|
|
|
Archiwum kategorii ‘Dzieci małe i duże’
13 sierpień
To, co proponuje nam świat, to wyścig szczurów. Które z dzieci szybciej zacznie pełzać, mówić, chodzić, biegać, czytać, grać, śpiewać?
Pewnie i wy widziałyście obrazujące to filmiki w necie, np. wyścig raczkujących dzieci, trening leżących niemowląt, genialnie grające na instrumentach kilkulatki, maluchy robiące nieprawdopodobne sztuczki itp.
Tylko pytanie: Czy warto? Jakim to kosztem się odbywa? Czy zostawimy dziecku coś z dzieciństwa?
Każdy etap rozwoju pełni jakąś funkcję. Te bardzo niepozorne etapy również. Żeby bezpiecznie chodzić, trzeba umieć dobrze się turlać, trzeba umieć upadać. Żeby nie być bezradnym, żeby dobrze chodzić, trzeba umieć się podnosić, wstawać, kucać. Wszystko jest potrzebne- gdy się jakiś etap „przeskakuje”, potem okazuje się, że trzeba do niego wracać. Np. przeskoczenie etapu raczkowanie niekiedy sprawia, że wraca się do niego podczas nauki czytania, pisania- bo te zdawałoby się niewiele ze sobą mające wspólnego czynności w ciekawy sposób łączą się w mózgu tak, że dzieci nieraczkujące częściej następnie mają problemy podczas nauki czytania, pisania.
„Bo nie lubił leżeć na brzuszku!”- mówią często rodzice o przyczynach tego, że dziecko nie nauczyło się najpierw pełzać, a następnie raczkować, żeby dopiero po tym przygotowaniu zacząć chodzić. Ale dlaczego dziecko nie lubiło leżeć na brzuszku? A może to oczekiwania rodziców co do tego leżenia były nieadekwatne? A rodzice po jednej czy dwóch próbach niepotrzebnie zbyt szybko ocenili swoje dziecko? Czy dla miesięcznego czy dwumiesięcznego dziecka minuta leżenia na brzuszku to nie jest dużo, wystarczająco? A może zbyt wygodnie nam rodzicom jest cały czas sadzać dziecko, by w ten sposób mogło ono obserwować świat i dało nam w ten sposób więcej „świętego” spokoju? A może wygodniej kłaść je ciągle na plecach, oby tylko bez płaczu leżało?
Dziecko można kłaść na brzuszku na chwileczkę, a często. Ćwiczy ono w tej pozycji o wiele więcej czynności niż leżąc na plecach: podpieranie na rączkach, chwytanie, sięganie, pełzanie, itd.

Niefizjologiczne czyli niesprzyjające zdrowiu sposoby przyśpieszania rozwoju dziecka:
- noszenie dziecka przodem do świata- fatalne dla rozwoju stawów biodrowych,niedobre dla naturalnego wolnego przechodzenia od dominacji mięśni zginających do wyprostowujących; sprzyjające przebodźcowaniu dziecka (co się przejawia nadmiernym pobudzeniem dziecka, z którym ono sobie może nie potrafić poradzić, często rodzice również, bo dziecko jest tak rozkrzyczane, niespokojne, nie znajdujące ukojenia);
- sadzanie dziecka z podpórkami nieumiejącego się samodzielnie podnosić;
- chodziki– jest to sprzęt utrudniający wypracowanie prawidłowej postawy ciała, obciążający nadmiernie niedojrzałe do chodzenia stawy, mięśnie, kręgosłup, powodujący nieprawidłowe nachylenie kręgosłupa;
- nauka chodzenia polegająca na prowadzeniu dziecka za rączki: j.w. uczy nieprawidłowej postawy ciała, niepotrzebne obciążenie dla stawów, mięśni, dla których korzystniejsze jest długie raczkowanie przygotowujące dobrze do chodzenia.
Czy więc rozwój szybszy, wcześniejszy, silniejszy oznacza korzystniejszy dla dziecka? Niekoniecznie.
