Pewna matka opisuje na grupie, że odstawiła dziecko od piersi po spotkaniu z doradcą laktacyjnym. I pozwoliła swojemu malutkiemu dziecku przez godzinę płakać. Ale w końcu się jej udało osiągnąć to, co zamierzyła.

Czujecie to?

Mnie osobiście boli, że po spotkaniu z konsultantem laktacyjnym nie wychodzi się z przekonaniem, że warto karmić, tylko że warto odstawiać.

Nie podważam faktu, że dziecko potrzebuje zakończyć ten mleczny etap swojego życia. On prędzej czy później musi nastąpić.

Ale podważam, że trzeba małe dziecko, niemal niemowlę doprowadzać do takiej rozpaczy, by przez godzinę płakało.

I że trzeba się tym jeszcze chwalić.

Bo może to przeczytać inna matka. I jej dziecko nie będzie płakało godzinę, tylko dwie. I nie tylko jeden wieczór, ale 2 tygodnie.

Doprowadzanie dziecka do takiej bezsilności, że po godzinie płaczu zasypia, to metoda siłowa.

Matka silniejsza, przeczekała aż słabszy odpuści.

Matka górą.

Ale to nie jest kobiecy styl działania.

Bo nasza siła nie tkwi w dominacji, brutalności, konsekwencji nawet po trupach.

(Tu mi się przypomniała konsekwencja pewnej matki, która doprowadziła do odwodnienia swojego dziecka, trafiła z nim na kroplówkę do szpitala, odmawiając mu piersi- miała też zadziwiająco konsekwentne i silne dziecko).

Tak się zastanawiam, w czym tkwi matczyna, kobieca siła?

Może podpowiecie.

Czy nie w tym, że w to, co robimy, wkładamy nasze serce? Czynimy to pięknym, dajemy swoją czułość, wrażliwość, zrozumienie, cierpliwość?

Popatrzcie na tą małą dziewczynkę. Ona jeszcze nie dała sobie wmówić, że trzeba się wyzbyć swojej kobiecości, wrażliwości i piękna, a zamiast tego trzeba być twardą. Tak się przynajmniej domyślam. I dlatego mogę podziwiać:

Fotografia: Katarzyna Gumowska

Wspieram Was, kochane: pozwólcie sobie być matkami. Ani się obejrzycie, a będziecie matkami starszych dzieci, które nawet nie będą chciały, by wspominać ten etap życia.

Zamiast walczyć z tym, co i tak przeminie, może warto skupić się na tym, co istotne?

No i zastanawiam się, jak łatwe mają zadanie ci, którzy reklamują mieszanki, skoro nawet niektórzy konsultanci laktacyjni przyklaskują siłowemu odstawianiu od piersi.

Doula- Fizula



Twórczość jest w nas

Zdarza się Wam tak: macie coś do zrobienia, ale z jakiegoś powodu sprawia to ogromną trudność, więc znajdujecie sobie pracę zastępczą? Nie polecam takiego sposobu postępowania.

Mi się niestety zdarza.

I w ten sposób powstały 4 książeczki motywacyjne.

  1. O byciu w stanie błogosławionym;
  2. Porodowa;
  3. O mlecznej drodze (vide: zdjęcie);
  4. Wzmacniająca na koniec połogu.

Zachęcam do skorzystania z pomysłu, jako i ja skorzystałam. Z odwlekania prac koniecznych, które „uwierają”- nie.

A było to tak.

Miałam szczęście być w Domu Narodzin im. św. Rodziny w Łomiankach.

I tam napotkałam, oprócz cudownych ludzi, książeczkę z „Perełkami porodowymi” czyli cytatami dodającymi ducha np.

„Poboli, poboli i przestanie”.

Kliknęłam zdjęć parę. (Za jakiś czas Wam pokażę, dzięki uprzejmości Wandy Ekielskiej oraz rodzącej).

A potem w domu zrobiłam własną książeczkę. Potem drugą na kolejny temat. Itd.

A przy okazji zrobiły też swoje własne książeczki moje dzieci.

Tematy, rzecz jasna, zgodne z zainteresowaniami. Czyli różne.

Maluchy podchwyciły temat, bo spodobały im się: kolorowe sznureczki do związywania, każda karteczka w innym kolorze, możliwość układania własnej treści, własnych rysuneczków.

Tworzycie, kochane niewiasty?

To pomaga przywrócić równowagę ducha.

A jeśli nie tworzycie, to może dlatego, że nie odkryłyście jeszcze własnego potencjału? Lub boicie się otworzyć na nieznane, usłyszeć, co Wam w sercu gra?

