|
|
|
Archiwum kategorii ‘O wychowaniu siebie i wychowaniu dzieci’
1 listopad
Jeśli pożycza Ci książkę przyjaciółka mówiąc, że napisała ją jej przyjaciółka, to na pewno będzie to deser dla duszy, dla serca.
Z początku podeszłam do tej książki bez pośpiechu, bez emocji. Leżała, czekała, dojrzewała.
Autorka zaczyna od opowieści o swojej pracy we Francji, gdzie opiekowała się staruszką. Opisuje również nocne wstawanie i podawanie metalowej kaczki do załatwiania się. No cóż, oddajmy jej głos. Przed Wami Katarzyna Cedro ze swoją smakowitą książką: „Bagietki i jagodzianki”:
„I tak co noc, czasem nie raz w nocy. I wtedy miałam tę myśl, że jak się ma małe dzieci, to się nie śpi w nocy. Powiedziałam sobie: co to, to nie. To wstawanie do dzieci to nie będzie dla mnie. Nie spać w nocy? niewyobrażalne. Cóż, za mną 70 miesięcy karmienia piersią, budzenia się każdej nocy po trzy, cztery razy. Bo kiedy się służy, wstępuje moc w ręce i umysł człowieka. I wtedy odwiedza Cię Miłość i wszystko przetrzymasz.”
Tak pisze kobieta pięćdziesięcioletnia, matka kilku synów z perspektywy czasu o swoim doświadczeniu. Czyż nie pięknie?
Tą książkę czyta się, jakby się odwiedzało przyjaciół i w ich domu czuło się równie dobrze jak w swoim:
„Lecę do spiżarni. Ileż pyszności! Ile oranżady w butelkach specjalnie zamykanych. Dwie, może trzy skrzynki. Pasztety, kiełbasy, a ile jeszcze pochowanych pyszności! Baranki wielkanocne, kurczaczki, to wszystko szykowała zupełnie sama moja babcia. Czy jedzenie jest tak ważne w życiu człowieka? Bardzo ważne, ale przecież tu nie chodzi o obżarstwo. Za każdym upieczonym mazurkiem, odpowiednio doprawioną zwykłą pomidorową czy rosołem stoi czyjaś miłość. To była zawsze miłość mojej babci do nas.”
Widzę w tym analogię do innych myśli lub jak kto woli bliskość duchową:
„Świętość nie polega na czynieniu rzeczy nadzwyczajnych. Polega na przyjmowaniu z uśmiechem tego, co zsyła nam Jezus. Polega na przyjmowaniu woli Bożej i podążaniu za nią.”
„Nie powinniśmy żyć w obłokach, w sposób powierzchowny. Powinniśmy się oddać zrozumieniu naszych braci i sióstr. Żeby lepiej zrozumieć tych, z którymi żyjemy, konieczne jest żebyśmy najpierw zrozumieli samych siebie”.
Jak bardzo odnosi się to do naszego życiowego powołania: bycia żoną, matką.
„Jest niezwykle znaczące, że zanim Jezus objaśniał słowa Boga, zanim objaśnił tłumom błogosławieństwa, współczuł ludziom, nakarmił ich.
Dopiero kiedy ich nakarmił ich, zaczął ich nauczać.”
Matka Teresa z Kalkuty „Myśli wyszukane”
Czytając ten maleńki zbiorek cytatów mam wrażenie, jakby matka Teresa zebrała go dla mnie, podzieliła się ze mną na naszą rodzinną drogę. Jej myśli towarzyszyły nam dziś na cmentarze. Niby jest po drugiej stronie życia, ale te jej przemyślenia tak bliskie życia, tak aktualne i pomocne, jakby je właśnie dla nas wypowiedziała.
Święci są żywi i chętnie pomogą w wychowaniu siebie samych, dzieci, zmienianiu świata. Wystarczy nawiązać z nimi nić porozumienia. Mają w niebie całodobowy telefon zaufania. Jaki numer? Modlitwa=rozmowa.
9 lipiec
Rywalizacja rodziców?