Najpierw dopingujemy nasze dziecko: Już chodź! Już biegaj! A potem trzeba wykonywać tą samą pracę na nowo, tylko w drugim kierunku: Wolniej pisz- ucz się staranności! Wolniej mów- bo wyraźniej! Zwolnij, gdy napotkasz przeszkody! Itd, itp.
Koniec końców okazuje się, że nie zawsze „szybciej, wcześniej, więcej” oznacza sensowniej, rozumniej, korzystniej.
Jest czas na wszystkie sprawy pod niebem- jak mówi Kohelet.
Bardzo mi się podoba termin świętego Tomasza z Akwinu na cierpliwość: długomyślność. Dajemy dziecku raczkować, bo dzięki temu za kilka, kilkanaście lat będzie miało zdrowy kręgosłup. Dajemy dziecku czas na mówienie, ale też na milczenie i ciszę, a za lat kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat nie będziemy męczyć się jego nadmiernym gadulstwem, słowotokiem.
Karmimy dziecko swoim mlekiem kilka lat, ale jego zdrowie kształtujemy na lat kilkanaście, kilkadziesiąt. Niecierpliwość mówi: „Niech już przestanie! To męczące! Inne dzieci już odstawione!” Cierpliwość mówi: „Człowiek nie maszyna: ma swój indywidualny czas. Potrzebuje czasu na dojrzewanie, na zrozumienie, na ukształtowanie, wyrośnięcie z niedojrzałych zachowań.”
Wybierajmy więc cierpliwość 🙂 Bo cierpliwość jest radosna. I to nie godzinę, ale na lata. Nie powierzchownie, ale głęboko.
Jestem w wielu tych sprawach przysłowiowym Polakiem mądrym po szkodzie. Doświadczyłam sama, jak bardzo kuszące jest pochwalenie się: „Już chodzi!”, „Już mówi!”, „Już wszystko zjada!”, „Już przesypia noce!”
Tym pokusom można przeciwstawić właśnie tę cierpliwość, długomyślność czy choćby zwykły zdrowy rozsądek. Zamiast szybciej warto więc uczyć wytrwalej, zamiast wcześniej wystarczy w swoim czasie, zamiast silniej z odpowiednią mocą.
9 lipiec
Rywalizacja rodziców?
Polecam do przeczytania.
2 lipiec
W jaki sposób zakonserwować sobie dziecko?
- od pierwszych dni myć je mydełkami dla dzieci, szamponami;
- nacieranie kremami, oliwkami z supermarketów;
- używanie wszelakich próbek,preparatów, emolientów, kremów, itd.
Jeśli przyjrzymy się składowi tychże preparatów bez większego trudu dojdziemy do wniosku, że niemal wszystkie zawierają liczne konserwanty. Są to: różne alkohole, kwas cytrynowy, różne parabeny (rakotwórcze- ale kto by się tam tym przejmował), itp. I chyba jeszcze alkohol jako konserwant jest tu najbezpieczniejszym konserwantem, aczkolwiek można się zastanawiać nad zasadnością jego stosowania u dzieci.
Właśnie wzięłam sobie jeden krem rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne (He he!)- moją próbkę badawczą- i policzyłam liczbę składników, które użyto do wytworzenia tego kremu. Otóż poza wodą krem ten, który polecany jest dla młodych osób „od pierwszych dni życia”, zawiera 28 składników. Aż 28! Wyobraźmy więc sobie, że pod wpływem używania tego kremu na skórze dziecka powstaje alergiczny wykwit. Hm, który z 28 składników uczula nasze dziecko? Jak to ustalić? Jest to niesłychanie trudne, jeśli nie niemożliwe.
Dlatego wielu rodziców wraca do prostoty naszych babć i prababć:
- szare mydło;
- kąpiel w krochmalu bądź płatkach owsianych przy problemach skórnych;
- kąpiele ziołowe przy problemach, ale też przy zwyczajnych potówkach, które przydarzają się chyba każdemu maluchowi: napar z rumianku, korzenia żywokostu, pączków sosny, lawendy, nagietku;
- nacieranie po kąpieli oliwkami tłoczonymi na zimno, np. budwigowym lnianym lub oliwą z oliwek, w niektórych kulturach naciera się skórę różnymi dostępnymi masłami (osobiście nie polecam krowiego masła ze względu na liczne uczulenia na białko krowie).