No a teraz czas wracać do pracy właściwej 🙂  Czyli na adwentowe tory się ustawić.

 



Co wybierasz: podejrzliwość czy zaufanie?

Piękna rzeźba Karmiącej i Karmionego.

Łagodność na tych Twarzach mówi o pięknym zaufaniu: do siebie nawzajem, do nas-patrzących, do pięknego zamysłu Boga-Stwórcy.

Szukając niejednokrotnie przyczyn, czemu to karmienie piersią z takim trudem przychodzi, widzę też w nim barierę naszej podejrzliwości. Podchodzimy więc niejednokrotnie do laktacji jak pies do jeża.

Niestety widzę to za każdym razem, gdy jestem w szpitalu.

Podejrzewamy laktację:

  • o to, że w ogóle jest czymś co pojawia się i znika albo w ogóle nie pojawia „nie wiadomo czemu”;
  • o to, że może się w ogóle nie pojawić, że jest dana nielicznym szczęśliwcom;
  • o to, że jest jakąś kulą u nogi;
  • o to,  że jest zniewoleniem, uwiązaniem dziecka, matki;
  • o to, że, ogólnie mówiąc, coś z nią nie tak;
  • o to, że nie da jej się połączyć z normalnym życiem.

 

No i utwierdzają nas w tym producenci reklam, którzy sprytnie przemycają przekaz o „niewystarczającej” laktacji, o tym, że z nią same problemy.

Efekt jest taki, że w Stanach Zjednoczonych, ale i bardzo wiele matek u nas, karmi dzieci podwójnie: i swoim mlekiem, i modyfikowanym. Skutkiem jest ogromna plaga otyłości, chorób cywilizacyjnych, bo nie jesteśmy krową z czterema żołądkami, by nas od urodzenia podwójnie karmić.

Wystarczy to matczyne karmienie niedoskonałą piersią, ale za to jak bardzo wspaniałą dla dziecka 🙂

Tymczasem:

  • Tak jak nie ma plagi chorób gruczołów potowych, tak samo nie ma plagi gruczołów piersiowych- bo gruczoł piersiowy jest zmodyfikowanym gruczołem potowym; jest za to plaga niewłaściwych porad, niepotrzebnego wciskania smoczków, butelek, reklam, plaga podejrzliwości wobec laktacji, wobec matek, dzieci, podejrzliwość wobec samego mleka matki, że coś z nim nie tak;
  • Karmienie piersią jest najwłaściwszym sposobem karmienia dziecka po narodzinach; karmienie butelką jest jak stosowanie inkubatora „na wszelki wypadek”;
  • Podczas karmienia piersią dziecko syci się matką: jej pokarmem, jej odpornością, jej ciepłem, kontaktem z nią; a matka syci się i cieszy dzieckiem- ma przynajmniej taką możliwość, jeśli się zdobędzie na cierpliwość;
  • Laktacja zaczyna się już w 16 tygodniu ciąży (co nie znaczy, że wtedy mleko musi wypływać na zewnątrz- zazwyczaj nie wypływa, mi nigdy nie wypływało, a moją piątkę dzieciaków wykarmiłam); a skoro zaczyna się w ciąży, to dlaczego miałaby cudownie zanikać po porodzie?!
  • Na naukę karmienia piersią warto sobie dać co najmniej 6 tygodni czyli tyle, ile trwa połóg: i dziecku, i matce; bo oboje uczą się siebie nawzajem; czyli połóg to taki czas, kiedy trzeba sobie pozwolić na odpoczynek z dzieckiem przy piersi; przy piersi jednej, drugiej, trzeciej, czwartej itd. … (Czy ktoś tu się dziwi, że matka ma cztery piersi i więcej? Oczywiście, że ma- tyle, ile razy zmieniamy pierś, tyle razy dajemy dziecku nową pierś, hehe. Taki styl skakania z piersi do piersi, zmian- służy stymulacji laktacji. Gdy chcemy, żeby piersi przestały szaleć i mniej wytwarzały mleka, wtedy dajemy dziecku jedną pierś przy jednym karmieniu.)
  • Karmienie piersią nie jest żadnym „uwiązaniem” dziecka do matki ani vice versa, tylko normalnym elementem rozwoju. Bo i dzieci i matki, które przez 9 miesięcy je nosiły karmiły 24 godziny na dobę potrzebują dalej tej bliskości. To nie matki, które prawidłowo karmią piersią są potem nadmiernie przywiązane do dorosłych synków i córeczek, ale te, które gdy miały niemowlęta i małe dzieci pośpiesznie je odstawiały, na siłę usamodzielniały. I zostało w niech to nienasycenie bliskością dziecka. Ale nie da się jej już zaspokoić, gdy dziecko ma naście, a tym bardziej dwadzieścia lat. Bo robi się krzywdę i sobie i dziecku.