Polecam do przeczytania.
2 lipiec
„Miłość poznaje się po cierpliwości”- powiedział mi niedawno pewien ojciec.
- Czy będę budzić się dla malucha kilka tygodni?
- A może 3 miesiące?
- A jeśli będzie mnie budzić 6 miesięcy?
- A czy będę cierpliwa, gdy rok będzie mnie potrzebować dziecko również w nocy?
- A 3 lata cierpliwości to nie za dużo?
Czy mamy prawo do cierpliwości, czy niecierpliwości?
„Miłość jest cierpliwa,
łaskawa jest,
nie zazdrości”.
Nie zazdrości też tym rodzicom, których dziecko nie budzi się w nocy zachowując się jak dorosły.
24 czerwiec
Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca- wszystkie te dni na psu budę bez jedności. Bo matka potrzebuje ojca, ojciec matki, dziecko rodziców, rodzice dziecka.
Kto oglądał „Fire proof” (Ognioodporni)? Prawie zawsze jest szansa na owocną pracę nad sobą.
Pewien psychoterapeuta dzielił się ze mną swoim spostrzeżeniem, że warsztaty dla rodziców i wychowawców (wg Faber i Mazlish) w obecnym świecie okazują się niewystarczające, są ślizganiem się po powierzchni. Okazują się nieskuteczne.
Zastanawiam się dlaczego.
Te warsztaty są bardzo dobre. Czy sięgają jednak duszy? Czy nie relatywizują jednak i wartości, i autorytetu rodzicielskiego?
29 maj
Przeczytałam niedawno artykuł z portalu Dzikie dzieci, który reprezentuje teorie rodzicielstwa bliskości zatytułowany „Nie wychowuj!”.
Istotą artykułu było, że wychowanie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu nie jest potrzebne, gdy jest właściwy przykład rodziców, gdy zachowana jest więź, bliskość z rodzicami. Jest to swego rodzaju utopia. Wydaje mi się, że bardzo groźna utopia. Owszem zgadzam się z tym, że przede wszystkim wychowuje przykład mamy i taty, ale pomimo że jest to najistotniejsze, to jednak niewystarczające. Bo czy nasz przykład jest wystarczający? Zdaje się, że jest niewystarczający może poza wyjątkami świętych rodzin, świętych rodziców.
A że rodzice popełniają w swym wychowaniu błędy? Normalna sprawa. Skoro jesteśmy tylko grzesznikami, to mamy błędy, grzeszymy względem siebie, względem naszych dzieci. Jednak jeśli ci sami grzesznicy modlą się o światło Ducha Świętego w wychowaniu swoich dzieci, to Bóg jako kochający Ojciec daje im to światło. I wtedy nawet te błędy Pan Bóg potrafi wykorzystać z korzyścią dla dzieci.
Chyba że modlę się powątpiewając. Wtedy oczywiście nic nie otrzymam. Dlatego dobrze jest jak najczęściej uczyć się zaufania. Na przykład od siostry Faustyny: Jezu, ufam Tobie!
4 marzec
Psu na budę nawet świetne wychowanie dzieci, nawet cudownie wykarmione, jeśli zaprzepaścimy swoją relację ze współmałżonkiem.
Wielki Post to czas nawrócenia, a więc powrotu do właściwej hierarchii wartości, do Boga, który łączy małżonków tak ściśle, że są już nie dwoje, lecz jedno. Relacja małżeńska powinna być więc pierwsza, ważniejsza przed relacją rodzic-dziecko. Dzieci kiedyś odejdą, gdy dorosną, mają prawo się wyprowadzić- mąż powinien pozostać z żoną, a żona z mężem.
W tym czasie Wielkiego Postu warto więc zaprosić małżonka na randkę, by budować z nim relację wciąż się odradzającej miłości.