Nie warto robić z własnego dziecka królika eksperymentalnego stosując na nim zbyt wiele składników naraz. Zwłaszcza noworodki i niemowlęta mają skórę niezwykle wrażliwą, podatną na różne oddziaływania.
Trzeba więc je myć, pudrować (mąka ziemniaczana- nie łączymy jej z tłuszczami, np. oliwką), natłuszczać niezwykle delikatnie, oszczędnie, żeby skóra sama miała możliwość nauczyć się właściwego funkcjonowania, radzenia sobie ze środowiskiem zewnętrznym. Trzeba pamiętać np. że po kąpieli nie wycieramy dziecka pocierając go ręcznikiem, ale wyciera się je jedynie dotykając nim, otulając.
Jest ogromna słabość tych naturalnych składników: psują się o wiele szybciej, trzeba je przechowywać np. w lodówce (olej lniany, masło). Jest też ich ogromna zaleta: zawierają o wiele więcej witamin, wartościowych składników, ponieważ nie są wielokrotnie przetwarzane i nie trzeba dodawać w związku z tym żadnych sztucznych substytutów (zamienników) tychże.
Nasza służba zdrowia zapomina też o zupełnie naturalnym wartościowym kremie, jakim jest maź płodowa. Po porodzie nie należy jej zmywać, spłukiwać, niszczyć- powinno się pozwolić jej wchłonąć, bo jest naturalną skuteczną barierą dla skóry. Jednak to nie medycy i położne są odpowiedzialne za nasze dzieci- to my przede wszystkim powinniśmy być odpowiedzialni jako rodzice. Skoro my jako rodzice składamy całą odpowiedzialność w ręce opieki zdrowotnej- nie dziwmy się, że ją weźmie opiekując się naszymi dziećmi zazwyczaj tak jak jej wygodniej, jak standardy nakazują, jak przełożeni nakazują itd. Niektóre dzieci rodzą się z dużą ilością mazi płodowej, inne z kolei z suchą skórą (gdy mało jest wód płodowych). Te które mają jeszcze maź płodową- warto pielęgnować na tyle oszczędnie, by maź płodowa miała szansę się wchłonąć. Niektórzy rodzice jej po prostu nie zmywają.
Nie ma wyborów idealnych. Coś za coś.
30 czerwiec
Zanim zaszczepisz, zastanów się.
Zanim cokolwiek zrobisz, zastanów się.
Większość osób szczepi dzieci, bo inni tak robią, bo to na zdrowie, bo lekarz tak zaleca. Bez chwili refleksji. Idziemy po prostu za stadem i to nam wystarcza.
Może warto dwie strony medalu poznać przed podjęciem tej decyzji:
O bezpieczeństwie szczepionek
Autorka tego artykułu wbrew pozorom nie jest zajadłą przeciwniczką szczepień, jest natomiast naukowcem, który szczególnie zajmuje się neurologicznymi skutkami podawania związków rtęci.
Jej wnioski i podsumowanie wklejam w punktach, które utworzyła. Może ktoś skorzysta:
„Propozycja zmiany programu szczepień w Polsce, oparta na analizie programów w innych krajach UE (Euvac.net) oraz konsultacjach z pediatrami – jest następująca:
• wyeliminowanie wszystkich szczepionek z thimerosalem; • zrezygnowanie ze szczepienia noworodków szczepionkami Wzw B (szczepienie tylko noworodków z grupy wysokiego ryzyka, czyli od matek zakażonych żółtaczką). Zaoszczędzone na tych szczepionkach pieniądze przeznaczyć na higienę szpitali, by nikt się w nich nie zarażał.