Myślę, że ta plaga podejrzliwości wobec laktacji zaczyna się już przy leczeniu niepłodności, przy cesarce, gdy doznajemy zawodu, że nasze ciało nas zawiodło.

Ale to zazwyczaj nie ciało nas zawodzi. Światowa Organizacja Zdrowia za zasadne uważa co najwyżej 10% cesarskich cięć, tzn. że skoro w naszym kraju jest ich podobno nawet 50%, tzn. że robi się wiele niepotrzebnych operacji zdrowym kobietom.

I nie zawodzi nas ciało, ale najczęściej cierpliwość personelu medycznego, nasza własna cierpliwość, procedury medyczne, które często prowadzą do licznych schorzeń, zaburzeń jatrogennych.

„Kładę przed tobą podejrzliwość i zaufanie”.

Wybierajmy zaufanie, bo ono nadaje sens. I nas buduje, nasze dzieci.

Naszą relację.

Nie bójcie się też uczyć innych o karmieniu piersią.

Niech boją się ci, którzy nie mają o nim pojęcia, a się wypowiadają.

A takie piękne skarby rosną na mleku mamy:



Koń jaki jest, każdy widzi

Koń i jego chłopiec czyli miłość od pierwszego wejrzenia

Zachwyciła mnie kiedyś pewna mama prostym stwierdzeniem, że „nie odstawia swojej córeczki od piersi w tym momencie, bo z koniem nie będzie się kopać”.

Mądrością matczynego serca nie jest nieustępliwość, dążenie po trupach do celu czyli to „kopanie się z koniem”.

Mądrością matczynego serca jest czasem pójście z dzieckiem za rączkę dwa kroczki do tyłu.

My znamy kierunek podążania, rozwoju.

I bardzo dobrze.

Ale dziecko czuje, co się z nim dzieje. Zna swoją słabość i potrzeby.

Też dobrze.

Ważne, żeby być na tej drodze rozwoju razem.

I w zgodzie.

Fotografia Katarzyna Gumowska



Co jaśnieje w Twym życiu? Gdzie ściemniasz?

Ten krzyż Chrystusa Pana jest tak jaśniejący, bo kryje się za nim tak wielka miłość do Ciebie i do mnie, jaka nie mieści nam się w głowach. Najwięksi święci mieli zaledwie jej przeczucie, dlatego nie mogli przestać świadczyć, mówić o niej, zachwycać się nią.

Taki zachód słońca dostałam w prezencie 🙂

A od Moniki taki link:

Boli

Mam nadzieję, że dacie radę odczytać jego zawartość.

Dla tych, co nie mogą otworzyć Facebooka, skrócę i sparafrazuję go po swojemu.

Ciąża boli.

Poród boli.

Karmienie piersią boli.

Niewyspanie boli.

Brak czasu na umycie włosów boli.

Ból dziecka boli. Itd.

Nie zgadzam się.

Tak samo nie jest to prawdą jak przesłodzone nierealistycznie obrazki macierzyństwa w reklamach przekształcane przy pomocy skomplikowanych graficznych programów.

Ten fragment podoba mi się najbardziej:

„Brak czasu dla siebie boli.
Matka potrzebuje pomocy. Nie krytykuj jej, daj jej miłość i empatię, nie ciosy.
Ten, kto dba o innych, też potrzebuje, żeby ktoś o niego zadbał…”

Nie myśl, że kwestionuję przeżywany przez matki ból. Nie kwestionuję. Czułam go i czuję nie raz. Ale któż by go wytrzymał, gdyby nie tyle słodyczy, czułości, zachwytu, które wraz z tym bólem do nas przychodzi.

Więc nie dajmy sobie wmówić, że macierzyństwo nie jest piękne, wspaniałe, słodkie, sensowne.

Jest trochę jak greipfruit lub aronia- miesza się w nim słodycz z goryczą i kwasem.

Jak pełne zdrowia, potrzebne są to owoce!

Pamiętam pewne cesarskie cięcie.

I pierwsze spotkanie mamy i dziecka po porodzie.

Zaledwie przytulenie policzka do policzka.

Gdzie się mógł pomieścić taki ogrom czułości, radości i szczęścia, jak nie w bezradnym bólu?

 

Czy wiecie, że pełne karmienie piersią to co najmniej 500 kCal?

Jeśli karmicie, to tak jakbyście ciężko pracowały fizycznie.

Nie dziwcie się więc Waszemu zmęczeniu, osłabieniu, potrzebie snu, potrzebie odpoczynku.