Żona i mąż czasem się wykręcają od wspólnych spotkań sam na sam, głębokich rozmów zasłaniając się dzieckiem, dziećmi, warunkami. „Że dzieci za małe na zostawanie z kimś innym”, „że za duże”, „że i tak mamy dobrą relację”, „że nie mamy opiekunki do dziecka”, „że trudno znaleźć czas, bo dzieci, bo praca”, „bo dawno nie zapraszaliśmy się” itd., itp. Wymówek jest bez liku.
W rzeczywistości dla chcącego nic trudnego. A choćby i trudne miało być- to dla ważnych spraw warto się wysilić. Najbardziej wychowawcza dla naszych dzieci jest właśnie nasza relacja jako małżonków- czy umiemy grać w tym samym zespole?
Gdy rzeczywiście nie ma z kim zostawić pociechy- randka może być we własnym domu przy świecach. Gdy dziecko małe- nie podsłuchuje- można je wziąć czasem ze sobą. Można szukać zaufanych osób, które z oddaniem zaopiekują się naszym dzieckiem- czasem może to być dziadek czy babcia, ale w innym przypadku sąsiadka, siostra czy przyjaciółka.
Często myślę o Ani i jej wierności wbrew niewierności jej męża, o jej przebaczeniu, które wybrała jako drogę (->patrz: wspólnoty Sychar). O przeciwstawieniu się mentalności rozwodowej: „Zdradza cię- to się rozwiedź!” poprzez „Zdradza cię?- to walcz o przebaczenie i odbudowę małżeństwa”. Oczywiście nie zawsze jest możliwa ta odbudowa, ale wierność i przebaczenie są możliwe dzięki Bogu, który jest miłością.
Najlepszy czas na randki jest właśnie po ślubie. Żeby się rozumieć i kochać, trzeba przede wszystkim Boga i trzeba dużo rozmawiać. Dlaczego Bóg jest potrzebny w tej relacji? Bo On właśnie wymyślił małżeństwo i On rozumie nas lepiej niż my sami jesteśmy w stanie się zrozumieć.
Myślę o nazwie tego blogu „mam wsparcie”. Otóż będziemy miały wsparcie, jeśli same będziemy je dawać naszym mężom, nie oglądając się na to, kiedy oni odwzajemnią się wspieraniem nas.
Jak więc wspierać swojego męża? Może najprościej:
- starając się słuchać go uważnie; wysłuchiwać cierpliwie okazując względy;
- zapraszać na randki; wychodzić z inicjatywą miłości;
- witając męża po pracy dzielić się z nim tym dobrem, którego danego dnia doświadczyłyśmy (ponarzekać zdążymy później, gdy odsapnie);
- starać się „być odpowiednią pomocą” dla swojego męża.
Gdy jest trudno w tej tak istotnej relacji, trzeba przypomnieć sobie i Szefowi na górze, że odwoływaliśmy się: „Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący w Trójcy jedyny i wszyscy święci”.
28 luty
Ostatnio wszyscy czytający książki o wychowaniu dzieci, uczestniczący w kursach opiewają stosowanie granic wobec własnych dzieci.
Może to i dobre, jeśliby kierować się przy wyznaczaniu tych granic zasadami życia chrześcijańskiego:
„Jako wybrańcy Boga- święci i umiłowani- okryjcie się głębokim miłosierdziem, łagodnością, pokorą, delikatnością, cierpliwością. Żyjcie ze sobą w zgodzie i przebaczajcie sobie wzajemnie, gdy macie coś przeciw drugiemu. Jak Pan wam przebaczył, również wy tak czyńcie. A wszystko to z miłością, która jest więzią doskonałości. Pokój Chrystusa, do którego zostaliście powołani w jednym Ciele, niech kieruje waszymi sercami. I bądźcie wdzięczni. Niech zamieszka w was bogactwo nauki Chrystusa (…)” Kol3, 12-16a
Właściwie nie wymaga to żadnych komentarzy. Wystarczy, że drąży nasze sumienie. To głębokie miłosierdzi, łagodność, pokora, delikatność, pokora, zgoda, przebaczenie, pokój, wdzięczność- nie jesteśmy w stanie tego sami osiągnąć. Ale z Bożą pomocą jak najbardziej- i o tę pomoc powinniśmy zabiegać przypominając Mu, że go przecież prosiliśmy „Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci”.