• zrezygnowanie ze szczepienia noworodków BCG (stosować tylko u dzieci z regionów, gdzie odsetek chorych na gruźlicę wynosi powyżej 40 na 100 000);
• w pozostałej grupie dzieci rozpoczęcie szczepień od 4 miesiąca życia;
• zrezygnowanie ze szczepionki krztuścowej pełnokomórkowej;
• zrezygnowanie z podawania więcej niż trzech rodzajów szczepionek w jednym dniu;
• zrezygnowanie z podawania szczepionek zawierających żywe wirusy lub podawanie ich pojedyńczo w bezpiecznych odstępach czasu;
• udostępnienie szczepionek monowalentnych;
• zobowiązanie szczepiącego lekarza do przeprowadzenia wstępnego wywiadu z rodzicami odnośnie alergii, astmy i innych chorób typu autoimmunologicznego oraz powikłań poszczepiennych u członków rodziny, co pozwoli przewidzieć, czy u danego dziecka mogą wystąpić groźne reakcje poszczepienne. Takie dziecko powinno mieć opracowany indywidualny, bardzo ostrożny program szczepień;
• zobowiązanie szczepiącego lekarza do monitorowania stanu zdrowia dzieci po szczepieniach, by w porę uchwycić stany zagrażające życiu lub zdrowiu dziecka;
• stworzenie narodowego programu obowiązkowej rejestracji powikłań i zgonów poszczepiennych. Dane te powinny być raportowane do WHO (a nie są) i informacje o powikłaniach powinny być zamieszczane w książeczkach zdrowia dziecka.”
29 maj
Przeczytałam niedawno artykuł z portalu Dzikie dzieci, który reprezentuje teorie rodzicielstwa bliskości zatytułowany „Nie wychowuj!”.
Istotą artykułu było, że wychowanie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu nie jest potrzebne, gdy jest właściwy przykład rodziców, gdy zachowana jest więź, bliskość z rodzicami. Jest to swego rodzaju utopia. Wydaje mi się, że bardzo groźna utopia. Owszem zgadzam się z tym, że przede wszystkim wychowuje przykład mamy i taty, ale pomimo że jest to najistotniejsze, to jednak niewystarczające. Bo czy nasz przykład jest wystarczający? Zdaje się, że jest niewystarczający może poza wyjątkami świętych rodzin, świętych rodziców.
A że rodzice popełniają w swym wychowaniu błędy? Normalna sprawa. Skoro jesteśmy tylko grzesznikami, to mamy błędy, grzeszymy względem siebie, względem naszych dzieci. Jednak jeśli ci sami grzesznicy modlą się o światło Ducha Świętego w wychowaniu swoich dzieci, to Bóg jako kochający Ojciec daje im to światło. I wtedy nawet te błędy Pan Bóg potrafi wykorzystać z korzyścią dla dzieci.
Chyba że modlę się powątpiewając. Wtedy oczywiście nic nie otrzymam. Dlatego dobrze jest jak najczęściej uczyć się zaufania. Na przykład od siostry Faustyny: Jezu, ufam Tobie!
10 maj
Od sympatycznego sąsiada dwudziestoparoletniego studenta dowiedziałam się, że na kocięta odłączone za wcześnie od matki, jej mleka mówi się niedoseski. Zachowują się one nieco inaczej od kotów i kociąt odłączonych we właściwym wieku, gdy są już na to gotowe. Przed spaniem niedoseski przebierają łapkami jak małe ssące kocięta, wtulają się, bardzo są spragnione obecności innych. Można by jeszcze dokładniej opisywać takie zachowania. Mamy taką właśnie kociczkę, którą dostaliśmy, gdy miała zaledwie 6 tygodni- i te cechy rzeczywiście występują u niej mimo upływu wielu lat.
Zróbmy analogię do dzieci. Czy dzieci też nie są zbyt często odłączane za wcześnie? Od piersi, od swojej mamy, która wraca do pracy, od domu, od rodziny?