Kiedy ktoś idzie do pracy i się zmęczył tą pracą, to nie zaczyna kwestionować tej pracy i podważać jej sensu, tylko najpierw stara się odpocząć, złapać oddech. Popatrzcie czasem na karmienie piersią jak na pracę.

Bądźcie dla siebie dobre, wyrozumiałe. Dbajcie o siebie tak, żeby dobrze się ze sobą czuć: o swoją radość, swoje zdrowie, urodę, odpoczynek. Pozwólcie, by inni o Was dbali, nie bójcie się prosić o pomoc. Będzie wtedy Wam łatwiej zająć się dzieckiem, być miłą i dobrą dla męża.

Pozwólcie sobie wreszcie poczuć się najukochańszą córeczką najlepszego Ojca w niebie.

Pozwólcie odpocząć sobie przy dźwięku Jego głosu i w Jego objęciach:

„Powstań, przyjaciółko ma, ukryta w zagłębieniach skały,

w szczelinach przepaści,

ukaż mi swą twarz,

daj mi usłyszeć twój głos!

Bo słodki jest głos twój

i twarz pełna wdzięku!”



Czas to miłość

Photo by Dave Clubb on Unsplash
Czas to miłość.
Dlatego chcę Wam zacytować piękną opowieść Moniki, która nieśmiało zamieściła ją w komentarzu.
Ale ona jest zbyt piękna, pożyteczna i pouczająca dla mam karmiących, by ją tam zostawić.
Dlatego poprosiłam Monikę o to, żebym mogła ją zacytować.
Wyjmuję ją więc z cienia, żebyśmy mogły się od siebie uczyć:

„Oto moja historia. Plan był taki: urodzę naturalnie i będę karmiła piersią przez rok. Życie jednak weryfikuje nasze plany. Zabrakło naprawdę niewiele i urodziłabym naturalnie, ale skończyło się cesarskim cięciem, co przeżyłam bardzo mocno zarówno emocjonalnie i jak fizycznie. Pozostało naturalne karmienie, niejako rekompensata dla Córeczki za drogę przyjścia na świat. Początki były naprawdę w porządku, martwiły jednak słabe przyrosty wagowe. Mały epizod z jedną piersią sprawił, że poprosiłam o wizytę doradcę laktacyjnego i wówczas okazało się, że przyjęta przeze mnie strategia karmienia co 2,5-3 godziny jest co najmniej dyskusyjna 😉 Zaczęłam karmić nie tyle na żądanie, co według rytmu dnia i nocy Dziecka; owszem zdarzały się również przepełnienia piersi i wówczas miałam w Malutkiej wsparcie. Potem trafiłam na blog Izy i przepadłam. Czytałam i czytałam… To mnie chyba rzeczywiście otworzyło na zupełnie inne spojrzenie na siebie jako matkę oraz Córeczkę, na naszą więź, która cały czas się budowała, na to, że karmienie to nie tylko proces odżywczy, ale również emocjonalny, w dużej mierze duchowy, to także nauka i wzrastanie. Może nawet przekraczanie siebie.
Po tym całym przeorganizowaniu mojej pierwszej, fatalnej, koncepcji, przyszła po prostu codzienność. Pojedyncze karmienia łączyły się w dni, tygodnie, miesiące, wreszcie lata. Nawet nie wiem kiedy planowany przeze mnie rok przekształcił się w dwa lata karmienia. Spotkałam się wówczas z Izą, żeby dowiedzieć się, jak „łagodnie odstawić Dziecko od piersi”. Spotkanie było bardzo miłe i pouczające. Nie odstawiłam Dziecka. Podjęłam decyzję, że będę karmić dalej, zaufam intuicji i matczynemu sercu, ale zaufam przede wszystkim Dziecku, dając pierwszeństwo Jej potrzebom. Karmiłam moją Córeczkę 5 lat, 1 miesiąc i 3 dni. Jestem z tego dumna, jestem dumna z siebie, ale nade wszystko z Córeczki, która pewnego dnia powiedziała, że to był Jej ostatni raz, ponieważ jest już dużą dziewczynką (szczerze: marzyłam o tym, by to była decyzja Dziecka, czytałam historie Mam, które opisywały historie swoich Dzieci, ale sama byłam pełna wątpliwości, czy to rzeczywiście jest możliwe).
Bardzo lubiłam karmić. Zawsze mówiłam Mamom, które pytały skąd mam pokarm, że bierze się on z miłości. Oczywiście łatwo otrzeć się tu o lukrowanie i budowanie słodkiego obrazu, takiego z okładki. Ale każda Mama wie przecież, że zdarzają się i kryzysy, i gorsze dni, zmęczenie, zniecierpliwienie, zniechęcenie. Patrzę na karmienie z wielu perspektyw: niektóre wymieniłam na początku, ale należy jeszcze dodać perspektywę ekonomiczną, bezwzględnie należy oddać karmieniu pierwszeństwo w byciu lekiem na całe zło w chorobie, bólu ząbka, smutku, strachu (spowodowanym np. pojawieniem się Rodzeństwa). Karmienie Dziecka to także karmienie samej siebie – tym Dzieckiem, które pewnego dnia już nie będzie potrzebowało mojej piersi, treściami (z książek, blogów, artykułów etc.), które będą rozwijały mnie jako matkę, opiekunkę, żonę (czasem zapominam jak to jest ważne).
Na koniec taka refleksja z mojego długiego karmienia, że częściej spotykałam się z dezaprobatą niż wsparciem. Miałam wrażenie, że ludzie prędzej zaakceptują smoczek w ustach kilkulatka, pampersa u przedszkolaka niż długie karmienie. Co by było, gdyby wiedzieli, że karmiłam przez cały czas oczekiwania na kolejne Dziecko? A po narodzinach karmiłam moją Dwójkę? Nadal bardzo lubię karmić. Teraz już tylko Synka.