21 luty
Jak sprawić, żeby karmienie piersią się nie udało:
- nakupić smoczków, butelek, podgrzewacz do butelek, mieszanek, herbatek, kapturków jeszcze przed porodem (im droższe, tym pewniej karmienie się nie uda, bo szkoda tak nie używać drogiego sprzętu);
- hodować w sobie niecierpliwego egocentryka albo perfekcjonistę;
- nie spotykać kobiet karmiących piersią, czerpać natomiast wiedzę na temat karmienia piersią od kobiet karmiących butelką, bądź tych, którym się karmienie piersią nie udało;
- nie czytać dobrej literatury w temacie (np. „Warto karmić piersią”, „Sztuka karmienia piersią”, „Polityka karmienia piersią” itd.), czytać natomiast sporo o karmieniu butelką, blogi, fora butelkowe itp.;
- nastawiać się, że karmienie piersią może się nie udać;
- kontrolować karmienie piersią, jak to tylko możliwe: ważyć przed i po karmieniu, sprawdzać ilość mleka poprzez odciąganie, skrupulatnie zapisywać godziny karmienia; poddawać w wątpliwość ilość zjadanego pokarmu przez dziecko;
- być podejrzliwym wobec karmienia piersią, wobec dziecka: że dziecko zjada za mało/za dużo, za bardzo ulewa/za mało ulewa, że mleko jest za chude/za tłuste, dziecko ssie za często itd.
- nie znosić przezwyciężania trudności;
- nie korzystać z pomocy konsultantów laktacyjnych, doradzać się natomiast w tej kwestii u lekarza, teściowej, sąsiadki itp.
- powtarzać mity typu: za małe mam piersi, zanikł mi pokarm itd., itp.;
- widzieć w karmieniu butelką jedyną alternatywę dla karmienia piersią, zamykać natomiast swoje uszy na inne alternatywy.
Karmienie piersią to dla większości mam szkoła cierpliwości. Większość kobiet przeżywa też zwłaszcza na początku trudności: bolesność fizjologiczna, nieumiejętność przystawiania dziecka, trudności w zrozumieniu płaczu maleństwa i inne. Kiedy dojdzie do tego naturalne obniżenie nastroju (baby blues od 3-4 doby), problemy nabrzmiewają, a na półce kuszą butelki, nietrudno po nie sięgnąć i zaprzepaścić karmienie piersią. Nie zawsze oczywiście tak jest, ale tak bywa. I to bywa często.
Taki zgryźliwy wpis dzisiaj, ale co tam 😉
Taka moja refleksja na temat, jak niektórzy przygotowują swoje późniejsze karmienie butelką.
4 luty
Zwłaszcza zimą lubię sobie zapalić. Bardzo relaksujące zajęcie. Kiedyś napisałam o tym na forum i zebrałam gromy na swoją głowę. Jak to? Karmiąca matka i pali? Jak tak można się afiszować nałogiem?!
Jednak ci, którzy tak pisali wykazali się jedynie brakiem uwagi, staranności czytania, brakiem zdolności doczytywania do końca. Nie pisałam bowiem nigdzie, że palę papierosy, a tylko chciałam sobie zażartować opisując dokładnie jak to lubię to palenie. Dopiero na samym końcu napisałam, że chodzi mi o palenie w kominku, a cały ten post był swego rodzaju puszczeniem oka do czytelnika.
No więc zacznę jeszcze raz. Bardzo lubię palić, rozpalać w kominku. Ma to swój klimat. Często palimy w chłodne dni, w taki jak dzisiaj obowiązkowo. I ten ogień rodzi różne refleksje. Ponieważ zaprzyjaźniam się z nim poświęcając mu niekiedy sporo czasu, to i on zdradza mi swoje sekrety. Oczywiście sekretów się nie wyjawia, ale niektóre mam wrażenie, że potrzebują wyjawiania, bo ludzie w cieplutkich mieszkankach z kaloryferami zapomnieli już o tym, jak bardzo potrzebują Prawdziwego Ognia. Ten mały materialny ogień jest tylko jakimś dalekim kuzynem tego Jedynego.