I wcale nie chodzi o to, by skupiać się na tym karmieniu piersią, na swojej obecności w domu, skoro dalej się karmi, czy jest w domu, pomimo że inni już dawno skończyli. O wiele lepiej się karmi, gdy robi się to mimochodem, zwyczajnie, dziecko potrzebuje, to karmię. W końcu w życiu dziecka i jego rodziców jest tak wiele do odkrywania wspólnych przygód, etapów rozwojowych. Dzieci mają tak wiele zasad do odkrycia, tak wiele do nauczenia, że nie warto się nadmiernie zajmować tym, co i tak prędzej czy później wygaśnie, skończy się, straci na znaczeniu.
Podzielę się z Wami pięknym przysłowiem chińskim, które znalazłam.
„Źdźbło żyta nie urośnie wyżej, jeżeli będzie ciągnięte na siłę do góry, trzeba mu pozwolić rosnąć.”
Osobiście rzeczywiście nadmiernie skupiam się na karmieniu piersią zwłaszcza w internecie zaprzeczając temu, co w tym momencie piszę. Z racji własnych szkoleń, pomagania innym czasami w tej akurat dziedzinie. Jednak prywatnie odkrywam, jak dobrze się karmi, gdy robi się to będąc skupionym bardziej na innych zadaniach. A karmienie piersią zostaje po prostu jako jeszcze potrzebne. Skracanie na siłę procesu odstawiania od piersi, zakańczania karmienia to takie właśnie „ciągnięcie źdźbła do góry”. Nie tylko nie pomaga, ale narusza ono korzeń, narusza dotychczasowy spokój dziecka, jego równowagę. Bywa trudne i dla dziecka, ale dla mamy również- trudno o nową równowagę po gwałtownej zmianie.
Nie pamiętam, czy pisałam kiedyś o 9-letnim chłopcu, który przez godzinę, kiedy go obserwowałam (mimochodem) większość czasu gryzł palce, ssał je, ciągnął. Czy nie warto było dać ssać takiemu delikwentowi w czasie, który był na to odpowiedni nawet gdyby to miało trwać przez cały wiek przedszkolny (he he, o zgrozo!- powiedzieliby niektórzy) niż mieć na całe życie bądź na wiele lat takie „oseskowate” zachowania?
Takie moje zastanawianie. I myśli zbieranie.
26 kwiecień
Dzieci afrykańskie nie płaczą, bo matki „czytają” swoje dzieci, a nie książki.
Jednak karmione piersią przez mamy, które mają szybki wypływ płaczą więcej– a tak jest w naszym zachodnim społeczeństwie, jeśli nie umiemy sobie radzić z tym szybkim wypływem, odbijaniem, odczytywaniem potrzeb dziecka itp.
Podsumowując polsku: częste noszenie + karmienie piersią według potrzeby + wspólne spanie = mniej płaczu.
Wspieranie mamy to też mniej płaczu, kultura sprzyjająca macierzyństwu to też bardziej zrelaksowana mama, a więc bardziej zrelaksowane dziecko.
Piękne mi powyżej wyszły równania, jednak z własnego doświadczenia wiem, że mimo noszenia, karmienia, odczytywania sygnałów wysyłanych przez dziecko może się ono żalić i płakać w sposób nieutulony. Najmłodszy okaz naszej rodziny jest tego przykładem (na szczęście po 2 miesiącu życia z tego wyrósł). A więc tolerancja dla płaczu dziecka musi być wpisana w nasze życie. Dziecko ma prawo być dzieckiem, a więc również płakać, gdy je coś boli, gdy czuje się niezrozumiane, smutne.
1 marzec
Na wielu obrazach malowano dawniej Pana Jezusa ssącego nie tylko jako niemowlę, ale także dziecko na oko 2-3 letnie. Tyle się dawniej popularnie karmiło w wielu regionach, choć część dzieci było karmionych dłużej bądź krócej w zależności od możliwości/potrzeb (np. kolejne dzieci).