PS Dziękuję, jeśli ktoś to przeczytał. Każdej Mamie życzę pięknej mlecznej drogi.

Tego komentować nie ważę się 🙂 Dziękuję Ci za podzielenie się swoimi refleksjami, przeżyciami, dorastaniem.



Jak palić, podpowiadam…

Na zdjęciu mgła.

Ale ja będę dziś pisać raczej o zadymianiu.

Czasem jakiś członek rodziny pali papierosy. Wypali sobie na balkonie, żeby nie truć rodziny, po czym od razu wraca do domu. I jest przekonany, że zadbał o rodzinę. I nie będzie dzielić się swoim nałogiem. Bo przecież wytężył dolne kończyny, by opuścić na chwilę lokum i pogrążył się w błogim dymku poza zasięgiem domowników. Rodzinka więc jest poza zasięgiem jego papierosowej otchłani.

A tu nic z tego!

Żeby nie dzielić się swoim nałogiem, trzeba by przed powrotem do domu zrobić jeszcze 50 pompek lub równoważny wysiłek i dopiero wtedy wrócić do domu.

Ponieważ niemal nikt tak nie robi, to wszyscy członkowie rodziny jednego palacza są biernymi palaczami.

Sprawa palenia/niepalenia dla zdrowia jest istotniejsza niż zdrowe odżywianie. Dlaczego? Bo oddychamy aż 1 6-18 razy na minutę, a jemy jedynie około 3-5 razy na dobę, dzieci nieco częściej.  Dlatego tak ważne jest, jakim powietrzem oddychamy, czy mamy dom wywietrzony, czy chodzimy na spacery itp.

Skoro tak szkodliwy jest dym papierosowy, to czy matka palaczka powinna zrezygnować z karmienia piersią i przejść na mleko modyfikowane?

W żadnym razie!

  • Z badań wynika, że nawet gdy matka pali papierosy jej mleko jest dla dziecka zdrowsze niż jakakolwiek mieszanka. No cóż, mnie to nie dziwi- żadna mieszanka nie zawiera tylu tak zróżnicowanych substancji odpornościowych, z których jedne działają przeciwwirusowo, inne przeciwbakteryjnie, inne z kolei przeciwgrzybicznie.
  • Karmienie piersią może być dodatkową motywacją, by zerwać z nałogiem lub go jak najbardziej ograniczyć.
  • Substancje zawarte w nikotynie, mogą jednak zmniejszać w niezbyt dużym zakresie wydzielanie mleka.
  • Najlepiej więc zmienić palenie papierosów na palenie ogniska lub w kominku 😉

To co, idziemy na spacer?

W tym coraz chłodniejszym czasie warto pamiętać, że mitem jest tzw. „zawianie” piersi. 5 dzieci karmiłam na dworze w każdą pogodę, nigdy z tego powodu nie miałam zapalenia. Zapalenie piersi ma inne przyczyny. Tę włóżmy między bajki. Nie bez powodu piersi zawierają sporą ilość tłuszczu- to jest część ciała, której niestraszny chłód i zimno- jeszcze gotowa jest podzielić się swym ciepłem z ulubionym ssakiem.

Pozdrawiam jesiennie!

Czas więc zapalić.



Torba do porodu

Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda przykładowa torba douli, to popatrzcie na obrazek powyżej.

Po co wieźć jedzenie do porodu?