Rozpalanie w kominku to prawdziwa sztuka. Oczywiście najłatwiej uciec się do popularnych rozpałek, wyłącznie suchego drewna- jednak nie każdy je posiada. Otóż starałam się ostatnio podzielić z jednym z członków rodziny odkrytą przeze mnie prawidłowością, że młody ogień łatwo zdusić. Gdy wreszcie uda nam się rozpalić, nowe drwa na początku lepiej dodawać stopniowo i powoli. Dopiero potem można dodawać ich dowolną ilość. Jeśli taki młody ogień założymy wieloma drwami, to może się okazać, że go całkiem zagasimy, że nie poradził sobie z tak dużym zadaniem.
Czy nie podobnie jest z dziećmi? Jak łatwo stłumić talent- „nie maż!” (skąd wiemy, że przyszły malarz nam nie rośnie?); „nie gadaj tyle!” (polityk, dyplomata, a może przyszły aktor?); „nie biegaj wreszcie!” (sportowiec nam rośnie?); „oderwij się w końcu od tych klocków!” (może to przyszły budowniczy podejmuje ważną myśl, która potem zaowocuje?)
Można tak długo się zastanawiać, wiele jest sposobów na tłumienie, pacyfikowanie własnych dzieci. Sama znam niejeden. Mądre mamy jak anioły czuwają jednak nade mną dzieląc się mądrzejszymi myślami niż te, które powstały w mojej głowie. Na dłuższą metę łatwiej jest zahamować, przyciąć, ugłaskać niż dać potężny bodziec do rozwoju.
To często my sami jesteśmy źródłem niepokojów, niecierpliwości- nie dziecko. Dziecko to dziecko: i niedojrzale może mówić (np. cały czas albo z rzadka i powoli), i niedojrzale być nadaktywne, i zwracać na siebie uwagę niedojrzale itd. Wszystkie takie niedojrzałości są trudnym terenem do zagospodarowania. Tym trudniejszym, jeśli będziemy patrzeć na nie z podejrzliwością, nieopanowaną złością itd.
Zacznijmy więc pracę z tym młodym ogniem od tego, że go pokochamy. A więc najpierw damy cierpliwość, a potem stopniowo zadania do wykonywania. Najpierw maleńkie, potem coraz większe. Jeśli ogień, entuzjazm, siła wewnętrzna naszego dziecka będzie duża, to poradzi sobie z każdym trudem. Jeśli jego zapał będzie niewielki, to byle jakie zniechęcenie go przytłoczy.
Jesteśmy zachęceni do wielkiego entuzjazmu, do ufności wielkiej. Tyle że nie w oparciu o własne siły:
„Wszystko bowiem, co z Boga zostało zrodzone, zwycięża świat. A tym zwycięstwem, które zwyciężyło świat jest nasza wiara. Bo kto zwycięża świat jak nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” 1J5, 4b-5
12 styczeń
Mam takiego proboszcza, który swego czasu zachęcał dzieci, żeby jak najczęściej odwiedzały Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie w kościele. Tłumaczył, że wystarczy przyjść, drzwi zawsze do kościoła otwarte, w przedsionku można uklęknąć, spotkać się z Czekającym.
Problem jest jednak taki, że ilekroć przychodzę sama czy z dziećmi (poza Mszą), to jednak kościół jest zamknięty na cztery spusty.
Można by się oburzyć na proboszcza, że sam sobie zaprzecza. Jednak dla mnie jest to pewna nauczka:
- bycie z Panem Jezusem jest darem, nie czymś, co mi się należy;
- czy my często nie jesteśmy takimi samymi rodzicami: deklarujemy otwartość dla swoich dzieci, a gdy przychodzą do nas, zastają nas zatrzaśniętych głucho, zajętych swoimi myślami, sprawami, komputerami?
|