Matka Boża Karmiąca
Inne obrazy
Myślę, że właśnie karmienia własnych dzieci można się właśnie uczyć w szkole Maryi. Ile cierpliwości, czułości, pokoju na tych obrazach z Dzieciątkiem Jezus w objęciach swojej Mamy. Nie widać zniecierpliwienia, rozdrażnienia rysujących się na twarzy Matki, choć w jakiś sposób rozumie ona te nasze trudne emocje.
Skoro Dzieciątko Jezus tyle czasu potrzebowało być karmione piersią, rozwijało się jak na człowieka przystało czyli wolno, w zależności od matki- to ten długi czas do rozwoju, ta współzależność są również potrzebne naszym dzieciom.
Zastanawiając się nad tym czasem poświęcanym dziecku, nad tą jego zależnością, widzę je jako trampolinę, od której dzieci odbijają się tym wyżej, tym dalej od nas.
Z drugiej strony uczą się, że współ-zależność obecna w miłości nie jest zagrożeniem, a możliwością rozwoju. I jest to kapitał na przyszłe bliskie relacje.
I to, że mama dzieli się własnym pokarmem- własnym życiem daje też jej samej możliwość rozwoju. Tak jak później takim krokiem naprzód, dalszym rozwojem macierzyństwa jest stopniowa rezygnacja z karmienia piersią, żeby karmić nie tylko ciało dziecka. Żeby karmić jego serce, żeby jego dusza również się syciła.
25 luty
Łóżeczko dziecięce to pomysł zaledwie XIX/XX wieczny.
Bardzo utrudniający życie rodziców i dzieci (choć są wyjątki), dobry za to jako pojemnik na zabawki, pościel, itd.
To jest jak samoudręczenie. Najpierw usypianie dziecka, mama czeka, kiedy ten maluch wreszcie zaśnie, żeby można go było odłożyć do łóżeczka. Potem na paluszkach delikatnie usiłuje odłożyć delikwenta. Niestety większość dzieci ma zamontowany czujnik na odkładanie. Próba odłożenia powoduje więc ponowne wybudzenie: młody człowiek zaraz budzi się i wznieca alarm „dlaczego jestem sam?!” i „dlaczego się mnie odkłada?!” No i dzięki odkładaniu, przekładaniu historia rozpoczyna się na nowo. Jak po raz drugi uśpić? A jak po raz trzeci, gdy historia się powtórzy?
Czy nie lepiej uśpić w tym miejscu, gdzie dziecko ma spać? Czy nie lepiej mieć je przy sobie w nocy, żeby nie musieć chodzić nocą po domu? Żeby móc je jak najszybciej nakarmić?
Już słyszę te kontrargumenty, jak to niewygodnie, jak to nie ma co przyzwyczajać do spania z rodzicami. No cóż. Dziecko rodzi się przyzwyczajone do spania z rodzicami- taka jest prawda. Co więcej rodzi się przyzwyczajone do spania wtulone w swoją mamę: przecież ani razu przez 9 miesięcy od poczęcia nie spało samo! Widać to doskonale i w sposobie spania dziecka, i podczas karmienia dziecka. Ono zwija się w fasolkę i lgnie do swojej mamy, wtula nogi i ręce w brzuch i piersi swojej mamy. Gdy zachowuje się inaczej, można się zastanawiać, czy nie mamy do czynienia z jakimiś nieprawidłowościami rozwojowymi.
Jeśli z jakiegoś powodu dziecko nie śpi z rodzicami: lepiej kłaść je do przytulnej małej kołyski albo „torby” na dziecko (z wózka), gdzie czuje się otoczone zewsząd.
Co więcej dziecko śpiąc z rodzicami śpi bezpieczniej: oddycha bardziej miarowo, jego serca równiej bije, a więc ciało dziecka korzysta z większej ilości tlenu, jest bardziej zrelaksowane. Śpiąc z maluchem trzeba to robić jednak w sposób odpowiedzialny: na pewno nie po alkoholu, nie po narkotykach. Również osoby z ogromną otyłością (przelewające się fałdy ciała, które trudno kontrolować) powinny raczej unikać spania z małymi niemowlętami. Także palacze narażają swoje dzieci bardziej, chuchając na nie oparami papierosów, które czuć jeszcze przez długi czas po wypaleniu.