Jedna z oddziałowych na pobliskiej porodówce zachęca rodzące do jedzenia. Mądra kobieta! Bo jedząc w czasie porodu zwiększa się szanse na szybszy i udany poród (Co nie znaczy, że stawiam znak równości między szybki poród a udany, bo nie musi tak być. Równie udany może być długi poród). Takie są badania medycyny opartej na faktach: Jedząc podczas rodzenia, zwiększa się na prawdopodobieństwo na poród siłami natury oraz dodatkowo na to, że urodzi się szybciej.

Nie chodzi o to, żeby kogokolwiek zmuszać do jedzenia- nie zawsze jest to możliwe. Niektóre kobiety wymiotują.  Na bardziej zaawansowanych etapach porodu czyli powyżej 5 cm rozwarcia zazwyczaj się już nie da jeść (ale da się pić zazwyczaj i jest to jeszcze istotniejsze!).

Dlaczego to jedzenie ma znaczenie?

  • Żeby mieć siły przejść przez cały poród oraz nie zemdleć po porodzie;
  • Żeby dostarczyć energii do przestawienia się z trybu stanu odmiennego na tryb laktacyjny- a są to zmiany kolosalne! im bardziej się wczytuję i poznaję to, tym bardziej jestem zachwycona, jak niezwykle Pan Bóg to wymyślił!

No i podzielę się z Wami moją radością- usłyszałam dzisiaj piękną historię dorastania pewnej młodej damy. Jak to z czynnego ssaka stała się ssakiem w stanie spoczynku 🙂 No i jej kochaną mamę proszę, żeby podzieliła się z nami swoją historię, bo wiem, że takich budujących relacji inne matki są spragnione jak kania dżdżu.

Cud dorastania- cud miłości!

Wpisujcie się, Kochane, nie krępujcie!

A jeśli któraś już bardzo skrępowana, to może mi coś na maila podesłać do zamieszczenia.



Zjedz troszkę plasticzku, kochanie, dziś na śniadanie!

Trochę słońca Wam posyłam na rozgrzanie.

Zwłaszcza przed mrożącym krew w żyłach tematem zatruwania dzieci tworzywami sztucznymi.

Zresztą nie tylko dzieci zatruwają się plastikami. My również. Dzieci jednak w większym stopniu ze względu na niedojrzałość np. bariery żołądkowo-jelitowej. Fizjologicznie pierwsze 2 tygodnie życia dziecko ma nieszczelne jelita. Jest to korzystne dla dziecka np. ze względu na przekaz przeciwciał i innych substancji zawartych w pokarmie matki, które dzięki temu szybciej mogą pomóc dziecku. Natura jednak nie przewidziała, że dzieci od pierwszych dni będą ssały smoczki, piły z plastikowych butelek. Do około 3 roku życia z kolei nieszczelna jest bariera krew-mózg.

Przeczytajcie:

Pediatrzy ostrzegają!

Zwróćcie uwagę na to, że wiele ze sztucznych tworzyw bardziej szkodzi chłopcom ze względu na „upodobnienie” do żeńskich hormonów. Co nie znaczy, że dziewczynkom nie szkodzi.

Jeśli jednak karmisz piersią, to Twoje dziecko jest wolne od sztucznych tworzyw?

Żeby tak było, warto samej dla siebie uczyć się wybierać jedzenie mniej-foliowe czyli nauczyć się np. gotować kaszę, ryż bez torebek foliowych. I być dobrej myśli- nawet mała zmiana, ale często powtarzana, daje dużą poprawę 🙂

Warto dzieciom wybierać też gryzaki, grzechotki drewniane, zrobione z warzyw, naturalnych jadalnych kłączy itp.

Śniadanie, obiad i kolację, o ile jesteśmy w domu, prawie zawsze można zjeść na talerzach szklanych albo porcelanowych czy kamionkowych.

Nie piszę tego, żeby dać się zwariować i przejść na ściśle eko-dietę.

To nie grzech użyć sztucznego tworzywa.

Ale rozum wzywa, żeby go ograniczać. Wychodzić z tego plastikowego nałogu. A papież Franciszek w „Laudato si” również woła do nas, żebyśmy ziemi przynosili błogosławieństwo, a nie przekleństwo bezrozumności i pogardy dla dzieła stworzenia.

Kto się nudzi, a ma dziecko do lat 3- polecam książkę Sears’ów zatytułowaną „Księga wymagającego dziecka”. Dla tych autorów dopiero ich czwarte dziecko było „wymagające”. Z mojej perspektywy każde dziecko jest wymagające. Tylko nie każdy rodzic o tym wie, nie każdy rodzic też daje dziecku dojść do głosu.



Od kuchni

Dedykowane Magdzie, która prywatnie zadała mi pytanie. I bardzo jej dziękuję, bo dzięki niej nie tracę nadziei, że czytelniczki mojego bloga jeszcze nie wymarły 😉

Kontynuuję więc poprzedni wpis.

Jak robić jedzenie dla 8-miesięcznego człowieka i przeżyć, kontynuując karmienie piersią?

Karmienie piersią nie traci podczas wprowadzania swoich licznych funkcji, a nawet zyskuje nową: osłania przewód pokarmowy podczas wprowadzania „trudnego” początkowo dla dziecka jedzenia. Pisząc „trudnego” nie miałam na myśli wyłącznie trudnego do pogryzienia, ale również trudnego do strawienia, trudnego do oczyszczenia przez niedojrzałą wątrobę, trudnego, bo mogącego powodować podrażnienia przewodu pokarmowego. Nie jest więc dziwne, że dziecko wraca do piersi jak bumerang, jeśli mu się to umożliwi. I warto pozwolić sobie tym się cieszyć, że w razie czego pierś pozostaje pewnikiem, z którego dziecko się naje, załagodzi to jego przewód pokarmowy.

Dziecko w drugim półroczu życia, ale też w drugim roku życia może niekiedy lub cały czas budzić się często lub bardzo często:

  • bo upewnia się, czy jest przy nim mama (spodziewa się, że jak ona go uśpiła, to jak się przecknie, to też powinna być w pobliżu);
  • bo w dzień nie ma czasu na ssanie lub za mało jest skupione na nim- w końcu świat jest taki ciekawy, raczkowanie lub inne nowo opanowane ruchy takie ciekawe, czasem mamy za dużo podsuwają dziecku w niewielkim jeszcze stopniu strawnej żywności uzupełniającej; dlatego dziecko nadrabia nocą zaległości dzienne, a dodatkowo pracuje ssąc wytrwale nad budową swojego mózgu- nocne mleko ma więcej lipidów, więcej cholesterolu, kwasów DHA, dużo wody i innych składników potrzebnych do tego; w tym czasie sprawdza się więc karmienie przez sen, nieodkładanie dziecka- jeśli wcześniej się tego nie nauczyłyśmy, to teraz jest okazja;
  • bo zwyczajnie potrzebuje jeść w nocy i jest to dla niego z wielu jeszcze powodów zdrowe;
  • przewaga lekkiego nocnego snu jest zwyczajnie zdrowe dla jego mózgu: wówczas najbardziej mózg się rozwija;
  • stosunkowo często dodatkową przyczyną częstego budzenia są też pasożyty układu pokarmowego (np. swędzące owsiki)- dziecko wszak w tym okresie wszystko bierze do buzi, nietrudno więc się zarazić przy takim trybie życia.

Jak karmić piersią i przetrwać takie okresy częstych nocnych pobudek:

  • być blisko dziecka; budzi nas nie samo karmienie piersią, bo ono działa usypiająco, ale: czekanie aż dziecko zaśnie, odkładanie dziecka, jakieś nasze nocne eksperymenty; tak zorganizować to nocne karmienie, żeby było nam wygodnie, żeby się nie rozbudzać;
  • pogratulować sobie dotychczasowego i obecnego karmienia piersią i w nagrodę: zrobić sobie morfologię krwi i jeśli czujemy się codziennie wyczerpane, przemęczone, bez sił również badanie tarczycy (TSH, Ft3, Ft4); poprawić jakość swojego odżywiania, żeby było zdrowsze, bardziej pełnowartościowe, żeby zawierało więcej witamin, mikroelementów; większość kobiet karmiących pije też za mało lub pije za dużo odwadniających napojów (kawa i herbata)- dlatego warto starać się dużo pić po wyczerpującej nocy; oczywiście można sobie też inne nagrody sprawić- zwłaszcza takie, które dadzą nam radość, którą będziemy mogły żyć;
  • pogratulować sobie po wyczerpującej licznymi pobudkami nocy, bo to jest kawał ciężkiej roboty matki na rzecz dziecka; a po robocie jak to po pracy należy nam się odpoczynek: a więc pozwalać sobie odespać w dzień (gdy dziecko zaśnie lub wyprawić bliską osobę z dzieckiem na spacer itp., żeby samej móc zdrzemnąć się lub tylko poleżeć; i koniecznie pozbyć się tu wszelkich skrupułów: sprzątanie, inne prace będziemy miały całe życie, a dziecko karmione piersią o wiele krócej
  • w skrócie: trzeba być dla siebie dobrą! wtedy łatwiej będzie nam być dobrą również dla dziecka.