Czasami mamy opowiadają, że czują się okropnie niewyspane po spaniu z maluchem. Z czego to może wynikać? Po części z obaw przed poruszeniem się, obudzeniem dziecka. Jednak okazuje się, że dziecku nie przeszkadza ruszająca się chrapiąca nawet obok osoba, ale jej brak. Niepokoi je samotność, natomiast ruch i obecność mamy i taty sprawia, że sen jest spokojniejszy (co nie znaczy, że dziecko nie będzie potrzebowało ssać w nocy), bardziej relaksujący dla dziecka.
Statystycznie rzecz ujmując dzieci karmione piersią, a śpiące ze swoimi mamami lepiej przybierają na wadze. Ta odkryta korelacja, dla mnie praktykującej od nastu lat mamy , nie jest niczym dziwnym. Dzieci śpiące same niekiedy zapominają o karmieniu nie czując w pobliżu ciepła, zapachu ciała matki, jej ruchu czyli obecności. Gdy mama jest tuż-tuż i czują jej zapach, ruch potrafią bez płaczu upomnieć się o ssanie: poprzez odruch szukania, wtulanie się. Te starsze turlające, pełzające, raczkujące, chodzące łażą niekiedy po całym łóżku w poszukiwaniu maminej piersi.
A i mama, gdy nie musi wstawać w nocy, tylko ma dziecko pod ręką chętniej mu poda pierś nie czekając aż zacznie rozdzierająco płakać. To wszystko skutkuje lepszymi przyborami wagi.
Z początku łóżeczko dziecięce wydaje się oczywistym zakupem. Mi w miarę praktyki zdaje się tym większą zawalidrogą, niepotrzebnym wydatkiem. Dzieci świetnie wyrastają z łóżka rodziców. I potrafią się wówczas cieszyć nową pościelą, nowym łóżeczkiem, swoim dorastaniem do samodzielnego spania.
24 luty
Dlaczego dzieci są nieposłuszne?
- bo potrzebują umieć odmawiać- czy chcielibyśmy, żeby jako nastolatki też ulegle brały papieroski lub narkotyki od rówieśnika nie umiejąc odmówić?; a więc muszą mieć tyle śmiałości, pewności siebie, żeby powiedzieć: „nie, dzięki!”
- bo nie rozumieją nas; zwłaszcza do małych dzieci oczekując szybkiej reakcji trzeba mówić krótko; np. żeby założyć rękawiczki mówimy: „teraz rękawiczki”; własny przykład też bardzo pomaga: jeśli oczekujemy, żeby dziecko samo nałożyło rękawiczki, wówczas można samemu nałożyć swoje rękawiczki, wręczając dziecku jego własne; podanie rękawiczek dwulatkowi, o wiele bardziej do niego przemawia niż najpiękniejsze mowy, prośby;
- bo nie nadążają nas słuchać, wybierać; często dajemy dziecku zbyt trudny wybór np. każąc wybierać półtorarocznemu dziecku; jeśli takiemu młodemu człowiekowi chcemy dogodzić i dać wybór, o wiele lepiej będzie zaproponować: „Chcesz żółtą czapkę?” niż „Chcesz żółtą czy niebieską czapkę?”; przerzucanie w tej sytuacji odpowiedzialności na dziecko nie jest dobrym pomysłem;
- bo są grzesznikami, jak my- a więc poniekąd łatwiej im się nie słuchać niż słuchać, zwłaszcza gdy będzie to wymagało od nich większego wysiłku, wymagania od siebie.
Ponieważ dzieci są grzesznikami jak my, to zwyczajnie potrzebują z miłością upomnień. Karcenie jest z tego powodu bardzo potrzebne naszym dzieciom: jak drogowskaz kierowcy. Z tymże ten nasz młody kierowca potrzebuje bardzo dużo miłości, budowania zaufania, żeby móc zaakceptować te drogowskazy, które powinny prowadzić go pod górę.
|