A jeśli chodzi o menu, to pierwszy i drugi rok życia jest okresem, kiedy samemu warto wdrożyć dobre nawyki żywieniowe, które posłużą całej rodzinie, a przy okazji dziecku:

  • mało lub wcale cukru, soli i sztucznych dodatków do żywności (stabilizatorów, emulgatorów, konserwantów, wzmacniaczy smaku, słodzików czyli przeróżnych E); ponieważ jednak dorośli potrzebują trochę soli, warto najpierw odjąć trochę jedzenia dla dziecka, a potem je dopiero osolić, przyprawić pikantniej; zamiast soli dodajemy natomiast nasze poprawiające smak i trawienie zioła: majeranek, bazylia, tymianek itd.;
  • jeśli to możliwe, postarać się o warzywa, owoce, ziarna, jaja, mięso od babci, cioci, rolnika, który hoduje „dla siebie”; a jeśli kupujemy w supermarkecie, wybierajmy chociaż albo eko albo chociaż okazy małe (np. marchewki małe nie będą tak przenawożone jak te duże); najpierw więc wprowadzamy rodzime polskie produkty, na drugi rok zostawiając produkty egzotyczne, zagraniczne etc.;
  • wybieramy przede wszystkim pieczenie, gotowanie (też na parze) jako sposób przyrządzania potraw unikając smażenia jako „trudnego” dla wątroby i zdrowia zwłaszcza dziecka (ale dorosłego również);
  • korzystać możliwie często (najlepiej 1 raz dziennie lub częściej) z naturalnych probiotyków, jakimi są domowe kiszonki lub sok z nich; dla dziecka początkowo wystarczy parę kropel dziennie; warto wiedzieć, że łyżeczka naturalnego soku z kiszonek zawiera więcej probiotyków niż całe opakowanie aptecznych probiotyków w postaci saszetek, Lakcidów, Trilaców itp.;
  • dodawać do potraw na końcu (po ugotowaniu lub upieczeniu) surowe oleje z pierwszego tłoczenia: z oliwek, lniany, słonecznikowy, arbuzowy, z pestek dyni itd.; zamiast mąki warto zagęścić danie, np. sos mielonym siemieniem lnianym (najlepiej gdy zmielone jest całe ziarno, a nie apteczne siemię, które jest odtłuszczone);
  • dieta wegańska jest wybrakowana, żeby nie mieć niedoborów, trzeba jeść choćby od czasu do czasu jajka, mięso, nabiał (lub choćby same jajka); 8-miesięcznemu dziecku wprowadzamy żółtko, dobrej jakości mięso, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Z powodu niedojrzałego przewodu pokarmowego, nerek, narządu przeżuwania nie podajemy (lub unikamy zazwyczaj) dziecku w pierwszym roku życia:

  • orzechów- z powodu możliwości zadławienia i ogromnej alergenności;
  • soli z powodu niedojrzałych nerek;
  • produktów zakonserwowanych, silnie zmodyfikowanych itp.;
  • dań smażonych z powodu niedojrzałej wątroby;
  • produktów silnie uczulających: mleka krowiego i jego przetworów (odrobinę w 11 i 12 miesiącu można zacząć proponować), cytrusów, truskawek, ryb, kakao, orzechów; na to wszystko dziecko będzie miało czas w drugim bądź trzecim (alergicy) roku życia.

Dzieci natomiast potrzebują stosunkowo więcej niż dorośli:

  • tłuszczu- można go dodawać do zup, warzyw, kasz itp.;
  • cholesterolu ze względu na budowanie swojego mózgu i proces mielinizacji;
  • węglowodanów: złożonych i prostych, aby mieć wiele energii, szybko rosnąć (w 1 roku życia dziecko nie może surowego miodu ze względu na możliwość występowania w nim bakterii- może jednak przegotowany); warto więc podawać wielość kasz i płatków: jaglane, jęczmienne, gryczane, owsiane, quinoa, kuskus, itd.; dzieci najłatwiej akceptują słodki smak, stąd często owoce są chętniej przez nie zjadane, ale proponujemy również wiele warzyw;
  • białek zwierzęcych- ze względu na szybki wzrost.

Czy będzie ciąg dalszy? Zobaczymy. Przydałoby się jeszcze dojść do konkretów. Kilka super przepisów. Co Wy na to?

Zachęcam do przeczytania z dawką zdrowego krytycyzmu: „Bobas lubi wybór” i Gonzalesa „Moje dziecko nie chce jeść”. Ale najważniejszą książką, jaką każda mama powinna przeczytać jest księga własnego dziecka: słuchanie go, obserwowanie, szukanie dlań zrozumienia niepozbawione dawki roztropności. I pozwólmy dziecku, by była to księga radości.